Profesor Kołakowski
 Oceń wpis
   

Jakiś internauta napisał, że profesor Leszek Kołakowski był bramą do filozofii - dla nas maluczkich. Tak, bezwzględnie był. Inny napisał „... zostaje nam tak mało Autorytetów, do których moglibyśmy się zwrócić w trudnych chwilach...”

Wolno nam wierzyć, że cały świat naszego doświadczenia nie jest realnością ostateczną. Ja też w to wierzę. A nawet mam ochotę powiedzieć: ja to wiem  - wzięte z wywiadu jakiego udzielił Tygodnikowi Powszechnemu, jednej z ostatniej ostoi, czystej myśli w polskich mediach http://tygodnik.onet.pl/33,0,15004,zycie_wbrew_historii,artykul.html

Dziś więc szukam na półce małej książki w brunatnej okładce „Mini wykładów o maxi sprawach”. Towarzyszy mi ona od wielu lat. Nigdy nie przeczytałem jej w od początku do końca; i nigdy jej tak nie będę tak czytał. Bo nie ma żadnej potrzeby. Bo ona skonstruowana inaczej. Wedle: myśli, pragnień, obaw, poszukiwań, odpowiedzi, instrukcji.  Dla kogoś kto szuka ukrytej w gąszczu chaosu chaosów - furtki do wszechświata spokoju i zrozumienia. Więc „Mini wykłady o maxi sprawach” wręczałem w ramach prezentów jakichkolwiek, komu mogłem bez okazji również.

Mówiłem – to raptem półtorej, góra dwie kartki na temat zasadniczy o sprawach najważniejszych.  

Mówiłem czytaj, bo może tak być, że książka ta również tobie pomoże. Bo może coś zrozumiesz, bo może zaczniesz poszukiwać; może po prostu dzięki Kołakowskiemu  będziesz lepszy, dla siebie i innych. Doznasz iluminacji, oświeci cię –  po prostu zaczniesz pytać i rozumieć czego nie rozumiesz.

Tak zaczniesz wreszcie pytać ! A przecież świat bez pytań najprostszych oraz zasadniczych, byłby kompletnie nie do strawienia. Czyż nie ?

Mówiłem więc – Kołakowski pisze tak, że nawet najgłupszy – jak tylko będzie chciał – to coś dla siebie wyjmie, przetrawi, przemyśli, weźmie, zrozumie.

Owszem – wy wszyscy - wiecie kto to był Kołakowski.  Przyjmijcie jednak wieść proszę, że wielu nie wie. I dziwi się dziś tym medialnym nagłówkom - o kim i o czym mowa ?  Oczywiście Kołakowski wie i wytłumaczyłby dlaczego bracia mroczkowie, doda i jacyś tam inni są lepsi, niby ciekawsi, bardziej energetyczni.

Ciekawe co by napisał o nowym świecie, sprowadzonym do naskórka internetowego pozoranctwa, wystukiwanego jednym palcem = 140 znaków; być może przeczuwając nowe trendy, pisałod pewnego czasu tak krótko jak się tylko dawało; jak w „mini wykładach o maxi sprawach” być może, przygotowując swoją myśl, pod nowy format.

cóż, jakie to szczęście, że zawsze będzimy mogli z nim pogadać http://czytelnia.onet.pl/0,1566906,do_czytania.html

Komentarze (1)
Dziennikarze zarabiają za dużo
 Oceń wpis
   

Biznes medialny jest w fazie głębokich przemian. Fenomen internetu spowodował coraz mniej skrępowany (a jeśli są jakieś ograniczenia to wyłącznie technologiczne) proces wymienianiem się wszelakimi informacjami.

Poza wieloma innymi: społecznymi, politycznymi, biznesowymi konsekwencjami, powoduje to również różnorakie zmiany w stylu pracy dziennikarzy. To z biegiem lat i miesięcy staje się coraz bardziej widoczne i czytelniejsze dla wszystkich, którzy są aktywnymi uczestnikami życia społecznego.

Nie jest specjalnym odkryciem stwierdzenie, iż generalne efekty pracy „wszechdziennikarzy” są coraz bardziej naskórkowe, płytkie, szybkie – obliczone na zdobycie swojego publicity w jak najkrótszym czasie i przy jak najmniejszych nakładach pracy. Przy czym potraktujmy to ujęcie  jako najszerszy z możliwych opisów kondycji współczesnego dziennikarstwa – nie tylko polskiego. A za tym postępuje zmiana społecznego postrzeganie tej – niezwykle ważnej - profesji.

Prof. Ekonomii na Uniwersytecie Jonkoping  w Szwecji – Robert G. Piccard, (autor 23 książek) posunął się jeszcze dalej. W swoim eseju rozpoczął dyskusję,  zmierzającą do próby określenia wartości jakie posiadają dziennikarskie artykuły, dochodząc do ciekawych wniosków. Stara się przeanalizować pojęcie „wartości”; dokonując podziału na wartości: instrumentalne, wewnętrzne, ekonomiczne i inne.

Twierdzi on m.in., że płaca to wynagrodzenie za wytwarzanie jakiejś wartości, a ponieważ dziennikarze nie wytwarzają jej zbyt wiele, zasługują na niskie płace. Wniosek z pewnością ciekawy choć – jak rozumiem – kontrowersyjny dla dziennikarzy.

Według Profesora upadek biznesu informacyjnego może być powstrzymany, jeśli dziennikarze zobowiążą się tworzyć prawdziwą wartość dla odbiorców i będą się bardziej angażować w tworzenie kierunku działalności swoich firm.

www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/855-oxford-anglia-ile-tak-naprawde-sa-warci-dziennikarze.html

Komentarze (1)
Wstydźmy się wszyscy
 Oceń wpis
   

Sprawa rodziny Olewników – porwanie syna, jego tragiczna śmierć, wszystkie upokorzenia jakie od losu, a także chyba od wymiaru sprawiedliwości ludzie ci od lat doznają jest strasznie smutną sprawą. Dzisiejsze media donoszą, iż Włodzimierz Olewnik – tata zamordowanego usłyszał zarzuty prokuratorskie za znieważenie prokuratora za co grozi mu kara do lat trzech.

Jest w tym jakąś absolutnie rażąca niesprawiedliwość – taka do szpiku kości, naruszająca wszelkie zasady moralne; w istocie podważająca wiarę w umowy jakie dwustronnie, Państwo zawiera ze swoimi obywatelami. Oto człowiek, który w dramatycznych okolicznościach traci dziecko, które wcześniej jest maltretowane i torturowane; któremu świat się usuwa spod stóp o wierze w jakąkolwiek sprawiedliwość nie mówiąc; teraz – rozumiem – będzie przesłuchiwany i poddawany osądowi i karze jak pospolity opryszek !

Czy nie może być litości, czysto ludzkiego zrozumienia, współczucia i wybaczenia dla tak doświadczonego przez los człowieka ? - … Zobaczyłem dokumenty świadczące o tym, że syn mógł żyć. To był odruch rozpaczy. Chwyciłem prokuratora i spytałem jak to możliwe, że syna można było uratować. Prokurator zachował się bardzo prowokująco. Pytał, a co ja mogłem zrobić …” powiedział Włodzimierz Olewnik

Gdy w telewizji oglądam lub czytam informacje na ten temat – przyznaję – skręcam się ze wstydu za nas wszystkich.

Komentarze (2)
Powered by hope
 Oceń wpis
   

Na internetowej stronie Baracka Obamy www.barackobama.com  na samym dole, po prawej stronie widnieje znaczek i napis "powered by hope". Na ogół zamiast słowa hope (nadzieja) - jak w tym przypadku - czytamy nazwę firmy, która przygotowywała daną stronę - to normalny stempel wykonawcy; nie zawsze ale czasami stawiany.   

"Powered by hope" to jeden z takich małych tricków, które czasami wychodzą genialnym lub nagle olśnionym "łaską bożą" marketingowcom. Gdy człowiek konfrontuje się z tak bezczelną, a naiwną prostotą przekazu - milknie gwar bitewny i zapada głęboka i długa pełna podziwu cisza. 

Można by wyliczać ile (znaczy jak dużo) kosztowała kampania Baracka Obamy. Roztrząśnięto już do ostatniego nano/argumentu jak bardzo Ameryka i cały świat potrzebuje wiary i nadziei. Tak jeden kandydat jak i drugi zostali prześwietleni do ostaniej komórki swego ciała, duszy, historii i planów na przyszłość; kto w miarę aktywnie śledził ostatnie dni kampanii w USA, dowiedział się więc o tym kraju  i tych ludziach dość dużo > wiemy więc prawie wszystko; nawet przez Route 66 przejechał dziennikarz TVN - trochę mu zazdroszczę bo to pewnie była kapitalna wycieczka; taka amerykańska.

www.tvn24.pl/2172275,28377,0,0,1,wideo.html

Tak przy okazji - TVN - owskie Fakty, z wieczora poprzedzającego wybory w USA były przygotowane po mistrzowsku: mnóstwo zdjęć, historii, ludzi, miejsc, z wyczuciem, klasą, odpowiednią temperaturą pomontowane i podane - za klasykiem Obamą - "powered by profesionalism" W Polsce pobili oni wszystkich. Tak przy drugiej okazji: w miejsowym money.pl  opublikowano fajny materiał opisujący kampanię w internecie obu kandydatów  - polecam (co prawda na początku jest o polskich politykach, którzy pojechali do USA uczyć się, ale to krótkie)

news.money.pl/artykul/polscy;politycy;ucza;sie;od;obamy;postawia;na;siec,209,0,382929.html

więc "powered by hope" - szeroko: pomyślane, powiedziane, podstemplowane i wreszcie wygrane.  

Komentarze (0)
Euro 2012, a szok powyborczy prezesa Lato
 Oceń wpis
   

W przygotowywanych w Polsce i na Ukrainie piłkarskich mistrzostwach Euro 2012 w najmniejszym stopniu chodzi o piłkę nożną. Nie ma też większego znaczenia na którym miejscu ukończy te zawody reprezentacja Polski. – wiem, że teraz ugodziłem w środek serca, futbolowych fanatyków w naszym kraju. Choć ja również jako, niezbyt zaciekły, ale zawsze kibol - cieszyłbym się z każdej strzelonej bramki. Sprawa ta jest dużo bardziej poważniejsza niż wysiłek facetów ganiających za oprawione w skórę powietrze.

Wróćmy do korzeni idei. Euro 2012. Jak widzimy kształtują się nowe układy sił na świecie. USA już nie takie same jak kiedyś (kryzys na giełdach postawił stempel), Chiny, Indie idą jak burza do przodu; w Unii Europejskiej ścierają się potężne siły, a sama Unia również płynie do przodu na pół gwizdka. My od wieków między dwoma niezbyt nam przyjaznymi potęgami, które od zawsze miały tendencji by się rozpychać. Szczególnie ta na wschodzie starająca się ustanawić nowy/stary porządek tej części Europy (Gruzja, kręcenie w tą i z powrotem kurkami gazu i ropy)

W tym kontekście, demokratyczna i nowoczesna Ukraina (pomarańczowa rewolucja jest już historią) ma dla naszej polityki wschodniej kluczowe znaczenie i to nie tylko dla Polski i UE. Zaryzykowałbym twierdzenie, że dla większości świata;  więc wciągnięcie Ukrainy do dialogu z zachodem: gospodarczego, politycznego – było i jest nadal jednym z podstawowych zadań nie tylko dla naszej dyplomacji. Euro 2012 idealnie buduje taką platformę. Bo pomaga nam ustanowić nowe, silniejsze  kanały porozumiewania się z Ukrainą: polityczne, biznesowe, społeczne.

Dla Polski starania o pozyskanie i finalna decyzja o przyznaniu Polsce i Ukrainie organizacji tej imprezy sportowej było wydarzeniem historycznym, ale również zbudowanym narzędziem swoistego szantażu skierowanym ku naszym elitom politycznym, władzom samorządowym, tkance urzędniczej; to także wyznaczenie celu i budowa wizji Polski, która elementarnie potrzebna jest każdemu z nas. Bo jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej…. I co dalej ?

Już widać, że w bardziej praktycznym wymiarze niektóre rzeczy się dzieją się w naszym kraju. Najbardziej spektakularny przykład - pod nóż poszedł, stary warszawski stadion X lecia. Budowana jest: piękna, nowoczesna arena narodowa. W poszczególnych miastach również robota wre. Media prowadzą dyskusje rankingi, monitory. Ludzie o tym rozmawiają i spierając się, czasami bardzo gorąco – „Czy zdążymy ?” Maszyna została włączona - dzieje się ! Oczywiście to lub owo mogłoby wydarzać się szybciej i lepiej, ale proces został zainicjowany; obroty są coraz szybsze

Słysząc w TV wczorajszą wypowiedź nowego prezesa PZPN Grzegorza Lato, - „że w razie czego zrobimy Euro 2012 z Niemcami” oceniam bardzo słabo; ale ok. – może faktycznie był w szoku powyborczym. Niepokoję się gdy słyszę doniesienia, że Ukraina zawiesza przygotowania do organizacji tej imprezy z powodu światowego kryzysu gospodarczego. Czy to jest prawda czy nie - to bardzo zła wiadomość,  pokazuje „nowe’ tendencje w myśleniu na Ukrainie.

I jest jeszcze jedna drobna sprawa (w polityce oczywiście najmniej się licząca) mianowicie LOJALNOŚĆ  Skoro się więc umówiliśmy z Ukrainą, że razem to robimy, róbmy to dalej i nie gadajmy głupot. (liczby mnogiej używam przez grzeczność) 

Komentarze (0)
A dlaczego ? A dlatego !
 Oceń wpis
   

Muszę teraz wystąpić jako obywatel tego kraju oraz obywatel tego świata. Dziś rano oglądałem w tvn24 - przewodniczącego Śniadka reprezentującego związki zawodowe Solidarność.

W tej relacji telewizyjnej prezentował swoje stanowisko, które można zkonkludować do stwierdzenia, iż Premier, polski rząd, my wszyscy, którzy każdego dnia swoimi głowami i rękami produkujemy PKB  jesteśmy  ordynarnie szantażowany na przynajmniej paru płaszczyznach. Nie będę pisał, że to jest przykre, bo to jest mocno wkurzające !  

Człowiek ten groził rządowi, że będą strajki, jakiś taki drugi zza ramienia Śniadka (nazywa się chyba Jan Guz) coś napomknąl o ulicznych niepokojach społecznych; chodziło o to, że będą demosntracje, które zamienią się w zamieszki uliczne - zorganizowane przez związek zawodowy)

Mam niejasne wrażenie, że owi zwiąkowcy żyją chyba w jakiejś innej galaktyce kosmicznej; nie oglądają telewizji, nie czytają gazet o internecie nie wspominam bo to pewnie ponad ich intelektualne siły; przebywają bowiem w swoim, pełnym egoizmu i abstrakcji świecie. 

Jeszcze się nie zorientowali, że świat się mocno rozregulował i nie bardzo wiadomo czym tam cała giełdowa i okołgiełdowa jatka dla nas wszystkich się skończy. A chcą po prostu wyrwać kasę; a ile ? tyle ile się da ! a dlaczego ? a dlatego ! Kompletnie nie rozumieją, że dziś gra toczy się o znacznie wyższą stawkę niźli tylko ich partykularny interes. Przez czyj partykularny - rozumiem Pana Śniadka, Guza i paru jesze innych. 

Szantażują więc Premiera i tym samym nas wszystkich. Nie chcą udać się do Centrum Dialogu - miejsca gdzie normalnie takie dyskusje powinny być toczone, a spory rozstrzygane. Śniadek powiedział, "...że na wyciągniętą rękę do dialogu, Premier odpowiedział wypowiedzeniem wojny"

Dialektyka przewodniczącego Śniadka.

 

związkowi herosi

Komentarze (5)
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię