Marketing sportowy w Polsce - stan na dziś
 Oceń wpis
   

Magazyn marketingowy Brief, poprosił mnie ostatnio o odpowiedzenie na kilka pytań, dotyczących kondycji polskiego marketingu sportowego. Odsyłając oczywiście do http://www.brief.pl/, pozwalam sobie przedstawić moją krótką diagnozę stanu rzeczy

Jaką rolę odgrywają obecnie media w kształtowaniu zainteresowania sportem w Polsce? W Polsce oglądalność wydarzeń sportowych wzrasta w momencie, gdy nasi sportowcy odnoszą sukcesy, a jak budować ze sportu trwały produkt medialny, który cieszyłby się zainteresowaniem widzów niezależnie od wyników sportowych?

Oczywiście, że zainteresowanie sportem i sportowcami wzrasta wtedy gdy notowany jest jakiś sukces, głównie międzynarodowy. Jednak sport w niczym nie różni się od innych aktywności społecznych, biznesowych, rynkowych. Bo w takim ujęciu wymaga marketingu i marketerów; ci zaś powinni wspierać  organizacyjnie i finansowo proces dochodzenia do zdobycia mistrzostwa lub medalu. Więc jest to małżeństwo z rozsądku i z konieczności powoływane m.in. by produkt sportowy formatować pod oczekiwania odbiorców – tym finalnym jest kibic, a pośrednim media.

Jedyną drogą o czym dobrze wiedzą wszyscy ludzie pracujący w marketingu  (a działacze i sportowcy na ogół nie)  to regularna i wielowątkowa praca nad produktem. Oparta na strategii dotarcia do ostatecznego konsumenta. Jeśli udaje się zbudować taki model współpracy, sportowiec czy też jego sukces - ma szanse wyjść na szersze pola medialne, stać celebry tą z krwi i kości, przeskakującego swobodnie z jednego środowiska konsumenckiego do drugiego. Innymi słowy  tenisista z reklamowania rakiet i piłek tenisowych ma szansę stać się osobą, która pokazuje auto, usługę finansową lub towar fmcg.    

Jak ocenia Pan zaangażowanie polskich firm w sponsoring sportowy (jak ewoluuje on w ciągu ostatnich lat), co w przeważającej mierze decyduje o wyborze sponsorowanej dyscypliny/sportowca. Na jakim poziomie w porównaniu do krajów zachodnioeuropejskich  jest marketing sportowy w Polsce? 
 
Na ogół decyduje albo: profesjonalna analiza marketingowa albo osobiste zainteresowanie prezesa lub co na szczęście coraz rzadziej się zdarza wskazanie/prośba polityczna.
Marketing sportowy w Polsce jest  na takim samym poziomie rozwoju jak mnie więcej public relations 15 lat temu w Polsce. Do europy zachodniej czy też USA bardzo nam jeszcze daleko i to głównie z powodu barier mentalnych i kompetencyjnych u znakomitej większości osób zarządzających sportem. Osobiście postrzegam to jako znak czasu, potrzebne jest jego więcej by dokonała się naturalna wymiana pokoleniowa w tej branży  

Inną sprawą jest to, że wiele marketerów pracujących po stronie potencjalnych sponsorów nie korzysta z tego kanału komunikacji z konsumentem. Bo po prostu boi się ryzyka, jest łatwiej i bezpieczniej wylepić 1000 bilbordów lub puścić spoty w telewizji. Do korzystania z marketingu sportowego potrzeba więc po prostu szczypty odwagi.

Czy trudności z wypromowaniem sportu i sportowców oraz pozyskaniem sponsorów w Polsce mogą wynikać z tego, że w naszym kraju brakuje kultury sportu? Jak ocenia Pan rolę Państwa w promowaniu sportu i sportowców?
 
Jest bardzo wiele powodów tego stanu rzeczy– zważmy, że po transformacji ustrojowej która miała miejsce 20 lat temu sport był ostatnią dziedziną życia za porządkowanie której się wzięto. Więc nadal istnieje nieco przeszkód formalnych – choćby taka, że związki sportowe nie są biznesowo transparentne -  są stowarzyszeniami. Co czasami osłabia zapał sponsorów do wchodzenia z nimi w interakcję biznesową.  Państwo  ma zaś oczywiście obowiązek promowania sportu, zresztą  w swoim dobrze pojętym interesie, ale w tej sferze jest bardzo, bardzo wiele do zrobienia. Począwszy od strategii marketingowej polskiego sport bo  ten ma bardzo słaby wizerunek i reputację w społeczeństwie. I medale Justyny Kowalczyk, czy miejsce na podium Roberta Kubicy niewiele zmieniają.

Rolą państwa jest również  komunikowanie  o swoich sukcesach. Przykładem niech będzie program „Orlik”, budowy w całej Polsce boisk piłkarskich. W istocie  jest wizjonerski, przełomowy i promujący sport. Niestety  Państwu nie starcza jednak póki co siły i zapału by pójść dalej. Czyli, obudować  marketingowo „Orliki”; a to jest prawie, że samograj..

Jakie są największe wyzwania stojące obecnie przed marketingiem sportowym?

Wyjście z wieku dziecięcego w jakim środowisko znajduje się. Za moment będą już stały piękne stadiony piłkarskie, będziemy gościć euro 2012. Mam więc wrażenie, że musimy się spieszyć. Niestety rynek agencyjny jest dość słaby. Jest kilka firm zagranicznych na polskim rynku – z natury rzeczy silnych i doświadczonych; kilka, może kilkanaście  polskich, poszukujących  swojej tożsamości i siły biznesowej. Wierzę jednak, że nasz rynek będzie się umacniał.

Komentarze (4)
Kolęda PZPN
 Oceń wpis
   

Zarząd PZPN nagrał kolędę świąteczna dla Radia Zet, słowa napisał Rafał Bryndal. Występuje zarząd wraz z wiodącym głosem prezesa Grzegorza Laty. Nie chcę przy tej okazji wkraczać w rozważania dotyczące piłki nożnej i roli PZPN w budowaniu tego świata w naszym kraju - idą święta.

Oczywistym jest, że to działanie to jeden z małych elemencików (bardzo nie lubię tego zwrotu) służący ocieplaniu wizerunku, tego stowarzyszenia sportowego - targanego różnymi wichrami i mającego raczej złą niż dobrą prasę. 

W sumie dobrze panowie dla siebie zrobili decydując się na taką produkcję, choć czasami głos nie pdoawał tak jak powinien temu czy innemu działaczowi. Suma sumarum - dobre chęci...

Tu kolęda PZPN www.radiozet.pl/Programy/Nie-Do-Zobaczenia

Komentarze (2)
Logo Euro 2012
 Oceń wpis
   

Niedawno zaprezentowano szerokiej publiczności, nowe – obowiązujące logo mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r. Od razu wzbudziło szereg kontrowersji i komentarzy,  od skrajnie negatywnych po co najmniej ciepłe. 

 

Uznaję to za normalny stan rzeczy – na ogół wszystkie dyskusje o nowym logo, podnoszą temperaturę dyskutantów.  W tym konkretnym przypadku dyskusja jest co najmniej ogólnonarodowa bowiem Euro 2012 w Polsce i Ukrainie to projekt ze wszech miar przełomowy i historyczny 

Jakie ograniczenia mieli  więc projektanci tego znaku ? Mieli ich bardzo wiele: geograficzne, polityczne, historyczne, kulturowe, sportowe, ściśle graficzne oraz te, które prawdopodobnie narzuciła wykonawcy UEFA.   Więc suma oczekiwań i kompromisów jakie musiały być zawarte jest bardzo duża.

 Pytanie czy to logo jest dobre czy złe ? Każdy oceniający w Polsce, na Ukrainie w Europie najczęściej  ma inne w tym względzie zdanie i dobrze. Bo taka naprawdę pokazuje prawdziwą wartość jakie te kreski i kolory dla nas mają. Szczególnie dla nas - ludzi mieszkających w tej części Europy.  Dla mnie osobiście w tym logo jest czegoś za dużo i czegoś za mało.  Ale co najważniejsze - jest również wszystko to co powinno być. Zresztą odsyłam Państwa do publikacji i opinii zebranych na www.wirtualnemedia.pl/artykul/logo-euro2012-pokazuje-ze-polska-jak-i-ukraina-naleza-do-europy

Już za kilka dni, najdalej tygodni dyskurs ten ustanie. Czy się komu podoba czy nie,  logo to, będzie pokazywane, nadrukowywane, prezentowane -  w niewidoczny i bezinwazyjny sposób, przesączy się do naszej wspólnej świadomości jako  fantastyczne wydarzenie, które wraz z Ukrainą zorganizujemy, na wspaniałych i nowoczesnych stadionach. Służąc gościną dziesiątkom tysięcy kibiców z europy i świata.

Gdy słyszę więc dziennikarski komentarz, że to logo przypomina kapuściany głąb– bo w środku „jest okrągło” przystaję w pół kroku głęboko zadziwiony.  Cóż każdemu okrągłe może się kojarzyć z czym innym. Faktycznie - krągła może być rzeczone warzywo;  ale okrągła może być kula ziemska, słońce, koło, piłka służąca do gry w „nogę”.  Wiele rzeczy jawi się nam okrągłymi lub kanciastymi – myślę więc sobie wtedy - każdy widzi w okrągłym to co chce zobaczyć; a nie widzi tego co powinien.

 

Więc ja widzę w tym logo autentycznie pozytywne przesłanie  dla nas wszystkich;  dotyczące nas wszystkich.   

 

Komentarze (6)
Marketing polskiego sportu - jego brak
 Oceń wpis
   

Nie ma w naszym kraju pojęcia marketing polskiego sportu, nie ma czegoś co moglibyśmy nazwać długofalową strategią polskiego sportu. Bo nie przedstawiono istniejącego dokumentu albo go po prostu nie ma.

Do tego nader prostego wniosku doszliśmy w zeszłym tygodniu podczas konferencji poswięconej marketingowi sportowemu; organizowanej przez www.sport.pl i naszą firmę „Ciszewski Marketing Sportowy ze wsparciem TV Biznes.  Była to druga edycja cyklu który łącznie zaplanowaliśmy na cztery spotkania w tym roku. Choć tym razem tematem przewodnim była „Transparentność w sporcie” m.in. za sprawą Grzegorza Kiszluka red. nacz. magazynu „Brief”, który miał tam swoje kilkadziesiąt ogólno marketingowych minut, niejako przy okazji dokonaliśmy „odkrywczej” konstatacji jak wyżej.

Pojawia się więc naturalne pytanie – czy polski sport powinien mieć swoją strategię marketingową ?

Skoro sport korzysta z pieniędzy państwowych, samorządowych, nawiązuje relacje z biznesem - naturalnym jest, że jak każda inna dziedzina życia społecznego – również sport powinien za sobą profesjonalnie zaswiadczać. Innymi słowy, prowadzić wielokierunkowe, skoordynowane, przemyślane wysiłki informacyjne - po to by pozyskiwać poparcie (taki elementarz). Najgorsze jest to, iż chyba nie zdaje sobie sprawy z tego ewidentnego zaniedbania.

Moment by zacząć wdrażać takie myślenie i koncepty jest wręcz wymarzony. Mamy Euro 2012, dzięki tej perspektywie cały kraj ruszył się by budować nowe stadiony, ale co znacznie ważniejsze przy tej okazji - zaczęto przebudowywać cały Polskę. Jest więc intelektualny parasol, cel, zadanie wokół którego można wszystko co dotyczy polskiego sportu budować.

Kto miałby więc za to odpowiadać ? Wydaje się, że naturalnym inicjatorem, zleceniodawcą i koordynatorem powinno być Ministerstwo Sportu i Turystyki – urząd kształtujący ogólną politykę państwa w tej sprawie; będący równocześnie głównym płatnikiem na rzecz szeroko pojętych sportowców – małych i dużych; medalistów oraz tych, którzy nigdy na żadne zawody nie pojadą. Swoją pieczęć powinien postawić Polski Komitet Olimpijski – bo było nie było, odpowiedzialny za przygotowanie polskich olimpijczyków: zimowych i letnich (a przecież lubimy jak nasi zdobywają medale)

Oczywistym jest, iż dzisiejsza rywalizacja sportowa jest ekstremalnie kosztowna. Ciekawe czy ktoś wie, ile łącznie kosztowało doprowadzenie kulomiota Tomasza Majewskiego do złotego medalu olimpijskiego – od momentu gdy pierwszy raz pojawił się na boisku lekkoatletycznym, po złoty dzień w Pekinie ? Podobnie, ile Leszek Blanik ? ile Maja Włoszczowska ? inni ? – za każdym razem musiało to być wiele milionów złotych. A jeszcze bardziej kosztowne jest wznoszenie poszczególnych obiektów bo tu już mowa raczej o miliardach niż milionach.

Realizowany  jest program Orlik orlik2012.pl/  – jakiego jeszcze w historii naszego kraju nie było. W poszczególnych miastach i niech przykładem będzie Warszawa - organizowanych jest mnóstwo imprez sportowych, a co ważne bierze w nich udział coraz więcej ludzi, których do tego nikt nie zmusza; zaskoczył program „Polska Biega” wyborcza.pl/0,95494.html stworzony przez dwóch fanatyków biegania z Gazety Wyborczej. W różnych miastach również organizowane są sportowe imprezy masowe; jest myślenie by powoływać ligowe drużyny w grach zespołowych, mające być wizytówkami regionów. Ilość konferencji dot. marketingu sportowego organizowanych w całym kraju przez różne organizacje i firmy rośnie w postępie geometrycznym ze Sport & Business Foundation sbf.pl/ na czele i studenckim kołem naukowym zarządzania sportem działającym przy warszawskiej SGH www.sknsport.agp.pl

Mówił mi jeden polski oficjel sportowy, iż 3.5% pkb generowane jest z szeroko pojętego sportu. Nie mam pojęcia czy to prawidłowy wskaźnik czy też nie. Generalnie pokazuje to skalę pozytywnego, również finansowego „zamieszania” jakie tworzy ta sfera ludzkiej aktywności.  Ludzie coraz więcej pieniędzy wydają na sport i funkcjonowanie przy sporcie.

Więc – strategia marketingowa polskiego sportu !

Komentarze (2)
Ku normalnej normalności
 Oceń wpis
   

Na stronie internetowej Ministerstwa Skarbu Państwa, pojawiło się długo oczekiwane zarządzenie (nr. 5 z dn. 13 lutego 2009) -  w sprawie zasad prowadzenia działalności sponsoringowej przez spółki z udziałem Skarbu Państwa. Dotyczy firm gdzie udział Skarbu przekracza 50% kapitału zakładowego. 

Ten dokument jest stosunkowo krótki – ledwie 3 paragrafy.  Jego zasadniczym rozwinięciem jest załącznik pt. „Model regulacji działalności sponsoringowej spółek z udziałem Skarbu Państwa” - w nim jest zasadniczy „silnik regulacyjny”. 

Istota tego zarządzenia jest niezwykle prosta – to próba doprowadzenie do normalnej normalności, która (raczej) obowiązuje we wszystkich lub w większości -  nie państwowych biznesach – gdzie działania marketingowe, promocyjne, CSR/owe, dobroczynne, raczej mają służyć rozwojowi biznesu lub go przynajmniej wspomagać.

Jak dobrze wszyscy wiemy, historycznie w spółkach Skarbu Państwa często przy tego typu działalności – czasami nie brało się pod uwagę aspektu stricte biznesowego, a często bardziej: polityczny lub kolesiowski.  Co oczywiście nie budowało szeroko pojętego zaufania – delikatnie mówiąc.

Tak więc dokument ten uważam za przełomowy – bo porządkuje, a nie ogranicza. Cytując więc ze wstępu:

„… Do głównych celów działań sponsoringowych realizowanych przez spółki z udziałem Skarbu Państwa należy zaliczyć:

- propagowanie (upowszechnianie i wzmacnianie) marki spółki poprzez zwiększenie stopnia znajomości marki i jej zasięgu działania;

- budowę pozytywnego wizerunku spółki poprzez przeniesienie na nią skojarzeń z podmiotu sponsorowanego;

- wsparcie działań promocyjno – handlowych;

- dotarcie z przekazem do istotnych dla spółki firm i środowisk;

- budowa reputacji spółki oraz pozyskanie uznania i sympatii opinii publicznej;

reszta jest pod tym adresem:

www.msp.gov.pl/portal/pl/29/5859/Regulacje_sponsoringu.html

Brzmi to wszystko bardzo rozsądnie i logicznie. Oczywiście za moment rozpocznie się „debata publiczna” (pyskówka medialna) napędzana przez tych – nazwijmy ich roboczo – przyzwyczajonych do funkcjonowania w czasach słusznie minionych. Ale mam nadzieję, że normalność i logika zwycięży.  

Komentarze (2)
Nie ma odległości, nie ma z Q7 radości
 Oceń wpis
   

Spece od marketingu sportowego również zastanawiają się czy i jak ? światowy kryzys ekonomiczny wpłynie na  finanse w sporcie. Wiadomo już, że nad pierwszym pytaniem nie ma co się zastanawiać. Kryzys będzie ma wpływ. Ot dziś pojawiła się informacja, iż Polska Grupa Energetyczna zadecydował o zaprzestaniu sponsorowania piłkarskiego klubu GKS Bełchatów.

 
Dla dyżurnych marud jest to oczywiście namacalne potwierdzenie, że kryzys dosięgnął również sportu. Dla mnie jest to oznaka – przyznaję trudnego – ale nieuchronnego procesu budowania „normalności” na odcinku biznes/sport. Osobiście bowiem nie widzę, żadnego przełożenia marketingowego z tytułu sponsorowania pierwszoligowej drużyny piłkarskiej na sprzedaż, szeroko pojętej, energii.  Tak samo jak nie widzę w przypadku wielu innych firm inwestujących w tą czy inną sferę życia społecznego.
 
To co się wydarzyło jest preludium i zachętą do szerszej dyskusji o roli spółek skarbu państwa w finansowaniu polskiego sportu. Scierają się bowiem w tym miejscu  wykluczające się wzajem, doktryny funkcjonowania rynkowego tychże. Z jednej strony obowiązków wobec społeczności jakie spoczywają na barkach tych firm; z drugiej granic dbanie o maksymalny zysk wobec akcjonariuszy; i nie wchodzenia w nieprzemyślane lub śmierdzące na kilometr umowy sponsoringowe.
 
Wydarzenie w Bełchatowie powinno być również przestrogą dla innych „biorców” środków finansowych, że te czasy się kończą; iż trzeba będzie wreszcie być prawdziwym, przewidywalny, merytorycznym partnerem dla wszelkiej maści marketingowców zasiadających w firmach, domach mediowych, agencjach marketingu sportowego, a zastanawiających się jakiego kanału użyć aby skomunikować towar lub usługę z konsumentem.
 
Myślenie, że się „należy” – tak naturalne dla wielu działaczy sportowych – właśnie kończy swój żywot i dobrze. Tak się złożyło, że musieliśmy się doczekać kryzysu ekonomicznego – co nie jest dobre, ale to zupełnie inna sprawa.
 
ps. "Adam Małsz stracił lukratywny kontrakt"
 
problem dotyczy auta, którym jeździł nasz mistrz. Otóż to też postrzegam jako objaw normalności rynku. Gdy były sukcesy sportowe, wizerunkowo Q7 pasowało by się "ogrzewać" przy medalach  i wysokiej pozycji w Pucharze Świata - to Adam Małysz zabezpieczał.  Nie jest on - ze szkodą dla samego siebie - naturalnym celebrytą z haryzmą. Drogę do kamer wywalczał sobie wyłącznie dobrym skokiem - niczym więcej.
Więc skończyło się: nie ma odległości, nie ma z Q7 radości.    
Komentarze (3)
Hufce PZPN
 Oceń wpis
   

PZPN ma agencję która będzie zajmowała się wizerunkiem i reputacją tej organizacji. Jest to wiadomość bardzo dobra. Mało, która organizacja w Polsce, (nie będąca partią polityczną bo te zawsze posiadają swoich zaciekłych wrogów),  zdołała naprodukować wobec siebie w ostatnich latach tak wiele niechęci. To oczywiście twierdzenie nie poparte badaniami wizerunkowymi, analizą SWOT , wyceną marki PZPN.

Ten stan rzeczy, ma wiele źródeł. Piłka nożna od dawna nie jest (a może nigdy nie była) wyłącznie dyscypliną sportową gdzie chodzi o wygraną w bezpośrednim starciu na boisku. Stała się bardziej narzędziem: politycznym, marketingowym, zawsze służyła budowaniu ambicji, aspiracji, dumy społecznej; była, jest i będzie narzędziem przy pomocy którego prowadzi się politykę międzynarodowej; potrafi być motorem napędowym dla gospodarki. Mało tego jest zdolna  wywołać wojnę albo od niej odwieść. Jest tak diabelnie ważna. Czasami nasuwa się oczywiście dość naiwne pytanie – jak ten świat jest skonstruowany, że z tak banalnej czynności, ludzkość potrafiła uczynić religię ? Tak jest we wszystkich innych krajach – tak jest również w Polsce.

W ostatnich więc latach, PZPN – na własne życzenie - stawał się coraz bardziej oblężoną twierdzą, która w nader nielogiczny, nijak nie usystematyzowany, czasami we wręcza arogancki i amatorski sposób komunikował się z odbiorcami - de facto z nami wszystkimi. (bo oczywiście okazywało się¸ że podczas ostatnich mistrzostw Europy nawet kobiety, często nie lubiące futbolu, siadały przed telewizorem i obserwowały „biało czerwonych”, a raczej Artura Boruca. Ten stał się przy tej okazji, bożyszczem żeńskiej części naszego społeczeństwa.

Te uniesienia narodowe były nie dłuższe niż mgnienie oka, bowiem świadomość kibiców, zawsze błyskawicznie była kierowana na stare problemy, które były są i póki co chyba będą te same. Słabe występy na ostatnich ME;  kompletne i pogłębiające się rozczarowanie wobec władz PZPN w kontekście walki z sędziowską korupcją i (chyba) już setki aresztowanych osób – czasami o bardzo prominentnych piłkarskich nazwiskach. Nieudana batalia jaką podjął polski rząd w celu uzdrowienia, wbrew pozorom, również nie przysporzyła sojuszników PZPN. Lekkie ztonizowanie  nastrojów, spowodowała zmiana prezesa. Michała Listkiewicza zastąpił Grzegorz Lato. Na moment uspokoiło się – choć być może to bardziej chyba efekt „100 dni” i oczekiwania na zmiany niźli jakieś faktyczne osiągnięcia.

Związek nie posiadał i nie posiada, żadnej czytelnej strategii marketingowej budującej jakąś wartość: poparcie, szacunek, zrozumienie, sympatię. Ma głęboką niechęć wobec swoich interesariuszy, zaś ci noszą to samo uczucie do PZPN. Nie było jakiejkolwiek przestrzeni do prawdziwej i szczerej dysputy ze społeczeństwem.

Jednak w ostatnich dniach media obiegła wiadomość, iż złożono propozycje trzem pięknym kobietom o dziennikarskiej bądź public relations proweniencji, do objęcia funkcji rzecznika prasowego. Na szczęścia żadna z nich funkcji tej nie przyjęła, bo żadna z tych kobiet kompletnie nie pasowałaby do twardej – raczej konfrontacyjnego stylu komunikacji jaką narzucałyby media - tego nie udałoby się uniknąć. Bowiem poziom dialogu zostałby bardzo szybko sprowadzony do delikatności jaką posiadają tabloidy.

Zupełnie inną sprawą jest przeświadczenie (nie mam pojęcia skąd one się wzięło), że na czele hufców, wystarczy postawić ładną kobietę i sprawa załatwiona. Prekursorem tego stylu był premier Waldemar Pawlak, który do tego celu wykorzystywał miss Polski, Panią Ewę Wachowicz. Wtedy to się raczej nie sprawdziło – bo surowa walka polityczna, wymaga „twardych zawodników wagi ciężkiej” . Tak też jest dziś – piłka nożna, szczególnie teraz w Polsce to bardzo poważna sprawa, gdzie struny cierpliwości napięte są ponad wszelką miarę. Zaś osoba reprezentująca PZPN, a biorąca na siebie ogień medialny, dziś musi mieć klatkę piersiową z kombinacji spiżu i tytanu. 

Delegowanie nawet mistrza świata w „rzecznikowaniu” i tak sprawy nie załatwi. Kto by nim  nie był – nie jest w stanie niczego zrobić bez, przynajmniej pięciu podstawowych rzeczy:

a/ strategicznego konceptu marketingowego, które kreśli plan na okres minimum trzech lat w cyklach rocznych;
 
b/ zaufania ze strony klienta czyli prezesa/zarządu aby bez „zbędnej zwłoki” oraz dyskutanctwa (do którego nawykłe są związki sportowe i to nie tylko w Polsce)  co oznacza prawdziwe przyzwolenie na  realizację planu
 
c/   stosowanie nowoczesnych technik komunikacyjnych, które świat polskiego marketingu i public relations potrafi się już biegle posługiwać;
 
d/ prawdziwych sukcesów na murawie – bo te - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pozwalają zapomnieć o wszelkich kłopotach;
 
e/ widocznego dla Polaków, wspomagania wysiłków państwa, w przygotowaniach do Euro 2012; (co nawiasem mówiąc Polska zawdzięcza m.in. Michałowi Listkiewiczowi, a o czym już zapomniano) I pewnie to się dzieje – tylko jest kompletnie nie komunikowane i nie wpisane w szerszy plan strategiczny, którego nie ma vide pkt „a”
 
Wszystkie jednak te czynności, poświęcone na ten cel pieniądze, zaangażowanie i faktyczne oczekiwania społeczne nic nie pomogą jeśli PZPN nie zacznie się faktycznie reformować - co ważne jeśli ludzie nie będą tego widzieli. Bo próby reformy są podejmowane o czym świadczy wynajęcie agencji marketingowej.
 
Owe zadania i czynności , które w bardzo dużym skrócie opisałem, BEZ  wewnętrznej przemiany zarządu, działaczy. Próby nowoczesnego spojrzenia na otoczenie i dostosowywania się do tych potrzeb jak również  uczicwego i otwartego komunikowania się z otoczeniem -  są kompletnie NIC NIE WARTE ! 
 
Mam nadzieję, że tak ludzie PZPN i nowa agencja marketingowa to wiedzą.
Komentarze (0)
Co ma zrobić Adam Małysz ?
 Oceń wpis
   

Adam Małysz po konkursie w Oberstdorfie powiedział – Jest rozczarowanie w sercu i zawód. Moje skoki to załamka. Ocena mistrza skoków narciarskich jest do bólu szczera. I to specjalnie nie dziwi. Stoi więc dziś przed zasadniczym pytaniem – czy dalej startować w prestiżowym Konkursie Czterech Skoczni czy też w ciszy się wycofać. Jego trener Łukasz Kruczek w geście bezradności rozkłada ręce.  http://sport.onet.pl/0,1248889,1888566,wiadomosc.html

Sądzę, że wszyscy lub większość z nas - mamy wobec Adama Małysza głęboki szacunek. Przez lata wprawiał Polaków w ekscytację, często również tych, którzy niezbyt interesują się jakąkolwiek rywalizacją sportową. Był jest i nadal będzie bohaterem naszego kraju. Małysz to również jeden z wzorcowych w Polsce przykładów w jaki sposób sukces sportowy przełożył się na zbudowanie własnej marki to zaś (przynajmniej kiedyś) na osobiste przychody. Ten szczupły, niziutki. skromny „chłopaczek” nieco a’medialny (być może w tym również tkwiła jego siła) podbił nasze serca. Przez te wszystkie lata oszczędził nam występów w stylu Radka Majdana (nie wdawał w pogłębioną dyskusję z organami ścigania)

Być może również dlatego, nawet tabloidy póki spokojnie podchodzą do słabych wyników Małysza (znaczy spokojnie jak na swoje możliwości) Nie ma więc zwyczajowego w takich przypadkach: wycia w postaci krzykliwych nagłówków, łapania mistrza za rękaw, stawiania różnorakich wniosków i jeszcze głupszych pytań.  Póki co oszczędzają mu tego.

Przed laty na alpejskich trasach slalomowych królował Włoch Alberto Tomba. http://www.albertotomba.com (był trzykrotnym mistrzem olimpijskim) W pewnym momencie jego kariery nie miało kompletnie znaczenia kto wygrał kolejny slalom zaliczany do Pucharu Swiata. Ważne było wyłącznie, który był Tomba la Bomba. Ale jeszcze ważniejsze jaki zjadł makaron na kolację z jaką dziewczyną aktualnie chodzi, jak mu poszły pląsy na parkiecie, a co najważniejsze co jego mama na to ? Budował swój wizerunek również na innych płaszczyznach - poza sportowych. Znaczy ten wizerunek sam mu się budował przy okazji, a Tomba temu procesowi nie przeszkadzał.  Oczywiste jest, że był po włosku przystojny, otwarty na różne poza sportowe sprawki, ale z raczej umiarem Był prawdziwym kolorowym sportowym celebrytą tamtych czasów.

W swoje autobiografii Pt. „Pierwszy i drugi przejazd” o przyczynach zakończenia swojej kariery napisał – "Powodem takiej decyzji był stres. Moja psychika tego już nie wytrzymywała. Fizycznie byłem w stanie startować jeszcze przez kolejne sześć lat, ale otoczenie nie pozostawia człowiekowi czasu na chwilę oddechu. Zawsze trzeba być tym najlepszym, inaczej cię zniszczą" . Małysz póki co nie wysyła tak drastycznych sygnałów (choć parę razy w czasie swojej kariery był nieźle wkurzony na media). Opinia publiczna też póki co jest raczej za Małyszem (tak wynika z dokonywanych wpisów na różnych portalach).

Nie mam pojęcia jakie powody pchają Małysza do kolejnych startów. Może to jest jakaś obawa przed podjęciem normalnego życia ? Może różnorakie zobowiązania, może po prostu sportowa ambicja, której temu człowiekowi nie brakuje. Nieco uwiera mnie gdy widzę wynik Małysza w okolicy trzydziestego miejsca. Bo chciałbym pamiętać jego karierę przez pryzmat wiwatów wielotysięcznego tłumu stojącego pod zakopiańską Wielką Krokwią. Ale dalibóg nie ważyłbym się doradzać mu co należałoby czynić ?

Znaczy wiem, ale przez gardło mi to nie przechodzi.  

Komentarze (1)
Chusteczka od Michael'a
 Oceń wpis
   

Nigdy w życiu nie dałem się naciąć na żaden mailing. Na myśli mam klasyczną kopertę z jakimś przesłaniem wydrukowanym na kartce, włożonej do środka; a to wszystko troskliwie umieszczone w skrzynce pocztowej. Niczego takiego nigdy nie przeczytałem; ale jak wykażę w dalszym wywodzie ... ponieśli i wilka.

Kilkanaście dni temu, dostałem więc list z ameryki w szarawej kopercie z pieczątką w statuę wolności – znacie ten obrazek ? Jeszcze kilka lat wstecz  pobudzał naszą wyobraźnię, rozpalał nadzieję, amerykański sen: Wall Street, Miami Vice, Mustang, Air Force One, Route 66 – te kolorowe sprawy; nadawcą był Michael Stone z Johnson Street 111. Adresatem byłem ja. Dane wystukane na maszynie do pisania. Wszak im w tej Amerycye się teraz nie przelewa - muszą wracać do korzeni, a list skreślony długopisem jak to bywa w zwyczaju - gdy przyjaciel do przyjaciela list pisze.

W kopercie, dodatkowo chusteczka (taka zwykła, papierowa do wycierania nosa, a jak kto rozkalibrowany – jak ci bankierzy z Ameryki - to i łez płynących). Treść z grubsza następująca, że jestem zaproszony do wzięcia udziału w biegu organizowanym przez f/mę Nike – „Human Race”, zaś ta chusteczka po to bym oczy otarł gdy rzeczony Michael na dziesięciokilometrowej trasie – dupsko mi złoi. I tak wiem, że by mi złoił – więc akurat ta złośliwość nie była specjalnie na miejscu. 

 

Przyznaję, że od lat z podziwem patrzę na marketingową drogę jaką obrała sobie firma Nike.  Mało tego uważam, że to co robią ludzie odpowiedzialni za tę sferę (nie tylko reprezentujący ten koncern „sportowy”) jest ze wszech miar słuszne i nie chodzi tylko o zdobywanie nowych rynków i przynoszenie zysku akcjonaruszom.

To co ważne, a umykające czasami uwadze – to coś na kształt misji społecznej - nawet jeśli nie jest ona uwypuklona. Namawianie bowiem ludzi do uprawiania sportu jest ze wszech miar słuszne – z tej działalności raczej tylko dobre rzeczy się rodzą. W tym też sensie uważam, że marketing sportowy na tle innych marketingów (a tych się namnożyło w ostatnich latach dużo) przyczynia się do budowania świata lepszym. Wiem ,że to nieco naiwna deklaracja, ale naprawdę tak uważam. „Human Race”, w poprzednich latach organizowany jako Run Warsaw  – przedsięwzięcie w istocie marketingowe jest tego najlepszym przykładem.

W tej opowieści (mam nadzieję) wszystko ładnie się układa. Poza jednym detalem.  List z "Nowego Yorku" (znazy z Warszawy) od Michael'a dostałem raptem kilkanaście dni temu (mamy grudzień),  zaś Human Race był rozegrany w Warszawie w ostatnim dniu sierpnia - ot drobostka.

Nie chcę nikogo podejrzewać i w sumie jest mi to obojętne, ale myślę, że to raczej Polska Poczta nie dobiegła w tym wyścigu na czas, co oczywiście nikogo specjalnie nie dziwi. Oni, często tak mają.

Komentarze (2)
Mój 11 listopada
 Oceń wpis
   

Pierwszy kilometr to coś na kształt pogłębionej rozgrzewki - póki co płuca podają bez przeszkód powietrze. Kolejne partie dystansu to myślenie o następnych  kilometrach. Niby niedużo, ale w Biegu Niepodległości do zaliczenia jest 10 kilometrów - z  Krakowskiego Przedmieścia do Wilanowa. Trasę tę mam przećwiczoną, przemyślaną i opanowaną.    

Więc, tuż za Placem Trzech Krzyży zaczyna się leciusieńki spadek, w istocie niewidoczny dla oka, ale wyczuwalny dla ciała; nabiera rozmachu i dynamiki pod koniec Alei Ujazdowskich, by na Belwederskiej nabrać szerokiego wymiaru. Kilka lat temu gdy biegłem pierwszy raz w Biegu Niepodległości wydawało mi się, że w tamtym miejscu jeśli żwawo będę przebierał nogami i dam się nieść spadkowi - będę biegł szybciej.  Zużywając tyle samo energii co gdybym biegł po płaskim. W tych wyliczeniach popełniłem gdzieś fundamentalny błąd – za dwa z hakiem kilometry dalej - koncertowo„spuchłem”. Teraz szanuję Belwederską i nie rozpędzam się. Ale to również jest idiotyczne założenie. Jak co roku - na Sobieskiego powłóczę kopytami.

Więc obok trasy co kilometr rozstawione są znaki ile jeszcze kilometrów, zostało do mety w Wilanowie. Coś na kształt pierwszej refleksji pojawia się przy cyfrze siedem. W połowie dystansu myślę – „k…..wa jeszcze pięć”. Przy czterech – „po jaką  to cholerę, boli kolano, zaczyna wiać, mijają mnie jakieś lebiegi – do dupy to wszystko !” 
 
Włączam więc inne myślenie (też już to na sobie przećwiczyłem i wiem, że dobrze działa) zaczynam oddalać się w innym kierunku. Przywołuję nieostre obrazy maszerujących oddziałów w długich ciemnych szynelach.  Tych wszystkich naszych wspólnych przodków, którzy musieli i chcieli się, bić w różnych powstaniach, wojnach i na wszelakich frontach.  Przeciwko tym ze wschodu i tym z zachodu. Gdy maszerowali w znoju, błocie; kiedy było im zimno, głodno i brakowało amunicji. Kiedy nadziei mieli w sobie bardzo mało albo żadnej. Kąsali wroga za ten nasz biedny kraj.
 
Zaciskam więc kły, sunę ulicą Sobieskiego dalej. Po lewej brzydkie bloki z lat słusznie minionych z prawej szpital dla bidulków, którzy nie wytrzymali ciśnienia naszych czasów. Smarkam charczę, podpieram się nosem i widzę kolejne tablice z  dystansem: trzy, dwa, jeden. Jeszcze kilka kroków... 
 
Na mecie, w parku u stóp pałacu w Wilanowie jak zwykle jest fantastycznie. Wszyscy mają medale i dyplomy pamiątkowe; uśmiechy, uwagi, pozdrowienia, życzenia.
 
Mój 11 listopada.  
Komentarze (0)
1 | 2 |
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię