Co ma zrobić Adam Małysz ?
 Oceń wpis
   

Adam Małysz po konkursie w Oberstdorfie powiedział – Jest rozczarowanie w sercu i zawód. Moje skoki to załamka. Ocena mistrza skoków narciarskich jest do bólu szczera. I to specjalnie nie dziwi. Stoi więc dziś przed zasadniczym pytaniem – czy dalej startować w prestiżowym Konkursie Czterech Skoczni czy też w ciszy się wycofać. Jego trener Łukasz Kruczek w geście bezradności rozkłada ręce.  http://sport.onet.pl/0,1248889,1888566,wiadomosc.html

Sądzę, że wszyscy lub większość z nas - mamy wobec Adama Małysza głęboki szacunek. Przez lata wprawiał Polaków w ekscytację, często również tych, którzy niezbyt interesują się jakąkolwiek rywalizacją sportową. Był jest i nadal będzie bohaterem naszego kraju. Małysz to również jeden z wzorcowych w Polsce przykładów w jaki sposób sukces sportowy przełożył się na zbudowanie własnej marki to zaś (przynajmniej kiedyś) na osobiste przychody. Ten szczupły, niziutki. skromny „chłopaczek” nieco a’medialny (być może w tym również tkwiła jego siła) podbił nasze serca. Przez te wszystkie lata oszczędził nam występów w stylu Radka Majdana (nie wdawał w pogłębioną dyskusję z organami ścigania)

Być może również dlatego, nawet tabloidy póki spokojnie podchodzą do słabych wyników Małysza (znaczy spokojnie jak na swoje możliwości) Nie ma więc zwyczajowego w takich przypadkach: wycia w postaci krzykliwych nagłówków, łapania mistrza za rękaw, stawiania różnorakich wniosków i jeszcze głupszych pytań.  Póki co oszczędzają mu tego.

Przed laty na alpejskich trasach slalomowych królował Włoch Alberto Tomba. http://www.albertotomba.com (był trzykrotnym mistrzem olimpijskim) W pewnym momencie jego kariery nie miało kompletnie znaczenia kto wygrał kolejny slalom zaliczany do Pucharu Swiata. Ważne było wyłącznie, który był Tomba la Bomba. Ale jeszcze ważniejsze jaki zjadł makaron na kolację z jaką dziewczyną aktualnie chodzi, jak mu poszły pląsy na parkiecie, a co najważniejsze co jego mama na to ? Budował swój wizerunek również na innych płaszczyznach - poza sportowych. Znaczy ten wizerunek sam mu się budował przy okazji, a Tomba temu procesowi nie przeszkadzał.  Oczywiste jest, że był po włosku przystojny, otwarty na różne poza sportowe sprawki, ale z raczej umiarem Był prawdziwym kolorowym sportowym celebrytą tamtych czasów.

W swoje autobiografii Pt. „Pierwszy i drugi przejazd” o przyczynach zakończenia swojej kariery napisał – "Powodem takiej decyzji był stres. Moja psychika tego już nie wytrzymywała. Fizycznie byłem w stanie startować jeszcze przez kolejne sześć lat, ale otoczenie nie pozostawia człowiekowi czasu na chwilę oddechu. Zawsze trzeba być tym najlepszym, inaczej cię zniszczą" . Małysz póki co nie wysyła tak drastycznych sygnałów (choć parę razy w czasie swojej kariery był nieźle wkurzony na media). Opinia publiczna też póki co jest raczej za Małyszem (tak wynika z dokonywanych wpisów na różnych portalach).

Nie mam pojęcia jakie powody pchają Małysza do kolejnych startów. Może to jest jakaś obawa przed podjęciem normalnego życia ? Może różnorakie zobowiązania, może po prostu sportowa ambicja, której temu człowiekowi nie brakuje. Nieco uwiera mnie gdy widzę wynik Małysza w okolicy trzydziestego miejsca. Bo chciałbym pamiętać jego karierę przez pryzmat wiwatów wielotysięcznego tłumu stojącego pod zakopiańską Wielką Krokwią. Ale dalibóg nie ważyłbym się doradzać mu co należałoby czynić ?

Znaczy wiem, ale przez gardło mi to nie przechodzi.  

Komentarze (1)
Wszystkiego najlepszego !
 Oceń wpis
   

Kochani,

Życzę wszystki spokojnych i wesołych świąt. Byście przez te kilka dni wykonywali czynności świąteczne, rozmawiali z najbliższymi, odbyli spacery z na które nie ma w normalnych dniach czasu. Byście sobie pobiesiadowali wytężenie nie oszczędzając układu trawiennego i wątroby (znaczy oszczędzajcie, ale w elastyczny sposób) Byście poleniuchowali. O tym leniuchowaniu z premedytacją piszę - to miejsce - money.pl przeznaczone jest przecież i gromadzi właśnie dla tych, którzy nie tracą czasu na myślenie quasi/egzystencjalne.

Życzę Wam gorąco byście nie rozmawili, nie słuchali telewizji we wszech sprawach dotyczącyh kryzysu, przedświątecznej siły nabywczej gwiazdkowiczów itd. Z tego nic nie wyniknie, a wyłącznie nastrój świąteczny może popsuć. Uważajcie za kierownicą w czasie podróży i pod żadnym pozorem nie siadajcie za kółko po kielichu. Nic tylko nieszczęścia i tragedie z tego wynikają.    

Osobiście nie lubię otrzymywać esemesów z życzeniami i takowych nie wysyłam. Z rzadka jednak zagłębiam się w treść i czasami jest to uzasadnione działanie. Dostałem więc od Maćka, mojego, kumpla celebrytę z branż turystycznej (taki biznes prowadzi) esemesa o m.in. następującej treści. "... jestem w Tajlandii, tradycyjnie nurkuję,  sam sobie złowię langustę i zjem przy ognisku na plaży. Ściskam M"   Jak coś takiego czytam - gęba mi się uśmiecha.

Najlepszego !!!!!

 yle="word-spacing: 0px; font: 12px/13px Georgia; text-transform: none; color: rgb(0,0,0); text-indent: 0px; letter-spacing: normal; border-collapse: separate; orphans: 2; widows: 2; -webkit-border-horizontal-spacing: 0px; -webkit-border-vertical-spacing: 0px; -webkit-text-decorations-in-effect: none; -webkit-text-size-adjust: auto; -webkit-text-stroke-width: c16b65c9d3e9890618e7f0d309489f91

 

Komentarze (0)
Czy napiłbyś się wina z posłem Palikotem ?
 Oceń wpis
   

Z posłem Palikotem miałem kiedyś okoliczność wracać jednym samolotem z Paryża do Warszawy, los posadził nas koło siebie. Pan Janusz Palikot cały czas opowiadał mi o różnych rzeczach. Wtedy był na etapie zakładania tygodnika „Ozon” więc  było głównie o dziennikarstwie, wydawaniu czasopism, biznesie i oczywiście o polityce.  Zdołałem się wtedy odezwać ledwie kilka razy - Palikot mówił, mówił, mówił. Ale przyznaję podróż samolotem minęła mi jak w oka mgnieniu to była bardzo fajna i inspirująca rozmowa.

Dziś Janusz Palikot jest posłem i jak niektórzy mówią wysuniętym na czoło harcownikiem PO, który bezustannie nęka oponentów politycznych praktycznie każdego dnia. Ponieważ jest człowiekiem inteligentnym, twórczym, pracowitym praktycznie każdego dnia mamy w publikatorach jakieś doniesienie o kolejnej inicjatywie medialnej posła Palikota. Jest taką samodzielną orkiestrą  multimedialną grającą na nerwach.

Dziś mamy kolejną odsłonkę Palikot’czyzny. Wysłał esemesa dziennikarce, że umówi się z nią „nago i po dwóch butelkach wina”. Co oczywiście jest kolejną prowokacją medialną. Bo teraz wszyscy dochodzą kto miał być nagi Palikot czy dziennikarka i kto miał wypić dwa wina; oni razem podczas wywiadu ? czy przed ? czy po ? w ubraniu czy bez ?

Po wpisaniu do googli hasła Palikot mamy 1 380 000 wyświetleń: jest obecny w postaci swojego bloga palikot.blog.onet.pl, w wikipedi pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Palikoti wszędzie i we wszystkim co jest o bieżącej polityce. Palikot to wielowymiarowość możliwości i zaangażowania. Jest wymagającym przeciwnikiem dla rywali; nie daje im chwili oddechu, nęka, prowokuje, podpuszcza www.pepepe.pl i mówi to co myśli, a i pewnie to co w danym momencie mu do głowy przyjdzie, czeka jak „zwierzyna” zareaguje; ale często szkoda mu czasu - nie ogląda się na poprzednie zgliszcza i leje - napiera dalej.

Wierzę, że Palikot sam wymyśla sobie te gagi medialne, kupuje w sklepie penisy, świńskie ryje, drukuje koszulki, dyryguje swoimi stronami internetowymi. Czasami można odnieść wrażenie, że to wszystko jest chaotyczne tak jak chaotyczne i głupie bywają bieżące awantury polityczne, ale to pozory. Ta wielomiesięczna kanonada ma jeden zasadniczy cel: dyskredytacja i ośmieszanie. Obrał określony styl debaty; jak wytrawny mistrz sztuk walki wszech styli zebrał je do jednego kojca. Ułożył techniki od nowa i do określonej sytuacji używa określonej. O kilka głów przerósł innych czempionów z innych partii. Mają oni z nim ciężko, oj ciężko. Bo medialna nawalanka to w istocie jeden z jego wielu żywiołów.

Oczywiście jest tak, że Palikot przesuwa granice czegoś co moglibyśmy określić debatą polityczną w kierunku populizmu i popkultury medialnej. Zdając sobie sprawę, że świat mediów podąża w kierunku prostych przekazów, złożonych z nieskomplikowanych mikro obrazków, ikonek wydarzeniowych; każdorazowo więc celnie trafia przebijając się bez jakiegokolwiek trudu na czołówki wszystkich publikatorów.

Swoje cele taktyczny osiągając bez żadnego trudu; owszem, czasami jest to balans na granicy dobrego smaku, ale bądźmy szczerzy i stwierdźmy: co jest dobrym smakiem dzisiejszej polityki ?  I co jest lepsze: nadęta mina i spocony kołnierzyk czy ironia ze świata, ludzi, a czasami z samego siebie ? Za uprawainie takiego stylu płaci się jednak rachunek. W przeprowadzonym niedawno badaniu CBOS, gdzie pytano jakim politykom się nie ufa -36% respondentów wskazało Janusza Palikota. Przy takim upozycjonowaniu własnej osoby - nie ma szans Palikot na to aby stać się przewdniczącym partii, a póxniej na przykład Prezesem Rady Ministrów czy też Prezydentem RP. Płynie już bezpowrotnie inną rzeką

Teoretycy, a  w szczegóności puryści public relations dopuszczeni do oceny działań posła Janusza Palikowa prawdopodobnie nie zostawili by na nim suchej nitki. Bowiem jedną nadrzędnych ról tej dyscypliny mareketingu (warunki te wymieniane są w wielu definicjach public relations) jest budowanie porozumienia i dialogu. Palikot owych wartości  wyższych raczej nie wytwarza. Jest bardziej propagandystą, którego wyłącznym celem jest zwalczanie przeciwników politycznych. Natężenie i zapał z jakim to czyni wskazuje, że jest to również jego osobista sprawa, a nie linia polityczna reprezentowanej partii czy też polecenie przewodniczącego klubu. Można też sobie wyobrazić, że często jego koledzy z PO mają duży problem jak wytłumaczyć społeczeństwu co Palikot miał w danym momencie na myśli.  Nie jest zresztą on jakimkolwiek wyjątkiem. W taki sam sposób ale ze znacznie mniejszym polotem i swadą postępuje znakomita większość polityków i tych, którzy tak siebie wszem i wobec przedstawiają.

Ja osobiście, gdybym miał okazję chętnie napiłbym się wina z posłem Palikotem. Jestem pewien, że w ramach tej biesiady, dowiedziałbym się od niego czegoś nowego. Oczywiście gdyby  nie przyszedł na naszą popijawę - lekko bym się zmarszczył.

 

www.blogroku.pl/jciszewski@publicrelations,gvxcl,blog.html

Komentarze (39)
Czego życzymy ministrowi Ziobro ?
 Oceń wpis
   

Politycy PIS - jak donoszą dzisiejsze media - postanowili przeprowadzić zbiórkę pieniężną na rzecz swojego partyjnego kolegi Zbigniewa Ziobry. Bowiem sąd apelacyjny z Krakowa nakazał mu wykupienie przeprosin na rzecz dr. Mirosława G. w trzech stacjach telewizyjnych. Były minister sprawiedliwości musi również zapłacić lekarzowi, tytułem odszkodowania  30 tys pln.

Rozumiem tym samym, że min. Ziobro nie skorzystał z oferty swojego politycznego adwersarza, posła Palikota i nie odsprzeda mu swojego mieszkania w Krakowie. Taka oferta został publicznie złożona dobre kilka dni temu.  Przy obecnym, marnym poziomie sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym i tym ogólnym lamencie - kto wie może to i byłaby dobra okazja na zrobienie dobrego biznesu ?  Na rynku – tak pierwotnym jak i wtórnym, nabywców na powierzchnie mieszkalną jak kot napłakał; a z  posłem Palikotem można by dobrze ponegocjować, wszak majętny i pełen różnorakich wizji.

Może być jednak tak, że konieczność organizowania zbiórek pieniężnych na byłego ministra będzie się cyklicznie powtarzała Pojawiła się wiadomość, że były vice premier Andrzej Lepper również wystąpi (czy też już wystąpił) z powództwem cywilnym przeciwko Zbigniewowi Ziobro.  Coś mi się zdaje że, Andrzej Lepper ma chyba zadrę wobec posła Ziobry; też pewnie będzie chciał być przepraszany w prime time. Czuje krew płynącą z ofiary i chyba nie odpuści; i tak przy okazji będzie to również znakomita okazja do wystąpień medialnych (czyli w dużym uproszczeniu uprawianiu własnego public relations. Piszę w „uproszczeniu” bowiem tego typu aktywności mają tyle wspólnego z public relations ile czołg rudy 102 z czołgiem Abrams. Wybaczcie, sam nie wiem, dlaczego mi się tak po wojskowemu skojarzyło. Pewnie dlatego, że to też rodzaj wojny – tyle tylko, że prowadzonej przy pomocy mediów)

Osobiście nawet mi nieco szkoda min. Ziobro – mimo, że zastrzegam się - nie jest to bohater z mojej bajki. Tak naprawdę jak na to chłodno i na poważnie spojrzeć – bardzo pracowicie sobie piwo: warzył, warzył i nawarzył. Powszechnie wiadomo, że politycy o pieniądzach generalnie starają się nie myśleć traktując tą strefę nader wybiórczo.  Tu możemy mieć do czynienia z przypadkiem gdzie po prostu, prędzej czy później, elementarnie w jakimś momencie ministrowi Ziobro głód w oczy zajrzy.

Niech każdy sam sobie odpowie na pytanie.  Czy mu tego życzy czy też nie ?

 

Komentarze (17)
Inspekcja sierżanta 1302
 Oceń wpis
   

Rozwój cypryjskiej sprawy naszych posłów K. Karskiego i Ł. Zbonikowskiego to klasyczny przykład sytuacji kryzysowej i nieskutecznej metody zarządzania nią. W świecie biznesu, a polityki w szczególności umiejętność ta staje się niezbędna niczym powietrze do oddychania.

Przy rozwoju współczesnych mediów, które do krwi ostatniej ze sobą rywalizują o udział w rynku, wielokanałowych metodach komunikowania się z odbiorcami, ewidentnym zapotrzebowaniu na kolejną „szokującą” informację – ci którzy sądzę, że gdzieś tam się przemkną i „nikt się nie dowie” popełniają ewidentny błąd.

I tak: jeszcze kilka dni temu posłowie „zapierali się kopytami”, że to prowokacja hotelu, który chce ich naciągnąć na dziesięć tysięcy euro. Pamiętamy zacietrzewione i protestujące oblicza obu Panów podczas konferencji prasowej zorganizowanej w pomieszczeniach Sejmu.

To wywołało naturalną reakcję mediów. Rozpoczęło się śledztwo dziennikarskie; dotarto do hotelowego personelu, znaleźli się świadkowie, publikowano u nas zdjęcia wózków golfowych. Innymi słowy – coraz więcej informacji nie potwierdzających bynajmniej słów Panów Posłów.

Wczoraj opublikowano raport policji cypryjskiej. Czytamy więc – „Sierżant 1302 dokonał inspekcji szkód i stwierdził, że GOLF CAR nr. 15 znajdował się na falochronie hotelowy,: jedno z kół pojazdu było w powietrzu, podczas gdy jego rama utknęła na falochronie. Sierżant 1302 stwierdził również, że na pedale gazu został położony kamień (!) Sposób ułożenia kamienia wskazywał, że sprawca umieścił go tam po to, by pojazd sam się poruszał i wjechał do morza.

To wywołało kolejną reakcję posłów, stwierdzili, że raport jest dla nich pozytywny  i nie dowodzi niczego. Dodali, iż złożą protest do ambasady Cypru w Warszawie w związku z oskarżeniami formułowanymi wobec nich przez jeden z cypryjskich hoteli (przypomnijmy, iż hotel należy do sieci Meridian).

Reasumując. Mamy dwa odrębne stanowiska dwóch stron konfliktu, ale w istocie nie wiemy jaka jest prawda dotycząca poselskiej nocy na Cyprze – możemy się tylko domyślać. Z jednej strony mamy więc zaprzeczenia dwóch Panów z drugiej zeznania świadków (polskiego i nie tylko pochodzenia) oraz raporty policyjne – te coraz bardziej zdają się być niekorzystne dla posłów.  Autor raportu nadkomisarz Andreas Angelidas powiedział m.in., że posłowie nie zgodzili się na pobranie odcisków palców oraz materiału genetycznego. Podkreślił jednocześnie, że posłowie odpowiedzieli szczegółowo na wszelkie pytania.

Coż więc Posłowie mogą zrobić ? Na tym etapie awantury medialno/politycznej wyłącznie twarde dowody są w stanie zaświadczyć wobec opinii publicznej i potwierdzić słowa Posłów. Proponowałbym więc udać się na Cypr, dać odciski palców oraz materiał genetyczny do badania i spokojnie czekać na werdykt. Następnie zaprezentować te dokumenty na konferencji prasowej i przekazać kopie tychże wszystkim, którzy są sprawą zainteresowani. Wtedy media stracą jakiekolwiek zainteresowanie sprawą – no bo co kogo obchodzi, że ktoś był trzeźwy ?

Jeśli z jakiegoś powodu – wyprawa taka nie jest w stanie przynieść pożądanego skutku, a tak może przecież być. Należało na samy początku przyznać się; posypać głowę popiołem, tak szybko jak to możliwe – po zrobieniu zbiorki wśród kumpli, zapłacić to co hotel wyznaczył i prosić o wybaczenie. Przecież Polacy to taki naród co generalnie ma dużą wyrozumiałość wobec spożywania. Owszem byłby jazgot medialny tabloidów, ale góra dwa trzy dni, później przytaczano by tę eskapadę w ramach żartu, z biegiem czasu ranka przyschła by – aczkolwiek blizna na zawsze byłaby widoczna.  Z pkt. widzenia posłów Karskiego i Zbonikowskiego jakiekolwiek  inne rozwiązanie prowadzi donikąd, a  obrazowo – wyłącznie do kolizji z betonową ścianą.

W sytuacjach kryzysowych, które są częścią public relations, mamy w zasadzie jedno wyjście - mówić wyłącznie prawdę ! Każde inne jest wyłącznie odciąganiem medialnej, społecznej  „egzekucji” w czasie oraz powiększaniem siły finalnej eksplozji. A wióry wtedy lecą, że ho ho ! 

Komentarze (2)
Wstydźmy się wszyscy
 Oceń wpis
   

Sprawa rodziny Olewników – porwanie syna, jego tragiczna śmierć, wszystkie upokorzenia jakie od losu, a także chyba od wymiaru sprawiedliwości ludzie ci od lat doznają jest strasznie smutną sprawą. Dzisiejsze media donoszą, iż Włodzimierz Olewnik – tata zamordowanego usłyszał zarzuty prokuratorskie za znieważenie prokuratora za co grozi mu kara do lat trzech.

Jest w tym jakąś absolutnie rażąca niesprawiedliwość – taka do szpiku kości, naruszająca wszelkie zasady moralne; w istocie podważająca wiarę w umowy jakie dwustronnie, Państwo zawiera ze swoimi obywatelami. Oto człowiek, który w dramatycznych okolicznościach traci dziecko, które wcześniej jest maltretowane i torturowane; któremu świat się usuwa spod stóp o wierze w jakąkolwiek sprawiedliwość nie mówiąc; teraz – rozumiem – będzie przesłuchiwany i poddawany osądowi i karze jak pospolity opryszek !

Czy nie może być litości, czysto ludzkiego zrozumienia, współczucia i wybaczenia dla tak doświadczonego przez los człowieka ? - … Zobaczyłem dokumenty świadczące o tym, że syn mógł żyć. To był odruch rozpaczy. Chwyciłem prokuratora i spytałem jak to możliwe, że syna można było uratować. Prokurator zachował się bardzo prowokująco. Pytał, a co ja mogłem zrobić …” powiedział Włodzimierz Olewnik

Gdy w telewizji oglądam lub czytam informacje na ten temat – przyznaję – skręcam się ze wstydu za nas wszystkich.

Komentarze (2)
Chusteczka od Michael'a
 Oceń wpis
   

Nigdy w życiu nie dałem się naciąć na żaden mailing. Na myśli mam klasyczną kopertę z jakimś przesłaniem wydrukowanym na kartce, włożonej do środka; a to wszystko troskliwie umieszczone w skrzynce pocztowej. Niczego takiego nigdy nie przeczytałem; ale jak wykażę w dalszym wywodzie ... ponieśli i wilka.

Kilkanaście dni temu, dostałem więc list z ameryki w szarawej kopercie z pieczątką w statuę wolności – znacie ten obrazek ? Jeszcze kilka lat wstecz  pobudzał naszą wyobraźnię, rozpalał nadzieję, amerykański sen: Wall Street, Miami Vice, Mustang, Air Force One, Route 66 – te kolorowe sprawy; nadawcą był Michael Stone z Johnson Street 111. Adresatem byłem ja. Dane wystukane na maszynie do pisania. Wszak im w tej Amerycye się teraz nie przelewa - muszą wracać do korzeni, a list skreślony długopisem jak to bywa w zwyczaju - gdy przyjaciel do przyjaciela list pisze.

W kopercie, dodatkowo chusteczka (taka zwykła, papierowa do wycierania nosa, a jak kto rozkalibrowany – jak ci bankierzy z Ameryki - to i łez płynących). Treść z grubsza następująca, że jestem zaproszony do wzięcia udziału w biegu organizowanym przez f/mę Nike – „Human Race”, zaś ta chusteczka po to bym oczy otarł gdy rzeczony Michael na dziesięciokilometrowej trasie – dupsko mi złoi. I tak wiem, że by mi złoił – więc akurat ta złośliwość nie była specjalnie na miejscu. 

 

Przyznaję, że od lat z podziwem patrzę na marketingową drogę jaką obrała sobie firma Nike.  Mało tego uważam, że to co robią ludzie odpowiedzialni za tę sferę (nie tylko reprezentujący ten koncern „sportowy”) jest ze wszech miar słuszne i nie chodzi tylko o zdobywanie nowych rynków i przynoszenie zysku akcjonaruszom.

To co ważne, a umykające czasami uwadze – to coś na kształt misji społecznej - nawet jeśli nie jest ona uwypuklona. Namawianie bowiem ludzi do uprawiania sportu jest ze wszech miar słuszne – z tej działalności raczej tylko dobre rzeczy się rodzą. W tym też sensie uważam, że marketing sportowy na tle innych marketingów (a tych się namnożyło w ostatnich latach dużo) przyczynia się do budowania świata lepszym. Wiem ,że to nieco naiwna deklaracja, ale naprawdę tak uważam. „Human Race”, w poprzednich latach organizowany jako Run Warsaw  – przedsięwzięcie w istocie marketingowe jest tego najlepszym przykładem.

W tej opowieści (mam nadzieję) wszystko ładnie się układa. Poza jednym detalem.  List z "Nowego Yorku" (znazy z Warszawy) od Michael'a dostałem raptem kilkanaście dni temu (mamy grudzień),  zaś Human Race był rozegrany w Warszawie w ostatnim dniu sierpnia - ot drobostka.

Nie chcę nikogo podejrzewać i w sumie jest mi to obojętne, ale myślę, że to raczej Polska Poczta nie dobiegła w tym wyścigu na czas, co oczywiście nikogo specjalnie nie dziwi. Oni, często tak mają.

Komentarze (2)
Public Relations = wycinek
 Oceń wpis
   

Przyznaję się, iż materiał ten – dobry szmat czasu temu - opublikowałem w miesięczniku „Brief;  to taka nasza marketingowa trybuna wiedzowa, prowadzona przez środowiskowego: zapaleńca/rewolucjonistę/kreatora - Grzegorza Kiszluka. 

Z jakiego powodu więc jeszcze raz ? A bo jest gotowy i chyba niewiele się nie zestarzał; co ważniejsze – uważam planowanie strategiczne za podstawę pracy marketingowca cyz też pr’owca w szczególności.  Czynność w istocie trudną, wymagającą czasu i skupienia. Być może więc właśnie - z tego powodu - dość rzadko wykonywaną.

Taktyka, Strategia, Mechanika

Taktyka, strategia, wykonanie – to fundament skuteczności wszelkich działań. W tym również aktywności public relations. Niby wszyscy to wiemy, ale czy aby w naszej codziennej pracy te trzy przykazania są przez wszystkich zawsze przestrzegane ? W historii (życia) różnorakich: firm, usług, produktów, polityki, przy okazji wielu, realizowanych kampanii PR mamy mnóstwo przykładów kiedy działania public relations okazały się elementarnie nieskuteczne. A główną tego przyczyną było prowadzenie ich w sposób: nieprzemyślany, albo arogancki, albo prostacki.

Bardzo często w sprawie strategii i taktyki nowocześni menedżerowie, a szczególnie marketingowi publicyści, odwołują się do przemyśleń, wykutych przed wiekami przez chińskiego filozofa wojny gen. Sun Tzu. Np. motto Strategia bez taktyki jest najdłuższą drogą do zwycięstwa. Taktyka bez strategii to wiwaty przed porażką – stało się dziś zawołaniem plemiennym znawców zarządzania, odmienianym na wszelkie możliwe sposoby.

Słowo klucz

Jak zauważa prof. Herman Simon, Prezes “Simon-Kucher & Partners”, wykładowca London Business School – „Mimo wielkiej popularności, słowa "strategia" używa się w kontekście zarządzania firmą od niedawna. Zaczęło pojawiać się sporadycznie w latach 60., ale dopiero w latach 80. stało się kluczowym słowem w środowisku menedżerów” Przynajmniej część, polskiego środowiska public relations dopiero teraz zaczyna odkrywać tę elementarną prawdę. Przez środowisko rozumiem tak „zamawiających”, jak i „wykonawców” usług public relations.

Stosunkowo mało jest jednak ogólnych wskazówek formatujących myślenie pod kątem tworzenia strategii i taktyki. Niech więc punktem wyjścia będą definicje public relations. Oczywiście jest z nimi jeden podstawowy problem, jest ich chyba zbyt dużo. Wszystkie, siłą rzeczy udają się w jednym kierunku. W ich treści najczęściej przewijają się naturalne dla PR słowa: zrozumienie, akceptacja, poznanie, dialog, dostarczanie informacji, perswadowanie, zdobywanie poparcia, zmiana nastawienia, integracja, życzliwość opinii publicznej, etc. Z rzadka pojawia się słowo strategia i/lub taktyka. Bo może też i nie ma potrzeby, by cokolwiek więcej w tych definicjach się znajdowało.

Procedura

Choć w definicji Denny Griswold (Public Relations News) pojawia się właśnie jedno z naszych magicznych słówek: „Public Relations to funkcja zarządzania, która bada nastawienie otoczenia, określa strategie i procedury jednostek lub organizacji wobec interesu publicznego oraz planuje i wykonuje program działania w celu uzyskania zrozumienia i akceptacji otoczenia”. (Źródlo: Fraser P. Seitel, Public Relations w praktyce, Wydawnictwo Felberg SJA, 2003, s. 10) …. ale z jakiegoś powodu słowo taktyka nie zostało użyte, Zastąpiono je określeniem - „procedura”. Rację więc ma Mark Weiner prezes firmy Delahaye, który stwierdza, że PR – owcy zakładają, że strategia jest nadrzędnym myślowym i kierowniczym działaniem, a taktyka może być bezboleśnie zdegradowana do niższego szczebla. W świetle powyższej definicji, taktyka została zrównana z procedurami, a przecież to dwa różne pojęcia.

Sam Black w jednym z najważniejszych naszych zawodowych podręczników pt. „Public Relations” opisuje tę sferę w następujący sposób: - „Za strategiczne należy uważać planowanie długoterminowe, podczas gdy taktyka jest nakierowana raczej na rozwiązywanie konkretnych problemów i w efekcie obejmują zazwyczaj działania krótkoterminowe” – stwierdza dalej – „Nie jest to reguła niezmienna, ponieważ strategia może być również krótkoterminowa. W praktyce granice między strategią a taktyką są dość płynne, co wymaga od instytucji pewnej elastyczności. Tak jak granice między strategią i taktyką są płynne, tak płynna jest definicja obu zagadnień. Nie tylko w przypadku tego autora.

Prof. Herman Simon, prezes “Simon-Kucher & Partners” I jednocześnie wykładowca London Business School mówi
Strategia obejmuje wszystko. Strategia to nie jest planowanie dalekosiężne w przeciwieństwie do krótkoterminowego, ogólne w przeciwieństwie do szczegółowego, scentralizowane w przeciwieństwie do zdecentralizowanego".

Równowaga pomiędzy

Słusznie zauważa Mark Weiner prezes firmy Delahayewww.delahay.com/, że „…W profesjonalnym nastawieniu do PR-u kładzie się nacisk na bycie strategicznym;. Jednakże to, co tak naprawdę stanowi istotę powszedniego PR-u w praktyce bazuje na taktyce. Pomimo naszych wysokich aspiracji, media relations wciąż pochłaniają zasoby większości podmiotów PR- owskich. Tylko po co, skoro strategia i taktyka nie są zrównoważone?” Według Weinera przyszłość naszej profesji polega na utrzymaniu równowagi pomiędzy taktyką i strategią.
 
Przepraszam, uzupełniłbym Weinera: „nasza przyszłość polega utrzymanie równowagi pomiędzy: strategią, taktyką i mechaniką”. Ta mechanika jest w rękach osoby wykonującej prostą czynnoś, którą również można koncertowo "skopać" - mam bardzo wiele mrożących krew w żyłach przykładów na taką wewnętrzną dywersję.

W fundamentalnym opracowaniu pt. „Public Relations” Frasera P. Seitela próżno szukać rozdziału strategia lub taktyka. W rozdziale 8 – Zarządzanie na stronie 193 mamy podrozdział „planowanie w działalności public relations” zaś na 200. opracowywanie planu działań public relations – w treści tych rozdziałów zawarte są ogólne dot. planowania działań, ale w porównaniu do całego dzieła, które jest duże, grube i bardzo mądre – z punktu widzenia poruszanego tu tematu, zajęcie się podniesioną kwestią możemy uznać za ledwie - naskórkowe.
 
W solidnym opracowaniu Wojciecha Budzyńskiego „Public relations - zarządzanie reputacją firmy” jest rozdział - „Tworzenie programu public relations” – zaprezentowano tam wiele konkretnych przykładów. Nas mogą interesować przynajmniej dwa: „Plan polityki public relations” i dalej „Ogólna koncepcja programu public relations” Gdzie w suchy, tabelaryczny sposób mamy rozpisane konkretne zadania do wykonania. Poprzez segmentację rynku, celów, decyzji, treści, technik. W większym lub mniejszym wymiarze temat ten podobnie jest zaznaczony w innych książkach o public relations.

Funkcja usługowa
 
Poszukajmy zatem definicji w innych źródłach. W „Encyklopedii Szachów” pod redakcją Władysława Litmanowicza i Jerzego Giżyckiego pod hasłem Strategia czytamy – „Strategia wiąże się najczęściej z pojęciem długofalowego planu walki w partii szachowej. Wszystkie operacje taktyczne podporządkowane są wcześniej przyjętej strategii. Wartościowanie strategiczne może ulec zmianie w różnych fazach gry” – jak ulał pasuje do naszych rozważań. i dalej, pod hasłem Taktyka czytamy „…pełni funkcję usługową wobec strategii. Rzadko kiedy zwroty taktyczne występują w czasie przebiegu całej partii, najczęściej zawodnik decyduje się na nie w konkretnej określonej pozycji”.

„Bóg wojny”, XIX wieczny generał pruski Carl von Clausewitz nie jest być może tak często cytowany jak Sun Tzu, ale cieszy się chyba dużo większą estymą menedżerów; jego przemyślenia mają dla świata biznesu, ogromną uniwersalną wartość. Dzieło pod redakcją Tiha von Ghyczy, Bolko von Retingera i Christophera Bassford’a (The Strategy Institute of the Boston Consulting Group) pt.”Clausewitz o strategii”, które jest określane jako jedna z najlepszych książek biznesowych tysiąclecia. - Clausewitz stwierdza „Strategia musi wstąpić do armii, aby na polu walki zadbać na miejscu o szczegóły i wprowadzić zmiany do planu ogólnego, które są ciągle w czasie wojny niezbędne. Strategia ma ciągle pełne ręce roboty”.

Popełniamy więc błędy z wielu powodów - choćby dlatego, ze przemyślenia strategiczne nie zostały poparte konceptem taktycznym lub na odwrót. Bo zabrakło zidentyfikowania szans i zagrożeń (klasycznej analizy SWOT w ujęciu PR) bowiem działania nie były ze sobą zintegrowane, zaplecza merytoryczne okazało się nie wystarczające. W ślad za detalicznie rozpisanymi planami (strategicznymi i taktycznymi) , nie poszły: techniczna biegłość, dokładność, wyczulenie na detal, umiejętność adaptacji do sytuacji, która z jakiegokolwiek powodu odbiega od przyjętych normy.
 
Czy plany się powiodą ?

Gdzie elementarnie zawiódł człowiek albo zespół – grupa osób, która powinna znakomicie się rozumieć; mieć w małym palcu, wcześniej przygotowane i przetestowane mechanizmy reagowania; z jakiegoś powodu nie zdołała sprostać ekstremalnym wyzwaniom zawodowym. A może, nie ekstremalnym wyzwaniom – może przewidywalnym…? Przecież tak w strategii jak i taktyce powinny być zarysowane te elementy, które mogą spowodować, iż plany się nie powiodą. Przecież istotą naszego zawodu, jest między innymi, umiejętność przewidzenia i przeciwdziałania negatywnym splotom okoliczności, które mogą doprowadzić nas ….inaczej - które nie doprowadzają nas do celu. Nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zdefiniować na początkowym etapie tworzenia strategii i taktyki konkretnych zagrożeń, naszym obowiązkiem jest przynajmniej wskazanie pól, gdzie do nich może dojść.

Do wytyczonego celu, możemy również nie dotrzeć z jednego zasadniczego i podstawowego powodu – bo zastosowano zły koncept myślowy. Często się zdarza, że „ktoś” na samym początku „wymyślił” coś, co się elementarnie nie mogło sprawdzić, …… no ale w stadnym myśleniu – ten „ktoś” zaraził swoim błędem innych, pociągając za sobą w otchłań porażki i wstydu (świat polskiego marketingu i pr’u ostatnich lat dostarcza szereg tego typu przykładów). W konsekwencji do złego konceptu, została dorobiona cała teoretyczna fasada i program ruszył na całego.
 
Kolejne ręce

Akcja może się nie udać również dlatego, iż strategia była wyłącznie mierną „postrealizacją” wcześniejszych programów; zasługując raczej na miano plagiatu czy też „powielactwa” – a tego chyba w naszej branży na dzień dzisiejszy jest najwięcej. Znamy takie „krążące po Polsce” prezentacje, przerabiane przez kolejne „ręce” i pokazywane jako swoje. To samo dotyczy wielu programów PR gdzie na dobrą sprawę w miejsce produktu X można wstawić Y, a cała reszta zgadza się do piątego zera po przecinku.

Cytowany wcześniej prof. Herman Simon stwierdza jednoznacznie – „Strategia nigdy nie może oznaczać naśladownictwa. Tym właśnie strategia różni się od nauki, która dzięki powtarzalności odkrywa i formułuje prawa. Strategia nie może być powtórzona ani kopiowana. Większość strategów popełnia tu poważny błąd, szukając powtarzalnych wzorów strategicznych. Studiują historie dawnych sukcesów i starają się je naśladować. Dobre strategie biorą się tylko z kreatywności, oryginalności i niekonwencjonalnego myślenia. Amerykańskie przysłowie mówi: „Zobacz, co wszyscy robią, i zrób to inaczej”. Jedyny problem polega na tym, że nikt nie mówi, co to znaczy „inaczej”.
 
Nie ma w tym wyższej filozofii
 
Jest jeszcze jedno – być może absolutnie fundamentalne zagrożenie – strategia działań public relations, powinna być dokumentem uzupełniającym i z definicji ściśle powiązanym z ogólną strategią firmy, strategią marketingową, rynkiem na którym operuje, polityką sprzedażową i kadrową. Zatem w takim przypadku, opracowanie powinno być pozycjonowane jako strategia wspierająca strategię główną oraz jako strategia uzupełniająca inne uzupełniające strategie. I nie ma chyba w takim układzie żadnej wyższej filozofii. Tak nakazuje logika działania. Ten układ być może wskazuje precyzyjnie, gdzie tak naprawdę ,plasujemy się w tych wyrafinowanych rozgrywkach marketingowych.

Nie łudźmy się – opisane niedoróbki: strategiczne, taktyczne, wykonawcze są bardzo dobrze wyczuwane przez odbiorców. Nawet jeśli nie są fachowcami i nie potrafią tego precyzyjnie opisać, intuicyjnie wychwytują niezgrabne tony. Czytelny jest dla nich fałsz, zaniedbanie, nerwowość medialna - które wynikają choćby z tego, że nie został dobrze przygotowany arkusz Q&A. To prowadzi do braku spójności wypowiedzi (co w naszym fachu jest jednym z grzechów głównych, a wynika wyłącznie z tego, że oto być może źle zaplanowano spotkanie albo odbyło się o jedno za mało). Zresztą określenie „niefachowiec” nie ma w sobie negatywnego ładunku. Przecież kampanie public relations  nie są tworzone dla fachowców (choć niektórzy o tym zapominają) po to, by mieli okazję chełpić się przed środowiskiem, ale właśnie dla wszystkich pozostałych, których roboczo mamy w zwyczaju, określać jako grupę celową – decydującą ostatecznie o zwycięstwie lub porażce.
 
Jak smakuje słowo inaczej ?

Wszyscy praktycy marketingu i public relations, niosący w sobie geny odkrywców przekonują innych, że jest to jedyna droga do sukcesu. Przekonani są, iż na wielce konkurencyjnym rynku, ……również usług PR, liczy się przede wszystkim świeżość spojrzenia i nowatorskie podejście do zagadnienia,….. ale to nie wszystko.
Przekonanie samego siebie to dopiero pół kroku w przód. Aby móc stwierdzić jak smakuje słowo „inaczej” - konieczne jest pokonanie (dość częstej) niechęci klienta do zastosowania niestandardowego wysiłku PR.
 
W praktyce oznacza to przekonanie działu marketingu, zarządu firmy do swojego konceptu. Moment ten jest czasami niezwykle trudny i bardzo wyczerpujący. Należy bowiem przemawiać do: ludzi, którzy albo nie są w stanie albo nie chcą, albo nie mają czasu, by myśleć odważnie - do „zarządców marek”, nie lubiących podejmować jakiegokolwiek ryzyka. W takich propozycjach najczęściej finalny efekt to 1 albo 0 = sukces lub klęska – wszystko albo nic; bez jakichkolwiek odcieni szarości, w których średni szczebel menedżerów, najchętniej się porusza. Zaś na koniec rozmowy prawie zawsze pada klasyczne pytanie – OK, prezentacja fajna, strategia klarowna…. ale ile z tego będziemy mieli wycinków? Pozytywnych wycinków! Przecież jesteśmy rozliczani z efektów! To również jest dość ciekawy moment zderzenia dwóch wizji. Tego w jaki sposób chcielibyśmy sami siebie widzieć z tym czego się od nas oczekuje.
 
Ale .... "wycinek"
 
Jawi się więc fundamentalne pytanie – skoro wszyscy wiemy, że na jednym poziomie ważności należy ustawić: strategię, taktykę i wykonawstwo, to dlaczego tak często, tak wielu z nas, zapomina o podstawowej prawdzie, iż każdym działaniu musi występować harmonia planowania i myślenia zaś to musi być wsparte żelazną mechaniką działania, która nadąża wykonawczo za planami; która to mechanika jest również przygotowana, by na bieżąco asymilować wymuszone przez bieżącą sytuację korekty na siatce działań. Prof. Herman Simon najlepiej to opisał, aby się udało musi być: wola, myśl i działanie. Zaś Colin Powell, sekretarz stanu w rządzie Prezydenta Georga Busha, jak na nowoczesnego wojskowego przystało, wypowiadając się o strategii, lapidarnie i syntetycznie, stwierdza - „Strategia równa się wykonanie”.
 
My do tego możemy wyłącznie dodać „…. równa się wycinek”
Komentarze (0)
Słoń z nadwagą
 Oceń wpis
   

Rodzima polityka i szeroko pojęte bankierstwo (również krajowe, ale nie tylko) to przykłady dwóch światów, które z gracją słonia z nadwagą, działają w sferze medialnej czyli komunikowania się z odbiorcami.

Wbrew pozorom, te dwa odległe od siebie środowiska, łączy wspólny mianownik - ich funkcjonowanie zależne jest bardzo mocna od tego co opinia społeczna o nich sądzi. Środowiska te powinny być postrzegane jako instytucje/środowiska szeroko pojętego zaufania społecznego. Jedni zawiadują emocjami społecznymi, drudzy pieniędzmi.

Znalazłem niedawno informację, że w warszawskiej Zachęcie zorganizowano wernisaż „Biznes w Obiektywie – liderzy bankowości. W opisie tego projekty znalazło się m.in. „…Kolekcję fotografii, które przełamują stereotyp biznesmena-bankowca postrzeganego często jako osoba niedostępna i skupiona wyłącznie na sukcesie zawodowym można będzie także oglądać w ekskluzywnym albumie wydanym specjalnie na zakończenie projektu.…”

Szczerze powiedziawszy, nie jestem przekonany czy obliczu światowego i krajowego finansowego megabałaganu,  ktokolwiek: poza zainteresowanymi, ich rodzinami, znajomymi i ew. miłośnikami fotografii ma nadzieję, że ta inicjatywa rozwiąże jego ew. przyszłe problemy z wyżywieniem rodziny lub utrzymaniem firmy. Nie wiem jaki był kiedyś ogólny stereotyp bankowca (znaczy wiem - porsche pod choinkę), ale wydaje mi się, że czuję jaki jest aktualny.

Działanie to pokazuje poziom ogólnej arogancji i zadufania w jakim nadal pozostaje to środowisko zawodowe w Polsce. Powiedziałbym tak – Panie, Panowie, zapraszamy z powrotem na ziemię ! Uwierzcie w to, że nie ma zbyt wielkiego szacunku w postrzeganiu Waszej profesji przez „szarego”. A jak się przeczyta Olgierda Rudaka w sprawie Alior Banku, ogólna temperatura jeszcze bardziej spada.

W ostatnich dniach na czołówki mediów wdarła się opowieść o wyprawie na Cypr dwóch posłów – oskarżonych prze hotel sieci Meridian o nieuprawnione używanie wózków do golfa, w tym przypadku nie do golfa; co sprowadza się do roszczenia w wysokości - circa dziesięć tysięcy euro.

Posłowie ci stwierdzili podczas konferencji prasowej, że to wraża prowokacja itd. Skoro tak powiedzieli nie trzeba było długo czekać. Wszak świat dziś mały, media jak rozszalałe rzuciły się na tę rozdrapaną ranę – drapiąc do spodu pazurami. Wysłano zastępy dziennikarzy na słoneczną wyspę Cypr celem dochodzenia. W międzyczasie odezwali się jacyś turyści z Polski, którzy w odpoczywali w tamtych dniach w tym samym hotelu, a widzieli co widzieli. W sobotnim wydaniu dziennika Fakt, opublikowano sugestywny komiks ze scenkami co po czym działo się w hotelu; na którym policzki i nosy posłów grafik skwapliwie podkolorował na czerwono. Póki co posłowie idą w zaparte. Ciekawe gdzie ich to zaprowadzi ?

Czy opisane drobnostki to public relations ? Oczywiście, że tak. Wszystko jest public relations.

Komentarze (3)
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię