Naziemność i 2.0
 Oceń wpis
   

W kolejnych latach branża public relations w naszym kraju będzie stawała się coraz ważniejsza w komunikacji marketingowej – pewnik pewników. Cała reszta – dotycząca myśli strategicznej, instrumentarium, pomiarów efektywności pracy, systemów jej oceny i  rozliczania to kwestie zasadnicze, ale mniej lub bardziej precyzyjnie opisane w różnych podręcznikach.

Wyzwaniem nadrzędnym będzie odnajdywanie się nas (marketingowców) i naszych klientów w  możliwościach jakie dają nam klasyczne (nazwijmy je „naziemne techniki”) public relations - bo to cały czas działa ! Ale również w powiązaniu ze wszystkimi nowatorskimi ideami jakie  każdego dnia przynosi nam światowa myśl internetowa (polska w tym względzie jest nader uboga).
 
Z tego wynikające ciągłe tworzenie jeszcze szybszych kanałów komunikacyjnych; które być może są chwilową modą, a być może stałym trendem - by nie rzec obowiązkowym narzędziem komunikatora. Z tego wynikają zaś różnorakie zmiany i przewartościowania – choćby na rynku mediów tradycyjnych.
 
O ostatecznym zwycięstwie będzie decydowało kilka czynników:
 
a/ umiejętne korzystanie z klasycznych narzędzi public relations;
 
b/ umiejętne korzystanie z możliwości komunikowania się jakie stwarza przestrzeń internetowa oraz wychwytywania trendów, zmieniających się przyzwyczajeń;
 
c/ świadomość konieczności oraz umiejętności  harmonijnego łączenia tych wysiłków – ich „linkowania”. Zatem tworzenie „trójkątów kompetencyjnych” w ramach określonej strategii public relations  już staje się kluczową umiejętnością w procesie komunikacji. Powiązanie tego w: czytelną, logiczną i skuteczną strategię: „naziemną” i 2.0
 
(dot. media relations, ale to są własnie wyzwania komunikacyjne) 
 
 
Polskie środowisko public relations w ostatnich latach przechodzi głębokie przemiany: organizacyjne, mentalne, edukacyjne. Owszem, w porównaniu do USA czy też rynków zachodnich jesteśmy nieco zaściankowi – szczególnie w podstawowym rozumieniu istoty podejmowanych działań public relations = możliwości i szans. Ale ta różnica nie jest już tak dramatyczna jak dziesięć lat temu.   
 
Doświadczamy również przemian podstawowych, dotykających najbardziej delikatnych sfer naszego funkcjonowania. Przykładem niech będzie publiczna dyskusja jaka rozwinęła w ostatnich miesiącach, odnosząca się do problemu w jaki sposób naszą pracę oceniają  interesariusze. (list ZFPR oraz dokument pt. „Siedem grzechów głównych”).
 
Więc oczywistym jest, że mamy swoje problemy, ale kto ich nie ma ?  Polskie public relations coraz bardziej – samo z siebie – profesjonalizuje się; jesteśmy też  profesjonalizowani przez otoczenie.  My sami coraz lepiej zdajemy sobie sprawę kim jesteśmy, co robimy, jakie oczekiwania są nam stawiane.
 
Kryzys z którym wszyscy „walczymy” od kilkunastu miesięcy, ma oczywiście wpływ na zachowania rynku, agencji i konsultantów, mam jednak wrażenie, że ci od polskiego pr zachowują się raczej rozsądnie i spokojnie.
Być może to jest najważniejszy dowód na to, że jesteśmy już dorośli.
Komentarze (0)
Choreografia, scenografia, reżyseria 2.0
 Oceń wpis
   

Nasila się przekonanie, iż coraz większa część nakładów marketingowych powinna być nakierowana na eksploatację internetu. Nie mam oczywiście na myśli aroganckich i denerwujących swoją natarczywością banerów, które nauczyły się przybierać różnorakie kształty i wydawać z siebie dźwięki. Tym co dziś ekscytuje publiczność to fenomen social media.

Temat jest również niezwykle ważnym dla marketerów; wyznaczającym szlaki poszukiwań na przyszłość. Ten kanał komunikacyjny jest nader pociągający i perspektywiczny. Nie jest żadnym odkryciem, że portale społecznościowe jak: Facebook, MySpace, ostatnie odkrycie Twitter czy też nasz rodzimy Goldenline (ciekawe jak idzie naszej-klasie? Czy też grono ?), każdego dnia przyciągają, rzesze nowych użytkowników. Ci łączą się w różnego rodzaju grypy tematyczne, dyskutują o problemach, wymieniają się poglądami ? Dodatkowo,  ostatnie wydarzenia w Iranie, a raczej narzędzia dzięki którym jesteśmy na bieżąco informowani co tam się dzieje - jeszcze bardziej podgrzewa i ogniskują naszą uwagę.

Fenomen social media jest dla marketingu niczym ziemia obiecana; stosunkowo nowym, a fascynującym i obiecującym polem do działania. Dlaczego ? Oto w jednym miejscu mamy dostęp, do często, opisanych z imienia, nazwiska, wieku, bywa zainteresowań żywych ludzi. Z którymi można się w niezwykle prosty sposób skomunikować; prosty - wystarczy wysłać informację, która może być początkiem owocnego dialogu. Ten zaś być może doprowadzi do interakcji handlowej – nabycia towaru lub usługi.   I wszystko to, brzmi niezwykle prosto, ale wyłącznie tylko do tego momentu !

Po pierwsze sam fakt dodania swojego proflilu do portalu społecznościowego wcale nie oznacza, że jest się aktywnym uczestnikiem intrenetowej gry społecznościowej - co jest jedną z pierwszych pułapek zastawionych na marektera. Po wtóre logowanie się i „życie” w serwisach dyktowane jest najczęściej innymi przesłankami.

Osobiście, jestem w miarę aktywnym uczestnikiem „życia 2.0” i przy okazji pisania tego bloga, zastanowiłem się więc „a po co mi to wszystko ?”  Otóż moje motywacje są następujące:

a/ poszukiwanie inspiracji;

b/ poszukiwanie świeżych pomysłów dot. mojej pracy zawodowej, ale również odnoszących się do moich osobistych zainteresowań;

c/ poznawanie i nawiązywanie relacji z nowymi ciekawymi ludźmi tak pod kątem zawodowym jak i z moich grup zainteresowań;

d/ śledzenie mojego życia branżowego (public relations, marketing) wszelkich zmian, rodzących się tendencji, sytuacji kryzysowych, etc

e/  prezentowanie w zdefiniowanych grupach: swojej osoby oraz  firm naszej grupy (ale już wiem, że póki co nic nie zastąpi klasycznej sprzedaży, pod koniec dnia należy zrobić klasyczną prezentację i przekonać potencjalnego klienta)

f/ dla przyjemności i rozrywki

… w tym krótkim zestawieniu nie znajduje się poszukiwanie towarów i usług i myślę, że większość z Państwa ma podobne nastawienie.

Myślenie to potwierdza badanie przeprowadzonego przez www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/871-usa-california-portale-spolecznosciowe-a-wartosc-marketingowa.html Knowledge Networks - okazuje się, iż zaledwie 4% osób funkcjonujących w tego typu miejscach poszukuje tego typu wiedzy aby podjąć decyzję zakupu. Ale ciekawe jest to, iż 63% użytkowników akceptuje wszelkie reklamy na portalach. Zdają sobie oni bowiem sprawę, że to jest przepustką aby mieć bezpłatny dostęp do takich miejsc; ale już tylko 16% jest bardziej skłonnych nabywać produkty, prezentowane na portalach.

Jednocześnie jesteśmy głęboko przekonani, że my, nasze pomysły, firmy które reprezentujemy muszą- po prostu muszą -  być obecne w internecie, a w społecznościówkach w szczególności. Tak wiec dla osób zajmujących się marketingiem gówym wyzwaniem jest by pojąć i starać się metodologicznie opisać - w jaki sposób poruszają i co powoduje tymi przeogromnymi masami ludzkimi skrytymi za nick’ami lub pokazującymi się z nazwiska.

To oznacza po pierwsze – ciągłe uczenie się rzeczywistości internetowej. Przeczytanie kilka lat temu książki „Google story”  było dla mnie czymś na kształt iluminacji i olśnienia. Po wtóre mozolną pracę (poświęcenie dużej ilości czasu) nad swoimi profilami, blogami, twitterami, wypowiedziami. Wszystko po to by być bieglejszym w sztuce tworzenia: scenografii, choreografii, reżyserii 2.0. A to potrzebne aby utrzymywać się w głównym nurcie wydarzeń zawodowych i biznesowych.

Kilka dni temu widziałem w TV wypowiedź Hilary Clinton, która (chyba ze wstydem) przyznała się, że nie wie co to twitter.

Cóż – nobody is perfect. 

  

Komentarze (1)
Połączone siły FTiB
 Oceń wpis
   

Pojęcia: stare, nowe, social media każdego dnia podlegają kolejnemu przewartościowaniu. Oto codzienne mniej lub bardziej dostojne gazety papierowe dumne są ze swoich czołówek, które zostały określone późnym wieczorem dnia poprzedniego. 

Na dobrą sprawę materiały te w momencie druku są już nieaktualne. Tego procesu nic już nie jest w stanie odwrócić. Dziś już nawet nie portale informacyjne są najszybszym dostawcą treści – one również zaczynają tracić oddech na krótkim dystansie.

Połączone siły FTiB (Flickr, Twiter i Blogi) skutecznie rozprawiają się  z tradycyjnym dziennikarstwem czy też nawet z dziennikarstwem jako taki.. Przykładem najświeższym i dającym wiele do myślenia są wydarzenia w Iranie.   Protestujący ludzie, młodzież twitterują jak szaleni;  co kilkanaście, kilkadziesiąt sekund wysyłając kolejna informację o bieżących wydarzeniach (przypomnijmy istotą twittera jest publikowanie informacji, które nie są dłuższe niźli 140 znaków razem ze spacjami.) Więc centrum informacji o Iranie jest właśnie tam, a nie gdziekolwiek indziej.

Kampania wyborcza Baracka Obamy – czyli m.in. dążenie do pozyskania jak największej ilości adresów email, roztropnym a hurtowym korzystaniem z serwisów społecznościowych oraz doboru słów kluczowych - nadała nowy wymiar kampaniom związanym z wyborem politycznym. Tak to co się dzieje w  sieci, a jest związane protestami Iranie jest kolejnym przełomem w dziedzinie wzajemnego informowania się przez ludzi na całym świecie.  Choć brzmi to śmiesznie Informowania się jeszcze bardziej: nieskrępowanego, szybkiego, trafnego.

Naturalna jest więc narastająca niechęć pomiędzy światem zawodowej journalistyki, a rzeszą znanych z nicka lub nazwiska : blogerowców, bliperowców, twitterowców. Ci pierwsi tracą swoisty monopol na informowanie ci drudzy go pozyskują. Sprawa „kataryny” i „Dziennika „jest chyba najlepszym przykładem  starcia pomiędzy starym, a nowym.  Jakakolwiek ideologia nie była by przy tej okazji eksponowana.

Komentarze (2)
Mój, Ich - Twój ?4 czerwca 1989
 Oceń wpis
   

Wczoraj założyłem na GoldenLine (to taki portal społecznościowo biznesowy dla różnorakich yapiszonów). Pytanie nie było za specjalnie odkrywcze – bo pewnie każdy z nas zadaje sobie takie  (a jak sobie nie zadaje, powinien to chyba uczynić) – Co dla niego oznacza data 4 czerwca 1989 roku ?

 Ja zastanawiając się nad tym raczej jestem przekonany, że byłbym gdzieś emigrantem szczęśliwym lub nie, bo taki miałem swój tajny plan. Ale zanim do tego by doszło, sterczałbym dalej, w kolejce na komendzie milicji po paszport. Wtedy tam leżały te dokumenty. (do państw braterskich wystarczała wkładka paszportowa – tak to się chyba nazywało); wcześniej trzeba było w dziekanacie coś gadać i pisać, by dostać zaświadczenie, że moja szkoła nie ma nic przeciwko mojemu wyjazdowi. Na koniec stać w kolejce do poselstwa USA lub UK, czekając dwa lub trzy tygodnie – pozostając w swojej wewnętrznej permanentnej emigracji.

Wielu moich kumpli wyjechało, wielu wróciło, wielu rozpłynęło się w przetrzeni. Najgorzej skończył chyba „sum” bo jeździł nocami taksówką po Chicago i non stop chlał. Tak mi mówili. Ponieważ pracował całe lata na czarno gdy umierali jego rodzice nie mógł przyjechać do Polski na pogrzeby. Co z nim dziś ? nie mam pojęcia.

A rwało nas wszystkich w świat; bo nader duszno było w tej starej Polsce. W telewizji pokazywali zjazdy partii, a wódka była za bony w Pewexie. Do dziś się czasami spieramy czy trzy czwarte wyborowej kosztowało 80 czy 90 centów ? Poszliśmy kiedyś na koncert Lady Pank do klubu Park na Polach Mokotowskich było to mistyczno, polityczno, religijne przedsięwzięcie, chłopaki nieźle grali na pohybel komunie. Więc darliśmy się do muzyki – to były rzadkie momenty wolności.
 
Więc nadszedł ten 4 czerwca 1989. Wybory wygrane i myśl z tyłu głowy. To niemożliwe – ruscy i nrd’owcy wkroczą !!!!

więc "yapiszony" z goldenline napisały (zastosowałem inicjały - mam nadzieję, że jest ok):

AP napisał - Ja bylem juz wtedy emigrantem, nawet od 1973 roku. Sila rzeczy 4 czerwca mial dla mnie nieco inne, tym niemniej bardzo istotne znaczenie. Rozumiem, ze celem tej dyskusji jest mniej polityka lecz osobiste wrazenia i wplyw jaki 4 czerwca mial na losy poszczegolnych osob?

JK napisał - ja pamiętam ten dzień z perspektywy 11 latka
wiedziałem że nastąpił przełom, widziałem radość ludzi, ale nie rozumiałem do końca rangi wydarzeń.

A.CZ. napisała - dla mnie 4 czerwca ma w tej chwili taki wymiar, że gdyby nie to, co się

wtedy stało, to pewnie w tej chwili bym sobie siedziała "politycznie" gdzieś zamknięta znając mój temperament i znaczenie słowa OJCZYZNA i WOLNOSC jakie wpoili mi rodzice i Babcia która przeżyła 2 wojny....
… a tak siedzę sobie w necie i klikam:)))

K. S. napisała - moi rodzice też mieli taki plan, mieliśmy wyjechać do Australii, część osób z rodziny tam wyemigrowała, mieliśmy gdzie jechać, bo wujek dorobił się małego hoteliku, był tam brat taty z rodziną, ale zostaliśmy w Polsce, miało na to wpływ parę rzeczy między innymi i czerwiec 89r. ja nie żałuje, choć wtedy byłam jeszcze dość mała, żeby rozumieć wagę tamtymch wydarzeń..

M.T. napisała - a już siedziałam za granicą i nie myślałam wracać, ale po 4 czerwca zapadły inne decyzje i rok później wróciłam do Polski :).
Jestem ciekawa co by było gdyby nie 4 czerwca 1989.

E. Ż. napisała - 4 czerwca '89 miałam niespełna 11 lat ale czekałam na ten dzień bardzo i żałowałam, że nie mogę głosować...
już wtedy Tata mi wpajał czym był Katyń i jak znikali ludzie do lat 70tych nagle...wieczorem byli a rano już nie...więc byłam świadoma sytuacji i zawsze anty to tamtejszej władzy

pamiętam trochę wcześniej jak nie było prądu i słuchaliśmy w radiu na baterię czy też podłączonym do akumulatora z Syrenki spotkania w Magdalence Wałęsa-Miodowicz
gdyby nie 4 czerwca '89 po prostu nie można by teraz pisać choćby tu, w GL, bo byśmy go nie mieli:)

polecam film "Ile waży koń trojański?" J. Machulskiego, gdzie akcja cofa sie do '87r.

A.P napisała - Wyemigrowałabym do USA. A tak to się cieszę, że jestem tutaj.
Ale tak na serio to 4 czerwca kojarzy mi się ze sklepem Netto na Gołuchowskiej w Warszawie, który zaraz potem napełnił się coca colą. Podrabianą oczywiście, ale kto wtedy na to zwracał uwagę...

D.H napisał - nie pamiętam przyznaje szczerze,ale nie wyobrażam sobie żyć w takim systemie przed 4 czerwca. Wolność też nie jest wieczna. Każdego dnia trzeba o nią walczyć.

M.F. napisał - Dla mnie 4 czerwca 1989 to pierwsze wybory w jakich mogłem wziąć udział ...
Z perspektywy czasu to dla mnie symboliczne że to właśnie TE wybory a nie żadne inne.
Przełom w naszej historii i dla mnie wejście w dorosłość w nowej rzeczywistości.
Pamiętam napięcie zaraz po głosowaniu - jaki będzie wynik, i szał radości kiedy wszystko już było jasne.

E.D. napisałą - Urodzona w roku wybuchu stanu wojennego, miałam wtedy 8 lat, ale dzięki moim rodzicom, którzy uczulali mnie na to co się dzieje wokół wiedziałam, że dzieje się coś Przełomowego...Pamiętam relacje telewizyjne z poszczególnych wydarzeń, Joannę Szczepkowską w Dzienniku, ale najbardziej, to że Tata zabrał mnie ze sobą do urny i sama zaznaczałam krzyżyki...Dzisiaj, również dzięki tamtym wydarzeniom mogę surfować :) w necie i na fali, szacunek, wdzięczność i pamięć dla wszystkich którzy się przyczynili do zmiany i dla tych którzy nie mieli tyle szczęścia co my...

 

... jeden z zaproszonych do grupy na Goldenline napisał, że nie wchodzi do grupy bo "żyje tu i teraz" –Również takie stanowisko trzeba uszanować:)

www.goldenline.pl/grupa/twoj-4-czerwca-1989/

 

 

 

Komentarze (1)
Dziennikarze zarabiają za dużo
 Oceń wpis
   

Biznes medialny jest w fazie głębokich przemian. Fenomen internetu spowodował coraz mniej skrępowany (a jeśli są jakieś ograniczenia to wyłącznie technologiczne) proces wymienianiem się wszelakimi informacjami.

Poza wieloma innymi: społecznymi, politycznymi, biznesowymi konsekwencjami, powoduje to również różnorakie zmiany w stylu pracy dziennikarzy. To z biegiem lat i miesięcy staje się coraz bardziej widoczne i czytelniejsze dla wszystkich, którzy są aktywnymi uczestnikami życia społecznego.

Nie jest specjalnym odkryciem stwierdzenie, iż generalne efekty pracy „wszechdziennikarzy” są coraz bardziej naskórkowe, płytkie, szybkie – obliczone na zdobycie swojego publicity w jak najkrótszym czasie i przy jak najmniejszych nakładach pracy. Przy czym potraktujmy to ujęcie  jako najszerszy z możliwych opisów kondycji współczesnego dziennikarstwa – nie tylko polskiego. A za tym postępuje zmiana społecznego postrzeganie tej – niezwykle ważnej - profesji.

Prof. Ekonomii na Uniwersytecie Jonkoping  w Szwecji – Robert G. Piccard, (autor 23 książek) posunął się jeszcze dalej. W swoim eseju rozpoczął dyskusję,  zmierzającą do próby określenia wartości jakie posiadają dziennikarskie artykuły, dochodząc do ciekawych wniosków. Stara się przeanalizować pojęcie „wartości”; dokonując podziału na wartości: instrumentalne, wewnętrzne, ekonomiczne i inne.

Twierdzi on m.in., że płaca to wynagrodzenie za wytwarzanie jakiejś wartości, a ponieważ dziennikarze nie wytwarzają jej zbyt wiele, zasługują na niskie płace. Wniosek z pewnością ciekawy choć – jak rozumiem – kontrowersyjny dla dziennikarzy.

Według Profesora upadek biznesu informacyjnego może być powstrzymany, jeśli dziennikarze zobowiążą się tworzyć prawdziwą wartość dla odbiorców i będą się bardziej angażować w tworzenie kierunku działalności swoich firm.

www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/855-oxford-anglia-ile-tak-naprawde-sa-warci-dziennikarze.html

Komentarze (1)
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię