Rzecznik prasowy - wyzwanie dla najlepszych
 Oceń wpis
   

Niedawno, miesięcznik Press, już siódmy raz,  stworzył ranking polskich „antyrzeczników” prasowych. Kryterium jakimi posługiwali się oceniający – 38 dziennikarzy było dość proste -  możliwość w miarę bezkolizyjnego pozyskania informacji od danego rzecznika reprezentującego daną instytucję.

Najkrótsze podsumowanie tego raportu brzmi tak:    „Zamiast kształtować i wyjaśniać politykę swej instytucji, blokują dostęp do informacji, zamiast ułatwiać kontakt ze swoimi szefami, bronią ich przed dziennikarską zarazą”  www.press.pl//lewa_strona/pokaz.php

Dlaczego zatrudnia się rzecznika prasowego ? aby jego osoba stanowiła definiowalny i łatwo osiągalny kontakt dla zainteresowanych; aby pełnił funkcję łącznika pomiędzy organizacją, a światem zewnętrznym ; aby realizował politykę wizerunkową, sprzedażową;  aby był osobą zarządzającą  informacją kryzysową, aby czasami też by chronił swoich mocodawców przed natarczywymi lub nie do końca wygodnymi pytaniami - np. takimi na które nie można udzielić odpowiedzi bo są np. tajne.

Generalnie więc jest to praca: bardzo trudna i bardzo niewdzięczna; wręcz  wyczerpująca emocjonalnie, intelektualnie i czasowo.  Raczej trzeba się jej poświęcić, nie da się jej wykonywać wyłącznie w określonych godzinach i opisanych regułach.  Ludzie wykonujący ten zawód nie mają spokoju. Przystępując więc do uprawiania tej profesji należy pamiętać o jej cieniach.

Oznacza to, że nie każdy może i powinien pełnić taką funkcję. Koszta nieudanego eksperymentu są bardzo wysokie dla wszystkich stron.  Mają istotny wpływ na postrzeganie organizacji przez środowiska zewnętrzne (negatywny); mogą również spowodować degradację zawodową danej osoby, która podjęła się pełnienie tej  funkcji.

Kto więc może zostać rzecznikiem prasowym ? Na bardzo dokładny opis oczekiwań jakie formułowane są wobec potencjalnych rzeczników prasowych natknąłem się na portalu gazetapraca – chętnych odsyłam zatem do tej lektury 

http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,74896,2973650.html

Pomijając umiejętności ściśle merytoryczne (dogłębna znajomość funkcjonowania mediów) Dochodzą  do tego różne bardziej miękkie cechy:  pochodne charakteru, wychowaniu, szeroko pojętej inteligencji, kultury osobistej, doświadczenia życiowego, asertywności, ale dodam również swoistego sprytu i umiejętności przewidywania rozwoju sytuacji. To chroni  choćby przed  zapędzeniem w pułapkę zastawioną przez dziennikarza. Nie zawsze przedstawiciel mediów takową zastawia, ale takie przypadki również mają czasami miejsce  Do tego: cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości…

W naszym kraju jest co najmniej kilka, kilkanaście posad „rzecznika prasowego”, które wymagają szczególnej odporności, grubej skóry i różnorakich umiejętności interpersonalnych. Zresztą posiadanie owych najwyższych kompetencji, bynajmniej nie gwarantuje powodzenia wykonywanej misji.

Do jednego worka „wrzuciłbym” posadę rzecznika: rządu, Ministerstwa Zdrowia, kilku innych ministerstw i dodatkowo NFZ/u, PZPN/u. W ich przypadku większość uprawianej komunikacji to reaktywne działanie wobec kolejnej i kolejnej sytuacji kryzysowej.   Czyli bez względu na porę dnia i nocy, podejmowana  próba wyjścia z kolejnego impasu komunikacyjnego.

Generalnie - wszelkie rzecznictwo prasowe - świadczone na rzecz urzędów centralnych i różnorakich agend rządowych to bardzo trudny i niewdzięczny kawałek chleba. Jest bardzo mało przestrzeni na realizację własnych pomysłów za to mnóstwo formalnych ograniczeń i wręcz permanentny niedoczas. Na ogół, rzecznicy poszczególnych urzędów stoją dość nisko w strukturze co jeszcze bardziej utrudnia im sprawne funkcjonowanie - ci ludzie mają najtrudniej. Zupełnie osobną kwestią jest to, że część wymienionych w „antyrankingu” miesięcznika Press rzeczników – po prostu do tej funkcji się nie nadaje, bo najczęściej trafili na swoje stanowiska przez przypadek. … bo ktoś musiał to „wziąć” więc kogoś wyznaczono bez głębszej refleksji jak również dokładnego opisu stanowiska.

Na naszym branżowym portalu informacyjnym proto.pl jest bardzo dużo informacji o tej profesji i wywiadów z praktykami zawodu. Jeśli ktoś się interesuje tym tematem warto zapoznać się z tymi materiałami.

www.proto.pl/szukaj_main3

Nie każdy może być rzecznikiem prasowy, nie każdy jednak o tym wie. Nie każdego powinno się na to stanowisko promować, ale nie każdy pracodawca zdaje sobie z tego sprawę.

Czy można być dobrym rzecznikiem ? Tak, ale pod jednmym podstawowym warunkiem, że się lubi swoją pracę..

Komentarze (0)
Polski rząd jest nieporadny w działaniach public relations
 Oceń wpis
   

Mija właśnie druga rocznica powstania rządu gabinetu Donalda Tuska. Jedną z cech tego rządu – bardzo chętnie podnoszoną przy różnych okazjach przez opozycję – jest absolutna biegłość w uprawianiu marketingu i public relations w szczególności.

Często nawet padają stwierdzenie, że tylko w tych działaniach, aktualny rząd jest skuteczny, a nawet zbyt skuteczny.   Zarzut ten jest formułowany tak wobec  rządu, Platformy Obywatelskiej jak i premiera Donalda Tuska. Nie jest to prawda. Więcej - jestem przekonany, że aktualny rząd jest wielce nieporadny w tych kwestiach.

Dzieje się tak, ponieważ rząd nie ma spójnej, długofalowej, logicznej strategii działań marketingowych czy też public relations.  Nawet jeśli ją ma, to nie dysponuje profesjonalną strukturą wykonawczą, która dzień po dniu wykonuje mrówczą pracę.

Generalnie Prezes Rady Ministrów, poszczególni członkowie jego gabinetu, ich rzecznicy głównie zajmują się obsługą kolejnych sytuacji kryzysowych. Można by zaryzykować twierdzenie, że minimum 90% czasu poświęconego przez każdego z nich na rzecz komunikacji społecznej to „gaszenie kolejnego pożaru”. Owe pozostałe 10%  czasu to podejmowanych aktywności z próbami  przebicia się do oczu i uszu opinii publicznej – i najczęściej są to wyłącznie próby.

Polski rząd, jak zresztą każdy w demokratycznym społeczeństwie jest żelaznym zakładnikiem mediów. Nie może bez nich żyć, ale tez nie ma na nie żadnego wpływu (przynajmniej na te prywatne). Tym samym to wszyscy politycy (również rząd) muszą się dostosowywać do obowiązujących warunków, a nie odwrotnie; te zaś się bezustannie się zmieniają.

Media podążając ku tabloidyzacji  spłycają jakość i treść przekazu; dodatkowo skracając go niemiłosiernie. W istocie polują  na źródła niskich emocji – bo tylko takie są w stanie przyciągnąć publikę - zła waluta informacyjna wypiera dobrą.  Chcąc więc cokolwiek powiedzieć, czy to się podoba czy nie, polityk z definicji musi się przygotować na konfrontację ze „światem barbarzyńców żyjącym z bieżączki” -  rząd  również.

Witamy więc w świecie publicity: naskórkowych, szybkich, prostych kontaktów z mediami, które nie budują czegokolwiek poza króciutką obecnością w mediach.  Jednym z mistrzów tego stylu w Polsce był były minister finansów Grzegorz Kołodko. Na konferencji prasowej występował albo z nożyczkami, którymi chciał ciąć budżet albo z bochenkiem chleba który sprawiedliwie dzielił albo z dzwonkiem, którym w jakiejś sprawie dzwonił. Tak zapamiętano min. Grzegorza Kołodko.

Ideę tą rozwija i udoskonala dziś wielu polityków.  Oczywiście mistrzem wszechwag jest Janusz Palikot, który w pewnym momencie swojego życia politycznego skupił się głównie i wyłącznie na podpieraniu się różnorakimi szokującymi gadżetami. Jestem zresztą przekonany, że jeśli będzie miał w przyszłości marzenie lub okoliczność by zająć jakąś znaczniejszą pozycję w polityce, odbije mu to się głęboką czkawką. Oponenci jako kontrargumentację będą używali jego akcesoriów przeciwko niemu, ale to zupełnie inna sprawa.

Problem polega więc na znalezieniu odpowiednich  metod, które przekładają się finalne proporcje. Aktualny rząd koalicyjny PO/PSL takich nie znalazł. Nie potrafi komunikować się ze społeczeństwem, nie potrafi opowiadać o swoich sukcesach, nie potrafi powiedzieć co zamierza i co z tego ma szansę się udać, a co raczej będzie trudne do przeprowadzenia.

Więc:

Kryzys ekonomiczny. Pamiętam konferencję prasową premiera Tuska z siedziby warszawskiej giełdy gdzie za jego plecami wyświetlana była mapa europy. Polska była na zielono, reszta krajów na czerwono. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nie zrobiono w tym momencie kampanii reklamowej w innych krajach gdzie głównym przekazem byłoby hasło „My jesteśmy na plusie !”  Wystarczyłoby użyć tej grafiki z mapa europy by dla wszystkich było jasne w jakim miejscu jest Polska. Brak działań w tym zakresie to jedno z najważniejszych zaniedbań komunikacyjnych obecnej ekipy rządzącej. Mieliśmy swoje 5 minut - nie wykorzystane. Dziś każdy jest mądry – kryzys mija albo już minął.

Orliki – uważam, że to również jedno z najbardziej zaniedbanych komunikacyjni e przedsięwzięć polskiego rządu.  Dlaczego ? Bardzo proste – historycznie nie było w naszym kraju tak systemowego rozwiązania dającego dzieciom przestrzeń do uprawiania sportu( piłki nożnej).

Jeśli rząd nie jest w stanie, ja chętnie wytłumaczę o co chodzi, bo sprawa jest banalnie prosta.

Sprowadza się to do tego, że już teraz redukowana jest ilość dzieci, które w przyszłości będą podlegały wykluczeniu społecznemu. Zamiast zajmować się: piciem piwka, włamami do piwnicy, rzucaniem kamieniami w podwórkowe koty ergo pędzeniem życia występnego i głupiego - poznają smak życia z nadzieją.  Od Orlików dostają: poczucie rywalizacji, rozwoju fizycznego, działania w grupie, przebywania w świecie budującym poczucie własnej wartości. Jednym słowem otrzymują szansę na lepsze życie. Przy okazji może uda się znaleźć paru piłkarzy, którym w 2018, podczas meczy z Anglią piłka będzie się kleiła do nogi wychowanko Orlików - choć to najmniej ważne w tym wszystkim.

Irak oraz uzawodowienie armii: udało się wyprowadzić nasze wojsko z bezsensownego Iraku z czym nie dali sobie rady poprzednicy. Udało się zbudować zręby systemu armii zawodowej opartej na młodych ludziach, którzy swoją przyszłość wiążą z wojskiem.

Teraz w Polscy żołnierze znaleźli się w nowej rzeczywistości   – w różnych aspektach, bardziej profesjonalnej. Bo otoczenie (NATO)wymusza nowe umiejętności; bo coraz lepszy sprzęt dopuszcza do siebie wyłącznie lepiej wykształconych i przeszkolonych; bo misje zagraniczne uczą tego czego  najlepszy krajowy poligon nie jest w stanie zaoferować.

PZU/Eureko: rozwiązano jeden z największych problemów polskiej gospodarki ostatnich lat; bardzo drogi klincz biznesowy w którym trzymana była jedna z największych polskich firm.  Sprawa załatwiona;  przeszło raczej prawie bez większego echa, a historycznie łamali sobie na tym zęby najtwardsi i najsprytniejsi.

Stadion Narodowy – czy pamiętacie Państwo stadion X lecia, tłumy Wietnamczyków, Chińczyków, Rosjan, Ukraińców, naszych i kogo tam jeszcze.  Do tego to biadolenie, miałczenie, marszczenie, narzekactwo, że nie ma w Polsce porządnego stadionu piłkarskiego na miarę naszych aspiracji i możliwości. Jak ktoś będzie miał czas niech podjedzie kiedyś na plac budowy i zobaczy co tam się dzieje; ile dźwigów stoi i ciężarówek jeździ ilu robotników pracuje – nie ma wstydu ! Szykuje nam się jeden z najnowocześniejszych obiektów w tego typu w europie.

„Reforma szkolna dla sześciolatków” – jeśli rodzice chcą, mogą posłać swoje sześcioletnie dzieci do szkoły i ci świadomi to robią – wystarczy poczytać różnorakie fora internetowe. Jakoś nikt jednak  nie raczy pamiętać, że jesteśmy narodem, który najpóźniej wysyła dzieci do szkoły, a ludzi najwcześniej na emeryturę. Więc być może to działanie jest jedno z bardziej wizjonerskich jakie podjął polski rząd. Może właśnie w ten sposób zaczniemy się przymierzać do produkowania przyszłych noblistów.

Autostrady/drogi – udało się podpisać wreszcie wiele umów na budowę kolejnych odcinków. Ta robota zaczyna wreszcie jakoś iść.

Ustawa o dostępie do szerokopasmowego Internetu – nowy dokumentbudujący strukturalne mechanizmy objęcia całego kraju dostępem do Internetu. Bo co dziś decyduje o rozwoju – Internet.

Dlaczego informacje o tych ewidentnych osiągnięciach nie dotarły do opinii publicznej ? Przecież każde wymienione wyżej działań to  z punktu widzenia działań public relations – przepraszam za określenie – to ewidentne samograje. To bardzo proste - nie wykonano w tym względzie normalnej pracy z która poradził by sobie pracownik średniego szczebla dowolnej agencji czy też firmowego działu komunikacji .

Politycy w Polsce generalnie nie dowierzają marketing owcom; nawet jeśli się z nimi kontaktują szukając porady na ogół kiwają głowami ze zrozumieniem głowami , później starając  się raczej nie realizować  instrukcji.

Jak większość społeczeństwa nie wiedzą czym tak naprawdę jest public relations, utożsamiając te wysiłki właśnie z publicity lub czymś co roboczo nazywane jest czarnym pr.  To myślenie i taki styl jest niestety dominujące w uprawianiu marketingu na rzecz polityki.

Komentarze (11)
Nasz Bieg Niepodległości
 Oceń wpis
   

Widzieliśmy na klasycznym rowerze damka, pomknęła uśmiechnięta od ucha do ucha zakonnica, poły jej habitu furkotały wesoło. Ona niczym sprytny slalomista mijała biegacza za biegaczem.  

Pan z dwójką bardzo małych dzieciaków truchtał spokojnie - trzymali swój delikatny rytm. Super twardziel o dwóch kulach śmigał nad mokrym asfaltem ulicy. Inny skulony pod deszczem i wiatrem naciskał koła swojego wózka inwalidzkiego mocnymi ruchami. Biegło dużo młodziaków, dużo średniaków i wielu seniorów. Jedni mieli sylwetki sportowe inni ich nie mieli – nie ważne. Każdy z nich miał te swoje 10 kilometrów Biegu Niepodległości przed oczami, w nogach, ale tak naprawdę wielu miało w sercu.

Prognozy meteo przed 11 listopada były nader słabe – bardzo zimno, wiatr i deszcz - jak to w polskim klasycznym listopadzie. Ktoś tam mówił w tv, że lepiej gdybyśmy mieli taki dzień wolności: w czerwcu, lipcu czy sierpniu – bo byłoby cieplej, a i radośniej. Fakt pewnie byłoby cieplej, ale mamy nasze Święto Niepodległości w listopadzie i trzeba brać je takim jakim jest.  Więc nasze defilady, zmiany wart, przemówienia, rekonstrukcje, rocznice oraz biegi uliczne odbywają się jesienią. Trzeba pobiec w listopadzie co samo w sobie nie jest jakoś specjalnie trudne - zakłada się po prostu więcej warstw na siebie i bardziej uważa się na kałuże.

Poszliśmy więc w te prawie siedem tysięcy luda na Aleję Niepodległości w Warszawie, by stanąć na starcie jednego z najważniejszych biegów ulicznych w naszym kraju XXI Biegu Niepodległości. Jedni mieli założone koszulki w kolorze białym, inni w kolorze czerwonym. Idea była taka by z lotu ptaka widać było naszą flagę narodową. Udało się. Na starcie jedni drugich poprawiali by stanęli w swoim sektorze, bo to bardzo ważne ! „ z góry ma być biało czerwono !” i było.

 

Pytanie można by rzec  podstawowe – po co każdy z nas,  z tych prawie siedmiu tysięcy udał się na godzinę 12tą w środę 11 listopada 2009 na Aleję Niepodległości w Warszawie ?  

Każdy ma oczywiście swoje różnorakie, często osobiste  motywacje. Jedni  biegną dla siebie i za siebie;  inni bo chcą się sprawdzić; ktoś dla towarzystwa, kolejni z potrzeby nauczania bądź pokazywania, nieliczni bo chcą wygrać bądź być w dziesiątce. Ktoś tam…  bo koszulka, bo medal pamiątkowy; są tacy co z definicji biorą udział we wszystkich organizowanych biegach. Każdy z jakiegoś powodu wyszedł z domu by w jesiennym deszczu zaliczyć swoje 10 kilometrów.

Gdyby jednak dokładnie przepytać biegaczy dlaczego to robią, mam głębokie przekonanie, że wątek patriotyczny prędzej czy później gdzieś by się przewinął. Mniej lub bardziej sprecyzowana pamięć o naszych dziadach i pradziadach, którzy bez broni, bez amunicji, bez wsparcia sojuszników - więc większej nadziei – w różnych latach - wychodzili z domów by różnym najeźdźcom i wrogom  do gardeł pazurami się dobierać .

Halina na oficjalnej stronie Biegu Niepodległości napisała: Biegłam pierwszy raz i się bałam, że nie zmieszczę się w dwóch godzinach. Przybiegłam w 1godz 10min 55sek. Jestem szczęśliwa. Ludzie sympatyczni i wszyscy się uśmiechali. Mazurek Dąbrowskiego z tylu gardeł naraz- wycisnął mi łzy. Było i patriotycznie,i radośnie. Z powodu deszczu musiałam zdjąć okulary, bo nic nie widziałam, bez okularów też niewiele. Zawsze się znalazł ktoś, kto poinformował o kilometrach. Żałuję, że zamiast cisnąć się w szatni po worek nie byłam na podsumowaniu i losowaniu w holu głównym. Nie wiedziałam. Jestem szczęśliwa, przyjemnie zmęczona i przyjadę znowu za rok z Fromborka specjalnie na taki bieg.

Komentarze (0)
XXI Bieg Niepodległości - biało czerwona flaga
 Oceń wpis
   

Już za moment w Warszawie  zostanie rozegrany  kolejny XXI Bieg Niepodległości na dystansie 10 kilometrów. Wszyscy uczestnicy mają w tym roku do odrobienia jedno wspólne zadanie – bardzo ważne zadanie.

W  tym roku każdy kto bierze w tej imprezie udział, dostaje od organizatorów koszulkę białą lub czerwoną. Po to by na linii startu, wszyscy uczestnicy  ustawili  się na linii startu w taki sposób, by spoglądając z góry, widać było biało czerwoną flagę - żywą, złożoną z siedmiu tysięcy biegaczy.

Aby udało się ten fantastyczny pomysł zrealizować konieczne  jest zrozumienie i co najważniejsze współpraca ze strony wszystkich biorących udział w tegorocznym Biegu Niepodległości.

„Białokoszulkowcy” powinni ustawić się w jednej części strefy startowej, „czerownokoszulkowcy” w drugiej. Oczywiście organizatorzy i wolontariusze będą pomagać wszystkim biorącym udział wskazując gdzie się ustawić.

Nad strefą startową nad Alejami Niepodległości,  zostanie wypuszczony balon z podwieszonym  aparatem fotograficznym.  Z góry zostaną zrobione zdjęcia, które później będzie można pobrać ze strony:

www.biegniepodleglosci.com

Fajne ? Fajne ! – to tak zróbmy.

(gdyby ktoś chciał się jeszcze zapisać na bieg prosze szybciutko, ostatnie miejsca...)

Komentarze (0)
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię