Nie wolno pytać
 Oceń wpis
   

Myśląc o ostatnich sekundach naszego samolotu nad Smoleńskiem, noszę w sobie naiwną nadzieję, że do samego końca, wszyscy pasażerowie nie byli zorientowani w sytuacji. Wolałbym aby oszczędzony był im bezbronny strach; by nie czuli ścinanych pni i gałęzi tego lasu; by nie widzieli skrzydła samolotu, które za moment zaryje się w ziemię, kończąc wszystko;  by podróż do Katynia zakończyła się w niemym, pozbawionym bólu – najkrótszym z możliwych - ułamku sekundy.

Mam nadzieję, że para prezydencka trzymała się za ręce – tak jak zawsze to czynili przy najróżniejszych okazjach; mam nadzieję, że przytulali się do siebie i patrzyli wzajem z miłością w oczy - jak robili to przy najróżniejszych okazjach, również oficjalnych.

Mam nadzieję, że Pani Maria poprawiła odruchowo w ostatnim momencie Panu Lechowi krawat i marynarkę. Wszak, nie wolno nam sądzić, że w tym momencie przygotowywała swojego męża  - by wszystko dobrze wyglądało - do spotkania z Najwyższym. A wcześniej byli pogrążeni przecież w miłe, a zwykłej dla nich rozmowie,  o rodzinie, najbliższych.

Mam również nadzieję, że wszyscy pozostali pasażerowie zajęci byli albo: drzemką, albo medytacją,  albo lekturą, albo rozmową.  Skupieni w istocie na czekającej ich ważnej uroczystości, a nie śmiertelnym zagrożeniu; Mam nadzieję, że nikt z nich nie zauważył migającej szybko i blisko katyńskiej ziemi pod kadłubem polskiego samolotu specjalnego;  mam nadzieję, że nikt nie zdążył krzyknąć, zapłakać czy uczynić znaku krzyża.

Wiem, że nasi piloci zrobili wszystko co w ich mocy było – są najlepsi na świecie, a i dzielności im nie brakuje w żadnej mierze.

Metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz podczas niedzielnej mszy w intencji katastrofy samolotu prezydenckiego, powiedział, że są pytania, których nie należy stawiać nawet Bogu. Słowa głębokie i mądre. Nie stawiam więc pytań – nie wolno mi tego robić. Myśląc o tym wypadku mam wyłącznie nadzieję

Komentarze (6)
Nikt nie zrobi spójnej kampanii promocyjnej dla Polski
 Oceń wpis
   

Nie jest możliwe wdrożenie jednej spójnej, logicznej i kompletnej kampanii reklamowej naszego kraju poza granicami. I to z co najmniej trzech podstawowych powodów.  Jeśli zaś ktokolwiek myśli inaczej jest w błędzie. Zresztą potwierdzeniem tej tezy jest to, że do tej pory nic się w tej dziedzinie nie wydarzyło – poza oczywiście mniej lub bardziej donośnym pohukiwaniem różnych środowisk.

Powód pierwszy -  kto miałby za taką zapłacić?

Wydaje się, że raczej środki te powinny pochodzić z budżetu państwa. Zatem, któreś z ministerstw? Jakaś agenda rządowa, może Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, urząd Prezydenta RP?
 
Jak by tej układanki nie tworzyć – pomijając oczywiście konstytucyjne zadania poszczególnych - pod koniec dnia, prawdopodobnie ów wydatek musiałby przejść przez akcept sejmu i senatu. Dlaczego? ano z tego dość prostego powodu, iż powinna być to kwota rzędu minimum kilkudziesięciu milionów euro tak aby to miało jakikolwiek sens - tzn. aby ktokolwiek ją zauważył.
 
Czy jest kryzys czy też go niema, zawsze w budżecie państwa są pilniejsze potrzeby; a nawet jeśli nie są pilne – na ogół w taki sposób są prezentowane. Wyobraźmy sobie dyskusję na Komisji finansów publicznych w Parlamencie, dotycząca finansowania kampanii promocyjnej dla Polski; to dopiero byłby cyrk
 
Zatem nie będzie komu zapłacić bo nie będzie z czego.     
 
Powód drugi - kto miałby taką usługę zamówić?
 
Pewnie więc któryś z tych wysokich państwowych urzędów? Ale czyimi fizycznie rękami i głowami? Powinny się tym zajmować osoby mające dogłębną wiedzę z zakresu marketingu, która wynika z wieloletniego doświadczenia – choćby właśnie w zamawianiu usług marketingowych. Takich ludzi w administracji państwowej  nie ma. Są w szeroko pojętym biznesie: zachodnim,  polskim; agencjach reklamowych, domach mediowych,  czy też firmach public relations. Więc takie kompetentne osoby są prawie wszędzie ale akurat nie w administracji publicznej. Mowa o zespołach, a nie o ambitnych jednostkach, które, na szczęście, bez względu na otaczające je warunki, zawsze starają się zrobić coś pożytecznego.
 
Dlaczego tam ich niema ? z bardzo prostych powodów: raczej niewielkich pieniędzy wypłacanych jako zapłata za pracę; ale co równie ważne - z braku długofalowych perspektyw zawodowych. Jak wiadomo z nowym rządem przychodzi nowa ekipa i precyzyjnie wymiata starą.  
 
Ci profesjonaliści potrzebni są więc po to aby przygotować choćby brief agencyjny – dokument opisujący na tyle precyzyjnie na ile to możliwe - co się chce i w jakim czasie uzyskać. Następnie ci sami  powinni być odpowiedzialni za nadzór nad postępami prac; nad: strategią, kreacją, produkcją, implementacją. Później powinni to wszystko opisać, rozliczyć i ocenić. Na koniec przedstawić raporty z podjętych działań. 
 
Zatem raczej nie ma komu takiej usługi zamówić.
 
Powód trzeci - Gdzie ją zamówić?
 
W jakiejś wyspecjalizowanej firmie, a raczej firmach -  te są raczej prywatne; w zagranicznych za granicą ? w zagranicznych w Polsce ? w polskich w Polsce ? w stworzonym na te potrzeby zespole ?
 
Żadna z nich nie będzie przecież politycznie koszerna. Ile ich zaprosić do konkursu trzy ? dziesięć ? wszystkie ? żadne z tych rozwiązań nie jest doskonałe; każde będzie budziło sprzeciw, protest, zażalenie. Nikt się z niczym i z nikim nie zgodzi; wszyscy ze wszystkimi się pokłócą. Przecież każdy będzi chciał przy okazji zarobić. W takim razie, może RAR (Rządowa Agencja Reklamowa) ale takiej przecież nie ma i nie będzie bo i po co komu ?
 
Zatem zamówić jest gdzie, ale nie ma gdzie.
 
Oczywiście najprościej byłoby podjąć badania i prace nad hasłem i logo promującym nasz kraj, a następnie zmusić jakimś rozporządzeniem, wszystkie nasze agendy działające za granicą aby na określonych dokumentach oraz podczas zdefiniowanych czynności i wydarzeń specjalnych obligatoryjnie się nimi posługiwały. To już jest niby proste i w sumie dość tanie zadanie. Ale również okazuje się historycznie - absolutnie niewykonalne.
 
Na różnych poziomach funkcjonują odmienne loga zamówione ad hoc przez różne agendy rządowe na okoliczność różnych intencji. Poczynając od konceptu „twórczego napięcia” (crative tension) Wally Ollinsa. (nawiasem mówiąc – sam jestem ciekaw czy my Polacy, nadal jesteśmy twórczo napięci? Czy też może już jesteśmy w jakiejś kolejnej, czekającej - swojego opisu promocyjnego - fazie?) z czego niewiele wyszło poza uczuciem niedosytu u różnych. A chyba raczej trzeba się za to wziąć bo Polska ma nie najlepsza markę http://www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/902-polska-ma-zla-marke.html
 
Aby nieco polepszyć nasze samopoczucie; nie sądzę by jakikolwiek kraj na świecie był w stanie podjąć się takiego zadania w takim pełnym wymiarze; być może ono; marzenie patriotów i marketingowców i na zawsze może pozostawać wyłącznie w sferze teoretycznych rozważań. Możliwe jest pokazywanie przez różne państwa ciepłych plaż w Tunezji i Egiptu, narciarskich stoków Austrii i Włoch, krajobrazów mazurskich. Ale działania te są wycinkowe, nakierowane na określoną grupę odbiorców.
 
Świat biznesu robi swoje i okazuje się, że przy okazji znacznie więcej. Może właśnie więc też jest tak, że narodowe marki są w stanie wygenerować znacznie więcej pozytywnego zainteresowania niż rada ministrów i sztaby marketingowców razem wzięte, które odbędą 1500 narad w sprawie.
 
Co prawda,  mnie osobiście IKEA kojarzy się genialnym konceptem biznesowym i fajnym sklepem, który ma szwedzki rodowód. Niektórzy jednak twierdzą,  że jak odwiedzisz ten sklep to tak jak być odwiedził Szwecję http://publicdiplomacymagazine.com/case-study/the-symbiosis-of-sweden-ikea/.
 
Jak by nie było IKEA jest ze Szwecji a Mazury leżą w Polsce.
Komentarze (6)
Twierdza Twitter
 Oceń wpis
   

Z Grzegorzem Kiszlukiem z marketingowego magazynu Brief http://twitter.com/magazynbrief doszliśmy do odkrywczego wniosku, że być może twitteryzm jest kolejnym zboczeniem lub chorobą ale – jako taki - da się lubić. Więc tu jest moja karta choroby TT twitter.com/ciszewskijerzy

Wraz z azraelek http://twitter.com/azraelk ustaliliśmy w mniej więcej 10 sek, że są cztery typy urody kobiecej. Piękna ciałem, piękna duchem, piękna inaczej oraz piękna z PiS. A to na bazie dyskusji o sesji zdjęciowej, której poddała się posłanka Mucha z PO. 

Prawdy te z w.w. twitter’owcami ustaliliśmy w ramach 140 znaków - bo taka może być max długość wpisu.

Oczywiście byłem na bieżąco gdy Michał Kamiński zmierzając na jakąś swoją kolejną konwencję polityczną ujrzał oto na swojej drodze bośniackich pasterzy. Za co został zganiony przez Adama Bielana, który napisał na Twitterze „Michał, przypominam, że prowadzisz dziś ważną konwencję. A Ty od rana ... spotykasz bośniackich pasterzy:). 

Z portalu www.spryciatrze.pl http://twitter.com/spryciarzepl dowiedziałem się jak zrobić: dymiącą dynię, zabawkę z czterech szklanych kulek, przełożyć talię kart jedną ręką, nie dać się kopnąć w krocze wg Kravmaga; z przeczytanej już książki zrobić coś na kształt solidnego orgiami z twardym grzbietem; albo przygotować granacik wybuchowy (do organów ścigania: spokojnie, spokojnie – tylko światło i dźwięk) na bazie piłeczki pingpongowej.

NASA http://twitter.com/NASA informuje mnie aktywnie o ruchach swojej floty wahadłowców lub poczynaniach  kosmonautów – np. nasz człowiek Scot Parazynski wszedł niedawno na Mount Everest. Wiedzieliście o tym ? Barack  Obama http://twitter.com/ObamaNews jest absolutnie niestrudzony – cały czas strumień informacji co, gdzie, jak; a Tony Blair, Gordon Brown też komunikują. Konto posiada.  Marcin Gortat z NBA http://twitter.com/MarcinGortat parę dni temu, podziękował nam wszystkim (po polsku), za to, że mu kibicujemy. Eryk Mistewicz http://twitter.com/ErykMistewicz komentuje polityków; kilku cały czas kłóci o politykę i polityków, katarynę, „Dziennik”.

Przewaga Twittera nad blogiem w pewnych aspektach  jest nader oczywista. By napisać  bloga, trzeba sobie zrobić kawę, odgonić natrętów. Następnie stworzyć zaś później zredagować i włożyć do systemu. Jakby kto zdolny nie był, a traktował te czynności poważnie - zabiera czas. Twitter zaś pozwala błyskawicznie podzielić się fajnym linkiem do jakiejś wiadomości, bądź lapidarnym przemyśleniem w kilkadziesiąt sekund. Co ważne – również telefonu komórkowego. Więc Twitter to turbo dopalacz z podtlenkiem azotu, codziennej rzeczywistości informacyjnej w jakiej żyjemy.

Wg. Najnowszego raportu Deloitte, który zajął się tematem aktywnego prowadzenia komunikacji firm i produktów za pomocą mediów społecznych. Więc: jedna trzecia Prezesów firm amerykańskich traktuje serwisy społecznościowe jako ważny element strategii; co trzeci ma konto osobiste na facebook’u Twetter i Youtube jest natomiast póki co traktowany wstrzemięźliwie. – zaledwie co dziesiąta firma prowadzi tam swoje konta.

55% respondentów przyznaje, że ich firmy nie posiadają własnej polityki uczestnictwa w mediach społecznych. Co piąty CEO stwierdza, że chciałby wykorzystać serwisy społecznościowe do budowania wizerunku swojej marki, ale nie wie jak to zrobić.

Gdy do biblli XXI w. wyszukiwarki Google wpisuje się hasło twitter, system pokazuj 203 000 000 zapytań w tym temacie.  Czy nam się podoba czy nie jesteśmy świadkami tworzenia się nowej wartości w komunikacji społecznej.

Zapraszamy więc do Twierdzy Twitter. Też jest fajna :)

 

Komentarze (0)
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię