Hufce PZPN
 Oceń wpis
   

PZPN ma agencję która będzie zajmowała się wizerunkiem i reputacją tej organizacji. Jest to wiadomość bardzo dobra. Mało, która organizacja w Polsce, (nie będąca partią polityczną bo te zawsze posiadają swoich zaciekłych wrogów),  zdołała naprodukować wobec siebie w ostatnich latach tak wiele niechęci. To oczywiście twierdzenie nie poparte badaniami wizerunkowymi, analizą SWOT , wyceną marki PZPN.

Ten stan rzeczy, ma wiele źródeł. Piłka nożna od dawna nie jest (a może nigdy nie była) wyłącznie dyscypliną sportową gdzie chodzi o wygraną w bezpośrednim starciu na boisku. Stała się bardziej narzędziem: politycznym, marketingowym, zawsze służyła budowaniu ambicji, aspiracji, dumy społecznej; była, jest i będzie narzędziem przy pomocy którego prowadzi się politykę międzynarodowej; potrafi być motorem napędowym dla gospodarki. Mało tego jest zdolna  wywołać wojnę albo od niej odwieść. Jest tak diabelnie ważna. Czasami nasuwa się oczywiście dość naiwne pytanie – jak ten świat jest skonstruowany, że z tak banalnej czynności, ludzkość potrafiła uczynić religię ? Tak jest we wszystkich innych krajach – tak jest również w Polsce.

W ostatnich więc latach, PZPN – na własne życzenie - stawał się coraz bardziej oblężoną twierdzą, która w nader nielogiczny, nijak nie usystematyzowany, czasami we wręcza arogancki i amatorski sposób komunikował się z odbiorcami - de facto z nami wszystkimi. (bo oczywiście okazywało się¸ że podczas ostatnich mistrzostw Europy nawet kobiety, często nie lubiące futbolu, siadały przed telewizorem i obserwowały „biało czerwonych”, a raczej Artura Boruca. Ten stał się przy tej okazji, bożyszczem żeńskiej części naszego społeczeństwa.

Te uniesienia narodowe były nie dłuższe niż mgnienie oka, bowiem świadomość kibiców, zawsze błyskawicznie była kierowana na stare problemy, które były są i póki co chyba będą te same. Słabe występy na ostatnich ME;  kompletne i pogłębiające się rozczarowanie wobec władz PZPN w kontekście walki z sędziowską korupcją i (chyba) już setki aresztowanych osób – czasami o bardzo prominentnych piłkarskich nazwiskach. Nieudana batalia jaką podjął polski rząd w celu uzdrowienia, wbrew pozorom, również nie przysporzyła sojuszników PZPN. Lekkie ztonizowanie  nastrojów, spowodowała zmiana prezesa. Michała Listkiewicza zastąpił Grzegorz Lato. Na moment uspokoiło się – choć być może to bardziej chyba efekt „100 dni” i oczekiwania na zmiany niźli jakieś faktyczne osiągnięcia.

Związek nie posiadał i nie posiada, żadnej czytelnej strategii marketingowej budującej jakąś wartość: poparcie, szacunek, zrozumienie, sympatię. Ma głęboką niechęć wobec swoich interesariuszy, zaś ci noszą to samo uczucie do PZPN. Nie było jakiejkolwiek przestrzeni do prawdziwej i szczerej dysputy ze społeczeństwem.

Jednak w ostatnich dniach media obiegła wiadomość, iż złożono propozycje trzem pięknym kobietom o dziennikarskiej bądź public relations proweniencji, do objęcia funkcji rzecznika prasowego. Na szczęścia żadna z nich funkcji tej nie przyjęła, bo żadna z tych kobiet kompletnie nie pasowałaby do twardej – raczej konfrontacyjnego stylu komunikacji jaką narzucałyby media - tego nie udałoby się uniknąć. Bowiem poziom dialogu zostałby bardzo szybko sprowadzony do delikatności jaką posiadają tabloidy.

Zupełnie inną sprawą jest przeświadczenie (nie mam pojęcia skąd one się wzięło), że na czele hufców, wystarczy postawić ładną kobietę i sprawa załatwiona. Prekursorem tego stylu był premier Waldemar Pawlak, który do tego celu wykorzystywał miss Polski, Panią Ewę Wachowicz. Wtedy to się raczej nie sprawdziło – bo surowa walka polityczna, wymaga „twardych zawodników wagi ciężkiej” . Tak też jest dziś – piłka nożna, szczególnie teraz w Polsce to bardzo poważna sprawa, gdzie struny cierpliwości napięte są ponad wszelką miarę. Zaś osoba reprezentująca PZPN, a biorąca na siebie ogień medialny, dziś musi mieć klatkę piersiową z kombinacji spiżu i tytanu. 

Delegowanie nawet mistrza świata w „rzecznikowaniu” i tak sprawy nie załatwi. Kto by nim  nie był – nie jest w stanie niczego zrobić bez, przynajmniej pięciu podstawowych rzeczy:

a/ strategicznego konceptu marketingowego, które kreśli plan na okres minimum trzech lat w cyklach rocznych;
 
b/ zaufania ze strony klienta czyli prezesa/zarządu aby bez „zbędnej zwłoki” oraz dyskutanctwa (do którego nawykłe są związki sportowe i to nie tylko w Polsce)  co oznacza prawdziwe przyzwolenie na  realizację planu
 
c/   stosowanie nowoczesnych technik komunikacyjnych, które świat polskiego marketingu i public relations potrafi się już biegle posługiwać;
 
d/ prawdziwych sukcesów na murawie – bo te - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pozwalają zapomnieć o wszelkich kłopotach;
 
e/ widocznego dla Polaków, wspomagania wysiłków państwa, w przygotowaniach do Euro 2012; (co nawiasem mówiąc Polska zawdzięcza m.in. Michałowi Listkiewiczowi, a o czym już zapomniano) I pewnie to się dzieje – tylko jest kompletnie nie komunikowane i nie wpisane w szerszy plan strategiczny, którego nie ma vide pkt „a”
 
Wszystkie jednak te czynności, poświęcone na ten cel pieniądze, zaangażowanie i faktyczne oczekiwania społeczne nic nie pomogą jeśli PZPN nie zacznie się faktycznie reformować - co ważne jeśli ludzie nie będą tego widzieli. Bo próby reformy są podejmowane o czym świadczy wynajęcie agencji marketingowej.
 
Owe zadania i czynności , które w bardzo dużym skrócie opisałem, BEZ  wewnętrznej przemiany zarządu, działaczy. Próby nowoczesnego spojrzenia na otoczenie i dostosowywania się do tych potrzeb jak również  uczicwego i otwartego komunikowania się z otoczeniem -  są kompletnie NIC NIE WARTE ! 
 
Mam nadzieję, że tak ludzie PZPN i nowa agencja marketingowa to wiedzą.
Komentarze (0)
Mistyczna R
 Oceń wpis
   

Komisja Nadzoru Finansowego zleciła przeprowadzenie badań na okoliczność zaufania jakie budzi osoba „doradcy finansowego”. Pisząc w dużym skrócie – dziś nie budzi żadnego.

Osobiście, nie jestem w jakikolwiek sposób zdziwiony tą informacją. Już pisałem, galaktyka szeroko pojętych finansów – tak światowych jak i polskich – poniosła trudne do oszacowania straty; na swoim wizerunku, reputacji oraz portfelu. Nie ma oczywiście żadnego matematycznego wzoru ile kosztuje dobra reputacja ? Ile się traci pieniędzy (przychodu/zysku) kiedy owa reputacja jest pod tzw. „zdechłym azorkiem”.  Ta: mityczna, prawie mistyczna, wielka „R” jest tworem półpłynnym i pół realnym ale czy to się komu podoba czy też nie – jest i ma wpływ na prowadzenie biznesu. Pozwalam sobie więc za Gazetą Wyborczą i red. Niną Hałabuz http://gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1,29577,6119876,Doradcom_juz_dziekujemy.html

„…Sondaż zlecony przez KNF nie pozostawia wątpliwości - ponad połowa Polaków woli obecnie na własną rękę podejmować decyzje o ulokowaniu oszczędności albo o kredycie. 63 proc. osób, które wzięły kredyt mieszkaniowy, nie konsultowało się z doradcą, a 8 proc. tylko zastanawiało się nad taką możliwością - ale i tak w końcu z niej nie skorzystało. W przypadku produktów oszczędnościowych proporcje są jeszcze bardziej uderzające - tylko 17 proc. klientów zakładających lokatę zwróciłoby się o

Wielu klientów ma do doradców po prostu żal. Anonimowo skarżą się "Gazecie": - Rok temu braliśmy z mężem kredyt na mieszkanie. Mieliśmy połowę potrzebnego kapitału, ale doradca zalecił nam, żeby pożyczyć na całość, a za pozostałe pieniądze kupić fundusze - opowiada Magda. - Teraz nasza miesięczna rata wzrosła o 700 zł, a połowa pieniędzy z funduszu wyparowała - żali się. To samo mówi inna klientka doradców: - Brałam kredyt we frankach w lipcu br., kiedy kurs złotego był wyjątkowo niski. Pracownik firmy doradczej, który pomagał mi ten kredyt załatwić, nie ostrzegł mnie, że pożyczanie waluty w takim momencie jest wyjątkowo niekorzystne. Obecnie tylko z powodu wahań kursowych mój kredyt jest o 200 tys. zł wyższy, niż kiedy go brałam…

Materiał ten nie wymaga w zasadzie komentarza. Zaryzykuję jednak twierdzenie, że ów stan pogłębionej nieufności i niechęci będzie się wzmagał. Z co najmniej trzech  podstawowych powodów:

  • nic nie zapowiada by światowy kryzys finansowy zaraz się skończył  ergo wszystkim będzie gorzej;
  • nie dostrzegamy czytelnych sygnałów z szeroko pojętego świata finansów (światowych/polskich), że nastąpiło głębsze zrozumienie procesu jaki właśnie się dokonuje czyli totalnego dewaluowania wartości w oczach opinii społecznej, zawodu „finansisty”  w tym doradcy finansowego w szczególności;
  • potrzebni są winni

Oczywiście od bycia nie licencjonowanym doradcą finansowym w wieku 26 lat z prawie zerowym doświadczeniem życiowym, miernym zawodowym i resztką młodzińczych pryszczy na twarzy do np. prezesa jakiegoś banku to odległość kompetencyjna - taka jak circa z ul. Puławskiej w Warszawie na księżyc. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pod koniec dnia, w odbiorze społecznym  "finansista jest finansistą" i nikt nie rozróżnia czy jest młodszym sierżantem czy też już pułkownikiem albo i generałem. – jeśli mogę użyć wojskowej nomenklatury.

Więc ta wielka mityczna i prawie mistyczna „R” odnosząca się do wszystkich pracowników sektora usług finansowychjest coraz mniejsza. Z pewnością będziemy czytali w mediach kolejne tego typu materiały, opisujące ludzkie tragedie powstałe m.in. z powodu zaniedbań, braku kompetencji, głupoty czy też nieuczciwości jakiegoś doradcy, ale i biorących kredyt. Co tak naprawdę jest wyłącznie populistycznym responsem mediów na zapotrzebowanie czytelników. Tłum żąda krwi, a wszystkich nurtuje pytanie - kto zawinił.  Wielu (choćby ci opisywani w materiale z Gazety) bardzo chętnie by się z rozliczyło.

Tym razem jest o doradcach finansowych.

 

 

Komentarze (6)
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię