IX Kongres Public Relations w Rzeszowie
 Oceń wpis
   

Jutro rozpoczyna się IX Kongresu Public Relations, jak zwykle organizowany w Rzeszowie. My również - jak zresztą każde środowisko zawodowe, zastanawiamy się m.in. nad aktualną kondycją naszej branży; przy okazji omawiając różne ciekawe realizacje.  http://www.kongrespr.pl/

Oczywiście światowy kryzys finansowy miał momentami, negatywny wpływ, również na nasze funkcjonowanie rynkowe; na moment zachwiał rozwojem różnych firm, wstrzymał lub zawiesił działania,  o czym od czasu do czasu komunikują poszczególni prezesi.
Wydaje się jednak, że póki co branży udało się wyjść z tego poślizgu. Aktualnie nasze główne portale internetow  www.proto.pl/
, www.newsline.pl/pełne są doniesień o nowych klientach, wzmacnianiu zespołów zatrudnianych konsultantach, nowych usługach, informacji o rodzących się trendach w komunikacji.

Co bardzo ważne, zawód ten nadal  wydaje się być niezwykle atrakcyjnym dla młodych ludzi, którzy od razu, po studiach chcą błyskawicznie zdobywać doświadczenie tym samym   wiążąc swoją przyszłość zawodową z public relations. W znakomitej większości są oni znakomicie wykształceni, zdolni i pracowici. Ich pozytywna ambicja wzmacnia nasze środowisko w różnych sferach. Oni również biorą na siebie obowiązek edukowania rynku – nie tylko podczas wykładów, paneli czy dyskusji w Rzeszowie, ale podczas codziennej pracy.

Coraz więcej firm korzysta z tego narzędzia;  choć owszem, czasami źle oceniając naszą rolę, nie do końca rozumiejąc uwarunkowania naszego zawodu jak również – co jest podstawą - na czym polega istota działań public relations. Nie jest to jednak przypadłość wyłącznie polskiego rynku - tak jest wszędzie - nawet nasze koleżanki i koledzy z USA często podnoszą ten problem. 

To co jest niezaprzeczalną wartością rzeszowskiego kongresu to możliwość konfrontacji wizji akademickiej czy też naukowej z praktyką dnia codziennego. Obecni są naukowcy, specjaliści odpowiedzialni za komunikację w różnych firmach oraz świat agencji i konsultantów;  fajny i inspirujący mix: wiedzy, doświadczeń i przemyśleń.

Kongres ten dawno temu wymyślili dr. Andrzej Stolarczyk http://www.rprgroup.com.pl/osoby.php prowadzący jedną z najstarszych polskich agencji RPR Group http://www.rprgroup.com.pl/ wraz z dr. Dariusz Tworzydło http://www.tworzydlo.pl/ z rzeszowskiej Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania http://www.wsiz.rzeszow.pl/pl/Uczelnia/Strony/Uczelnia.aspx.  Prawie od początku jest z nimi Fundacja Internet pr http://internetpr.pl/.  Merytorycznie wspierającym jest Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego z niezmordowanym prof. Jerzym Olędzkim http://www.proto.pl/whoIsWho/info?itemId=30934&rob=Jerzy_Oledzki Wspólnie, udało im się przez te lata zbudować historię i dobrą renomę tego spotkania

Program kongresu można ściągnąć z tego miejsca: http://www.kongrespr.pl/roboczy_program_kongresu/

Komentarze (0)
O której odjedzie pociąg ?
 Oceń wpis
   

To co w ostatnich dniach dzieje się na polskich kolejach ma co najmniej dwa wymiary. Techniczny, związany z warunkami atmosferycznymi, które okazuje się, stanowią ekstremalną próbę dla służb odpowiedzialnych za utrzymanie normalnego ruchu. I drugi, równie ważny, czynnik to sfera informacyjna wobec pasażerów i społeczeństwa, która,  jak dziś widać została na początku fundamentalnie zlekceważona.

Zaryzykuję twierdzenie, że gdyby jakiś przedsiębiorca z prawdziwie prywatnej bądź przedstawicielstwa firmy zagranicznej w Polsce tak słabo komunikował się ze swoim klientami – błyskawicznie stracił by stanowisko. Gdyby którykolwiek z naszych polityków uprawiał podobnie niemą retorykę, w sondażach błyskawicznie i bezpowrotnie zleciałby w dół.  Nie można bowiem nie tłumaczyć i nie rozmawiać ze swoimi „klientami”. A przecież każdy z nas od czasu do czasu jedzie gdzieś pociągiem.

Kilka tygodni temu byliśmy świadkami awantur jakie rozgrywały się w tunelu pod kanałem La Manche po zatrzymaniu pociągu Eurostar http://www.eurostar.com/dynamic/index.jsp z 2 tysiącami pasażerów, którzy musieli czekać kilkanaście godzin by wydostać się na zewnątrz. Tak się złożyło , że w uwięzionym pociągu znajdowała się m.in. Colette Ballou właścicielka agencji public relations (m.in. obsługują we Francji Facebooka) http://www.balloupr.com/en/about/team/ColetteBallou/, która jak łatwo sobie wyobrazić, ma oczywisty i naturalny dostęp do mediów; a było o czym mówić. Choć nazwijmy Madame Ballou   wisienką na torcie, bo na dobrą sprawę dziś przy pomocą twittera, facebooka, absolutnie każdy ma szansę wyrażać swoją opinię w (prawie) nieskrępowany sposób mianując się dziennikarzem obywatelskim.  Wtedy twitter rozgrzał się wręcz do czerwoności  pod naporem wpisów z wnętrza tunelu.

Pasażerowie feralnego pociągu korzystali oczywiście z tych możliwości,  wykazując  tym samym kompletną indolencję informacyjną f/my Eurostar, która również zbyt długo milczała. To m.in. zaowocowało powstaniem materiału w http://news.sky.com/skynews/Home/Business/Eurostar-Accused-Of-PR-Failure-Passengers-Angered-By-Lack-Of-Updates/Article/200912315505753?f=rss

Mamy teraz w naszym kraju, bliźniaczo podobną sytuację. Oto monopolista (pardon monopoliści kolejowi) przez dobrych kilka dni nie potrafili  opowiedzieć społeczeństwu z jakimi technicznymi problemami się borykają;  co robią aby przywrócić kontrolę nad rozkładem jazdy, a  co najważniejsze - określić, który pociąg odjedzie, który przyjedzie, a który będzie stał w szczerym polu i dlaczego.  Przy czym – mam nadzieję – dla nikogo nie ulega wątpliwości, iż tysiące ludzi ciężko pracuje na torach skuwając ręcznie lód. Nawiasem mówiąc za to powinniśmy tym wszystkim ludziom głęboko podziękować.

Więc dopiero wczoraj została zorganizowana, szeroka, konferencja prasowa gdzie przedstawiciele poszczególnych spółek kolejowych  chaotycznie tłumaczyli się http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul130894.html   Oczywiście wedle podanych przez nich statystyk być może nie jest to zawał polskiego kolejnictwa, a wyłącznie sytuacja kryzysowa (pewnie Panowie mają rację), ale z medialnych doniesień bynajmniej nie wynika taki przekaz.  W nich bowiem:  pełne emocji, strachu, zniecierpliwienia, złości - opowieści pasażerów.

Branża transportowa jest jednym z najbardziej narażonych na występowanie sytuacji kryzysowych biznesów – w tym również oczywiście kolejnictwo. To powinno nakładać na odpowiedzialnych za prowadzenie takich firm dodatkowy obowiązek - położenia absolutnego nacisku na: ciągłe, precyzyjne (na ile jest to oczywiście możliwe), przyjazne, szybkie, zarządzanie informacją.  Wszak po drugiej stronie mamy zwykłych ludzi ze swoimi małymi, a wielkimi problemami.

Wdrożenie i prowadzenie takiego procesu nie jest możliwe przy pomocy jednego czy dwóch rzeczników prasowych, którzy oganiają  się od przedstawicieli mediów jak od natrętnych much. Taki proces musi się głównie rozgrywać w zakresie informowania pasażerów, którzy już jadą lub zamierzają wybrać się w podróż.  Uważam, że w tym miejscu leży klucz – może nie do sukcesu - ale przynajmniej do próby opanowania działań informacyjnych. Musi być więc delegowana do takiego działania silna struktura nie zajmująca się niczym innym jak tylko informowaniem, informowanie i jeszcze raz informowaniem.

Ciekaw jestem czy polska kolej wyciągnie z tej trudnej sytuacji wnioski  i będzie nam mówiła o której odjedzie pociąg ?

Komentarze (2)
Polski rząd jest nieporadny w działaniach public relations
 Oceń wpis
   

Mija właśnie druga rocznica powstania rządu gabinetu Donalda Tuska. Jedną z cech tego rządu – bardzo chętnie podnoszoną przy różnych okazjach przez opozycję – jest absolutna biegłość w uprawianiu marketingu i public relations w szczególności.

Często nawet padają stwierdzenie, że tylko w tych działaniach, aktualny rząd jest skuteczny, a nawet zbyt skuteczny.   Zarzut ten jest formułowany tak wobec  rządu, Platformy Obywatelskiej jak i premiera Donalda Tuska. Nie jest to prawda. Więcej - jestem przekonany, że aktualny rząd jest wielce nieporadny w tych kwestiach.

Dzieje się tak, ponieważ rząd nie ma spójnej, długofalowej, logicznej strategii działań marketingowych czy też public relations.  Nawet jeśli ją ma, to nie dysponuje profesjonalną strukturą wykonawczą, która dzień po dniu wykonuje mrówczą pracę.

Generalnie Prezes Rady Ministrów, poszczególni członkowie jego gabinetu, ich rzecznicy głównie zajmują się obsługą kolejnych sytuacji kryzysowych. Można by zaryzykować twierdzenie, że minimum 90% czasu poświęconego przez każdego z nich na rzecz komunikacji społecznej to „gaszenie kolejnego pożaru”. Owe pozostałe 10%  czasu to podejmowanych aktywności z próbami  przebicia się do oczu i uszu opinii publicznej – i najczęściej są to wyłącznie próby.

Polski rząd, jak zresztą każdy w demokratycznym społeczeństwie jest żelaznym zakładnikiem mediów. Nie może bez nich żyć, ale tez nie ma na nie żadnego wpływu (przynajmniej na te prywatne). Tym samym to wszyscy politycy (również rząd) muszą się dostosowywać do obowiązujących warunków, a nie odwrotnie; te zaś się bezustannie się zmieniają.

Media podążając ku tabloidyzacji  spłycają jakość i treść przekazu; dodatkowo skracając go niemiłosiernie. W istocie polują  na źródła niskich emocji – bo tylko takie są w stanie przyciągnąć publikę - zła waluta informacyjna wypiera dobrą.  Chcąc więc cokolwiek powiedzieć, czy to się podoba czy nie, polityk z definicji musi się przygotować na konfrontację ze „światem barbarzyńców żyjącym z bieżączki” -  rząd  również.

Witamy więc w świecie publicity: naskórkowych, szybkich, prostych kontaktów z mediami, które nie budują czegokolwiek poza króciutką obecnością w mediach.  Jednym z mistrzów tego stylu w Polsce był były minister finansów Grzegorz Kołodko. Na konferencji prasowej występował albo z nożyczkami, którymi chciał ciąć budżet albo z bochenkiem chleba który sprawiedliwie dzielił albo z dzwonkiem, którym w jakiejś sprawie dzwonił. Tak zapamiętano min. Grzegorza Kołodko.

Ideę tą rozwija i udoskonala dziś wielu polityków.  Oczywiście mistrzem wszechwag jest Janusz Palikot, który w pewnym momencie swojego życia politycznego skupił się głównie i wyłącznie na podpieraniu się różnorakimi szokującymi gadżetami. Jestem zresztą przekonany, że jeśli będzie miał w przyszłości marzenie lub okoliczność by zająć jakąś znaczniejszą pozycję w polityce, odbije mu to się głęboką czkawką. Oponenci jako kontrargumentację będą używali jego akcesoriów przeciwko niemu, ale to zupełnie inna sprawa.

Problem polega więc na znalezieniu odpowiednich  metod, które przekładają się finalne proporcje. Aktualny rząd koalicyjny PO/PSL takich nie znalazł. Nie potrafi komunikować się ze społeczeństwem, nie potrafi opowiadać o swoich sukcesach, nie potrafi powiedzieć co zamierza i co z tego ma szansę się udać, a co raczej będzie trudne do przeprowadzenia.

Więc:

Kryzys ekonomiczny. Pamiętam konferencję prasową premiera Tuska z siedziby warszawskiej giełdy gdzie za jego plecami wyświetlana była mapa europy. Polska była na zielono, reszta krajów na czerwono. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nie zrobiono w tym momencie kampanii reklamowej w innych krajach gdzie głównym przekazem byłoby hasło „My jesteśmy na plusie !”  Wystarczyłoby użyć tej grafiki z mapa europy by dla wszystkich było jasne w jakim miejscu jest Polska. Brak działań w tym zakresie to jedno z najważniejszych zaniedbań komunikacyjnych obecnej ekipy rządzącej. Mieliśmy swoje 5 minut - nie wykorzystane. Dziś każdy jest mądry – kryzys mija albo już minął.

Orliki – uważam, że to również jedno z najbardziej zaniedbanych komunikacyjni e przedsięwzięć polskiego rządu.  Dlaczego ? Bardzo proste – historycznie nie było w naszym kraju tak systemowego rozwiązania dającego dzieciom przestrzeń do uprawiania sportu( piłki nożnej).

Jeśli rząd nie jest w stanie, ja chętnie wytłumaczę o co chodzi, bo sprawa jest banalnie prosta.

Sprowadza się to do tego, że już teraz redukowana jest ilość dzieci, które w przyszłości będą podlegały wykluczeniu społecznemu. Zamiast zajmować się: piciem piwka, włamami do piwnicy, rzucaniem kamieniami w podwórkowe koty ergo pędzeniem życia występnego i głupiego - poznają smak życia z nadzieją.  Od Orlików dostają: poczucie rywalizacji, rozwoju fizycznego, działania w grupie, przebywania w świecie budującym poczucie własnej wartości. Jednym słowem otrzymują szansę na lepsze życie. Przy okazji może uda się znaleźć paru piłkarzy, którym w 2018, podczas meczy z Anglią piłka będzie się kleiła do nogi wychowanko Orlików - choć to najmniej ważne w tym wszystkim.

Irak oraz uzawodowienie armii: udało się wyprowadzić nasze wojsko z bezsensownego Iraku z czym nie dali sobie rady poprzednicy. Udało się zbudować zręby systemu armii zawodowej opartej na młodych ludziach, którzy swoją przyszłość wiążą z wojskiem.

Teraz w Polscy żołnierze znaleźli się w nowej rzeczywistości   – w różnych aspektach, bardziej profesjonalnej. Bo otoczenie (NATO)wymusza nowe umiejętności; bo coraz lepszy sprzęt dopuszcza do siebie wyłącznie lepiej wykształconych i przeszkolonych; bo misje zagraniczne uczą tego czego  najlepszy krajowy poligon nie jest w stanie zaoferować.

PZU/Eureko: rozwiązano jeden z największych problemów polskiej gospodarki ostatnich lat; bardzo drogi klincz biznesowy w którym trzymana była jedna z największych polskich firm.  Sprawa załatwiona;  przeszło raczej prawie bez większego echa, a historycznie łamali sobie na tym zęby najtwardsi i najsprytniejsi.

Stadion Narodowy – czy pamiętacie Państwo stadion X lecia, tłumy Wietnamczyków, Chińczyków, Rosjan, Ukraińców, naszych i kogo tam jeszcze.  Do tego to biadolenie, miałczenie, marszczenie, narzekactwo, że nie ma w Polsce porządnego stadionu piłkarskiego na miarę naszych aspiracji i możliwości. Jak ktoś będzie miał czas niech podjedzie kiedyś na plac budowy i zobaczy co tam się dzieje; ile dźwigów stoi i ciężarówek jeździ ilu robotników pracuje – nie ma wstydu ! Szykuje nam się jeden z najnowocześniejszych obiektów w tego typu w europie.

„Reforma szkolna dla sześciolatków” – jeśli rodzice chcą, mogą posłać swoje sześcioletnie dzieci do szkoły i ci świadomi to robią – wystarczy poczytać różnorakie fora internetowe. Jakoś nikt jednak  nie raczy pamiętać, że jesteśmy narodem, który najpóźniej wysyła dzieci do szkoły, a ludzi najwcześniej na emeryturę. Więc być może to działanie jest jedno z bardziej wizjonerskich jakie podjął polski rząd. Może właśnie w ten sposób zaczniemy się przymierzać do produkowania przyszłych noblistów.

Autostrady/drogi – udało się podpisać wreszcie wiele umów na budowę kolejnych odcinków. Ta robota zaczyna wreszcie jakoś iść.

Ustawa o dostępie do szerokopasmowego Internetu – nowy dokumentbudujący strukturalne mechanizmy objęcia całego kraju dostępem do Internetu. Bo co dziś decyduje o rozwoju – Internet.

Dlaczego informacje o tych ewidentnych osiągnięciach nie dotarły do opinii publicznej ? Przecież każde wymienione wyżej działań to  z punktu widzenia działań public relations – przepraszam za określenie – to ewidentne samograje. To bardzo proste - nie wykonano w tym względzie normalnej pracy z która poradził by sobie pracownik średniego szczebla dowolnej agencji czy też firmowego działu komunikacji .

Politycy w Polsce generalnie nie dowierzają marketing owcom; nawet jeśli się z nimi kontaktują szukając porady na ogół kiwają głowami ze zrozumieniem głowami , później starając  się raczej nie realizować  instrukcji.

Jak większość społeczeństwa nie wiedzą czym tak naprawdę jest public relations, utożsamiając te wysiłki właśnie z publicity lub czymś co roboczo nazywane jest czarnym pr.  To myślenie i taki styl jest niestety dominujące w uprawianiu marketingu na rzecz polityki.

Komentarze (11)
Szkolenie medialne - czy jest konieczne ?
 Oceń wpis
   

Niedawno prowadziłem szkolenie dla osoby zarządzającej bardzo dużą firmą zagraniczną, od lat realizującą na polskim rynku przeogromne inwestycje. Osoba ta, będąca znakomitą w swojej branży, deklarowała chęć doskonalenia się w dziedzinie wystąpień medialnych i publicznych.

Zastanawiając się nad programem szkolenia nie bardzo wiedziałem na czym w istocie polega problem tej osoby ?
 
Wcześniej oglądałem zapis video z jakiejś konferencji prasowej gdzie główną role grała właśnie ta osoba i rola ta została odegrana prawie perfekcyjnie. Wszak z tytułu pełnionej funkcji, doświadczenia biznesowego, posiadania głębokiej wiedzy merytorycznej i ogólnego zasobu wiedzy. Osoba ta powinna dawać sobie radę we wszelkich warunkach – nie wyłączając rozmowy czy udzielania odpowiedzi  dowolnemu dziennikarzowi w dowolnym miejscu i obudzona w dowolnym czasie.
 
Po krótkiej rozmowie, udało się nam wspólnie zidentyfikować problem tej osoby.  Okazał się podstawowy i absolutnie naturalny dla wielu –trema. Ale taka skrywana bardzo głęboko; do której można się przyznać będąc wyłącznie „przyciśniętym łokciem” do ściany. Owszem taka trema potrafi „zabić” najlepiej przygotowane wystąpienie. Więc pytanie podstawowe, czy konieczność przemawiania, chęć udzielenie wywiadu dziennikarzowi wymaga  przygotowań ?
 
Raczej wymaga ! 
 
Tym większych im mniejsze doświadczenie i zbudowana pewność siebie. Czy to zadanie ponad siły dla sprawnego menedżera, polityka, urzędnika, przedstawiciela organizacji pozarządowej  lub osoby reprezentującej stowarzyszenie społeczne.
Są oczywiście osoby urodzone by brylować we wszelakim towarzystwie; takie, które „z marszu” występują przed dowolnym audytorium, ale co znacznie ważniejsze potrafiące przewidzieć wszelkie, podkreślam wszelkie, również długofalowe, konsekwencje swojej wypowiedzi. Takich samorodnych talentów jest jednak stosunkowo mało.
 
Mamy bardzo wiele przykładów z ostatnich tygodni gdzie ten brak przewidywania prowadzi do dewastacji – również, ciężko budowanej przez lata osobistej pozycji zawodowej. Na ogół jest więc tak, że ci wszyscy, którzy są z jakiegokolwiek powodu zmuszeni są do prowadzenia aktywnej polityki medialnej nie potrafią samodzielnie ocenić wszystkich szans i zagrożeń jakie się z tym wiążą.      
 
I to jest chyba zasadniczy powód dla którego warto podnosić swoje kwalifikacje w dziedzinie kontaktów z mediami. Zanim jednak przejdzie się do ćwiczeń praktycznych, niezbędne jest odrobienie teorii medialnego pola działania. Gdzie obowiązkowym wstępem są przynajmniej dwa tematy:
 
Galopująca tabloidyzacja mediów, będące efektem przemian jakie mają miejsce na tym rynku; swoista krwiożerczość informacyjna, skłonność do budowania uproszczeń, skrótów myślowych, formatowanie świata pod oczekiwania danej grupy czytelniczej, widzów, słuchaczy. Gdzie wywiadowany raczej ma szansę stać się ofiarą niż zwycięzcą.
 
Zmiany w technikach dystrybuowania informacji, które są możliwe dzięki internetowi; co za tym idzie eksplozji dziennikarstwa obywatelskiego oraz samoistnego budowania się w różnych miejscach i pod różnymi hasłami społeczności. Te procesy nadają oczywiście nowy wymiar, konieczności  perspektywicznego myślenia tak o marketingu, promocji i public relations. (nawiasem mówiąc zagadnienia te stają się z dnia na dzień coraz większą troską strategów marketingu)    
 
Odrobienie tej lekcji konieczne jest by móc przystąpić do świadomego budowania głębszych kompetencji;  by móc w kontrolowany i skuteczny sposób trenować samego siebie pod kątem wystąpień medialnych i publicznych. Bo pod koniec dnia może to zbudować przychód i zysk firmy lub wygenerowac nieprzewidywaną wcześniej stratę. Tak więc jak to w biznesie - mówimy o pieniądzach.
 
Na dobrą sprawę szkolenie medialne potrzebne jest każdej osobie kierującej jakąkolwiek organizacją. Prędzej czy później przychodzi moment próby wynikający albo z możliwej odniesienia korzyści public relations lub konieczności sprostania bliższej lub dalszej sytuacji kryzysowej.
 
Jednym z podstawowych elementów takich szkoleń są treningi z kamerą. Organizując je należy sobie zdawać sprawę, że są to czynności nieco intymne. Na ekranie telewizora widać bowiem wszelkie niedoskonałości: postawy, ubioru, nieporadność argumentacji. Dla niektórych – ambitnych jednostek - bywa to czasami dotkliwa konfrontacja z samym sobą. Powinny być więc organizowane w maksymalnie ograniczonym gronie, gdzie wymagana jest z jednej strony stanowczość, a z drugiej delikatność prowadzącego.
 
To co w nich kluczowe to uświadomienie sobie swoich braków i znalezienie metody na ich pokonywanie.
 
Szkolenia medialne są jedną z dróg prowadzących w tym kierunku.  
Komentarze (4)
Promocja Polski - co na to Telemach ?
 Oceń wpis
   
Jeden z moich ulubionych blogerów - niejaki Telemach; nie mam pojęcia kto to jest i chyba nie chce wiedzieć by nie psuć sobie i Telemaschowi zabawy, skomentował mój poprzedni wpis o promowaniu Polski. Ustaliliśmy z Telemachem, że upublicznimy (na tyle na ile będziemy w stanie) tę korespondencję, bo może coś ciekawego z tego fajnego wyjdzie.
 
Polecam oczywiście lekturę bloga Telemacha, który zajmuje się ogólna teorią wszystkiego http://pytania.wordpress.com/. Mamy zgodność z moimi koleżkami z Twittera, że jest to nieodkryty i nie zagospodarowany odpowiednio talent. Ale właśnie może jest tak, że gapimy się na wszystko jak na obiekt marketingowania; a nie każdy chce się poddawać takim zabiegom. W tym sensie, może być tak, że Telemach, chce przebywać samotni i od czasu do czasu dawać głos w sprawie waznej - jak nie przymierzająć mistrz Joda.
 
Telemachy Szanowny, przekazuję więc głos:
 
Panie Jerzy, zapędził się Pan. Z całym szacunkiem - ale trudno mi pogodzić
to co przeczytałem z tzw. zdrowym rozsądkiem. Ale po kolei.
Ja rozumiem, że patrzy Pan na świat oczyma specjalisty od marketingu. I chce
widzieć Polskę jako produkt, którego pozycja na rynku (a zatem i wartość)
jest pochodną celowych zabiegów marketingowych. Jeśli przyjmiemy ten
(zasugerowany przez Pana jako milczący aksjomat) sposób patrzenia - to
istotnie reszta postu wydaje się być spójna i logiczna. Pozwoli Pan jednak,
że się z tym zbudowanym, jak mi się wydaje, na fundamentach myślenia
życzeniowego aksjomatem nie zgodzę.

Sugeruje Pan na ten przykład, że sukces koncernu IKEA jest pochodną
inwestycji poczynionych w wizerunek Szwecji jako kraju. Czy byłby Pan
łaskaw przypomnieć jakie hasło i jakie logo pozwoliły i pomogły Ingvarowi
K. zrobić z małego handlu wysyłkowego dla rolników z regionu Samland
światowy koncern (z siedzibą w Holandii n.b.)? Będzie Panu trudno. Bo
skandynawski tryb życia, estetyka, racjonalność i wzornictwo spopularyzowane
zostały przez koncern konsekwentnie stosujący elementy narodowej tożsamości
- nie zaś odwrotnie.

Mógłby Pan podać jaka kampania reklamowa spopularyzowała logo i hasło
Lichtensteinu lub Luksemburga?. W tym drugim wypadło mi przez pewien czas
mieszkać i zapewniam Pana że żaden Luksemburczyk przy zdrowych zmysłach
nigdy niczego takiego nawet nie postulował. Jakie jest logo Szwajcarii?
Norwegii? USA do których od zawsze ciągną marzyciele tego świata? Zna Pan
hasło leżące u podstaw oszałamiającego sukcesu SIngapuru? Ja nie znam.

Panie Jerzy - pytanie nie brzmi czy ktoś zrobi spójną kampanię promocyjną
dla Polski. Pytanie brzmi, czy spójna kampania promocyjna jest Polsce
potrzebna. Komu, poza naturalnie branżą PR? I do czego konkretnie?

Proszę mi nie brać tego za złe - wiem że zachowuję się jak czarna owca ale
czasem warto zadać sobie niewygodne pytanie nawet wówczas gdy chcielibyśmy
aby odpowiedź była zgodna z naszymi oczekiwaniami i oczywista. Polska nie
jest produktem. Może być w najlepszym przypadku opakowaniem zyskującym na
prestiżu na skutek sukcesu produktów które w nią zapakujemy.

Z wyrazami szacunku

t.
 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
I co Państwo na to ?
Komentarze (7)
A w Wenecji - wieszają
 Oceń wpis
   

Jeżeli Wam się wydaje, że w Polsce w Warszawie ma miejsce rozpasanie wielkoformatowych reklam wieszanych na budynkach to jesteście w bardzo, ale to bardzo grubym błędzie.

Oto Marek&familia  pojechał na wywczas do Włoch. Ponieważ był niedaleko, skręcił przy okazji do Wenecji – znacie te klimaty ? W programie oczywiście chodzenie i obowiązkowy rejs kanałem – mega drogim tramwajem wodnym (koszt 10eu od głowy) Bo tam w tej Wenecji - trzeba Wam wiedzieć - naprawdę niemiłosiernie i skutecznie koszą turystów.

Więc jednym z pkt. było oglądanie Mostu Westchnień http://pl.wikipedia.org/wiki/Most_Westchnień, który łączy Pałac Dożów (Palazzo Ducale) http://pl.wikipedia.org/wiki/Pałac_Dożów z więzieniem; to takie najbardziej oblegane miejsce wycieczek w tym mieście. Miejsce znane z albumów, przewodników, filmów o Jamesie Bondzie oraz naszego ukochanego internetu.

więc ta perspektywa wygląda dziś tak:

w głębi tak:

... a w naturalnej naturze wygląda tak:

Przyznacie Państwo, że ta robota marektingowa robi stosowne wrażenie - Sisley górą, a raczej ścianą.
Nie chciałbym jednocześnie aby niniejszy wpis posłużył jako amunicja public relations firmom zajmującym się wieszaniem wielkoformatowych siatek na domach. Ponieważ patrzę po drodze do pracy na jamnika któremu wchodzi od przodu miękkię a z tyłu wychdozi twarde to  mam jednocześnie nadzieję, że nie zobaczę nigdy siatki na fasadzie Zamku Królewskiego lub Arkadach Kubickiego (myślę, że to jest łakome miejsce dla tego typu inicjatyw) jak również na Wawel - choć skondinąd wiadomo, że mieszkańcy królewskiego grodu,  nad wyraz cenią sobie kontakt z monetę. Więc kto wie....       
Komentarze (4)
Naziemność i 2.0
 Oceń wpis
   

W kolejnych latach branża public relations w naszym kraju będzie stawała się coraz ważniejsza w komunikacji marketingowej – pewnik pewników. Cała reszta – dotycząca myśli strategicznej, instrumentarium, pomiarów efektywności pracy, systemów jej oceny i  rozliczania to kwestie zasadnicze, ale mniej lub bardziej precyzyjnie opisane w różnych podręcznikach.

Wyzwaniem nadrzędnym będzie odnajdywanie się nas (marketingowców) i naszych klientów w  możliwościach jakie dają nam klasyczne (nazwijmy je „naziemne techniki”) public relations - bo to cały czas działa ! Ale również w powiązaniu ze wszystkimi nowatorskimi ideami jakie  każdego dnia przynosi nam światowa myśl internetowa (polska w tym względzie jest nader uboga).
 
Z tego wynikające ciągłe tworzenie jeszcze szybszych kanałów komunikacyjnych; które być może są chwilową modą, a być może stałym trendem - by nie rzec obowiązkowym narzędziem komunikatora. Z tego wynikają zaś różnorakie zmiany i przewartościowania – choćby na rynku mediów tradycyjnych.
 
O ostatecznym zwycięstwie będzie decydowało kilka czynników:
 
a/ umiejętne korzystanie z klasycznych narzędzi public relations;
 
b/ umiejętne korzystanie z możliwości komunikowania się jakie stwarza przestrzeń internetowa oraz wychwytywania trendów, zmieniających się przyzwyczajeń;
 
c/ świadomość konieczności oraz umiejętności  harmonijnego łączenia tych wysiłków – ich „linkowania”. Zatem tworzenie „trójkątów kompetencyjnych” w ramach określonej strategii public relations  już staje się kluczową umiejętnością w procesie komunikacji. Powiązanie tego w: czytelną, logiczną i skuteczną strategię: „naziemną” i 2.0
 
(dot. media relations, ale to są własnie wyzwania komunikacyjne) 
 
 
Polskie środowisko public relations w ostatnich latach przechodzi głębokie przemiany: organizacyjne, mentalne, edukacyjne. Owszem, w porównaniu do USA czy też rynków zachodnich jesteśmy nieco zaściankowi – szczególnie w podstawowym rozumieniu istoty podejmowanych działań public relations = możliwości i szans. Ale ta różnica nie jest już tak dramatyczna jak dziesięć lat temu.   
 
Doświadczamy również przemian podstawowych, dotykających najbardziej delikatnych sfer naszego funkcjonowania. Przykładem niech będzie publiczna dyskusja jaka rozwinęła w ostatnich miesiącach, odnosząca się do problemu w jaki sposób naszą pracę oceniają  interesariusze. (list ZFPR oraz dokument pt. „Siedem grzechów głównych”).
 
Więc oczywistym jest, że mamy swoje problemy, ale kto ich nie ma ?  Polskie public relations coraz bardziej – samo z siebie – profesjonalizuje się; jesteśmy też  profesjonalizowani przez otoczenie.  My sami coraz lepiej zdajemy sobie sprawę kim jesteśmy, co robimy, jakie oczekiwania są nam stawiane.
 
Kryzys z którym wszyscy „walczymy” od kilkunastu miesięcy, ma oczywiście wpływ na zachowania rynku, agencji i konsultantów, mam jednak wrażenie, że ci od polskiego pr zachowują się raczej rozsądnie i spokojnie.
Być może to jest najważniejszy dowód na to, że jesteśmy już dorośli.
Komentarze (0)
Przestańcie się nami wycierać !
 Oceń wpis
   

Branża public relations in gremio wreszcie zaprotestowa. Powstał list otwarty firmowany przez Związek Firm Public Relations, a sygnowany przez przedstawicieli naszych poszczególnych organizacji i środowisk. Sam się również pod tym podpisałem. W czym więc sprawa ?

 

Zacznijmy więc od początku. Jak się doskonale wszyscy orientujemy od dłuższego czasu walka polityczna nie tylko w Polsce ale i na swiecie zmienia się w specyficzny show, gdzie sążniste programy partii, raczej znaczą niezbyt wiele; Bardziej efektywne są  figury semantyczne, donośność głosu z jaką wypowiada się mysl oraz zarzut: prawdziwy lub nie, jaki formułuje się wobec drugiej strony. Ponieważ sceną do tych wystąpień są nowoczesnie sprofilowane media, dzisiejsi politycy nie mając wyjscia, na ogół wpisują się w scenariusz obowiązujący w oferowanych im ramach programowych. Gdyby tego nie robili – psa z kulawą nogą nie uświadczyłoby się na kolejnej konferencji w „sprawie”.

Bywają jednak momenty gdy najsprawniejsi mówcy (a tych jest stosunkowo mało) tracą wątek – klasycznie zapętlając się.  Nie jest to jednak w istocie żaden dla nich problem, zawsze jako last chance można użyć pistoletu w postaci stwierdzenie, odmienianego na dowolne sposoby, że to: sztuczki public relations, czarny pr, tylko pr, oszukańcze jak ten cały wasz pr  jeden wielki pr, ściema pr  etc. Ponieważ owe przemyślenia, wypowiadane są najczęściej w kontekście negatywnym jako pocisk wystrzelony w kierunku wroga, naturalnym jest, że tak naprawdę na tej retoryce głównie cierpi wizerunkowo moja branża.

Pod koniec dnia okazuje się, że to my jesteśmy: odrażający, brudni, źli. Co gorsza takie frazy można znaleźć coraz częściej w ustach osób, które raczej ocenialibyśmy jako merytoryczne, obiektywne, wewnętrznie harmonijnie ukształtowane i znające swoją wartość. Przenika więc ten negatywny wzorzec głębiej i głębiej.

Nic więc dziwnego, że jako środowisko zaczynamy mieć tego elementarnie dosć. Mówimy więc delikatnie: Panie i Panowie, przestańcie się nami wycierać ! Jeżeli faktycznie wierzycie w to, że kolejna pyskówka medialna da lepszy efekt niźli prawdziwe przekonania, program wyborczy, działanie na rzecz społeczeństwa, powiem więcej -  na rzecz dobra ogólnego – mylicie się. Jesli sądzicie, że znalezienie sobie czarnego luda (tego wrednego pr) jako panaceum spadek popularności w takim czy innym sondażu to błądzicie jak ślepcy.  

My (ci od public relations) zajmujemy się komunikowaniem społecznym. Działamy wedle różnorakich kodeksów, również jesteśmy obywatelami funkcjonującymi wedle uregulowań  i prawa (tak jak i inne zawody nie tylko usługowe). Jako branża pracujemy na rzecz rynków: towarów, usług, idei, ludzi. To są nasze podstawowe funkcje. Jestesmy jak każda inna grupa społeczna w tym kraju. Po prostu pracujemy.

Komentarze (8)
ul. Nowoursynowska 139
 Oceń wpis
   

Ul. Nowoursynowska 139 w Warszawie wystąpiła o swoje prawa. Mieszkańcy tego budynku na postanowili zawiązać wspólny front przeciwko developerowi, który był realizatorem owej inwestycji.

Rzecz idzie o akty notarialne. Z nich wynika elementarna pewność posiadania mieszkania przez rodziny i ludzi tam żyjących. Sprawa zatem dotyczy jednej z najpoważniejszych sfer życia ludzkiego – w tym przypadku – prawnej pewności, iż posiada się dach nad głową.  

Mieszkańcy Nowoursynowskiej 139 podeszli bardzo profesjonalnie do tego przedsięwzięcia od strony marketingowej. Stosują różnorakie narzędzia aby informacja o ich krzywdzie dotarła do jak największej liczby odbiorców. Mamy więc tu mix: techniki ATL, public relations, marketingu szeptanego oraz obecność w sieci. Zbudowali mocną, widoczną i słyszalną społeczność pokrzywdzonych.
 
Nie mam żadnych wątpliwości, iż „kampanię” tę tworzyli ludzie kompetentni i ukierunkowani by dopiąć swego. (Nawiasem mówiąc owe akty notarialne należą im się jak psu woda !) Mający zidentyfikowany problem oraz oponenta. Abstrahując od istoty tego problemu - są znakomitym przykładem dla innych  małych i dużych grup społecznych, że w dzisiejszych czasach są narzędzia aby przedstawiać swoje racje, budując tym samym poparcie. To jest oczywiście niezbędne aby wygrać/załatwić sprawę; albo przynajmniej mieć pewność, że uczyniło się wszystko by tak się stało.
 
 
Nowoursynowska 139 to wręcz definicyjny przykład działań – społeczeństwa obywatelskiego; gdzie bez żadnych zachęt, inspiracji ze strony jakichkolwiek oficjalnych organów reprezentowanych, ludzie  zbierają się aby realizować „wspólne dobro”. Nowoczesne, dostępne i tanie techniki komunikacyjne  umożliwiają takie działania.
 
Osobną sprawą jest to czy tym ludziom uda się dopiąć swego ? Aby była pełna jasność, osobiście nie znam nikogo z tego budynku – po drodze zobaczyłem banery i czerwone szmatki powywieszane na balkonach jako zaświadczenie, iż w tym miejscu dzieje się krzywda.     
Komentarze (3)
Polerowanie historii by Erica Steinbach
 Oceń wpis
   

Wsłuchuję się w słowa prof. Bartoszewskiego w sprawie powiernictwa pruskiego i Eriki Steinbach, która komentuje, co uczyni za trzy tygodnie, trzy miesiące bądź trzy lata … i jakoś nie mam jakichkolwiek wątpliwości, że zrobi co deklaruje – zajmie ów wolny póki co fotel; choć jak sama twierdzi jej duch już tam zasiada.

Widziałem film Walkiria o zamachu na Hitlera dokonywanym przez von Stauffenberga. Wyszedłem z niego z nader mieszanymi uczuciami. Ani w sensie hollywódzkim dobry, ani w historycznym pełny, ani w sensie budowania  porozumienia między narodami uczciwy.

Nie jestem politologiem ani dyplomatą – moim światem jest marketing i public relations. Więc wyłącznie z tej też perspektywy jestem w stanie - starać się dokonać oceny.  Ta jest następująca – mamy do czynienia z długofalowym procesem , który roboczo nazwijmy marketingiem historii; choć zdaję sobie sprawę, że niebezpiecznie naciągam definicyjność marketingu. Więc pewnie bardziej zasadne jest okrelenie tego co rozgrywa się aktualnie jako czarnego, historycznego public relations. Przez czarny public relations rozumiem po prostu, powolne, metodyczne fałszowanie historii.

W książce Normana Daviesa „Europa Walczy” posród wielu zamieszczonych zdjęć jest jedno, które zrobiło na mnie szczególne wrażenie.  Jurgen Stroop (był specjalistą od walki z partyzantami w podbitych krajach;  był również bohaterem książki Kazimierza Moczarskiego „Rozmowy z katem ) m.in. odpowiadał za zdławienie powstania w warszawskim gettcie. Ujrzałem na tej historycznej fotografii „wypasionych”, uśmiechniętych, pewnych w swojej bucie niemieckich żołnierzy; w lsniących jak lustra weneckie oficerkach. Doskonałych w sztuce niszczenia, gwałcenia i mordowania;

Takich zdjęć (znacznie bardziej przemawiających do wyobraźni), książek, filmów jest bardzo wiele, zaswiadczających jak naprawdę wtedy było . Ale generowana  jest nowa estetyka historyczna - polityczna, filmowa, książkowa, gry komputerowe, które kształtują wiedzę  młodego pokolenia. Bezczelnie tworząc na nowych warunkach przestrzeń do dyskusji o przeszłości.  Holywodzka "Walkiria" jest właśnie przykładem (mimowolnego lub nie) głupawego polerowania przeszłości.

My jako naród nie do końca potrafimy dbać o swoją spuściznę; z jakiegos powodu wydaje nam się, że wszyscy na całym swiecie powinni wiedzieć, że podczas drugiej wojny swiatowej zostaliśmy najechani przez Niemców i Rosjan; że wszyscy powinni wiedzieć, iż miało miejsce Powstanie Warszawskie i aby odróżniano je od Powstania w Gettcie, że w naszym kraju były ulokowane obozy zagłady, założone przez Niemców, a nie Polaków – jak czasami różni bezczelni podnoszą za granicą.

Więc, My Polacy, nie możemy odpuszczać choćby na milimetr steinabachopodobnym w Niemczech i gdziekolwiek na swiecie.  Jeśli przez zaniedbanie tak uczynimy nasze wnuki za pięćdziesiąt, góra za sto lat będą oskarżane przez Niemców i nie tylko, że to Polska rozpętała drugą wojnę swiatową. Sądzicie Państwo, że to niemożliwe ? Wszak to Goebels ukuł definicję, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.

Nie mam pojęcia czy „Europa Walczy” została przetłumaczona na język niemiecki – jeśli by się okazało, że tak wysłałbym po egzemplarzu do każdego członka Bundestagu. Na powiernictwo nie marnowałbym pieniędzy – oni wiedzą jak było. Po egzemplarzu, w kolejnych unijnych językach przekazałbym euro deputowanym do Brukseli. Tam w co najmniej dwóch miejscach są opisywane przesiedlenia i deportacje jakie w czasie wojny miały miejsce w Europie – sądzę, że w miarę obiektywnie.

Nie mam żadnych wątpliwości, że polski rząd ustami prof. Bartoszewskiego, siłami MSZ/u, działaniami min. Sikorskiego i wypowiedziami prezydenta Kaczyńskiego – jasno przedstawia nasze  stanowisko w tej sprawie - ale powinien to być wycinek działań w tej sprawie.

Druga część aktywności, znacznie mozolniejszych, kosztowniejszych i rozciągniętych w czasie winna być nakierowana na społeczeństwo niemieckie – w szczególności na młode pokolenie. Tych, którzy będą za kilka/kilkanaście lat elitą polityczną, gospodarczą, kulturalną, artystyczną, sportową. Jakie aktywności ? Szeroko pojęte edukacyjne !Inaczej tego nie załatwimy. musimy zdobyć serca młodych Niemców – wspólnie szczerze rozmawiając m.in. o naszej wspólnej trudnej historii – nie ma innego wyjscia.

Steinbach możemy wyłącznie blokować dyplomatycznie ale jest to rozwiązanie wyłącznie taktyczno/techniczne. Tak naprawdę musimy zdobywać serca młodych Niemców; Powtarzam - wspólnie szczerze rozmawiając m.in. o naszej trudnej historii – nie ma innego wyjscia.

Nawiasem mówiąc sprawa Steinbach, pokazuje w soczewce jak te nasze relacje z Niemcami są kruche, delikatne; jak łatwo nas urazić i obrazić. Bo przecież prawda jest również taka, że Niemcy robią od wielu lat dużo by odkupić swoje winy – również wobec nas – Polaków.

Steinbach swoim działaniem niweczy wieloletnie starania światłej części rządów Niemiec – byłych, aktualnego i przyszłych. Steinbach powoduje naszą niechęć wobec Niemców. To nie jest dobre.

Komentarze (23)
1 | 2 | 3 |
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię