Manifest wiary pozytywnej
 Oceń wpis
   
Na początku tego roku, byliśmy,  jak chyba prawie każdy, przytłoczeni słowem „kryzys” odmienianym przez wszystkie możliwe przypadki. Postanowiliśmy, przynajmniej mentalnie stawić odpór. Wtedy była to chyba jedyna, czynna, forma oporu. Nie było bowiem jeszcze wiadomo w jakim stylu i kogo ów kryzys zmiecie z gospodarczej mapy naszego kraju. 

W szczególności (nasza marketingowa branża) jest jedną z pierwszych, która odczuwa wszelkie wahnięcia gospodarcze o kryzysach nie wspominając. Wtedy, wali się wszystko błyskawicznie na głowę. W sekundę cięte są budżety przeznaczane na reklamę, promocję i public relations, tym samym muszą być redukowane koszty w agencjach. A oczywiście największymi pozycjami w budżecie agencyjnych są koszta osobowe…

 
Wkraczając więc w rok 2009, wiele osób pracujących i odpowiadających za biznes, miało wszelkie powody by się denerwować – nie wyłączając nas. Myśleliśmy o stworzeniu i wdrożeniu w życie czegoś na kształt „manifestu wiary pozytywnej”, ale bardziej praktycznym działaniem było głębokie spojrzenie w nasze aktywa biznesowe.
 
Czy warto było tak się stresować ?
 
Dziś w gronie kilku moich najbliższych współpracowników, wiemy że warto było robić dwie rzeczy. Głęboko przejmować się oraz jeszcze głębiej się nie przejmować, czyniąc swoje. Zaś trzecią naturalną czynnością – dążyć by tenże kryzys wykorzystać – my tak staraliśmy się robić.
 
Pokrótce: dla naszych firm 2009 był dobry: wyodrębniliśmy nową firmę „Ciszewski Financiall Communications www.ciszewskifc.pl/  – zajmującą się obsługą sektora finansowego; dokonaliśmy akwizycji agencji btl”http://www.brightness.com.pl/; umocniliśmy naszą podstawową działalność pogłębiając kilka kompetencji, w tym obsługę sytuacji kryzysowych; pozyskaliśmy kilka bardzo dobrych współpracowników; jakby tego było mało dostaliśmy nagrody za „Dzień Przytulanie”: w Polsce, Europie i w USA. http://www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/1068-dzien-przytulania-jedna-z-najlepszych-kampanii-pr-na-swiecie.html. Firma zajmująca się marketingiem sportowymhttp://www.ciszewskims.pl/ również zrobiła duży postęp. 
 
Już, jako grupa marketingowa uzyskaliśmy wzrost przychodu na poziomie ok. 30%;
Tak naprawdę było to możliwe z kilku powodów, a co najważniejsze – wszyscy bardzo poważnie potraktowaliśmy wyzwanie roku 2009. Choć, przyznaję nie zabrakło momentów lekko mrożących krew w żyłach i pewnie kilka rzeczy mogliśmy lepiej zrobić, ale na tym polega urok życia. Dziś nasze firmy posiadają odpowiednią proporcję: mięśni, tłuszczu i kości, ambicji, zaangażowania oraz pokory biznesowej. Czujemy jednak, że nasza grupa marketingowa jest nieźle rozpędzona i podąża w dobrym kierunku.
 
 
 
Jak rynek ?
 
Z wypowiedzi kilku osób zarządzających poszczególnymi agencjami wyłania się obraz 2009 - raczej pozytywny; mimo, że wszyscy w takiej czy innej formie odnoszą się do „kryzysu”
 
Na naszym portalu branżowy www.proto.pl Małgorzata Zaborowska, prezes agencji United Prhttp://unitedpr.pl/index2.htm powiedziała, że „rok 2009 to kolejny czas ewolucji na rynku public relations w Polsce; postępującego rozdrobnienia oraz zaostrzonej konkurencji. Na szczęście dla branży kryzys nie dotknął PR w takim stopniu jak się spodziewano”
  
Joanna Delbar, prezes Telma Group Communications http://www.telmagroup.pl/ zwróciła uwagę, że „powstające jak grzyby po deszczu agencje PR tworzone przez byłych dziennikarzy, kryzys w mediach i masowe zwolnienia powodują, że każdemu wydaje się, że może być PR/owcem”
 
Marek Wróbel, z agencja Neuron http://www.neuron.pl/ – rok był niewątpliwie trudny; z ograniczanymi budżetami, wystraszonymi klientami oszczędzającymi pieniądze gdzie się da. Ale z drugiej strony jak pokazuje poprzednia recesja z  roku  2000, już widać zbawienną, a oczyszczającą moc. Agencje już, a w przyszłości jeszcze bardziej musiały się wspiąć na wyższy poziom biznesowy. Przypominając sobie, aby świadczyć usługi na najwyższym możliwym poziomie. Z położeniem nacisku na te czynności, które dają efekty, a nie te będące pochodną wyobrażeń o świadczeniu usług.

Piotr Czarnowski z agencji First PR http://www.firstpr.pl/ – „By opisać mijający rok, mam dwie odpowiedzi. Na moją firmę nią miało to większego wpływu; głównie się zajmujemy strategiczną komunikacją, a ta nie podlega chwilowej koniunkturze ekonomicznej. Więc First ani nie urósł ani też nie zmalał.

Na rynku usług public relations w nasyzm kraju dostrzegłem jednak szok. Z dość prostej przyczyny, ogromna część polskiego public relations zależna jest od krótkich budżetów marketingowych przeznaczanych na doraźne wspomaganie produktów i usług, a nie długofalowe działania na rzecz realizowania strategii komunikacyjnych. Według mojej oceny rynek usług public relations „oberwał” na poziomie 25-30 %.

Katarzyna Przewuska http://www.sensors.pl/ z Euro RSCG Sensors stwierdziła na łamach www.mediarun.pl - „Częste ograniczenia wydatków na działania public relations to skutek odczuwalny w krótkim czasie i niewątpliwe wyzwanie dla codziennego prowadzenia biznesu”.

A jak będzie w przyszłym roku (bo wpis ten czynię jeszcze w 2009) zobaczymy. Jedno jest pewne – nadal trzeba będzie pracować ile sił  :)
 
Komentarze (0)
Rzecznik prasowy - wyzwanie dla najlepszych
 Oceń wpis
   

Niedawno, miesięcznik Press, już siódmy raz,  stworzył ranking polskich „antyrzeczników” prasowych. Kryterium jakimi posługiwali się oceniający – 38 dziennikarzy było dość proste -  możliwość w miarę bezkolizyjnego pozyskania informacji od danego rzecznika reprezentującego daną instytucję.

Najkrótsze podsumowanie tego raportu brzmi tak:    „Zamiast kształtować i wyjaśniać politykę swej instytucji, blokują dostęp do informacji, zamiast ułatwiać kontakt ze swoimi szefami, bronią ich przed dziennikarską zarazą”  www.press.pl//lewa_strona/pokaz.php

Dlaczego zatrudnia się rzecznika prasowego ? aby jego osoba stanowiła definiowalny i łatwo osiągalny kontakt dla zainteresowanych; aby pełnił funkcję łącznika pomiędzy organizacją, a światem zewnętrznym ; aby realizował politykę wizerunkową, sprzedażową;  aby był osobą zarządzającą  informacją kryzysową, aby czasami też by chronił swoich mocodawców przed natarczywymi lub nie do końca wygodnymi pytaniami - np. takimi na które nie można udzielić odpowiedzi bo są np. tajne.

Generalnie więc jest to praca: bardzo trudna i bardzo niewdzięczna; wręcz  wyczerpująca emocjonalnie, intelektualnie i czasowo.  Raczej trzeba się jej poświęcić, nie da się jej wykonywać wyłącznie w określonych godzinach i opisanych regułach.  Ludzie wykonujący ten zawód nie mają spokoju. Przystępując więc do uprawiania tej profesji należy pamiętać o jej cieniach.

Oznacza to, że nie każdy może i powinien pełnić taką funkcję. Koszta nieudanego eksperymentu są bardzo wysokie dla wszystkich stron.  Mają istotny wpływ na postrzeganie organizacji przez środowiska zewnętrzne (negatywny); mogą również spowodować degradację zawodową danej osoby, która podjęła się pełnienie tej  funkcji.

Kto więc może zostać rzecznikiem prasowym ? Na bardzo dokładny opis oczekiwań jakie formułowane są wobec potencjalnych rzeczników prasowych natknąłem się na portalu gazetapraca – chętnych odsyłam zatem do tej lektury 

http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,74896,2973650.html

Pomijając umiejętności ściśle merytoryczne (dogłębna znajomość funkcjonowania mediów) Dochodzą  do tego różne bardziej miękkie cechy:  pochodne charakteru, wychowaniu, szeroko pojętej inteligencji, kultury osobistej, doświadczenia życiowego, asertywności, ale dodam również swoistego sprytu i umiejętności przewidywania rozwoju sytuacji. To chroni  choćby przed  zapędzeniem w pułapkę zastawioną przez dziennikarza. Nie zawsze przedstawiciel mediów takową zastawia, ale takie przypadki również mają czasami miejsce  Do tego: cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości…

W naszym kraju jest co najmniej kilka, kilkanaście posad „rzecznika prasowego”, które wymagają szczególnej odporności, grubej skóry i różnorakich umiejętności interpersonalnych. Zresztą posiadanie owych najwyższych kompetencji, bynajmniej nie gwarantuje powodzenia wykonywanej misji.

Do jednego worka „wrzuciłbym” posadę rzecznika: rządu, Ministerstwa Zdrowia, kilku innych ministerstw i dodatkowo NFZ/u, PZPN/u. W ich przypadku większość uprawianej komunikacji to reaktywne działanie wobec kolejnej i kolejnej sytuacji kryzysowej.   Czyli bez względu na porę dnia i nocy, podejmowana  próba wyjścia z kolejnego impasu komunikacyjnego.

Generalnie - wszelkie rzecznictwo prasowe - świadczone na rzecz urzędów centralnych i różnorakich agend rządowych to bardzo trudny i niewdzięczny kawałek chleba. Jest bardzo mało przestrzeni na realizację własnych pomysłów za to mnóstwo formalnych ograniczeń i wręcz permanentny niedoczas. Na ogół, rzecznicy poszczególnych urzędów stoją dość nisko w strukturze co jeszcze bardziej utrudnia im sprawne funkcjonowanie - ci ludzie mają najtrudniej. Zupełnie osobną kwestią jest to, że część wymienionych w „antyrankingu” miesięcznika Press rzeczników – po prostu do tej funkcji się nie nadaje, bo najczęściej trafili na swoje stanowiska przez przypadek. … bo ktoś musiał to „wziąć” więc kogoś wyznaczono bez głębszej refleksji jak również dokładnego opisu stanowiska.

Na naszym branżowym portalu informacyjnym proto.pl jest bardzo dużo informacji o tej profesji i wywiadów z praktykami zawodu. Jeśli ktoś się interesuje tym tematem warto zapoznać się z tymi materiałami.

www.proto.pl/szukaj_main3

Nie każdy może być rzecznikiem prasowy, nie każdy jednak o tym wie. Nie każdego powinno się na to stanowisko promować, ale nie każdy pracodawca zdaje sobie z tego sprawę.

Czy można być dobrym rzecznikiem ? Tak, ale pod jednmym podstawowym warunkiem, że się lubi swoją pracę..

Komentarze (0)
Kiedyś w Biesłanie
 Oceń wpis
   

Przywiozłem stamtąd garść łusek i pocisków, znalezionych na podwórku tej nieszczęsnej szkoły. Leżały pośród kawałków szkła, drzazg z potrzaskanych okien drzwi i trocin wyprutych wybuchami granatów ze ścian.

(tekst ten napisałem w 2004 r. - leżał sobie w spokoju)

Ktoś mi powiedział bym je wyrzucił bo przeklęte ; ktoś zadumany zapytał (chyba Pana Boga) – Czy ten pocisk przez kogoś przeszedł ? Inni również brali tą śmierć do rąk. Patrzyli, nic nie mówiąc długo; z namaszczeniem odkładając je na miejsce. Te pogięte łuski i kule z Biesłanie ze spłaszczoną kinetyką czubkami - są u mnie.

  •  

Wylądowaliśmy we Władykaukazie. Obok stał doprawdy imponujący, ogromny rosyjski samolot transportowy IŁ 76. Podjeżdżały do niego ciężarówki, przez tylną, otwartą rampę ładowano czarne worki. Kilkadziesiąt metrów dalej czekało na swoją kolej kilkanaście karetek ratunkowych. Ktoś od nas podbiegł do kolumny samochodów. Zobaczył ranne dzieci leżące na parcianych noszach; chciał je o coś zapytać, cokolwiek im powiedzieć; do rąk wciskał cukierki i zabawki. Niektóre nie reagowały. Leżały z zamkniętymi oczami bez ruchu, czekając na swą kolej, by lecieć do Moskwy.

  •  

Od razu pojechaliśmy na, odległy o kilka minut jazdy samochodem, cmentarz powstały jednego dnia na błotnistym polu. Był czwartek 9 września 2004 r.; ciepły, piękny dzień – 4 doby po ataku na szkołę. Wokół grobów stały kobiety w czerni. Niektóre łkały, kiwając się na boki. O jednej z nich, powiedziano - Straciła synka i męża, została sama. Trzęsła się bezgłośnie kilka metrów od grobu swoich najbliższych; nie patrząc na mogiłę obłożoną kwiatami, nie spoglądała na krewnych, nie wychylała głowy do nieba, nas również nie widziała. Inne kobiety serdecznie częstowały nas wodą, ciastkami i owocami. Każdy z nas wylał kilka kropel na grób dzieciaka, wypił parę łyków; każdy z nas zjadł kawałek ciasta i skubnął owoc – tak każe zwyczaj. Przytuliliśmy się mocno z tymi ludźmi w ciszy.

  •  

Staliśmy w zadumanie patrząc na owalne mogiły, przykryte kwiatami; na plastikowe modele aut straży pożarnej, dzielnych motocyklistów i dziarskich policjantów, pięknie uśmiechnięte lalki, pluszowe miśki o dużych oczach – na wypisane na drewnianych deszczułkach, imiona, nazwiska, wspomnienia.

  •  

Przeszedł obok nas młody, płaczący mężczyzna o spuchniętej twarzy. Miał na sobie czarną trykotową koszulę. Mamrotał coś groźnie – do siebie ? do nas ? do kogoś ? Ukłoniliśmy się ze współczuciem; nie podał ręki, poszedł dalej między groby. Tutaj żałoba trwa 40 dni. Potem trzeba się mścić.

  •  

Szkołę rozpoznaliśmy od razu. Choć tego dnia deszcz nie padał, bo do Biesłanie przyjechaliśmy kiedy świeciło słońce. Znane z telewizji ściany, okna, sala gimnastyczna. Weszliśmy na podwórko na które kilka dni wcześniej wjeżdżał transporter opancerzony; za nim skradali się przygięci do ziemi żołnierze, strzelając z karabinów do okien. Skierowaliśmy się do sali gimnastycznej; wejście przez wybitą w ścianie dziurę. Pośrodku sali długim rzędem ustawione: kwiaty, woda w plastikowych butelkach, zabawki i ludzie. Część z nich – tak jak my – patrzy w ciszy. Inni, miejscowi, stoją w kręgu, trzymają się za ramiona, za ręce, płaczą, krzyczą wygrażając komuś, wzajemnie się uspokajają. Nad nami nie ma dachu, w oknach nie ma szyb, powietrze którym oddychamy jest już czyste. Nasi piloci, ubrani w swoje bezkształtne kombinezony, zdejmują ciemne okulary – wycierają łzy.

  •  

Pod ścianą stoją osmalone buty, pokiereszowane jak Władykaukaz. Nie do pary, małe duże, ze sznurowadłami, bez; stoją równo jak w szeregu; jeden obok drugiego, dziecięce, damskie, męskie. Obok jakieś szmaty, papiery, kawałki gruzu. Poustawiane są pod drewnianą, nadpaloną drabinką do ćwiczeń gimnastycznych gdzie kiedyś wykonywało się na sygnał gwizdkiem zwisy. Na tych butach leżą czerwone róże.

  •  

W filmie nagranym przez terrorystów jest scena, pokazywanym później przez wszystkie telewizje na świecie, ja również oglądałem to w Warszawie; widać terrorystów jak pod na koszem do koszykówki podwieszone są na drutach ładunki wybuchowe. W powietrzu rozciągnięte kable elektryczne. Na podłodze siedzą ściśnięte dzieci i dorośli z pochylonymi w zwierzęcym strachu głowami – boją się. Mężczyźni w czarnych kombinezonach, w kominiarkach zakrywającymi twarze, chodzą pomiędzy tymi ludźmi, z ramion zwisają im karabiny maszynowe. Terrorystka dzwoni przez telefon stojąc w drzwiach prowadzących z szatni na salę gimnastyczną. Z tego kosza została wyłącznie metalowa, rama. Ściana z tyłu posiekana jest kulami, dziura obok dziury obok dziury. Wchodzimy w te drzwi. Mijam cień złej kobiety, ocierając się o nią ramieniem; kobiety dzwoniącej w złych sprawach przez telefon do innego złego człowieka.

  •  

W jednej z klas na pierwszym piętrze stoi krzesło. Na siedzisku leżą jeden na drugim, jeden obok drugiego wypalone papierosy; kiedy podchodzimy rosły chłopak prosi o ogień. Zaciąga się i kładzie palącego się papierosa na krzesło. Ten tli się powoli. To dla tych mężczyzn, którzy już więcej nie będą mieli okazji się zaciągnąć.

  •  

Kolejna klasa również jest zdemolowana; połamane stoły, krzesła. Wszędzie dziury w ścianach od kul i rykoszetów; na podłodze podarte książki. Pył, gruz i cisza. Mówią, że podobno w tej klasie rozstrzeliwali zakładników, których później wyrzucano przez okno. Od tego zresztą się zaczęło (kto to jednak zresztą wie) Na ścianie wiszą portrety jakichś klasyków: może są to sławni filozofowie, a może matematycy lub pisarze ? Do nich również strzelano, ale przecież oni od dawna są już nieśmiertelni.

  •  

Przy głównym wejściu do szkoły, z jednej i drugiej strony, na ścianę przylepione są odbite na xero kopiarce, portrety uśmiechniętych dzieciaków. Na tych zdjęciach niektórzy chłopcy są pucołowaci, niektóre dziewczynki patrzą do obiektywu zalotnie inne poważnie – zaginęli. Rodzice nie mają o nich żadnych wiadomości. Kto słyszał, kto wie – niech da znać. Czekają na nich w domu.

  •  

Przed wyjazdem do Biesłanie moja sześcioletnia córka Maria, dała mi w reklamówce, kilka swoich przytulanek, ściągniętych z półki i wyjętych z własnego łóżka. Kazała mi zostawić u tamtych biednych dzieci. Konika i Miśka delikatnie ustawiam w sali gimnastycznej w gronie innych miśków i koników, kwiatów i wody; resztę ściskam pod pachę; mamy jeszcze jechać do szpitala, gdzie ranne leżą te bidulki. Nie starcza jednak czasu, mamy wykupiony jakiś korytarz powietrzny - samolot czeka, musimy szybko lecieć z powrotem. Maria później pytała mnie, czy przekazałem zabawki komu trzeba.

  •  

Ksiądz Janusz Blaut, przecudowny i dobry człowiek; proboszcz Parafii Rzymsko – Katolickiej we Władykaukazie, prowadzi nas za rękę w Biesłanie. Prawie wszystko zorganizował. Zostawiam Ks. Januszowi resztę zabawek od Marysi i proszę by przekazał potrzebującym. Gdy dzwonię do niego po kilku dniach – od razu mówi – Przekazałem.

  •  

Zaraz mamy startować do Warszawy. Rosyjski celnik czy też pogranicznik podbił wszystkie stemple, coś tam ogląda w samolocie, marudzi – pyta po rosyjsku czy mamy coś co możemy mu dać. W pierwszym momencie... – Kurwa Twoja mać,, ty nawet teraz coś musisz cyganić”  ... ale, ale ... na drogę wziąłem Kołakowskiego „Mini wykłady o maxi sprawach” . Lecąc do Władykaukazu przeczytałem parę zdań. Odpowiadam więc – „Oczywiście, zaraz coś znajdę”, daję mu najlepsze kabanosy na świecie z firmy „Krakus”– „Na zakąskę” mówię. Wziął jak swoje, wsadził do mapnika gdzie te swoje celne zawsze stemple trzyma. Kabanosy pasowały tam jak ulał.

  •  

Wracamy do Polski, szary, dwusilnikowy samolot transportowy CASA leci równo nad Kaukazem jak po sznurku; za oknami noc. Wszyscy zatopieni w myślach. Na szczęście ktoś ma wódkę. Pijemy, – resztkę strzepujemy na platformę desantową – za tych biednych ludzi, za te dzieciaki, za Władykaukaz, za świat, za nas. Piloci włączyli światła pozycyjne – jarzymy się w mroku.

Zawieźliśmy trzy tony leków i tonę pościeli, kartony życiodajnych płynów (jak to w wojsku – oni pewnie najchętniej by wszystko mierzyli na tony albo na palety) Premier Belka wcześniej powiedział - „Zrób to”. Pomogli ludzie z MSZ-u, ze Sztabu Generalnego, Konsulowie z Ambasady Rosyjskiej w Warszawie. Również nasz Konsul z Ambasady Polskiej w Moskwie - czekał na nas na lotnisku, załatwiał formalności, pomagał.

  •  

Jest 2009 rok. Od bardzo dawna nie pracuję w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów; z tej podróży pamiętam wszystko: zapach Biesłana; jak startowaliśmy z powrotem do Warszawy, wyrwawszy ostrą szpicą w górę naszym dumnym transportowcem; machając na pożegnanie skrzydłami. W tym momencie były duże przeciążenia, poddałem się im. Miałem zamknięte oczy – widziałem salę gimnastyczną.

  •  

Pamiętam do dziś te rozedrgane kobiety i mężczyzn, mogiłki na pospiesznym cmentarzysku, czarną ziemię którą wtedy gładziłem; zdjęcia „zaginionych” dzieciaków przylepione naderwanym plastrem do ścian szkoły. Pamiętam to wszystko. Myślę co u księdza Janusza, myślę co u moich pilotów. Cały czas myślę o tym wszystkim.

Mam te pogniecione kule i łuski, głęboko leżą schowane.

Komentarze (4)
Agencja pr
 Oceń wpis
   

Polski świat public relations w porównaniu do rozwiniętych krajów zachodnich jest stosunkowo młody. Pierwszy na polskim rynku był ogólnie szanowany Piotr Czarnowski ze swoją „First PR”; później zaczęły pojawiać się inne agencje (w tym nasza - założona w 1994 roku) Od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło.

Być może najważniejsza jest to, że agencje pr stały się prawdziwie niezbędne w życiu gospodarczym. Okazuje, że bez działań public relations bardzo trudno prowadzić dziś jakikolwiek poważny biznes; czasami jest również też tak, że bez aktywnych działań public relations nie ma możliwości aby go w ogóle zarządzać nim z sukcesem.

Więc czym my się zajmujemy ? Otóż w najszerszym tle – odpowiadamy za reputację i wizerunek naszych klientów czy też ich produktów lub usług. Realizujemy wiele różnorakich działań; wszystkie jednak związane są ściśle z zarządzaniem komunikacją i z tego wynikającym informowaniem. Do tego celu używamy różnorakich narzędzi i technik. W imieniu klientów kontaktujemy się z ich zewnętrznymi interesariuszami, ale też często uprawiamy komunikację wewnętrzną z pracownikami danej firmy.

Agencje pr mają w zakresie swoich usług wiele wykonują szereg działań; począwszy od pisania tekstów przekazywanych do mediów; nawiązywanie i utrzymywanie w imieniu klientów kontaktów z dziennikarzami, poprzez organizację różnorakich spokań, wydzreń specjalnych; zarządzanie w sytuacjach kryzysowych, wspomaganie firm przy IPO; kreowanie i zarządzanie komunikacją w przestrzeni internetowej z uwzględnieniem stale powiększającej się roli social media i wreszcie realizację audytów i badań marketingowych, monitoringu mediów. Na dobrą sprawę różnorakich czynności jest znacznie więcej, ... również tej mocno biurokratycznej, bowiem agencje pr to normalne firmy – mamy dużo, typowo papierkowej, roboty.

Na polskim rynku jest obecnie kilkaset agencji w różnorakiej formie prawnej z tego już dwie – po udanych debiutach na new connect: Compress i Liberty Group. Jednakże w naszym kraju, agencji public relations, które można by określić w pełni profesjonalnymi organizacjami  jest nie więcej niż trzydzieści. Większość z nich skupia się wokół organizacji branżowej - Związku Firm Public Relations. http://www.zfpr.pl/, prowadzonym od kilku lat z sukcesami przez Pawła Trochimiuka.  Udało mu się zaktywizować środowisko pobudzając doprowadzania wspólnego środowiskowego życia. Co oczywiście nie jest łatwe, bowiem po prostu, każdego dnia, elementarnie i twardo ze sobą konkurujemy.

Mamy też wiele wspólnych problemów, które szczególnie od kilku miesięcy pobudzają nasze środowisko do dyskusji o fundamentach. Ostatnie – to nader nieudany ranking jednego z kolorowych miesięczników biznesowych; ale wszystkie te wydarzenia raczej prowadzą nas w dobrym kierunku. Nasze środowisko stara się wyciągać wnioski także z negatywnych wydarzeń i raczej zawsze, stara się ulepszyć swój świat.

Od lat funkcjonuje również Polskie Stowarzyszenie Public Relations. Tej organizacji brakuje chyba wewnętrznego ognia, a być może przywództwa mającego wytyczoną twardą ścieżkę działania na najbliższe lata.

Jaki jest nasz największy problem ? Chyba to, iż procentowo nader mało osób wie w jaki sposób i do czego nas używać. Ale nie jest to wyłącznie problem Polski, podobnie jest również na zachodnich rozwiniętych rynkach o czym dowiadujemy się od naszych kolegów również z USA. Skoro więc oni tam mają z tym problem to co dopiero my ? Zatem zadanie ogólne polega na ciągłym edukowaniu na poziomie podstawowym –co to jest public relations i czym zajmują się agencje pr.

Komentarze (2)
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
 Oceń wpis
   

Od dobrych kilku lat toczy się – głównie medialna – dyskusja: czy i w jaki sposób powinna być prowadzona promocja naszego kraju za granicą. Temperatura tego dyskursu podobna jest do sinusoidy. Od czasu do czasu albo politycy, albo szeroko pojęte środowiska marketingowe, albo podjęty tego typu wysiłek vide polski hydraulik w Paryżu, bądź nasza, jakas polska wewnętrzna, a żenująca awantura polityczna, bądź pozytywne wyprawa złotych ludzi, złotym samolotem do Brukseli, prowokuje do wypowiadania się w tej kwestii.

Oczywistym jest, że powodów dla których powinniśmy się zbiorowo nad tym zastanawiać jest bardzo wiele i kilka o podstawowym znaczeniu. Otóż  bodaj najpoważniejszy to poczucie, wielu światłych ludzi w naszym kraju, że Polska znalazła się w bardzo sprzyjającym momencie historycznym.  Nawet jeśli jako naród borykamy się z kryzysem ekonomicznym bo i tak okazuje się, że na tle innych krajów wyglądamy nienajgorzej. 

Ale dlaczego znakomity moment ? Ano to jest bardzo proste ! Polska jest w NATO; coraz skuteczniej mości się w strukturach Zjednoczonej Europy; nasza gospodarka, mimo światowych perturbacji ekonomicznych (ceny nośników energii, giełdy, banki itd) - przynajmniej mamy takie wrażenie – jest raczej w dobrej kondycji.

Wraz z Ukrainą, będziemy organizatorami piłkarskich mistrzostw europy w 2012 roku – co ma wymiar daleko większy niźli sportowa rywalizacja. Choć oczywiście Ukraina ma znacznie większe problemy niż Polska. Bo wydaje się, że przygotowania idą tam z większymi trudnościami - brak pieniędzy, a co ważne wspólnej woli politycznej. Więc trzymajmy za nich kciuki by im się udało !

A w szerszym tle ? Przecież nie jest żadną tajemnicą, że na świecie kształtują się nowe pola sił i wpływów. Wzrasta Azja z Chinami na czele; Rosja marzy by odbudować swoje polityczne i militarne znaczenie i nadal współdecydowanie o losach Europy i świata – co pokazała ostatnia wizyta Obamy w Moskwie. Indie i Pakistan to potężne gospodarki, rynki, siły i tlące się konflikty. I wreszcie Stany Zjednoczone z nowym prezydentem, który dwoi się i troi, rozbabranym jeszcze Irakiem, ropiejącym Afganistanem, nieprzewidywalną Koreą Północną; bankami i firmami motoryzacyjnymi, padającymi jak muchy. 

I w tym wszystkim MY. Obywatele kraju w środkowej europie z dramatycznymi doświadczeniami historycznymi; więc nieco ztraumatyzowani, nieco zakompleksieni, ale też cholernie ambitni i pracowici – dzień po dniu wyrywający lepszą przyszłość pazurami i zębami.

Więc od czasu do czasu „zbiorowo” zaczynamy zastanawiać się w jaki sposób widzą nas inne narody i co z tego wynika ? I w jaki sposób powinniśmy „pokazywać się” wobec obywateli innych krajów. Na ogół jednak w ujęciu systemowym;  – a wyłącznie na gabinetoowo medialnych gadkach się kończy.

Można by stwierdzić, iż w tym konkretnym działaniu mamy wieloletnie zapóźnienia – bowiem w sposób od początku przemyślany i ciągły nasz kraj jakichkolwiek wysiłków marketingowych nigdy nie podejmował, a jeśli w ostatnich latach to czyniliśmy to raczej w sposób oderwany od prawideł sztuki,  kompletnie nie skoordynowany z potrzebami naszego kraju, nijak nie uwzględniający możliwości nowoczesnego instrumentarium technik komunikowania, wysiłkami już podejmowanymi przez różne ministerstwa, urzędy, organizacje, stowarzyszenia, środowiska czy też zaciężnych krajowych lub zagranicznych marketingowych samurajów = kompletny bałagan !

Dodatkowo- nawet nie fachowcy zdają sobie przynajmniej intuicyjnie sprawę, że wdrożenie kampanii reklamowej to przeogromna praca wielu ludzi i firm obliczana na kolosalne pieniądze.  W przypadku wydatkowania pieniędzy publicznych takie działanie obrasta w dodatkowe problemy – jak to powiedzieć ludziom ? że trzeba by było np pieniądze w spoty w CNN „wrzucić”, a nie w: górników, hutników, czy pielęgniarki – o szefach setek czy tysięcy związków zawodowych nie wspominając.

Choć owszem „Rada Promocji Polski” Powołana zarządzeniem nr 34 w dniu 30 marca 2004 poprzez zarządzenie Prezesa Rady Ministrów. Do jej zadań należy:

1. opracowanie projektów wytycznych, średnio i długofalowych strategii Rzeczpospolitej Polski

2. proponowanie mechanizmów współpracy organów administracji rządowe z organizacjami pozarządowymi, przedsiębiorcami, środowiskami twórczymi, polonijnymi, kościołami i związkami wyznaniowymi na rzecz promocji Rzeczpospolitej Polski.

3. opiniowanie na wniosek PRM lub właściwego ministra projektów aktów prawnych lub innych dokumentów rządowych, których przedmiotem jest promocja Rzeczpospolitej Polski lub które mogą wywołać skutki w dziedzinie promocji Rzeczpospolitej Polski.

Wielkie słowa z implementacją gorzej - mamy połowę 2009 , a żadnej kampanii jako nie było ta nie ma !!!

A właśnie w tych trudnych miesiącach, aż by się prosiło aby powywieszać bilbordy w obcych stolicach choćby europejskich i pokazać im, że my dajemy radę w kryzysie ! i raczej jesteśmy „wyspą spokoju” Więc gdy czytam zapis dyskusji z warsztatów brandingowych w których wzięli udział przedstawiciele administracji państwowej, biznesmeni, fachowcy od marketingu, public relations i różni tacy – mam dwa wnioski oficjalne i trzeci osobisty.

1/ nie damy rady nic w tej sprawie zrobić – tak aby to miało jajkikowliek profesjonalny i skoordynowany wymiar;

2/ dobrze, że są różni pozytywni „wariaci”, którzy nie dają spokoju tym od administracji publicznej oraz polityki; bo może uda się coś kiedyś zrobić;

3=osobisty/ Porażające to !

A jedne z kluczowych wniosków tego spotkania mędrców jest następujący: Marka Polska - najlpeiej strzeżonym sekretem Europy

www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/894-marka-polska-najlepiej-strzezony-sekret-europy.html

Komentarze (6)
Mój blog jest wart - 92. 723,82 pln
 Oceń wpis
   

Mój blog w dniu wczorajszym wart był 92.723,82 pln. Owszem, tak samo jak Ty Szanowny Czytelniku, bardzo tą informacja się zdziwiłem. Więcej - szczęka mi opadła !

Sprawdziłem to na stronie http://www.webvaluer.org/, a tą stronę poznałem dzięki siedzeniu na Twitterze od jednego moich z kolegów Twitterowców. Oczywiście informacja ta podniosła mnie ku górze bo oto znalazłem się w grupie co mają w garści prawie „stówę”; No tak, ale jaka to garść i jaka stówa ?

Stosunkowo niedawno wdałem się w dyskusję z jednym z najbardziej prominentnych autorów bloga w Polsce (oprócz oczywiście Kataryny) niejakim AzraelemK. Oto dyskusja, prowadzona luźno bo dorośli już jesteśmy i swoje wiemy, więc szło o to czy na prowadzeniu bloga można zarobić ? Takie pytanie nurtuje pewnie prawie każdego Glogera  - nawet jak się do tego nie przyznaje oficjalnie. Więc nie bądźmy hipokrytami, pisanie bloga to również jest praca – specyficzna i wykonywana z różnorakich pobudek, ale praca. 

Wedle badania przeprowadzonego przez agencję Text100, okazało się, że: 63% blogerów z USA; 44% z Europy; 36% z rejonu Azji i Pacyfiku spędza min. 9 godzin (czyli jeden dzień pracy w tygodniu) na blogowaniu. http://www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/887-blogerzy-a-pr.html Jest tam też słowo, iż blogerzy stają się na świecie odbiorcami komunikatów generowanych przez agencję public relations, prawie na równych prawach jak "media naziemne"

Więc ta nasza krótka dyskusja z azraelemk to było trochę jak między czeladnikiem, a mędrcem blogowym; bo azraelk, choć jego robota została wyceniona przez www.webvaluer.org na kwotę 4.650 funtów brytyjskich (nie bardzo wiem, dlaczego raz podaje w pln, a raz w funtach ? - ci sprawniejsi komputerowo pewnie wytłumaczą) to celebryta i „haj lajf” świata 2.0 oraz osobnik, twórczo obecny w sieci od kilku lat. Parę dni temu nawet tvn24, puścił jego analizę polityczną wziętą z internetu i opublikował  do szerokiej publiczności – w tle ekranu widać było uroczą białą lodówkę, marki Elektrolux - czyli nie mniej ni więcej takiego mercedesa w dzidzinie chłodzenia  - raczej z jego domu.

Więc wyszło nam z tego wstępu do dyskusji, że zarabiać na blogu raczej trudno; choć są w tej sprawie również pozytywne przykłady – weźmy taki www.mediafun.pl i opis autorstwa Jacka Gadzinowskiego na http://interaktywnie.com/blog/428-sponsoring-bloga--case-mediafunpl-i-agitopl.html

Wracając do wycen: po wpisaniu adresu bloga Janusza Palikota wyświetlana jest kwota ponad 25 mln pln – i chciałoby się powiedzieć - ten to ma łeb do interesów ! Ale blog Kazimierza Marcinkiewicza to  również circa 25 mln pln;  mniej więcej tak samo jak Ryszard Czarnecki, a i podobnie Adam Bielan. Więc wygląda, że polityczny milioner goni milionera.  Podejrzewam, że wytłumaczenie tego stanu rzeczy jest dość proste. Mianowicie jest ograniczona i w miarę stała ilość polityków w Polsce oraz dziennikarzy zajmujących się tą tematyką – więc codzienny ruch na tych blogach jest regularny i w miarę niezmienny –jedni drugim patrzą na ręce; pardon – na klawiaturę.

Weźmy innych np. niejakiego Telemacha http://pytania.wordpress.com/. Oczywiście zależy czego szuka w sieci, ale ów człowiek, kryjący się pod tym antycznym kryptonimem, pisze: porywająco, mądrze, przewrotnie i aż w pięty; jak stwierdził azraelk – to nieodkryty talent. I cóż – nędzne 417 usd (teraz mi dolary wyświetliło). Nie ma tu plotek czy przeróbki czyjegoś tekstu na swój. Zajrzyjcie w wolnej chwili – mam nadzieję, że jego historyjki spodobają się Wam.

Red. Naczelny magazynu „Brief” Grzegorz Kiszluk http://briefuj.biznes.net/blogs/view/564-Briefuj_ze_mna.html , to  20.989.54 pln. (sory Grzegorz – dwa razy tę kaskę sprawdzałem !!!) Ciekawe - jest on wyjątkowo aktywny na: forach, stronach, mikroblogach oraz na papierze swojego magazynu; Kiszluk to taka środowiskowa iskierka, która ostatnio wyspecjalizowała się na Twiterze http://twitter.com/kiszlukbrief w podpuszczaniu polityków różnej maści.

Dominik Kaznowski, bardzo kompetentny człowiek od internetowych sprawek http://kaznowski.blox.pl/html  zapraszany i cytowany i autor książki, a i przystojniak - to całkiem solidne dwa miliony dwieście pln. wedle http://www.webvaluer.org/  Jakby się nie dziwię, zna się na tym.

Blog „Pan Jeż i Stokrotka”, do którego mam link na swoim to cukiereczek szutki blogerskiej; nie wiadomo kto go pisze, a raczej bawi się tym medium (chyba głównie samemu ze sobą) dość rzadko komiksując, ale jak już to …. http://mw.bblog.pl/wpis,45;,24471.html więc tu mamy kwotę ponad 92 tysiące pln. Podobną wycenę uzyskała eKuchareczka http://kuchareczka.bblog.pl/ pisząca o wyrafinowanych kulinariach.

I można by tak godzinami siedzieć i zabawiając się sprawdzać kto ma ile: pln? usd? gbp?. Miło poczuć się prawie „stutysięcznikiem 2.0”. Jest z tym jeden tylko problem (pomijając model wyceny) - wszech wirtualność ! Więc mówię tak - puszczam do was blogerzy oraz inni "oko" Nie traktujcie tego poważnie !!! 

To co w tym najważniejsze  to możliwość obcowania z mądrymi ludźmi, którzy piszą mądre rzeczy na różne tematy, a co w tym fajne - nikt ich do tego siłą nie goni. 

I oczywiście wiem, że mój blog oraz inne blogi nie wiadomo ile są warte i dlaczego ?  

Komentarze (5)
Połączone siły FTiB
 Oceń wpis
   

Pojęcia: stare, nowe, social media każdego dnia podlegają kolejnemu przewartościowaniu. Oto codzienne mniej lub bardziej dostojne gazety papierowe dumne są ze swoich czołówek, które zostały określone późnym wieczorem dnia poprzedniego. 

Na dobrą sprawę materiały te w momencie druku są już nieaktualne. Tego procesu nic już nie jest w stanie odwrócić. Dziś już nawet nie portale informacyjne są najszybszym dostawcą treści – one również zaczynają tracić oddech na krótkim dystansie.

Połączone siły FTiB (Flickr, Twiter i Blogi) skutecznie rozprawiają się  z tradycyjnym dziennikarstwem czy też nawet z dziennikarstwem jako taki.. Przykładem najświeższym i dającym wiele do myślenia są wydarzenia w Iranie.   Protestujący ludzie, młodzież twitterują jak szaleni;  co kilkanaście, kilkadziesiąt sekund wysyłając kolejna informację o bieżących wydarzeniach (przypomnijmy istotą twittera jest publikowanie informacji, które nie są dłuższe niźli 140 znaków razem ze spacjami.) Więc centrum informacji o Iranie jest właśnie tam, a nie gdziekolwiek indziej.

Kampania wyborcza Baracka Obamy – czyli m.in. dążenie do pozyskania jak największej ilości adresów email, roztropnym a hurtowym korzystaniem z serwisów społecznościowych oraz doboru słów kluczowych - nadała nowy wymiar kampaniom związanym z wyborem politycznym. Tak to co się dzieje w  sieci, a jest związane protestami Iranie jest kolejnym przełomem w dziedzinie wzajemnego informowania się przez ludzi na całym świecie.  Choć brzmi to śmiesznie Informowania się jeszcze bardziej: nieskrępowanego, szybkiego, trafnego.

Naturalna jest więc narastająca niechęć pomiędzy światem zawodowej journalistyki, a rzeszą znanych z nicka lub nazwiska : blogerowców, bliperowców, twitterowców. Ci pierwsi tracą swoisty monopol na informowanie ci drudzy go pozyskują. Sprawa „kataryny” i „Dziennika „jest chyba najlepszym przykładem  starcia pomiędzy starym, a nowym.  Jakakolwiek ideologia nie była by przy tej okazji eksponowana.

Komentarze (2)
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię