Należy promować Polskę - do Telamacha
 Oceń wpis
   

Nie mam zielonego pojęcia jak wygląda logo Singapuru, Lichtenstainu czy też Szwajcarii, ciekawe nie wiem również jak wygląda logo Polski (nie mam na myśli oczywiście biało czerwonej) Mam jednakże ustalone pewne stereotypy, odnoszące się do tych oraz innych państw  (za wyjątkiem Polski bo tu siłą rzeczy jestem głęboko nieobiektywny).

Te biorą się z: doświadczeń, obserwacji, poszukiwań, informacji. Mniejsza część tych kalek, które noszę w głowie, a dotyczących innych narodów jest wynikiem mniej lub bardziej subtelnych zabiegów marketingowych czy też public relations. Czy mi się podoba czy nie – jestem marketingowany w tej sprawie na różne sposoby.

Kilka miesięcy temu w trawnik ambasady francuskiej w Warszawie wbite były, wycięte z dykty, pomalowane w krzykliwych kolorach koguty. Pomyślałem – mają ci Francuzi dystans do siebie i poczucie humoru zarazem. Przed ostatnimi mistrzostwami Europy na płocie ambasady szwajcarskiej powieszony był baner, gdzie (wybaczcie nie pamiętam dokładnie treści) z grubsza napisano, że Szwajcaria bardzo się cieszy, iż będzie mogła gościć polskich kibiców. Nie warto pisać o spotach w TV nawołujących by do Austrii na narty, po słońce do Egiptu, na drinka z parasolką do Tunezji etc. Takie zabiegi uznajemy za nader nieskomplikowane, ale wplatające się w coś co możemy ogólnie nazwać tzw. szeroko pojętym brandingiem narodowym.

Czy my zatem – jako naród - powinniśmy podobne sztuczki marketingowe wykonywać ? Oczywiście, że tak - to jest nasz psi obowiązek. Oczywiście budżet, skala, zakres, grupa docelowa to osobna – techniczna – dyskusja. Argument, że niby „my” jesteśmy słabym towarem i jakby go nie pokazywać to nic z tego nie wyjdzie - kompletnie do mnie nie przemawia. Inne narody również mają swoje słabości i tak samo jak my są dalece niedoskonałe.

Zostałem m.in. wyleczony z jednego z podstawowych polskich kompleksów, że niby „my Polacy” nadmiernie pijemy wódkę. Parę lat temu przebywałem w grupie Anglików  - no owszem, nie byli to wyrafinowani myśliciele z Oxford; jednak, było nie było - dumni synowie Albionu. Udaliśmy się do czegoś na kształt restauracji. Po pierwsze – jeszcze jednej butelki nie wypili, a ręką po następną sięgali, ale to pikuś – jak mówią ci od ubezpieczeń. Gdy zaczęli z łyżki do zupy, przez dziurkę od nosa, tę naszą dumną wyborową wciągać do przewodów oddechowych, uznałem, że in gremio, nasi obywatele w sprawie chlania, to grzeczne i spokojne pieski ratlerki.

Czy kampania promocyjna Polski jest komukolwiek do czegokolwiek potrzebna ? Jestem przekonany, że jest potrzebna i to permanentna !

Weźmy turystykę. Nie wiem, ile statystycznie jeden człowiek z zachodu zostawia u nas tygodniowa euro, ale niech to będzie średnio kwota 500 eu. Przepraszam za prostacki wniosek, ale im ich więcej przyjedzie tym większą będziemy mieli wielokrotność 500 eu pośrednio wpompowaną w nasze kieszenie.

Weźmy gospodarkę. Jak im pokażemy, że na tle choćby państw bardziej wschodnich u nas jest ekonomicznie raczej spokojniej być może przyjadą i będą chcieli postawić fabrykę czegoś tam = nieco euro do naszej kieszonki i robota dla ludzi, etc – tylko trzeba ich do tego namawiać, przekonywać, marketingować – bo przecież samo się nie zrobi.

Weźmy sport i takiego Kubicę Roberta; niechby np. zaczął w tym Ferrari jeździć i niechby sobie wypisał na kasku „made in Poland” – w sensie jego głowa spoczywająca w środku. I cóż mamy znakomitą myśl techniczną przyobleczoną w czerwone, a znane na całym świecie barwy; oraz syna naszego narodu, który inteligentnie i odważnie ujarzmia tą „mechaniczną bestię”  - jadąc po kolejne zwycięstwo. Zadziałałoby ? znacznie lepiej, niż prostawy hydraulik z kluczem w dłoni.

Weźmy kulturę np. Rok Chopinowski. Docieramy do wykształconych i wyrobionych intelektualnie tego świata: bardziej decydentów niż naśladowców.  Ci raczej mają środki finansowe, w innym przypadku nie byłoby ich stać na wsłuchiwanie się w oddech twórczy, naszego poety fortepianu.

Tak absolutnie przyjmuję jako aksjomat konieczność stosowania zabiegów marketingowych; wobec produktów i usług, ale również wobec naszego kraju.

Aktualnie świat skonstruowany jest na fundamencie informacji; z kluczową rolą mediów - niestety na całym świecie wypełnionych coraz głupszymi iinformacjami. Więc stwierdzam jest konieczna praca w tym względzie m.in. po to by informacje o nas w jak najmniej przekłamanym kształcie docierały do odbiorców. Po to choćby by przyjechali do nas i po 500 euro na głowę, przez tydzień zostawili w naszym małym biznesie.

Z premedytacją skręcam za każdym razem ku pieniądzom; bo one są najtrudniej zbijalnym argumentem; tak mówmy o pieniądzach jakie dzięki temu możemy zarobić ...

Komentarze (9)
Promocja Polski - co na to Telemach ?
 Oceń wpis
   
Jeden z moich ulubionych blogerów - niejaki Telemach; nie mam pojęcia kto to jest i chyba nie chce wiedzieć by nie psuć sobie i Telemaschowi zabawy, skomentował mój poprzedni wpis o promowaniu Polski. Ustaliliśmy z Telemachem, że upublicznimy (na tyle na ile będziemy w stanie) tę korespondencję, bo może coś ciekawego z tego fajnego wyjdzie.
 
Polecam oczywiście lekturę bloga Telemacha, który zajmuje się ogólna teorią wszystkiego http://pytania.wordpress.com/. Mamy zgodność z moimi koleżkami z Twittera, że jest to nieodkryty i nie zagospodarowany odpowiednio talent. Ale właśnie może jest tak, że gapimy się na wszystko jak na obiekt marketingowania; a nie każdy chce się poddawać takim zabiegom. W tym sensie, może być tak, że Telemach, chce przebywać samotni i od czasu do czasu dawać głos w sprawie waznej - jak nie przymierzająć mistrz Joda.
 
Telemachy Szanowny, przekazuję więc głos:
 
Panie Jerzy, zapędził się Pan. Z całym szacunkiem - ale trudno mi pogodzić
to co przeczytałem z tzw. zdrowym rozsądkiem. Ale po kolei.
Ja rozumiem, że patrzy Pan na świat oczyma specjalisty od marketingu. I chce
widzieć Polskę jako produkt, którego pozycja na rynku (a zatem i wartość)
jest pochodną celowych zabiegów marketingowych. Jeśli przyjmiemy ten
(zasugerowany przez Pana jako milczący aksjomat) sposób patrzenia - to
istotnie reszta postu wydaje się być spójna i logiczna. Pozwoli Pan jednak,
że się z tym zbudowanym, jak mi się wydaje, na fundamentach myślenia
życzeniowego aksjomatem nie zgodzę.

Sugeruje Pan na ten przykład, że sukces koncernu IKEA jest pochodną
inwestycji poczynionych w wizerunek Szwecji jako kraju. Czy byłby Pan
łaskaw przypomnieć jakie hasło i jakie logo pozwoliły i pomogły Ingvarowi
K. zrobić z małego handlu wysyłkowego dla rolników z regionu Samland
światowy koncern (z siedzibą w Holandii n.b.)? Będzie Panu trudno. Bo
skandynawski tryb życia, estetyka, racjonalność i wzornictwo spopularyzowane
zostały przez koncern konsekwentnie stosujący elementy narodowej tożsamości
- nie zaś odwrotnie.

Mógłby Pan podać jaka kampania reklamowa spopularyzowała logo i hasło
Lichtensteinu lub Luksemburga?. W tym drugim wypadło mi przez pewien czas
mieszkać i zapewniam Pana że żaden Luksemburczyk przy zdrowych zmysłach
nigdy niczego takiego nawet nie postulował. Jakie jest logo Szwajcarii?
Norwegii? USA do których od zawsze ciągną marzyciele tego świata? Zna Pan
hasło leżące u podstaw oszałamiającego sukcesu SIngapuru? Ja nie znam.

Panie Jerzy - pytanie nie brzmi czy ktoś zrobi spójną kampanię promocyjną
dla Polski. Pytanie brzmi, czy spójna kampania promocyjna jest Polsce
potrzebna. Komu, poza naturalnie branżą PR? I do czego konkretnie?

Proszę mi nie brać tego za złe - wiem że zachowuję się jak czarna owca ale
czasem warto zadać sobie niewygodne pytanie nawet wówczas gdy chcielibyśmy
aby odpowiedź była zgodna z naszymi oczekiwaniami i oczywista. Polska nie
jest produktem. Może być w najlepszym przypadku opakowaniem zyskującym na
prestiżu na skutek sukcesu produktów które w nią zapakujemy.

Z wyrazami szacunku

t.
 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
I co Państwo na to ?
Komentarze (7)
Nikt nie zrobi spójnej kampanii promocyjnej dla Polski
 Oceń wpis
   

Nie jest możliwe wdrożenie jednej spójnej, logicznej i kompletnej kampanii reklamowej naszego kraju poza granicami. I to z co najmniej trzech podstawowych powodów.  Jeśli zaś ktokolwiek myśli inaczej jest w błędzie. Zresztą potwierdzeniem tej tezy jest to, że do tej pory nic się w tej dziedzinie nie wydarzyło – poza oczywiście mniej lub bardziej donośnym pohukiwaniem różnych środowisk.

Powód pierwszy -  kto miałby za taką zapłacić?

Wydaje się, że raczej środki te powinny pochodzić z budżetu państwa. Zatem, któreś z ministerstw? Jakaś agenda rządowa, może Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, urząd Prezydenta RP?
 
Jak by tej układanki nie tworzyć – pomijając oczywiście konstytucyjne zadania poszczególnych - pod koniec dnia, prawdopodobnie ów wydatek musiałby przejść przez akcept sejmu i senatu. Dlaczego? ano z tego dość prostego powodu, iż powinna być to kwota rzędu minimum kilkudziesięciu milionów euro tak aby to miało jakikolwiek sens - tzn. aby ktokolwiek ją zauważył.
 
Czy jest kryzys czy też go niema, zawsze w budżecie państwa są pilniejsze potrzeby; a nawet jeśli nie są pilne – na ogół w taki sposób są prezentowane. Wyobraźmy sobie dyskusję na Komisji finansów publicznych w Parlamencie, dotycząca finansowania kampanii promocyjnej dla Polski; to dopiero byłby cyrk
 
Zatem nie będzie komu zapłacić bo nie będzie z czego.     
 
Powód drugi - kto miałby taką usługę zamówić?
 
Pewnie więc któryś z tych wysokich państwowych urzędów? Ale czyimi fizycznie rękami i głowami? Powinny się tym zajmować osoby mające dogłębną wiedzę z zakresu marketingu, która wynika z wieloletniego doświadczenia – choćby właśnie w zamawianiu usług marketingowych. Takich ludzi w administracji państwowej  nie ma. Są w szeroko pojętym biznesie: zachodnim,  polskim; agencjach reklamowych, domach mediowych,  czy też firmach public relations. Więc takie kompetentne osoby są prawie wszędzie ale akurat nie w administracji publicznej. Mowa o zespołach, a nie o ambitnych jednostkach, które, na szczęście, bez względu na otaczające je warunki, zawsze starają się zrobić coś pożytecznego.
 
Dlaczego tam ich niema ? z bardzo prostych powodów: raczej niewielkich pieniędzy wypłacanych jako zapłata za pracę; ale co równie ważne - z braku długofalowych perspektyw zawodowych. Jak wiadomo z nowym rządem przychodzi nowa ekipa i precyzyjnie wymiata starą.  
 
Ci profesjonaliści potrzebni są więc po to aby przygotować choćby brief agencyjny – dokument opisujący na tyle precyzyjnie na ile to możliwe - co się chce i w jakim czasie uzyskać. Następnie ci sami  powinni być odpowiedzialni za nadzór nad postępami prac; nad: strategią, kreacją, produkcją, implementacją. Później powinni to wszystko opisać, rozliczyć i ocenić. Na koniec przedstawić raporty z podjętych działań. 
 
Zatem raczej nie ma komu takiej usługi zamówić.
 
Powód trzeci - Gdzie ją zamówić?
 
W jakiejś wyspecjalizowanej firmie, a raczej firmach -  te są raczej prywatne; w zagranicznych za granicą ? w zagranicznych w Polsce ? w polskich w Polsce ? w stworzonym na te potrzeby zespole ?
 
Żadna z nich nie będzie przecież politycznie koszerna. Ile ich zaprosić do konkursu trzy ? dziesięć ? wszystkie ? żadne z tych rozwiązań nie jest doskonałe; każde będzie budziło sprzeciw, protest, zażalenie. Nikt się z niczym i z nikim nie zgodzi; wszyscy ze wszystkimi się pokłócą. Przecież każdy będzi chciał przy okazji zarobić. W takim razie, może RAR (Rządowa Agencja Reklamowa) ale takiej przecież nie ma i nie będzie bo i po co komu ?
 
Zatem zamówić jest gdzie, ale nie ma gdzie.
 
Oczywiście najprościej byłoby podjąć badania i prace nad hasłem i logo promującym nasz kraj, a następnie zmusić jakimś rozporządzeniem, wszystkie nasze agendy działające za granicą aby na określonych dokumentach oraz podczas zdefiniowanych czynności i wydarzeń specjalnych obligatoryjnie się nimi posługiwały. To już jest niby proste i w sumie dość tanie zadanie. Ale również okazuje się historycznie - absolutnie niewykonalne.
 
Na różnych poziomach funkcjonują odmienne loga zamówione ad hoc przez różne agendy rządowe na okoliczność różnych intencji. Poczynając od konceptu „twórczego napięcia” (crative tension) Wally Ollinsa. (nawiasem mówiąc – sam jestem ciekaw czy my Polacy, nadal jesteśmy twórczo napięci? Czy też może już jesteśmy w jakiejś kolejnej, czekającej - swojego opisu promocyjnego - fazie?) z czego niewiele wyszło poza uczuciem niedosytu u różnych. A chyba raczej trzeba się za to wziąć bo Polska ma nie najlepsza markę http://www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/902-polska-ma-zla-marke.html
 
Aby nieco polepszyć nasze samopoczucie; nie sądzę by jakikolwiek kraj na świecie był w stanie podjąć się takiego zadania w takim pełnym wymiarze; być może ono; marzenie patriotów i marketingowców i na zawsze może pozostawać wyłącznie w sferze teoretycznych rozważań. Możliwe jest pokazywanie przez różne państwa ciepłych plaż w Tunezji i Egiptu, narciarskich stoków Austrii i Włoch, krajobrazów mazurskich. Ale działania te są wycinkowe, nakierowane na określoną grupę odbiorców.
 
Świat biznesu robi swoje i okazuje się, że przy okazji znacznie więcej. Może właśnie więc też jest tak, że narodowe marki są w stanie wygenerować znacznie więcej pozytywnego zainteresowania niż rada ministrów i sztaby marketingowców razem wzięte, które odbędą 1500 narad w sprawie.
 
Co prawda,  mnie osobiście IKEA kojarzy się genialnym konceptem biznesowym i fajnym sklepem, który ma szwedzki rodowód. Niektórzy jednak twierdzą,  że jak odwiedzisz ten sklep to tak jak być odwiedził Szwecję http://publicdiplomacymagazine.com/case-study/the-symbiosis-of-sweden-ikea/.
 
Jak by nie było IKEA jest ze Szwecji a Mazury leżą w Polsce.
Komentarze (6)
Sytuacja kryzysowa - Kupieckie Domy Towarowe
 Oceń wpis
   

To co się dzieje pod Kupieckim Domami Centrum jest wręcz książkowym przykładem w jaki sposób nie przygotować się do medialnego zarządzania sytuacją kryzysową.

Oczywiście w głębokiej defensywie są przedstawiciele miasta, choć to właśnie oni działają w zgodzie z literą prawa. I co z tego! Kupców gubi wszechogarniająca arogancja i  pycha; wcześnie ćwiczona, a skuteczna metodologia opóźniania i przeciągania eksmisji w nieskończoność. Przedstawicieli miasta byli natomiast naiwne przekonani, że prawo (medialnie) obroni się samo bo jest - prawem.

Otóż i jedni i drudzy od pierwszych minut dzisiejszego konfliktu zdobywają „żelaznych” sojuszników i „żelaznych” przeciwników; ale w bezpośrednim i bezrefleksyjnym odbiorze informacji z pola walki na pl. Defilad – na pierwszy rzut oka - stroną poszkodowaną jest grupa z blaszaka.

Jakie błędy popełniają przedstawiciele miasta? po pierwsze nie przygotowywali skutecznie od tygodni szerokiej opinii publicznej, iż nikt nie może mieć żadnych złudzeń - KDT muszą być i będą zlikwidowane; bo za tym przemawia po pierwsze prawo; po wtóre perspektywiczny interes stolicy i kropka ! Tego nie było, a powinno być.

Po wtóre, mam wrażenie, że przedstawiciele miasta nie działali od samego rana zbyt aktywnie wobec reprezentantów mediów, nawet chaotycznie. W TV słyszeliśmy więc histeryczne okrzyki i wypowiedzi kupców, bezładne przepychanki i oparu gazu łzawiącego. Te skrawki obrazków i dźwięków siłą rzeczy - chcąc nie chcą faworyzują jedną stronę konfliktu – czyniąc z niej ofiarę i tylko jej dając głos.

Druga strona,  od samego początku stała się stroną oskarżoną bo: maltretuje, gazuje, bije, zabiera miejsca pracy, nie dba, lekceważy i w ogóle…  I gdzieś jakby z dalekiego, drugiego planu, dobywał się przytłumiony głosy przedstawiciela miejskiej administracji tłumaczącego nerwowo miasto oraz policji, która zmuszona była w tym momencie tłumaczyć się (w tym momencie) za nie swoje grzechy. Osobną sprawą jest to, że bardzo łatwo jest dokopywać medialnie policji (bo ma to swoje historyczne uzasadnienie) lekceważąc, że są to ludzie ciężkiej pracy, którzy nadstawiają swoje głowy za nędzne pieniądze, byśmy my czuli się bezpieczni - zapamiętamy?

Czego więc nie zrobiono? Wydaje mi się więc, że nie przygotowano dokładnego planu komunikowania; sądzę, że przedstawiciele miasta nie mieli przygotowanych, a może tylko przećwiczonych Q&A. Te dwie czynności (pośród kilku innych) są po prostu abecadłem komunikowania w sytuacji kryzysowej. Każda szanująca się agencja pr zawsze uświadamia klientowi, że musi odrobić tę lekcję – jakby nie była żmudna, czasochłonna, a i czasami nieprzyjemna bo potrafiąca naruszyć dobre samopoczucie.

Cała też akcja firmy ochroniarskiej była raczej agresywna i toporna (gazy łzawiące, etc) nawiasem mówiąc sam jestem ciekaw czy przedstawiciele miasta byli wcześniej poinformowani o tym, że takie środki chemiczne będą użyte ? Jeśli byli – to powinni do tego się przygotować Jeśli nie byli to mogą sami sobie za to podziękować. Może więc jest też tak, że całej tej akcji wraz z logistyką „pola walki” nie przemyślano dokładnie – no bo przecież prawo broni się samo.

Medialnie, rachunek zostanie wystawiony miastu czyli pani Prezydent, a nie komornikowi lub firmie ochroniarskiej. A to znowu będzie (i już jest) znakomitym wehikułem komunikacyjnym dla opozycji: wobec władz miasta stołecznego Warszawy, opozycji parlamentarnej i „opozycji generalnej” wobec wszystkiego i wszystkich.

Usłyszałem, że wejście na teren KDT oraz czynności komornicze i cała akcja jest filmowana przez przedstawicieli miasta tak aby udowodnić kto działał godnie, a kto nie. Wydaje mi się, że logika i temperatura przyszłych wydarzeń (a wiadomo było wcześniej, że nie będzie to zabawa w kotka i myszkę) sprawi, że ten kto przedstawi prawdę: prawdziwe zdjęcia, prawdziwe nagrania, prawdziwe wypowiedzi stworzy sobie jakąkolwiek szansę aby starać przeciwstawiać się populizmowi kupców i mediów.

Więc, że od samego rana, należało czynić te nagrania; montować je na miejscu (przy aktualnym stanie techniki nie jest to żaden problem) i na miejscu przekazywać przedstawicielom telewizji. Ci z pewnością braliby takie exclusiv’y” i je emitowali.  Oprócz tego należałoby instalować te filmiki w internecie. Tak by, przedstawiciele social media, również mieli możliwość wyrobienia sobie własnego zdania.  Miasto wtedy miałoby szansę wykazać, że postępowało zgodnie ze wszystkimi zasadami nawet nie tylko prawnymi ale również wynikającymi z tytułu bycia człowiekiem oraz współobywatelem.

Za to mamy spektakl przepychanek, który się właśnie rozpoczął i szybko nie zakończy. A z biegiem czasu będzie stawał się coraz mniej merytoryczny, a coraz bardziej populistyczny.

Na dobrą sprawę,  zarządzanie sytuacjami kryzysowymi sprowadza się do trzech aspektów: myślenia, przewidywania, pokory. Jeśli tego brakuje - zawsze są problemy.  

Komentarze (9)
Agencja pr
 Oceń wpis
   

Polski świat public relations w porównaniu do rozwiniętych krajów zachodnich jest stosunkowo młody. Pierwszy na polskim rynku był ogólnie szanowany Piotr Czarnowski ze swoją „First PR”; później zaczęły pojawiać się inne agencje (w tym nasza - założona w 1994 roku) Od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło.

Być może najważniejsza jest to, że agencje pr stały się prawdziwie niezbędne w życiu gospodarczym. Okazuje, że bez działań public relations bardzo trudno prowadzić dziś jakikolwiek poważny biznes; czasami jest również też tak, że bez aktywnych działań public relations nie ma możliwości aby go w ogóle zarządzać nim z sukcesem.

Więc czym my się zajmujemy ? Otóż w najszerszym tle – odpowiadamy za reputację i wizerunek naszych klientów czy też ich produktów lub usług. Realizujemy wiele różnorakich działań; wszystkie jednak związane są ściśle z zarządzaniem komunikacją i z tego wynikającym informowaniem. Do tego celu używamy różnorakich narzędzi i technik. W imieniu klientów kontaktujemy się z ich zewnętrznymi interesariuszami, ale też często uprawiamy komunikację wewnętrzną z pracownikami danej firmy.

Agencje pr mają w zakresie swoich usług wiele wykonują szereg działań; począwszy od pisania tekstów przekazywanych do mediów; nawiązywanie i utrzymywanie w imieniu klientów kontaktów z dziennikarzami, poprzez organizację różnorakich spokań, wydzreń specjalnych; zarządzanie w sytuacjach kryzysowych, wspomaganie firm przy IPO; kreowanie i zarządzanie komunikacją w przestrzeni internetowej z uwzględnieniem stale powiększającej się roli social media i wreszcie realizację audytów i badań marketingowych, monitoringu mediów. Na dobrą sprawę różnorakich czynności jest znacznie więcej, ... również tej mocno biurokratycznej, bowiem agencje pr to normalne firmy – mamy dużo, typowo papierkowej, roboty.

Na polskim rynku jest obecnie kilkaset agencji w różnorakiej formie prawnej z tego już dwie – po udanych debiutach na new connect: Compress i Liberty Group. Jednakże w naszym kraju, agencji public relations, które można by określić w pełni profesjonalnymi organizacjami  jest nie więcej niż trzydzieści. Większość z nich skupia się wokół organizacji branżowej - Związku Firm Public Relations. http://www.zfpr.pl/, prowadzonym od kilku lat z sukcesami przez Pawła Trochimiuka.  Udało mu się zaktywizować środowisko pobudzając doprowadzania wspólnego środowiskowego życia. Co oczywiście nie jest łatwe, bowiem po prostu, każdego dnia, elementarnie i twardo ze sobą konkurujemy.

Mamy też wiele wspólnych problemów, które szczególnie od kilku miesięcy pobudzają nasze środowisko do dyskusji o fundamentach. Ostatnie – to nader nieudany ranking jednego z kolorowych miesięczników biznesowych; ale wszystkie te wydarzenia raczej prowadzą nas w dobrym kierunku. Nasze środowisko stara się wyciągać wnioski także z negatywnych wydarzeń i raczej zawsze, stara się ulepszyć swój świat.

Od lat funkcjonuje również Polskie Stowarzyszenie Public Relations. Tej organizacji brakuje chyba wewnętrznego ognia, a być może przywództwa mającego wytyczoną twardą ścieżkę działania na najbliższe lata.

Jaki jest nasz największy problem ? Chyba to, iż procentowo nader mało osób wie w jaki sposób i do czego nas używać. Ale nie jest to wyłącznie problem Polski, podobnie jest również na zachodnich rozwiniętych rynkach o czym dowiadujemy się od naszych kolegów również z USA. Skoro więc oni tam mają z tym problem to co dopiero my ? Zatem zadanie ogólne polega na ciągłym edukowaniu na poziomie podstawowym –co to jest public relations i czym zajmują się agencje pr.

Komentarze (2)
Profesor Kołakowski
 Oceń wpis
   

Jakiś internauta napisał, że profesor Leszek Kołakowski był bramą do filozofii - dla nas maluczkich. Tak, bezwzględnie był. Inny napisał „... zostaje nam tak mało Autorytetów, do których moglibyśmy się zwrócić w trudnych chwilach...”

Wolno nam wierzyć, że cały świat naszego doświadczenia nie jest realnością ostateczną. Ja też w to wierzę. A nawet mam ochotę powiedzieć: ja to wiem  - wzięte z wywiadu jakiego udzielił Tygodnikowi Powszechnemu, jednej z ostatniej ostoi, czystej myśli w polskich mediach http://tygodnik.onet.pl/33,0,15004,zycie_wbrew_historii,artykul.html

Dziś więc szukam na półce małej książki w brunatnej okładce „Mini wykładów o maxi sprawach”. Towarzyszy mi ona od wielu lat. Nigdy nie przeczytałem jej w od początku do końca; i nigdy jej tak nie będę tak czytał. Bo nie ma żadnej potrzeby. Bo ona skonstruowana inaczej. Wedle: myśli, pragnień, obaw, poszukiwań, odpowiedzi, instrukcji.  Dla kogoś kto szuka ukrytej w gąszczu chaosu chaosów - furtki do wszechświata spokoju i zrozumienia. Więc „Mini wykłady o maxi sprawach” wręczałem w ramach prezentów jakichkolwiek, komu mogłem bez okazji również.

Mówiłem – to raptem półtorej, góra dwie kartki na temat zasadniczy o sprawach najważniejszych.  

Mówiłem czytaj, bo może tak być, że książka ta również tobie pomoże. Bo może coś zrozumiesz, bo może zaczniesz poszukiwać; może po prostu dzięki Kołakowskiemu  będziesz lepszy, dla siebie i innych. Doznasz iluminacji, oświeci cię –  po prostu zaczniesz pytać i rozumieć czego nie rozumiesz.

Tak zaczniesz wreszcie pytać ! A przecież świat bez pytań najprostszych oraz zasadniczych, byłby kompletnie nie do strawienia. Czyż nie ?

Mówiłem więc – Kołakowski pisze tak, że nawet najgłupszy – jak tylko będzie chciał – to coś dla siebie wyjmie, przetrawi, przemyśli, weźmie, zrozumie.

Owszem – wy wszyscy - wiecie kto to był Kołakowski.  Przyjmijcie jednak wieść proszę, że wielu nie wie. I dziwi się dziś tym medialnym nagłówkom - o kim i o czym mowa ?  Oczywiście Kołakowski wie i wytłumaczyłby dlaczego bracia mroczkowie, doda i jacyś tam inni są lepsi, niby ciekawsi, bardziej energetyczni.

Ciekawe co by napisał o nowym świecie, sprowadzonym do naskórka internetowego pozoranctwa, wystukiwanego jednym palcem = 140 znaków; być może przeczuwając nowe trendy, pisałod pewnego czasu tak krótko jak się tylko dawało; jak w „mini wykładach o maxi sprawach” być może, przygotowując swoją myśl, pod nowy format.

cóż, jakie to szczęście, że zawsze będzimy mogli z nim pogadać http://czytelnia.onet.pl/0,1566906,do_czytania.html

Komentarze (1)
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
 Oceń wpis
   

Od dobrych kilku lat toczy się – głównie medialna – dyskusja: czy i w jaki sposób powinna być prowadzona promocja naszego kraju za granicą. Temperatura tego dyskursu podobna jest do sinusoidy. Od czasu do czasu albo politycy, albo szeroko pojęte środowiska marketingowe, albo podjęty tego typu wysiłek vide polski hydraulik w Paryżu, bądź nasza, jakas polska wewnętrzna, a żenująca awantura polityczna, bądź pozytywne wyprawa złotych ludzi, złotym samolotem do Brukseli, prowokuje do wypowiadania się w tej kwestii.

Oczywistym jest, że powodów dla których powinniśmy się zbiorowo nad tym zastanawiać jest bardzo wiele i kilka o podstawowym znaczeniu. Otóż  bodaj najpoważniejszy to poczucie, wielu światłych ludzi w naszym kraju, że Polska znalazła się w bardzo sprzyjającym momencie historycznym.  Nawet jeśli jako naród borykamy się z kryzysem ekonomicznym bo i tak okazuje się, że na tle innych krajów wyglądamy nienajgorzej. 

Ale dlaczego znakomity moment ? Ano to jest bardzo proste ! Polska jest w NATO; coraz skuteczniej mości się w strukturach Zjednoczonej Europy; nasza gospodarka, mimo światowych perturbacji ekonomicznych (ceny nośników energii, giełdy, banki itd) - przynajmniej mamy takie wrażenie – jest raczej w dobrej kondycji.

Wraz z Ukrainą, będziemy organizatorami piłkarskich mistrzostw europy w 2012 roku – co ma wymiar daleko większy niźli sportowa rywalizacja. Choć oczywiście Ukraina ma znacznie większe problemy niż Polska. Bo wydaje się, że przygotowania idą tam z większymi trudnościami - brak pieniędzy, a co ważne wspólnej woli politycznej. Więc trzymajmy za nich kciuki by im się udało !

A w szerszym tle ? Przecież nie jest żadną tajemnicą, że na świecie kształtują się nowe pola sił i wpływów. Wzrasta Azja z Chinami na czele; Rosja marzy by odbudować swoje polityczne i militarne znaczenie i nadal współdecydowanie o losach Europy i świata – co pokazała ostatnia wizyta Obamy w Moskwie. Indie i Pakistan to potężne gospodarki, rynki, siły i tlące się konflikty. I wreszcie Stany Zjednoczone z nowym prezydentem, który dwoi się i troi, rozbabranym jeszcze Irakiem, ropiejącym Afganistanem, nieprzewidywalną Koreą Północną; bankami i firmami motoryzacyjnymi, padającymi jak muchy. 

I w tym wszystkim MY. Obywatele kraju w środkowej europie z dramatycznymi doświadczeniami historycznymi; więc nieco ztraumatyzowani, nieco zakompleksieni, ale też cholernie ambitni i pracowici – dzień po dniu wyrywający lepszą przyszłość pazurami i zębami.

Więc od czasu do czasu „zbiorowo” zaczynamy zastanawiać się w jaki sposób widzą nas inne narody i co z tego wynika ? I w jaki sposób powinniśmy „pokazywać się” wobec obywateli innych krajów. Na ogół jednak w ujęciu systemowym;  – a wyłącznie na gabinetoowo medialnych gadkach się kończy.

Można by stwierdzić, iż w tym konkretnym działaniu mamy wieloletnie zapóźnienia – bowiem w sposób od początku przemyślany i ciągły nasz kraj jakichkolwiek wysiłków marketingowych nigdy nie podejmował, a jeśli w ostatnich latach to czyniliśmy to raczej w sposób oderwany od prawideł sztuki,  kompletnie nie skoordynowany z potrzebami naszego kraju, nijak nie uwzględniający możliwości nowoczesnego instrumentarium technik komunikowania, wysiłkami już podejmowanymi przez różne ministerstwa, urzędy, organizacje, stowarzyszenia, środowiska czy też zaciężnych krajowych lub zagranicznych marketingowych samurajów = kompletny bałagan !

Dodatkowo- nawet nie fachowcy zdają sobie przynajmniej intuicyjnie sprawę, że wdrożenie kampanii reklamowej to przeogromna praca wielu ludzi i firm obliczana na kolosalne pieniądze.  W przypadku wydatkowania pieniędzy publicznych takie działanie obrasta w dodatkowe problemy – jak to powiedzieć ludziom ? że trzeba by było np pieniądze w spoty w CNN „wrzucić”, a nie w: górników, hutników, czy pielęgniarki – o szefach setek czy tysięcy związków zawodowych nie wspominając.

Choć owszem „Rada Promocji Polski” Powołana zarządzeniem nr 34 w dniu 30 marca 2004 poprzez zarządzenie Prezesa Rady Ministrów. Do jej zadań należy:

1. opracowanie projektów wytycznych, średnio i długofalowych strategii Rzeczpospolitej Polski

2. proponowanie mechanizmów współpracy organów administracji rządowe z organizacjami pozarządowymi, przedsiębiorcami, środowiskami twórczymi, polonijnymi, kościołami i związkami wyznaniowymi na rzecz promocji Rzeczpospolitej Polski.

3. opiniowanie na wniosek PRM lub właściwego ministra projektów aktów prawnych lub innych dokumentów rządowych, których przedmiotem jest promocja Rzeczpospolitej Polski lub które mogą wywołać skutki w dziedzinie promocji Rzeczpospolitej Polski.

Wielkie słowa z implementacją gorzej - mamy połowę 2009 , a żadnej kampanii jako nie było ta nie ma !!!

A właśnie w tych trudnych miesiącach, aż by się prosiło aby powywieszać bilbordy w obcych stolicach choćby europejskich i pokazać im, że my dajemy radę w kryzysie ! i raczej jesteśmy „wyspą spokoju” Więc gdy czytam zapis dyskusji z warsztatów brandingowych w których wzięli udział przedstawiciele administracji państwowej, biznesmeni, fachowcy od marketingu, public relations i różni tacy – mam dwa wnioski oficjalne i trzeci osobisty.

1/ nie damy rady nic w tej sprawie zrobić – tak aby to miało jajkikowliek profesjonalny i skoordynowany wymiar;

2/ dobrze, że są różni pozytywni „wariaci”, którzy nie dają spokoju tym od administracji publicznej oraz polityki; bo może uda się coś kiedyś zrobić;

3=osobisty/ Porażające to !

A jedne z kluczowych wniosków tego spotkania mędrców jest następujący: Marka Polska - najlpeiej strzeżonym sekretem Europy

www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/894-marka-polska-najlepiej-strzezony-sekret-europy.html

Komentarze (6)
Mój blog jest wart - 92. 723,82 pln
 Oceń wpis
   

Mój blog w dniu wczorajszym wart był 92.723,82 pln. Owszem, tak samo jak Ty Szanowny Czytelniku, bardzo tą informacja się zdziwiłem. Więcej - szczęka mi opadła !

Sprawdziłem to na stronie http://www.webvaluer.org/, a tą stronę poznałem dzięki siedzeniu na Twitterze od jednego moich z kolegów Twitterowców. Oczywiście informacja ta podniosła mnie ku górze bo oto znalazłem się w grupie co mają w garści prawie „stówę”; No tak, ale jaka to garść i jaka stówa ?

Stosunkowo niedawno wdałem się w dyskusję z jednym z najbardziej prominentnych autorów bloga w Polsce (oprócz oczywiście Kataryny) niejakim AzraelemK. Oto dyskusja, prowadzona luźno bo dorośli już jesteśmy i swoje wiemy, więc szło o to czy na prowadzeniu bloga można zarobić ? Takie pytanie nurtuje pewnie prawie każdego Glogera  - nawet jak się do tego nie przyznaje oficjalnie. Więc nie bądźmy hipokrytami, pisanie bloga to również jest praca – specyficzna i wykonywana z różnorakich pobudek, ale praca. 

Wedle badania przeprowadzonego przez agencję Text100, okazało się, że: 63% blogerów z USA; 44% z Europy; 36% z rejonu Azji i Pacyfiku spędza min. 9 godzin (czyli jeden dzień pracy w tygodniu) na blogowaniu. http://www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/887-blogerzy-a-pr.html Jest tam też słowo, iż blogerzy stają się na świecie odbiorcami komunikatów generowanych przez agencję public relations, prawie na równych prawach jak "media naziemne"

Więc ta nasza krótka dyskusja z azraelemk to było trochę jak między czeladnikiem, a mędrcem blogowym; bo azraelk, choć jego robota została wyceniona przez www.webvaluer.org na kwotę 4.650 funtów brytyjskich (nie bardzo wiem, dlaczego raz podaje w pln, a raz w funtach ? - ci sprawniejsi komputerowo pewnie wytłumaczą) to celebryta i „haj lajf” świata 2.0 oraz osobnik, twórczo obecny w sieci od kilku lat. Parę dni temu nawet tvn24, puścił jego analizę polityczną wziętą z internetu i opublikował  do szerokiej publiczności – w tle ekranu widać było uroczą białą lodówkę, marki Elektrolux - czyli nie mniej ni więcej takiego mercedesa w dzidzinie chłodzenia  - raczej z jego domu.

Więc wyszło nam z tego wstępu do dyskusji, że zarabiać na blogu raczej trudno; choć są w tej sprawie również pozytywne przykłady – weźmy taki www.mediafun.pl i opis autorstwa Jacka Gadzinowskiego na http://interaktywnie.com/blog/428-sponsoring-bloga--case-mediafunpl-i-agitopl.html

Wracając do wycen: po wpisaniu adresu bloga Janusza Palikota wyświetlana jest kwota ponad 25 mln pln – i chciałoby się powiedzieć - ten to ma łeb do interesów ! Ale blog Kazimierza Marcinkiewicza to  również circa 25 mln pln;  mniej więcej tak samo jak Ryszard Czarnecki, a i podobnie Adam Bielan. Więc wygląda, że polityczny milioner goni milionera.  Podejrzewam, że wytłumaczenie tego stanu rzeczy jest dość proste. Mianowicie jest ograniczona i w miarę stała ilość polityków w Polsce oraz dziennikarzy zajmujących się tą tematyką – więc codzienny ruch na tych blogach jest regularny i w miarę niezmienny –jedni drugim patrzą na ręce; pardon – na klawiaturę.

Weźmy innych np. niejakiego Telemacha http://pytania.wordpress.com/. Oczywiście zależy czego szuka w sieci, ale ów człowiek, kryjący się pod tym antycznym kryptonimem, pisze: porywająco, mądrze, przewrotnie i aż w pięty; jak stwierdził azraelk – to nieodkryty talent. I cóż – nędzne 417 usd (teraz mi dolary wyświetliło). Nie ma tu plotek czy przeróbki czyjegoś tekstu na swój. Zajrzyjcie w wolnej chwili – mam nadzieję, że jego historyjki spodobają się Wam.

Red. Naczelny magazynu „Brief” Grzegorz Kiszluk http://briefuj.biznes.net/blogs/view/564-Briefuj_ze_mna.html , to  20.989.54 pln. (sory Grzegorz – dwa razy tę kaskę sprawdzałem !!!) Ciekawe - jest on wyjątkowo aktywny na: forach, stronach, mikroblogach oraz na papierze swojego magazynu; Kiszluk to taka środowiskowa iskierka, która ostatnio wyspecjalizowała się na Twiterze http://twitter.com/kiszlukbrief w podpuszczaniu polityków różnej maści.

Dominik Kaznowski, bardzo kompetentny człowiek od internetowych sprawek http://kaznowski.blox.pl/html  zapraszany i cytowany i autor książki, a i przystojniak - to całkiem solidne dwa miliony dwieście pln. wedle http://www.webvaluer.org/  Jakby się nie dziwię, zna się na tym.

Blog „Pan Jeż i Stokrotka”, do którego mam link na swoim to cukiereczek szutki blogerskiej; nie wiadomo kto go pisze, a raczej bawi się tym medium (chyba głównie samemu ze sobą) dość rzadko komiksując, ale jak już to …. http://mw.bblog.pl/wpis,45;,24471.html więc tu mamy kwotę ponad 92 tysiące pln. Podobną wycenę uzyskała eKuchareczka http://kuchareczka.bblog.pl/ pisząca o wyrafinowanych kulinariach.

I można by tak godzinami siedzieć i zabawiając się sprawdzać kto ma ile: pln? usd? gbp?. Miło poczuć się prawie „stutysięcznikiem 2.0”. Jest z tym jeden tylko problem (pomijając model wyceny) - wszech wirtualność ! Więc mówię tak - puszczam do was blogerzy oraz inni "oko" Nie traktujcie tego poważnie !!! 

To co w tym najważniejsze  to możliwość obcowania z mądrymi ludźmi, którzy piszą mądre rzeczy na różne tematy, a co w tym fajne - nikt ich do tego siłą nie goni. 

I oczywiście wiem, że mój blog oraz inne blogi nie wiadomo ile są warte i dlaczego ?  

Komentarze (5)
A w Wenecji - wieszają
 Oceń wpis
   

Jeżeli Wam się wydaje, że w Polsce w Warszawie ma miejsce rozpasanie wielkoformatowych reklam wieszanych na budynkach to jesteście w bardzo, ale to bardzo grubym błędzie.

Oto Marek&familia  pojechał na wywczas do Włoch. Ponieważ był niedaleko, skręcił przy okazji do Wenecji – znacie te klimaty ? W programie oczywiście chodzenie i obowiązkowy rejs kanałem – mega drogim tramwajem wodnym (koszt 10eu od głowy) Bo tam w tej Wenecji - trzeba Wam wiedzieć - naprawdę niemiłosiernie i skutecznie koszą turystów.

Więc jednym z pkt. było oglądanie Mostu Westchnień http://pl.wikipedia.org/wiki/Most_Westchnień, który łączy Pałac Dożów (Palazzo Ducale) http://pl.wikipedia.org/wiki/Pałac_Dożów z więzieniem; to takie najbardziej oblegane miejsce wycieczek w tym mieście. Miejsce znane z albumów, przewodników, filmów o Jamesie Bondzie oraz naszego ukochanego internetu.

więc ta perspektywa wygląda dziś tak:

w głębi tak:

... a w naturalnej naturze wygląda tak:

Przyznacie Państwo, że ta robota marektingowa robi stosowne wrażenie - Sisley górą, a raczej ścianą.
Nie chciałbym jednocześnie aby niniejszy wpis posłużył jako amunicja public relations firmom zajmującym się wieszaniem wielkoformatowych siatek na domach. Ponieważ patrzę po drodze do pracy na jamnika któremu wchodzi od przodu miękkię a z tyłu wychdozi twarde to  mam jednocześnie nadzieję, że nie zobaczę nigdy siatki na fasadzie Zamku Królewskiego lub Arkadach Kubickiego (myślę, że to jest łakome miejsce dla tego typu inicjatyw) jak również na Wawel - choć skondinąd wiadomo, że mieszkańcy królewskiego grodu,  nad wyraz cenią sobie kontakt z monetę. Więc kto wie....       
Komentarze (4)
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię