Kolęda PZPN
 Oceń wpis
   

Zarząd PZPN nagrał kolędę świąteczna dla Radia Zet, słowa napisał Rafał Bryndal. Występuje zarząd wraz z wiodącym głosem prezesa Grzegorza Laty. Nie chcę przy tej okazji wkraczać w rozważania dotyczące piłki nożnej i roli PZPN w budowaniu tego świata w naszym kraju - idą święta.

Oczywistym jest, że to działanie to jeden z małych elemencików (bardzo nie lubię tego zwrotu) służący ocieplaniu wizerunku, tego stowarzyszenia sportowego - targanego różnymi wichrami i mającego raczej złą niż dobrą prasę. 

W sumie dobrze panowie dla siebie zrobili decydując się na taką produkcję, choć czasami głos nie pdoawał tak jak powinien temu czy innemu działaczowi. Suma sumarum - dobre chęci...

Tu kolęda PZPN www.radiozet.pl/Programy/Nie-Do-Zobaczenia

Komentarze (2)
Logo Euro 2012
 Oceń wpis
   

Niedawno zaprezentowano szerokiej publiczności, nowe – obowiązujące logo mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r. Od razu wzbudziło szereg kontrowersji i komentarzy,  od skrajnie negatywnych po co najmniej ciepłe. 

 

Uznaję to za normalny stan rzeczy – na ogół wszystkie dyskusje o nowym logo, podnoszą temperaturę dyskutantów.  W tym konkretnym przypadku dyskusja jest co najmniej ogólnonarodowa bowiem Euro 2012 w Polsce i Ukrainie to projekt ze wszech miar przełomowy i historyczny 

Jakie ograniczenia mieli  więc projektanci tego znaku ? Mieli ich bardzo wiele: geograficzne, polityczne, historyczne, kulturowe, sportowe, ściśle graficzne oraz te, które prawdopodobnie narzuciła wykonawcy UEFA.   Więc suma oczekiwań i kompromisów jakie musiały być zawarte jest bardzo duża.

 Pytanie czy to logo jest dobre czy złe ? Każdy oceniający w Polsce, na Ukrainie w Europie najczęściej  ma inne w tym względzie zdanie i dobrze. Bo taka naprawdę pokazuje prawdziwą wartość jakie te kreski i kolory dla nas mają. Szczególnie dla nas - ludzi mieszkających w tej części Europy.  Dla mnie osobiście w tym logo jest czegoś za dużo i czegoś za mało.  Ale co najważniejsze - jest również wszystko to co powinno być. Zresztą odsyłam Państwa do publikacji i opinii zebranych na www.wirtualnemedia.pl/artykul/logo-euro2012-pokazuje-ze-polska-jak-i-ukraina-naleza-do-europy

Już za kilka dni, najdalej tygodni dyskurs ten ustanie. Czy się komu podoba czy nie,  logo to, będzie pokazywane, nadrukowywane, prezentowane -  w niewidoczny i bezinwazyjny sposób, przesączy się do naszej wspólnej świadomości jako  fantastyczne wydarzenie, które wraz z Ukrainą zorganizujemy, na wspaniałych i nowoczesnych stadionach. Służąc gościną dziesiątkom tysięcy kibiców z europy i świata.

Gdy słyszę więc dziennikarski komentarz, że to logo przypomina kapuściany głąb– bo w środku „jest okrągło” przystaję w pół kroku głęboko zadziwiony.  Cóż każdemu okrągłe może się kojarzyć z czym innym. Faktycznie - krągła może być rzeczone warzywo;  ale okrągła może być kula ziemska, słońce, koło, piłka służąca do gry w „nogę”.  Wiele rzeczy jawi się nam okrągłymi lub kanciastymi – myślę więc sobie wtedy - każdy widzi w okrągłym to co chce zobaczyć; a nie widzi tego co powinien.

 

Więc ja widzę w tym logo autentycznie pozytywne przesłanie  dla nas wszystkich;  dotyczące nas wszystkich.   

 

Komentarze (6)
Rzecznik prasowy - wyzwanie dla najlepszych
 Oceń wpis
   

Niedawno, miesięcznik Press, już siódmy raz,  stworzył ranking polskich „antyrzeczników” prasowych. Kryterium jakimi posługiwali się oceniający – 38 dziennikarzy było dość proste -  możliwość w miarę bezkolizyjnego pozyskania informacji od danego rzecznika reprezentującego daną instytucję.

Najkrótsze podsumowanie tego raportu brzmi tak:    „Zamiast kształtować i wyjaśniać politykę swej instytucji, blokują dostęp do informacji, zamiast ułatwiać kontakt ze swoimi szefami, bronią ich przed dziennikarską zarazą”  www.press.pl//lewa_strona/pokaz.php

Dlaczego zatrudnia się rzecznika prasowego ? aby jego osoba stanowiła definiowalny i łatwo osiągalny kontakt dla zainteresowanych; aby pełnił funkcję łącznika pomiędzy organizacją, a światem zewnętrznym ; aby realizował politykę wizerunkową, sprzedażową;  aby był osobą zarządzającą  informacją kryzysową, aby czasami też by chronił swoich mocodawców przed natarczywymi lub nie do końca wygodnymi pytaniami - np. takimi na które nie można udzielić odpowiedzi bo są np. tajne.

Generalnie więc jest to praca: bardzo trudna i bardzo niewdzięczna; wręcz  wyczerpująca emocjonalnie, intelektualnie i czasowo.  Raczej trzeba się jej poświęcić, nie da się jej wykonywać wyłącznie w określonych godzinach i opisanych regułach.  Ludzie wykonujący ten zawód nie mają spokoju. Przystępując więc do uprawiania tej profesji należy pamiętać o jej cieniach.

Oznacza to, że nie każdy może i powinien pełnić taką funkcję. Koszta nieudanego eksperymentu są bardzo wysokie dla wszystkich stron.  Mają istotny wpływ na postrzeganie organizacji przez środowiska zewnętrzne (negatywny); mogą również spowodować degradację zawodową danej osoby, która podjęła się pełnienie tej  funkcji.

Kto więc może zostać rzecznikiem prasowym ? Na bardzo dokładny opis oczekiwań jakie formułowane są wobec potencjalnych rzeczników prasowych natknąłem się na portalu gazetapraca – chętnych odsyłam zatem do tej lektury 

http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,74896,2973650.html

Pomijając umiejętności ściśle merytoryczne (dogłębna znajomość funkcjonowania mediów) Dochodzą  do tego różne bardziej miękkie cechy:  pochodne charakteru, wychowaniu, szeroko pojętej inteligencji, kultury osobistej, doświadczenia życiowego, asertywności, ale dodam również swoistego sprytu i umiejętności przewidywania rozwoju sytuacji. To chroni  choćby przed  zapędzeniem w pułapkę zastawioną przez dziennikarza. Nie zawsze przedstawiciel mediów takową zastawia, ale takie przypadki również mają czasami miejsce  Do tego: cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości…

W naszym kraju jest co najmniej kilka, kilkanaście posad „rzecznika prasowego”, które wymagają szczególnej odporności, grubej skóry i różnorakich umiejętności interpersonalnych. Zresztą posiadanie owych najwyższych kompetencji, bynajmniej nie gwarantuje powodzenia wykonywanej misji.

Do jednego worka „wrzuciłbym” posadę rzecznika: rządu, Ministerstwa Zdrowia, kilku innych ministerstw i dodatkowo NFZ/u, PZPN/u. W ich przypadku większość uprawianej komunikacji to reaktywne działanie wobec kolejnej i kolejnej sytuacji kryzysowej.   Czyli bez względu na porę dnia i nocy, podejmowana  próba wyjścia z kolejnego impasu komunikacyjnego.

Generalnie - wszelkie rzecznictwo prasowe - świadczone na rzecz urzędów centralnych i różnorakich agend rządowych to bardzo trudny i niewdzięczny kawałek chleba. Jest bardzo mało przestrzeni na realizację własnych pomysłów za to mnóstwo formalnych ograniczeń i wręcz permanentny niedoczas. Na ogół, rzecznicy poszczególnych urzędów stoją dość nisko w strukturze co jeszcze bardziej utrudnia im sprawne funkcjonowanie - ci ludzie mają najtrudniej. Zupełnie osobną kwestią jest to, że część wymienionych w „antyrankingu” miesięcznika Press rzeczników – po prostu do tej funkcji się nie nadaje, bo najczęściej trafili na swoje stanowiska przez przypadek. … bo ktoś musiał to „wziąć” więc kogoś wyznaczono bez głębszej refleksji jak również dokładnego opisu stanowiska.

Na naszym branżowym portalu informacyjnym proto.pl jest bardzo dużo informacji o tej profesji i wywiadów z praktykami zawodu. Jeśli ktoś się interesuje tym tematem warto zapoznać się z tymi materiałami.

www.proto.pl/szukaj_main3

Nie każdy może być rzecznikiem prasowy, nie każdy jednak o tym wie. Nie każdego powinno się na to stanowisko promować, ale nie każdy pracodawca zdaje sobie z tego sprawę.

Czy można być dobrym rzecznikiem ? Tak, ale pod jednmym podstawowym warunkiem, że się lubi swoją pracę..

Komentarze (0)
Polski rząd jest nieporadny w działaniach public relations
 Oceń wpis
   

Mija właśnie druga rocznica powstania rządu gabinetu Donalda Tuska. Jedną z cech tego rządu – bardzo chętnie podnoszoną przy różnych okazjach przez opozycję – jest absolutna biegłość w uprawianiu marketingu i public relations w szczególności.

Często nawet padają stwierdzenie, że tylko w tych działaniach, aktualny rząd jest skuteczny, a nawet zbyt skuteczny.   Zarzut ten jest formułowany tak wobec  rządu, Platformy Obywatelskiej jak i premiera Donalda Tuska. Nie jest to prawda. Więcej - jestem przekonany, że aktualny rząd jest wielce nieporadny w tych kwestiach.

Dzieje się tak, ponieważ rząd nie ma spójnej, długofalowej, logicznej strategii działań marketingowych czy też public relations.  Nawet jeśli ją ma, to nie dysponuje profesjonalną strukturą wykonawczą, która dzień po dniu wykonuje mrówczą pracę.

Generalnie Prezes Rady Ministrów, poszczególni członkowie jego gabinetu, ich rzecznicy głównie zajmują się obsługą kolejnych sytuacji kryzysowych. Można by zaryzykować twierdzenie, że minimum 90% czasu poświęconego przez każdego z nich na rzecz komunikacji społecznej to „gaszenie kolejnego pożaru”. Owe pozostałe 10%  czasu to podejmowanych aktywności z próbami  przebicia się do oczu i uszu opinii publicznej – i najczęściej są to wyłącznie próby.

Polski rząd, jak zresztą każdy w demokratycznym społeczeństwie jest żelaznym zakładnikiem mediów. Nie może bez nich żyć, ale tez nie ma na nie żadnego wpływu (przynajmniej na te prywatne). Tym samym to wszyscy politycy (również rząd) muszą się dostosowywać do obowiązujących warunków, a nie odwrotnie; te zaś się bezustannie się zmieniają.

Media podążając ku tabloidyzacji  spłycają jakość i treść przekazu; dodatkowo skracając go niemiłosiernie. W istocie polują  na źródła niskich emocji – bo tylko takie są w stanie przyciągnąć publikę - zła waluta informacyjna wypiera dobrą.  Chcąc więc cokolwiek powiedzieć, czy to się podoba czy nie, polityk z definicji musi się przygotować na konfrontację ze „światem barbarzyńców żyjącym z bieżączki” -  rząd  również.

Witamy więc w świecie publicity: naskórkowych, szybkich, prostych kontaktów z mediami, które nie budują czegokolwiek poza króciutką obecnością w mediach.  Jednym z mistrzów tego stylu w Polsce był były minister finansów Grzegorz Kołodko. Na konferencji prasowej występował albo z nożyczkami, którymi chciał ciąć budżet albo z bochenkiem chleba który sprawiedliwie dzielił albo z dzwonkiem, którym w jakiejś sprawie dzwonił. Tak zapamiętano min. Grzegorza Kołodko.

Ideę tą rozwija i udoskonala dziś wielu polityków.  Oczywiście mistrzem wszechwag jest Janusz Palikot, który w pewnym momencie swojego życia politycznego skupił się głównie i wyłącznie na podpieraniu się różnorakimi szokującymi gadżetami. Jestem zresztą przekonany, że jeśli będzie miał w przyszłości marzenie lub okoliczność by zająć jakąś znaczniejszą pozycję w polityce, odbije mu to się głęboką czkawką. Oponenci jako kontrargumentację będą używali jego akcesoriów przeciwko niemu, ale to zupełnie inna sprawa.

Problem polega więc na znalezieniu odpowiednich  metod, które przekładają się finalne proporcje. Aktualny rząd koalicyjny PO/PSL takich nie znalazł. Nie potrafi komunikować się ze społeczeństwem, nie potrafi opowiadać o swoich sukcesach, nie potrafi powiedzieć co zamierza i co z tego ma szansę się udać, a co raczej będzie trudne do przeprowadzenia.

Więc:

Kryzys ekonomiczny. Pamiętam konferencję prasową premiera Tuska z siedziby warszawskiej giełdy gdzie za jego plecami wyświetlana była mapa europy. Polska była na zielono, reszta krajów na czerwono. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nie zrobiono w tym momencie kampanii reklamowej w innych krajach gdzie głównym przekazem byłoby hasło „My jesteśmy na plusie !”  Wystarczyłoby użyć tej grafiki z mapa europy by dla wszystkich było jasne w jakim miejscu jest Polska. Brak działań w tym zakresie to jedno z najważniejszych zaniedbań komunikacyjnych obecnej ekipy rządzącej. Mieliśmy swoje 5 minut - nie wykorzystane. Dziś każdy jest mądry – kryzys mija albo już minął.

Orliki – uważam, że to również jedno z najbardziej zaniedbanych komunikacyjni e przedsięwzięć polskiego rządu.  Dlaczego ? Bardzo proste – historycznie nie było w naszym kraju tak systemowego rozwiązania dającego dzieciom przestrzeń do uprawiania sportu( piłki nożnej).

Jeśli rząd nie jest w stanie, ja chętnie wytłumaczę o co chodzi, bo sprawa jest banalnie prosta.

Sprowadza się to do tego, że już teraz redukowana jest ilość dzieci, które w przyszłości będą podlegały wykluczeniu społecznemu. Zamiast zajmować się: piciem piwka, włamami do piwnicy, rzucaniem kamieniami w podwórkowe koty ergo pędzeniem życia występnego i głupiego - poznają smak życia z nadzieją.  Od Orlików dostają: poczucie rywalizacji, rozwoju fizycznego, działania w grupie, przebywania w świecie budującym poczucie własnej wartości. Jednym słowem otrzymują szansę na lepsze życie. Przy okazji może uda się znaleźć paru piłkarzy, którym w 2018, podczas meczy z Anglią piłka będzie się kleiła do nogi wychowanko Orlików - choć to najmniej ważne w tym wszystkim.

Irak oraz uzawodowienie armii: udało się wyprowadzić nasze wojsko z bezsensownego Iraku z czym nie dali sobie rady poprzednicy. Udało się zbudować zręby systemu armii zawodowej opartej na młodych ludziach, którzy swoją przyszłość wiążą z wojskiem.

Teraz w Polscy żołnierze znaleźli się w nowej rzeczywistości   – w różnych aspektach, bardziej profesjonalnej. Bo otoczenie (NATO)wymusza nowe umiejętności; bo coraz lepszy sprzęt dopuszcza do siebie wyłącznie lepiej wykształconych i przeszkolonych; bo misje zagraniczne uczą tego czego  najlepszy krajowy poligon nie jest w stanie zaoferować.

PZU/Eureko: rozwiązano jeden z największych problemów polskiej gospodarki ostatnich lat; bardzo drogi klincz biznesowy w którym trzymana była jedna z największych polskich firm.  Sprawa załatwiona;  przeszło raczej prawie bez większego echa, a historycznie łamali sobie na tym zęby najtwardsi i najsprytniejsi.

Stadion Narodowy – czy pamiętacie Państwo stadion X lecia, tłumy Wietnamczyków, Chińczyków, Rosjan, Ukraińców, naszych i kogo tam jeszcze.  Do tego to biadolenie, miałczenie, marszczenie, narzekactwo, że nie ma w Polsce porządnego stadionu piłkarskiego na miarę naszych aspiracji i możliwości. Jak ktoś będzie miał czas niech podjedzie kiedyś na plac budowy i zobaczy co tam się dzieje; ile dźwigów stoi i ciężarówek jeździ ilu robotników pracuje – nie ma wstydu ! Szykuje nam się jeden z najnowocześniejszych obiektów w tego typu w europie.

„Reforma szkolna dla sześciolatków” – jeśli rodzice chcą, mogą posłać swoje sześcioletnie dzieci do szkoły i ci świadomi to robią – wystarczy poczytać różnorakie fora internetowe. Jakoś nikt jednak  nie raczy pamiętać, że jesteśmy narodem, który najpóźniej wysyła dzieci do szkoły, a ludzi najwcześniej na emeryturę. Więc być może to działanie jest jedno z bardziej wizjonerskich jakie podjął polski rząd. Może właśnie w ten sposób zaczniemy się przymierzać do produkowania przyszłych noblistów.

Autostrady/drogi – udało się podpisać wreszcie wiele umów na budowę kolejnych odcinków. Ta robota zaczyna wreszcie jakoś iść.

Ustawa o dostępie do szerokopasmowego Internetu – nowy dokumentbudujący strukturalne mechanizmy objęcia całego kraju dostępem do Internetu. Bo co dziś decyduje o rozwoju – Internet.

Dlaczego informacje o tych ewidentnych osiągnięciach nie dotarły do opinii publicznej ? Przecież każde wymienione wyżej działań to  z punktu widzenia działań public relations – przepraszam za określenie – to ewidentne samograje. To bardzo proste - nie wykonano w tym względzie normalnej pracy z która poradził by sobie pracownik średniego szczebla dowolnej agencji czy też firmowego działu komunikacji .

Politycy w Polsce generalnie nie dowierzają marketing owcom; nawet jeśli się z nimi kontaktują szukając porady na ogół kiwają głowami ze zrozumieniem głowami , później starając  się raczej nie realizować  instrukcji.

Jak większość społeczeństwa nie wiedzą czym tak naprawdę jest public relations, utożsamiając te wysiłki właśnie z publicity lub czymś co roboczo nazywane jest czarnym pr.  To myślenie i taki styl jest niestety dominujące w uprawianiu marketingu na rzecz polityki.

Komentarze (11)
Nasz Bieg Niepodległości
 Oceń wpis
   

Widzieliśmy na klasycznym rowerze damka, pomknęła uśmiechnięta od ucha do ucha zakonnica, poły jej habitu furkotały wesoło. Ona niczym sprytny slalomista mijała biegacza za biegaczem.  

Pan z dwójką bardzo małych dzieciaków truchtał spokojnie - trzymali swój delikatny rytm. Super twardziel o dwóch kulach śmigał nad mokrym asfaltem ulicy. Inny skulony pod deszczem i wiatrem naciskał koła swojego wózka inwalidzkiego mocnymi ruchami. Biegło dużo młodziaków, dużo średniaków i wielu seniorów. Jedni mieli sylwetki sportowe inni ich nie mieli – nie ważne. Każdy z nich miał te swoje 10 kilometrów Biegu Niepodległości przed oczami, w nogach, ale tak naprawdę wielu miało w sercu.

Prognozy meteo przed 11 listopada były nader słabe – bardzo zimno, wiatr i deszcz - jak to w polskim klasycznym listopadzie. Ktoś tam mówił w tv, że lepiej gdybyśmy mieli taki dzień wolności: w czerwcu, lipcu czy sierpniu – bo byłoby cieplej, a i radośniej. Fakt pewnie byłoby cieplej, ale mamy nasze Święto Niepodległości w listopadzie i trzeba brać je takim jakim jest.  Więc nasze defilady, zmiany wart, przemówienia, rekonstrukcje, rocznice oraz biegi uliczne odbywają się jesienią. Trzeba pobiec w listopadzie co samo w sobie nie jest jakoś specjalnie trudne - zakłada się po prostu więcej warstw na siebie i bardziej uważa się na kałuże.

Poszliśmy więc w te prawie siedem tysięcy luda na Aleję Niepodległości w Warszawie, by stanąć na starcie jednego z najważniejszych biegów ulicznych w naszym kraju XXI Biegu Niepodległości. Jedni mieli założone koszulki w kolorze białym, inni w kolorze czerwonym. Idea była taka by z lotu ptaka widać było naszą flagę narodową. Udało się. Na starcie jedni drugich poprawiali by stanęli w swoim sektorze, bo to bardzo ważne ! „ z góry ma być biało czerwono !” i było.

 

Pytanie można by rzec  podstawowe – po co każdy z nas,  z tych prawie siedmiu tysięcy udał się na godzinę 12tą w środę 11 listopada 2009 na Aleję Niepodległości w Warszawie ?  

Każdy ma oczywiście swoje różnorakie, często osobiste  motywacje. Jedni  biegną dla siebie i za siebie;  inni bo chcą się sprawdzić; ktoś dla towarzystwa, kolejni z potrzeby nauczania bądź pokazywania, nieliczni bo chcą wygrać bądź być w dziesiątce. Ktoś tam…  bo koszulka, bo medal pamiątkowy; są tacy co z definicji biorą udział we wszystkich organizowanych biegach. Każdy z jakiegoś powodu wyszedł z domu by w jesiennym deszczu zaliczyć swoje 10 kilometrów.

Gdyby jednak dokładnie przepytać biegaczy dlaczego to robią, mam głębokie przekonanie, że wątek patriotyczny prędzej czy później gdzieś by się przewinął. Mniej lub bardziej sprecyzowana pamięć o naszych dziadach i pradziadach, którzy bez broni, bez amunicji, bez wsparcia sojuszników - więc większej nadziei – w różnych latach - wychodzili z domów by różnym najeźdźcom i wrogom  do gardeł pazurami się dobierać .

Halina na oficjalnej stronie Biegu Niepodległości napisała: Biegłam pierwszy raz i się bałam, że nie zmieszczę się w dwóch godzinach. Przybiegłam w 1godz 10min 55sek. Jestem szczęśliwa. Ludzie sympatyczni i wszyscy się uśmiechali. Mazurek Dąbrowskiego z tylu gardeł naraz- wycisnął mi łzy. Było i patriotycznie,i radośnie. Z powodu deszczu musiałam zdjąć okulary, bo nic nie widziałam, bez okularów też niewiele. Zawsze się znalazł ktoś, kto poinformował o kilometrach. Żałuję, że zamiast cisnąć się w szatni po worek nie byłam na podsumowaniu i losowaniu w holu głównym. Nie wiedziałam. Jestem szczęśliwa, przyjemnie zmęczona i przyjadę znowu za rok z Fromborka specjalnie na taki bieg.

Komentarze (0)
XXI Bieg Niepodległości - biało czerwona flaga
 Oceń wpis
   

Już za moment w Warszawie  zostanie rozegrany  kolejny XXI Bieg Niepodległości na dystansie 10 kilometrów. Wszyscy uczestnicy mają w tym roku do odrobienia jedno wspólne zadanie – bardzo ważne zadanie.

W  tym roku każdy kto bierze w tej imprezie udział, dostaje od organizatorów koszulkę białą lub czerwoną. Po to by na linii startu, wszyscy uczestnicy  ustawili  się na linii startu w taki sposób, by spoglądając z góry, widać było biało czerwoną flagę - żywą, złożoną z siedmiu tysięcy biegaczy.

Aby udało się ten fantastyczny pomysł zrealizować konieczne  jest zrozumienie i co najważniejsze współpraca ze strony wszystkich biorących udział w tegorocznym Biegu Niepodległości.

„Białokoszulkowcy” powinni ustawić się w jednej części strefy startowej, „czerownokoszulkowcy” w drugiej. Oczywiście organizatorzy i wolontariusze będą pomagać wszystkim biorącym udział wskazując gdzie się ustawić.

Nad strefą startową nad Alejami Niepodległości,  zostanie wypuszczony balon z podwieszonym  aparatem fotograficznym.  Z góry zostaną zrobione zdjęcia, które później będzie można pobrać ze strony:

www.biegniepodleglosci.com

Fajne ? Fajne ! – to tak zróbmy.

(gdyby ktoś chciał się jeszcze zapisać na bieg prosze szybciutko, ostatnie miejsca...)

Komentarze (0)
Bieganie w Buenos Aires i nie tylko
 Oceń wpis
   

W Buenos Aires też można się jeszcze zapisać do Human Race 2009 i wystartować na dziesięć kilometrów. W Polsce ten bieg nie będzie w tym roku organizowany, choć jest możliwość wirtualnej konfrontacji z innymi biegaczami.

 
Można biegać gdzie się chce będąc podłączonym do… tu więcej detali. inside.nike.com/blogs/nikerunning_humanrace-pl_PL/2009/08/03/nike-human-race-2009-biegasz-gdzie-chcesz
 
 
(Argentyńscy garniturowcy - na start !)
 
Jakoś tak się na szczęście zrobiło, że coraz więcej ludzi biega, truchta, przesuwa się do przodu na powietrzu. I jest nadzieja, że z roku na rok tych „truchtaczy” będzie coraz więcej. Oczywiście bardzo dużą rolę (przynajmniej w Warszawie) spełniły różne biegi organizowane praktycznie przez cały rok. Niektóre pod patriotycznymi hasłami jak: Bieg 3 maja, Bieg Powstania Warszawskiego czy już niedługo bo 11 listopada rozegrany Bieg Niepodległościhttp: //www.biegniepodleglosci.com/ , najsławniejszy „ Maraton Warszawski” www.maraton2009.pl/  czy też ostatni bieg uliczny organizowany przez miasto „Biegnij Warszawo” www.biegnijwarszawo.pl/
 
Do tego dodajmy różne mniej lub bardziej formalne spotkania i treningi ze sławnymi sportowcami w rolach prowadzących organizowane gdzieś po parkach czy na alejkach biegowych i mamy coraz bardziej powiększającą się społeczność biegaczy (głównie amatorów)
 
Ta narastająca moda na bieganie to w dużej mierze oczywiście, wysiłki marketingowe czynione przez różne firmy produkujące sprzęt sportowy. Nazwałbym taki marketing – czynionym w wybitnie słusznej sprawie. Sprowadzający się w istocie do odrywania ludzi z przed telewizora i namawianie do dbania o własne zdrowie. W ramach tych wysiłków,dostałem list od Michel’a, który postanowił mi trochę na ambit wejść, a był klasycznym mailingiem – trzeba przyznać, że fajnie skonstruowanym www.ciszewskiblog.pl/
 
Na szczęście jest tak, że również media dorzucają swoje kamyczki do tej wspólnej sprawy. Akcja Polska Biega wyborcza.pl/1,95495,6994944,Twoj_klub__Polska_Biega_.html nakręcana przez dziennikarzy i fanatyków biegania, dziennikarzy Gazety: Piotra Pacewicza i Wojciecha Staszewskiego. Nawiasem mówiąc to kandydatura do jakiegoś małego, naszego lokalnego nobelka w kategorii inspirowania ludzi do dobrego. Telewizja Polska również stała się już chyba naturalnym partnerem medialnym tych imprez, ale tam również bierze się to od ludzi (zarządzających i poszczególnych redaktorów, którzy elementarnie wierzą w sport i w bieganie.
 
 
(wydawanie pakietów startowych w Buenos do Human Race)
 
Media mediami, a marketing marketingiem. Może być już tak, że ludzie w Polsce po prostu uwierzyli w bieganie jako najprostszą i najtańszą formę ruchu. Trochę więc szkoda, że Human Race w tym roku w Polsce jest wirtualny, a w Beuenos Aires - już za chwilę będzie live. Im więcej, profesjonalnych imprez biegowych tym mniej roboty dla kardiologów i psychiatrów.
 
 
Jak mawiają klasycy - w zdrowym ciele, zdrowy duch !
Komentarze (0)
Boca Juniors stadion
 Oceń wpis
   

Do dzielnicy La Boca w Buenos Aires zmierza się w zasadzie z jednego powodu – Atletico Boca Juniors – duma tego miasta. Stadion, jakby na siłę  wciśnięty pomiędzy biedne, robotnicze domki dzielnicy La Boca (jednej z 47 dzielnic Buenos Aires), mieści się przy ulicy Brandsen.

Dotknięcie ręką i poczucie zapachu tych murów to wejście w istotę futbolu, prawdziwych bohaterów muraw piłkarskich, gorących emocji kibiców – to oczywista wizyta w świątynii. Niektórzy chcieli by widzieć dzielnicę La Boca,  jako miejsce z domkami z blachy falistej pomalowanymi w fantazyjne i jaskrawe kolory.

    

co stało się za sprawą wizjonera, malarza - w istocie dobrego człowieka Benito Martin. Jest zresztą w La Boca muzeum z jego pracami, wmurowana tablica w ścianę jednego z budynków, co najważniejsze ogólny szacunek...

I oczywiście kolory kolorami, ale piłka najważniejsza. W Wikipedii bardzo dużo o Boca Juniors,  historii, statystykach i tym wszystkim co kręci piłkarskich kibiców. O przebogatej historii  tego klubu, założonego w 1905 roku. Po więcej detali  proszę na:

pl.wikipedia.org/wiki/Club_Atlético_Boca_Juniors

 (mural na fasadzie stadionu)

Co ciekawe, niebiesko żółte barwy klubu zostały przyjęte przez aklamację  dwa lata później, bardziej za sprawą losu. Bowiem  po dwóch latach sporów ustalono, że kolorami klubu będą kolory bandery statku, który jako pierwszy zawinie do portu. Ponieważ była to jednostka ze Szwecji do dziś jest to kolor niebieski i żółty. 

  

(mural na fasadzie stadionu - jak to w życiu - trzeba się czasami odwoływać do sił wyższych)

Stadion zaczęto budować w 1938 roku. Kiedy w 1953 roku dobudowano trzeci poziom zaczęto nazywać go La Bombonera. Oczywiście drużyna ta ma również w Polsce Boca ma swoich twardych fanów www.bocajuniors.pl/  

 

 Diego Maradona jest obecny wszędzie ...

no i oczywiście, ciągnąca się całym chodnikiem, "aleja miejscowych gwiazd"

... a kilkaset niewielkich metrów dalej, na betonowo niewygodnym  boisku, młodzież oczywiście gra w gałę ... Robią to oczywiście po to, by niczym Palermo www.zczuba.pl/zczuba/0,90959.html ...

Więc jakby się człowiek nie przymierzał, nie ma szansy by zrobić, z zewnątrz, zdjęcie stadionu pokazujące jego moc - ponad 53 tysięcy gardeł. Co dużo ważniejsze, nie ma też szansy by na prostym blogu wysłać do Polski piłkarskie przesłanie, że piłka nożna jest znacznie poważniejszą sprawą niż piłkarzom się wydaje. 

Komentarze (5)
Szkolenie medialne - czy jest konieczne ?
 Oceń wpis
   

Niedawno prowadziłem szkolenie dla osoby zarządzającej bardzo dużą firmą zagraniczną, od lat realizującą na polskim rynku przeogromne inwestycje. Osoba ta, będąca znakomitą w swojej branży, deklarowała chęć doskonalenia się w dziedzinie wystąpień medialnych i publicznych.

Zastanawiając się nad programem szkolenia nie bardzo wiedziałem na czym w istocie polega problem tej osoby ?
 
Wcześniej oglądałem zapis video z jakiejś konferencji prasowej gdzie główną role grała właśnie ta osoba i rola ta została odegrana prawie perfekcyjnie. Wszak z tytułu pełnionej funkcji, doświadczenia biznesowego, posiadania głębokiej wiedzy merytorycznej i ogólnego zasobu wiedzy. Osoba ta powinna dawać sobie radę we wszelkich warunkach – nie wyłączając rozmowy czy udzielania odpowiedzi  dowolnemu dziennikarzowi w dowolnym miejscu i obudzona w dowolnym czasie.
 
Po krótkiej rozmowie, udało się nam wspólnie zidentyfikować problem tej osoby.  Okazał się podstawowy i absolutnie naturalny dla wielu –trema. Ale taka skrywana bardzo głęboko; do której można się przyznać będąc wyłącznie „przyciśniętym łokciem” do ściany. Owszem taka trema potrafi „zabić” najlepiej przygotowane wystąpienie. Więc pytanie podstawowe, czy konieczność przemawiania, chęć udzielenie wywiadu dziennikarzowi wymaga  przygotowań ?
 
Raczej wymaga ! 
 
Tym większych im mniejsze doświadczenie i zbudowana pewność siebie. Czy to zadanie ponad siły dla sprawnego menedżera, polityka, urzędnika, przedstawiciela organizacji pozarządowej  lub osoby reprezentującej stowarzyszenie społeczne.
Są oczywiście osoby urodzone by brylować we wszelakim towarzystwie; takie, które „z marszu” występują przed dowolnym audytorium, ale co znacznie ważniejsze potrafiące przewidzieć wszelkie, podkreślam wszelkie, również długofalowe, konsekwencje swojej wypowiedzi. Takich samorodnych talentów jest jednak stosunkowo mało.
 
Mamy bardzo wiele przykładów z ostatnich tygodni gdzie ten brak przewidywania prowadzi do dewastacji – również, ciężko budowanej przez lata osobistej pozycji zawodowej. Na ogół jest więc tak, że ci wszyscy, którzy są z jakiegokolwiek powodu zmuszeni są do prowadzenia aktywnej polityki medialnej nie potrafią samodzielnie ocenić wszystkich szans i zagrożeń jakie się z tym wiążą.      
 
I to jest chyba zasadniczy powód dla którego warto podnosić swoje kwalifikacje w dziedzinie kontaktów z mediami. Zanim jednak przejdzie się do ćwiczeń praktycznych, niezbędne jest odrobienie teorii medialnego pola działania. Gdzie obowiązkowym wstępem są przynajmniej dwa tematy:
 
Galopująca tabloidyzacja mediów, będące efektem przemian jakie mają miejsce na tym rynku; swoista krwiożerczość informacyjna, skłonność do budowania uproszczeń, skrótów myślowych, formatowanie świata pod oczekiwania danej grupy czytelniczej, widzów, słuchaczy. Gdzie wywiadowany raczej ma szansę stać się ofiarą niż zwycięzcą.
 
Zmiany w technikach dystrybuowania informacji, które są możliwe dzięki internetowi; co za tym idzie eksplozji dziennikarstwa obywatelskiego oraz samoistnego budowania się w różnych miejscach i pod różnymi hasłami społeczności. Te procesy nadają oczywiście nowy wymiar, konieczności  perspektywicznego myślenia tak o marketingu, promocji i public relations. (nawiasem mówiąc zagadnienia te stają się z dnia na dzień coraz większą troską strategów marketingu)    
 
Odrobienie tej lekcji konieczne jest by móc przystąpić do świadomego budowania głębszych kompetencji;  by móc w kontrolowany i skuteczny sposób trenować samego siebie pod kątem wystąpień medialnych i publicznych. Bo pod koniec dnia może to zbudować przychód i zysk firmy lub wygenerowac nieprzewidywaną wcześniej stratę. Tak więc jak to w biznesie - mówimy o pieniądzach.
 
Na dobrą sprawę szkolenie medialne potrzebne jest każdej osobie kierującej jakąkolwiek organizacją. Prędzej czy później przychodzi moment próby wynikający albo z możliwej odniesienia korzyści public relations lub konieczności sprostania bliższej lub dalszej sytuacji kryzysowej.
 
Jednym z podstawowych elementów takich szkoleń są treningi z kamerą. Organizując je należy sobie zdawać sprawę, że są to czynności nieco intymne. Na ekranie telewizora widać bowiem wszelkie niedoskonałości: postawy, ubioru, nieporadność argumentacji. Dla niektórych – ambitnych jednostek - bywa to czasami dotkliwa konfrontacja z samym sobą. Powinny być więc organizowane w maksymalnie ograniczonym gronie, gdzie wymagana jest z jednej strony stanowczość, a z drugiej delikatność prowadzącego.
 
To co w nich kluczowe to uświadomienie sobie swoich braków i znalezienie metody na ich pokonywanie.
 
Szkolenia medialne są jedną z dróg prowadzących w tym kierunku.  
Komentarze (4)
Kiedyś w Biesłanie
 Oceń wpis
   

Przywiozłem stamtąd garść łusek i pocisków, znalezionych na podwórku tej nieszczęsnej szkoły. Leżały pośród kawałków szkła, drzazg z potrzaskanych okien drzwi i trocin wyprutych wybuchami granatów ze ścian.

(tekst ten napisałem w 2004 r. - leżał sobie w spokoju)

Ktoś mi powiedział bym je wyrzucił bo przeklęte ; ktoś zadumany zapytał (chyba Pana Boga) – Czy ten pocisk przez kogoś przeszedł ? Inni również brali tą śmierć do rąk. Patrzyli, nic nie mówiąc długo; z namaszczeniem odkładając je na miejsce. Te pogięte łuski i kule z Biesłanie ze spłaszczoną kinetyką czubkami - są u mnie.

  •  

Wylądowaliśmy we Władykaukazie. Obok stał doprawdy imponujący, ogromny rosyjski samolot transportowy IŁ 76. Podjeżdżały do niego ciężarówki, przez tylną, otwartą rampę ładowano czarne worki. Kilkadziesiąt metrów dalej czekało na swoją kolej kilkanaście karetek ratunkowych. Ktoś od nas podbiegł do kolumny samochodów. Zobaczył ranne dzieci leżące na parcianych noszach; chciał je o coś zapytać, cokolwiek im powiedzieć; do rąk wciskał cukierki i zabawki. Niektóre nie reagowały. Leżały z zamkniętymi oczami bez ruchu, czekając na swą kolej, by lecieć do Moskwy.

  •  

Od razu pojechaliśmy na, odległy o kilka minut jazdy samochodem, cmentarz powstały jednego dnia na błotnistym polu. Był czwartek 9 września 2004 r.; ciepły, piękny dzień – 4 doby po ataku na szkołę. Wokół grobów stały kobiety w czerni. Niektóre łkały, kiwając się na boki. O jednej z nich, powiedziano - Straciła synka i męża, została sama. Trzęsła się bezgłośnie kilka metrów od grobu swoich najbliższych; nie patrząc na mogiłę obłożoną kwiatami, nie spoglądała na krewnych, nie wychylała głowy do nieba, nas również nie widziała. Inne kobiety serdecznie częstowały nas wodą, ciastkami i owocami. Każdy z nas wylał kilka kropel na grób dzieciaka, wypił parę łyków; każdy z nas zjadł kawałek ciasta i skubnął owoc – tak każe zwyczaj. Przytuliliśmy się mocno z tymi ludźmi w ciszy.

  •  

Staliśmy w zadumanie patrząc na owalne mogiły, przykryte kwiatami; na plastikowe modele aut straży pożarnej, dzielnych motocyklistów i dziarskich policjantów, pięknie uśmiechnięte lalki, pluszowe miśki o dużych oczach – na wypisane na drewnianych deszczułkach, imiona, nazwiska, wspomnienia.

  •  

Przeszedł obok nas młody, płaczący mężczyzna o spuchniętej twarzy. Miał na sobie czarną trykotową koszulę. Mamrotał coś groźnie – do siebie ? do nas ? do kogoś ? Ukłoniliśmy się ze współczuciem; nie podał ręki, poszedł dalej między groby. Tutaj żałoba trwa 40 dni. Potem trzeba się mścić.

  •  

Szkołę rozpoznaliśmy od razu. Choć tego dnia deszcz nie padał, bo do Biesłanie przyjechaliśmy kiedy świeciło słońce. Znane z telewizji ściany, okna, sala gimnastyczna. Weszliśmy na podwórko na które kilka dni wcześniej wjeżdżał transporter opancerzony; za nim skradali się przygięci do ziemi żołnierze, strzelając z karabinów do okien. Skierowaliśmy się do sali gimnastycznej; wejście przez wybitą w ścianie dziurę. Pośrodku sali długim rzędem ustawione: kwiaty, woda w plastikowych butelkach, zabawki i ludzie. Część z nich – tak jak my – patrzy w ciszy. Inni, miejscowi, stoją w kręgu, trzymają się za ramiona, za ręce, płaczą, krzyczą wygrażając komuś, wzajemnie się uspokajają. Nad nami nie ma dachu, w oknach nie ma szyb, powietrze którym oddychamy jest już czyste. Nasi piloci, ubrani w swoje bezkształtne kombinezony, zdejmują ciemne okulary – wycierają łzy.

  •  

Pod ścianą stoją osmalone buty, pokiereszowane jak Władykaukaz. Nie do pary, małe duże, ze sznurowadłami, bez; stoją równo jak w szeregu; jeden obok drugiego, dziecięce, damskie, męskie. Obok jakieś szmaty, papiery, kawałki gruzu. Poustawiane są pod drewnianą, nadpaloną drabinką do ćwiczeń gimnastycznych gdzie kiedyś wykonywało się na sygnał gwizdkiem zwisy. Na tych butach leżą czerwone róże.

  •  

W filmie nagranym przez terrorystów jest scena, pokazywanym później przez wszystkie telewizje na świecie, ja również oglądałem to w Warszawie; widać terrorystów jak pod na koszem do koszykówki podwieszone są na drutach ładunki wybuchowe. W powietrzu rozciągnięte kable elektryczne. Na podłodze siedzą ściśnięte dzieci i dorośli z pochylonymi w zwierzęcym strachu głowami – boją się. Mężczyźni w czarnych kombinezonach, w kominiarkach zakrywającymi twarze, chodzą pomiędzy tymi ludźmi, z ramion zwisają im karabiny maszynowe. Terrorystka dzwoni przez telefon stojąc w drzwiach prowadzących z szatni na salę gimnastyczną. Z tego kosza została wyłącznie metalowa, rama. Ściana z tyłu posiekana jest kulami, dziura obok dziury obok dziury. Wchodzimy w te drzwi. Mijam cień złej kobiety, ocierając się o nią ramieniem; kobiety dzwoniącej w złych sprawach przez telefon do innego złego człowieka.

  •  

W jednej z klas na pierwszym piętrze stoi krzesło. Na siedzisku leżą jeden na drugim, jeden obok drugiego wypalone papierosy; kiedy podchodzimy rosły chłopak prosi o ogień. Zaciąga się i kładzie palącego się papierosa na krzesło. Ten tli się powoli. To dla tych mężczyzn, którzy już więcej nie będą mieli okazji się zaciągnąć.

  •  

Kolejna klasa również jest zdemolowana; połamane stoły, krzesła. Wszędzie dziury w ścianach od kul i rykoszetów; na podłodze podarte książki. Pył, gruz i cisza. Mówią, że podobno w tej klasie rozstrzeliwali zakładników, których później wyrzucano przez okno. Od tego zresztą się zaczęło (kto to jednak zresztą wie) Na ścianie wiszą portrety jakichś klasyków: może są to sławni filozofowie, a może matematycy lub pisarze ? Do nich również strzelano, ale przecież oni od dawna są już nieśmiertelni.

  •  

Przy głównym wejściu do szkoły, z jednej i drugiej strony, na ścianę przylepione są odbite na xero kopiarce, portrety uśmiechniętych dzieciaków. Na tych zdjęciach niektórzy chłopcy są pucołowaci, niektóre dziewczynki patrzą do obiektywu zalotnie inne poważnie – zaginęli. Rodzice nie mają o nich żadnych wiadomości. Kto słyszał, kto wie – niech da znać. Czekają na nich w domu.

  •  

Przed wyjazdem do Biesłanie moja sześcioletnia córka Maria, dała mi w reklamówce, kilka swoich przytulanek, ściągniętych z półki i wyjętych z własnego łóżka. Kazała mi zostawić u tamtych biednych dzieci. Konika i Miśka delikatnie ustawiam w sali gimnastycznej w gronie innych miśków i koników, kwiatów i wody; resztę ściskam pod pachę; mamy jeszcze jechać do szpitala, gdzie ranne leżą te bidulki. Nie starcza jednak czasu, mamy wykupiony jakiś korytarz powietrzny - samolot czeka, musimy szybko lecieć z powrotem. Maria później pytała mnie, czy przekazałem zabawki komu trzeba.

  •  

Ksiądz Janusz Blaut, przecudowny i dobry człowiek; proboszcz Parafii Rzymsko – Katolickiej we Władykaukazie, prowadzi nas za rękę w Biesłanie. Prawie wszystko zorganizował. Zostawiam Ks. Januszowi resztę zabawek od Marysi i proszę by przekazał potrzebującym. Gdy dzwonię do niego po kilku dniach – od razu mówi – Przekazałem.

  •  

Zaraz mamy startować do Warszawy. Rosyjski celnik czy też pogranicznik podbił wszystkie stemple, coś tam ogląda w samolocie, marudzi – pyta po rosyjsku czy mamy coś co możemy mu dać. W pierwszym momencie... – Kurwa Twoja mać,, ty nawet teraz coś musisz cyganić”  ... ale, ale ... na drogę wziąłem Kołakowskiego „Mini wykłady o maxi sprawach” . Lecąc do Władykaukazu przeczytałem parę zdań. Odpowiadam więc – „Oczywiście, zaraz coś znajdę”, daję mu najlepsze kabanosy na świecie z firmy „Krakus”– „Na zakąskę” mówię. Wziął jak swoje, wsadził do mapnika gdzie te swoje celne zawsze stemple trzyma. Kabanosy pasowały tam jak ulał.

  •  

Wracamy do Polski, szary, dwusilnikowy samolot transportowy CASA leci równo nad Kaukazem jak po sznurku; za oknami noc. Wszyscy zatopieni w myślach. Na szczęście ktoś ma wódkę. Pijemy, – resztkę strzepujemy na platformę desantową – za tych biednych ludzi, za te dzieciaki, za Władykaukaz, za świat, za nas. Piloci włączyli światła pozycyjne – jarzymy się w mroku.

Zawieźliśmy trzy tony leków i tonę pościeli, kartony życiodajnych płynów (jak to w wojsku – oni pewnie najchętniej by wszystko mierzyli na tony albo na palety) Premier Belka wcześniej powiedział - „Zrób to”. Pomogli ludzie z MSZ-u, ze Sztabu Generalnego, Konsulowie z Ambasady Rosyjskiej w Warszawie. Również nasz Konsul z Ambasady Polskiej w Moskwie - czekał na nas na lotnisku, załatwiał formalności, pomagał.

  •  

Jest 2009 rok. Od bardzo dawna nie pracuję w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów; z tej podróży pamiętam wszystko: zapach Biesłana; jak startowaliśmy z powrotem do Warszawy, wyrwawszy ostrą szpicą w górę naszym dumnym transportowcem; machając na pożegnanie skrzydłami. W tym momencie były duże przeciążenia, poddałem się im. Miałem zamknięte oczy – widziałem salę gimnastyczną.

  •  

Pamiętam do dziś te rozedrgane kobiety i mężczyzn, mogiłki na pospiesznym cmentarzysku, czarną ziemię którą wtedy gładziłem; zdjęcia „zaginionych” dzieciaków przylepione naderwanym plastrem do ścian szkoły. Pamiętam to wszystko. Myślę co u księdza Janusza, myślę co u moich pilotów. Cały czas myślę o tym wszystkim.

Mam te pogniecione kule i łuski, głęboko leżą schowane.

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię