Naziemność i 2.0
 Oceń wpis
   

W kolejnych latach branża public relations w naszym kraju będzie stawała się coraz ważniejsza w komunikacji marketingowej – pewnik pewników. Cała reszta – dotycząca myśli strategicznej, instrumentarium, pomiarów efektywności pracy, systemów jej oceny i  rozliczania to kwestie zasadnicze, ale mniej lub bardziej precyzyjnie opisane w różnych podręcznikach.

Wyzwaniem nadrzędnym będzie odnajdywanie się nas (marketingowców) i naszych klientów w  możliwościach jakie dają nam klasyczne (nazwijmy je „naziemne techniki”) public relations - bo to cały czas działa ! Ale również w powiązaniu ze wszystkimi nowatorskimi ideami jakie  każdego dnia przynosi nam światowa myśl internetowa (polska w tym względzie jest nader uboga).
 
Z tego wynikające ciągłe tworzenie jeszcze szybszych kanałów komunikacyjnych; które być może są chwilową modą, a być może stałym trendem - by nie rzec obowiązkowym narzędziem komunikatora. Z tego wynikają zaś różnorakie zmiany i przewartościowania – choćby na rynku mediów tradycyjnych.
 
O ostatecznym zwycięstwie będzie decydowało kilka czynników:
 
a/ umiejętne korzystanie z klasycznych narzędzi public relations;
 
b/ umiejętne korzystanie z możliwości komunikowania się jakie stwarza przestrzeń internetowa oraz wychwytywania trendów, zmieniających się przyzwyczajeń;
 
c/ świadomość konieczności oraz umiejętności  harmonijnego łączenia tych wysiłków – ich „linkowania”. Zatem tworzenie „trójkątów kompetencyjnych” w ramach określonej strategii public relations  już staje się kluczową umiejętnością w procesie komunikacji. Powiązanie tego w: czytelną, logiczną i skuteczną strategię: „naziemną” i 2.0
 
(dot. media relations, ale to są własnie wyzwania komunikacyjne) 
 
 
Polskie środowisko public relations w ostatnich latach przechodzi głębokie przemiany: organizacyjne, mentalne, edukacyjne. Owszem, w porównaniu do USA czy też rynków zachodnich jesteśmy nieco zaściankowi – szczególnie w podstawowym rozumieniu istoty podejmowanych działań public relations = możliwości i szans. Ale ta różnica nie jest już tak dramatyczna jak dziesięć lat temu.   
 
Doświadczamy również przemian podstawowych, dotykających najbardziej delikatnych sfer naszego funkcjonowania. Przykładem niech będzie publiczna dyskusja jaka rozwinęła w ostatnich miesiącach, odnosząca się do problemu w jaki sposób naszą pracę oceniają  interesariusze. (list ZFPR oraz dokument pt. „Siedem grzechów głównych”).
 
Więc oczywistym jest, że mamy swoje problemy, ale kto ich nie ma ?  Polskie public relations coraz bardziej – samo z siebie – profesjonalizuje się; jesteśmy też  profesjonalizowani przez otoczenie.  My sami coraz lepiej zdajemy sobie sprawę kim jesteśmy, co robimy, jakie oczekiwania są nam stawiane.
 
Kryzys z którym wszyscy „walczymy” od kilkunastu miesięcy, ma oczywiście wpływ na zachowania rynku, agencji i konsultantów, mam jednak wrażenie, że ci od polskiego pr zachowują się raczej rozsądnie i spokojnie.
Być może to jest najważniejszy dowód na to, że jesteśmy już dorośli.
Komentarze (0)
Choreografia, scenografia, reżyseria 2.0
 Oceń wpis
   

Nasila się przekonanie, iż coraz większa część nakładów marketingowych powinna być nakierowana na eksploatację internetu. Nie mam oczywiście na myśli aroganckich i denerwujących swoją natarczywością banerów, które nauczyły się przybierać różnorakie kształty i wydawać z siebie dźwięki. Tym co dziś ekscytuje publiczność to fenomen social media.

Temat jest również niezwykle ważnym dla marketerów; wyznaczającym szlaki poszukiwań na przyszłość. Ten kanał komunikacyjny jest nader pociągający i perspektywiczny. Nie jest żadnym odkryciem, że portale społecznościowe jak: Facebook, MySpace, ostatnie odkrycie Twitter czy też nasz rodzimy Goldenline (ciekawe jak idzie naszej-klasie? Czy też grono ?), każdego dnia przyciągają, rzesze nowych użytkowników. Ci łączą się w różnego rodzaju grypy tematyczne, dyskutują o problemach, wymieniają się poglądami ? Dodatkowo,  ostatnie wydarzenia w Iranie, a raczej narzędzia dzięki którym jesteśmy na bieżąco informowani co tam się dzieje - jeszcze bardziej podgrzewa i ogniskują naszą uwagę.

Fenomen social media jest dla marketingu niczym ziemia obiecana; stosunkowo nowym, a fascynującym i obiecującym polem do działania. Dlaczego ? Oto w jednym miejscu mamy dostęp, do często, opisanych z imienia, nazwiska, wieku, bywa zainteresowań żywych ludzi. Z którymi można się w niezwykle prosty sposób skomunikować; prosty - wystarczy wysłać informację, która może być początkiem owocnego dialogu. Ten zaś być może doprowadzi do interakcji handlowej – nabycia towaru lub usługi.   I wszystko to, brzmi niezwykle prosto, ale wyłącznie tylko do tego momentu !

Po pierwsze sam fakt dodania swojego proflilu do portalu społecznościowego wcale nie oznacza, że jest się aktywnym uczestnikiem intrenetowej gry społecznościowej - co jest jedną z pierwszych pułapek zastawionych na marektera. Po wtóre logowanie się i „życie” w serwisach dyktowane jest najczęściej innymi przesłankami.

Osobiście, jestem w miarę aktywnym uczestnikiem „życia 2.0” i przy okazji pisania tego bloga, zastanowiłem się więc „a po co mi to wszystko ?”  Otóż moje motywacje są następujące:

a/ poszukiwanie inspiracji;

b/ poszukiwanie świeżych pomysłów dot. mojej pracy zawodowej, ale również odnoszących się do moich osobistych zainteresowań;

c/ poznawanie i nawiązywanie relacji z nowymi ciekawymi ludźmi tak pod kątem zawodowym jak i z moich grup zainteresowań;

d/ śledzenie mojego życia branżowego (public relations, marketing) wszelkich zmian, rodzących się tendencji, sytuacji kryzysowych, etc

e/  prezentowanie w zdefiniowanych grupach: swojej osoby oraz  firm naszej grupy (ale już wiem, że póki co nic nie zastąpi klasycznej sprzedaży, pod koniec dnia należy zrobić klasyczną prezentację i przekonać potencjalnego klienta)

f/ dla przyjemności i rozrywki

… w tym krótkim zestawieniu nie znajduje się poszukiwanie towarów i usług i myślę, że większość z Państwa ma podobne nastawienie.

Myślenie to potwierdza badanie przeprowadzonego przez www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/871-usa-california-portale-spolecznosciowe-a-wartosc-marketingowa.html Knowledge Networks - okazuje się, iż zaledwie 4% osób funkcjonujących w tego typu miejscach poszukuje tego typu wiedzy aby podjąć decyzję zakupu. Ale ciekawe jest to, iż 63% użytkowników akceptuje wszelkie reklamy na portalach. Zdają sobie oni bowiem sprawę, że to jest przepustką aby mieć bezpłatny dostęp do takich miejsc; ale już tylko 16% jest bardziej skłonnych nabywać produkty, prezentowane na portalach.

Jednocześnie jesteśmy głęboko przekonani, że my, nasze pomysły, firmy które reprezentujemy muszą- po prostu muszą -  być obecne w internecie, a w społecznościówkach w szczególności. Tak wiec dla osób zajmujących się marketingiem gówym wyzwaniem jest by pojąć i starać się metodologicznie opisać - w jaki sposób poruszają i co powoduje tymi przeogromnymi masami ludzkimi skrytymi za nick’ami lub pokazującymi się z nazwiska.

To oznacza po pierwsze – ciągłe uczenie się rzeczywistości internetowej. Przeczytanie kilka lat temu książki „Google story”  było dla mnie czymś na kształt iluminacji i olśnienia. Po wtóre mozolną pracę (poświęcenie dużej ilości czasu) nad swoimi profilami, blogami, twitterami, wypowiedziami. Wszystko po to by być bieglejszym w sztuce tworzenia: scenografii, choreografii, reżyserii 2.0. A to potrzebne aby utrzymywać się w głównym nurcie wydarzeń zawodowych i biznesowych.

Kilka dni temu widziałem w TV wypowiedź Hilary Clinton, która (chyba ze wstydem) przyznała się, że nie wie co to twitter.

Cóż – nobody is perfect. 

  

Komentarze (1)
Połączone siły FTiB
 Oceń wpis
   

Pojęcia: stare, nowe, social media każdego dnia podlegają kolejnemu przewartościowaniu. Oto codzienne mniej lub bardziej dostojne gazety papierowe dumne są ze swoich czołówek, które zostały określone późnym wieczorem dnia poprzedniego. 

Na dobrą sprawę materiały te w momencie druku są już nieaktualne. Tego procesu nic już nie jest w stanie odwrócić. Dziś już nawet nie portale informacyjne są najszybszym dostawcą treści – one również zaczynają tracić oddech na krótkim dystansie.

Połączone siły FTiB (Flickr, Twiter i Blogi) skutecznie rozprawiają się  z tradycyjnym dziennikarstwem czy też nawet z dziennikarstwem jako taki.. Przykładem najświeższym i dającym wiele do myślenia są wydarzenia w Iranie.   Protestujący ludzie, młodzież twitterują jak szaleni;  co kilkanaście, kilkadziesiąt sekund wysyłając kolejna informację o bieżących wydarzeniach (przypomnijmy istotą twittera jest publikowanie informacji, które nie są dłuższe niźli 140 znaków razem ze spacjami.) Więc centrum informacji o Iranie jest właśnie tam, a nie gdziekolwiek indziej.

Kampania wyborcza Baracka Obamy – czyli m.in. dążenie do pozyskania jak największej ilości adresów email, roztropnym a hurtowym korzystaniem z serwisów społecznościowych oraz doboru słów kluczowych - nadała nowy wymiar kampaniom związanym z wyborem politycznym. Tak to co się dzieje w  sieci, a jest związane protestami Iranie jest kolejnym przełomem w dziedzinie wzajemnego informowania się przez ludzi na całym świecie.  Choć brzmi to śmiesznie Informowania się jeszcze bardziej: nieskrępowanego, szybkiego, trafnego.

Naturalna jest więc narastająca niechęć pomiędzy światem zawodowej journalistyki, a rzeszą znanych z nicka lub nazwiska : blogerowców, bliperowców, twitterowców. Ci pierwsi tracą swoisty monopol na informowanie ci drudzy go pozyskują. Sprawa „kataryny” i „Dziennika „jest chyba najlepszym przykładem  starcia pomiędzy starym, a nowym.  Jakakolwiek ideologia nie była by przy tej okazji eksponowana.

Komentarze (2)
Mój, Ich - Twój ?4 czerwca 1989
 Oceń wpis
   

Wczoraj założyłem na GoldenLine (to taki portal społecznościowo biznesowy dla różnorakich yapiszonów). Pytanie nie było za specjalnie odkrywcze – bo pewnie każdy z nas zadaje sobie takie  (a jak sobie nie zadaje, powinien to chyba uczynić) – Co dla niego oznacza data 4 czerwca 1989 roku ?

 Ja zastanawiając się nad tym raczej jestem przekonany, że byłbym gdzieś emigrantem szczęśliwym lub nie, bo taki miałem swój tajny plan. Ale zanim do tego by doszło, sterczałbym dalej, w kolejce na komendzie milicji po paszport. Wtedy tam leżały te dokumenty. (do państw braterskich wystarczała wkładka paszportowa – tak to się chyba nazywało); wcześniej trzeba było w dziekanacie coś gadać i pisać, by dostać zaświadczenie, że moja szkoła nie ma nic przeciwko mojemu wyjazdowi. Na koniec stać w kolejce do poselstwa USA lub UK, czekając dwa lub trzy tygodnie – pozostając w swojej wewnętrznej permanentnej emigracji.

Wielu moich kumpli wyjechało, wielu wróciło, wielu rozpłynęło się w przetrzeni. Najgorzej skończył chyba „sum” bo jeździł nocami taksówką po Chicago i non stop chlał. Tak mi mówili. Ponieważ pracował całe lata na czarno gdy umierali jego rodzice nie mógł przyjechać do Polski na pogrzeby. Co z nim dziś ? nie mam pojęcia.

A rwało nas wszystkich w świat; bo nader duszno było w tej starej Polsce. W telewizji pokazywali zjazdy partii, a wódka była za bony w Pewexie. Do dziś się czasami spieramy czy trzy czwarte wyborowej kosztowało 80 czy 90 centów ? Poszliśmy kiedyś na koncert Lady Pank do klubu Park na Polach Mokotowskich było to mistyczno, polityczno, religijne przedsięwzięcie, chłopaki nieźle grali na pohybel komunie. Więc darliśmy się do muzyki – to były rzadkie momenty wolności.
 
Więc nadszedł ten 4 czerwca 1989. Wybory wygrane i myśl z tyłu głowy. To niemożliwe – ruscy i nrd’owcy wkroczą !!!!

więc "yapiszony" z goldenline napisały (zastosowałem inicjały - mam nadzieję, że jest ok):

AP napisał - Ja bylem juz wtedy emigrantem, nawet od 1973 roku. Sila rzeczy 4 czerwca mial dla mnie nieco inne, tym niemniej bardzo istotne znaczenie. Rozumiem, ze celem tej dyskusji jest mniej polityka lecz osobiste wrazenia i wplyw jaki 4 czerwca mial na losy poszczegolnych osob?

JK napisał - ja pamiętam ten dzień z perspektywy 11 latka
wiedziałem że nastąpił przełom, widziałem radość ludzi, ale nie rozumiałem do końca rangi wydarzeń.

A.CZ. napisała - dla mnie 4 czerwca ma w tej chwili taki wymiar, że gdyby nie to, co się

wtedy stało, to pewnie w tej chwili bym sobie siedziała "politycznie" gdzieś zamknięta znając mój temperament i znaczenie słowa OJCZYZNA i WOLNOSC jakie wpoili mi rodzice i Babcia która przeżyła 2 wojny....
… a tak siedzę sobie w necie i klikam:)))

K. S. napisała - moi rodzice też mieli taki plan, mieliśmy wyjechać do Australii, część osób z rodziny tam wyemigrowała, mieliśmy gdzie jechać, bo wujek dorobił się małego hoteliku, był tam brat taty z rodziną, ale zostaliśmy w Polsce, miało na to wpływ parę rzeczy między innymi i czerwiec 89r. ja nie żałuje, choć wtedy byłam jeszcze dość mała, żeby rozumieć wagę tamtymch wydarzeń..

M.T. napisała - a już siedziałam za granicą i nie myślałam wracać, ale po 4 czerwca zapadły inne decyzje i rok później wróciłam do Polski :).
Jestem ciekawa co by było gdyby nie 4 czerwca 1989.

E. Ż. napisała - 4 czerwca '89 miałam niespełna 11 lat ale czekałam na ten dzień bardzo i żałowałam, że nie mogę głosować...
już wtedy Tata mi wpajał czym był Katyń i jak znikali ludzie do lat 70tych nagle...wieczorem byli a rano już nie...więc byłam świadoma sytuacji i zawsze anty to tamtejszej władzy

pamiętam trochę wcześniej jak nie było prądu i słuchaliśmy w radiu na baterię czy też podłączonym do akumulatora z Syrenki spotkania w Magdalence Wałęsa-Miodowicz
gdyby nie 4 czerwca '89 po prostu nie można by teraz pisać choćby tu, w GL, bo byśmy go nie mieli:)

polecam film "Ile waży koń trojański?" J. Machulskiego, gdzie akcja cofa sie do '87r.

A.P napisała - Wyemigrowałabym do USA. A tak to się cieszę, że jestem tutaj.
Ale tak na serio to 4 czerwca kojarzy mi się ze sklepem Netto na Gołuchowskiej w Warszawie, który zaraz potem napełnił się coca colą. Podrabianą oczywiście, ale kto wtedy na to zwracał uwagę...

D.H napisał - nie pamiętam przyznaje szczerze,ale nie wyobrażam sobie żyć w takim systemie przed 4 czerwca. Wolność też nie jest wieczna. Każdego dnia trzeba o nią walczyć.

M.F. napisał - Dla mnie 4 czerwca 1989 to pierwsze wybory w jakich mogłem wziąć udział ...
Z perspektywy czasu to dla mnie symboliczne że to właśnie TE wybory a nie żadne inne.
Przełom w naszej historii i dla mnie wejście w dorosłość w nowej rzeczywistości.
Pamiętam napięcie zaraz po głosowaniu - jaki będzie wynik, i szał radości kiedy wszystko już było jasne.

E.D. napisałą - Urodzona w roku wybuchu stanu wojennego, miałam wtedy 8 lat, ale dzięki moim rodzicom, którzy uczulali mnie na to co się dzieje wokół wiedziałam, że dzieje się coś Przełomowego...Pamiętam relacje telewizyjne z poszczególnych wydarzeń, Joannę Szczepkowską w Dzienniku, ale najbardziej, to że Tata zabrał mnie ze sobą do urny i sama zaznaczałam krzyżyki...Dzisiaj, również dzięki tamtym wydarzeniom mogę surfować :) w necie i na fali, szacunek, wdzięczność i pamięć dla wszystkich którzy się przyczynili do zmiany i dla tych którzy nie mieli tyle szczęścia co my...

 

... jeden z zaproszonych do grupy na Goldenline napisał, że nie wchodzi do grupy bo "żyje tu i teraz" –Również takie stanowisko trzeba uszanować:)

www.goldenline.pl/grupa/twoj-4-czerwca-1989/

 

 

 

Komentarze (1)
Dziennikarze zarabiają za dużo
 Oceń wpis
   

Biznes medialny jest w fazie głębokich przemian. Fenomen internetu spowodował coraz mniej skrępowany (a jeśli są jakieś ograniczenia to wyłącznie technologiczne) proces wymienianiem się wszelakimi informacjami.

Poza wieloma innymi: społecznymi, politycznymi, biznesowymi konsekwencjami, powoduje to również różnorakie zmiany w stylu pracy dziennikarzy. To z biegiem lat i miesięcy staje się coraz bardziej widoczne i czytelniejsze dla wszystkich, którzy są aktywnymi uczestnikami życia społecznego.

Nie jest specjalnym odkryciem stwierdzenie, iż generalne efekty pracy „wszechdziennikarzy” są coraz bardziej naskórkowe, płytkie, szybkie – obliczone na zdobycie swojego publicity w jak najkrótszym czasie i przy jak najmniejszych nakładach pracy. Przy czym potraktujmy to ujęcie  jako najszerszy z możliwych opisów kondycji współczesnego dziennikarstwa – nie tylko polskiego. A za tym postępuje zmiana społecznego postrzeganie tej – niezwykle ważnej - profesji.

Prof. Ekonomii na Uniwersytecie Jonkoping  w Szwecji – Robert G. Piccard, (autor 23 książek) posunął się jeszcze dalej. W swoim eseju rozpoczął dyskusję,  zmierzającą do próby określenia wartości jakie posiadają dziennikarskie artykuły, dochodząc do ciekawych wniosków. Stara się przeanalizować pojęcie „wartości”; dokonując podziału na wartości: instrumentalne, wewnętrzne, ekonomiczne i inne.

Twierdzi on m.in., że płaca to wynagrodzenie za wytwarzanie jakiejś wartości, a ponieważ dziennikarze nie wytwarzają jej zbyt wiele, zasługują na niskie płace. Wniosek z pewnością ciekawy choć – jak rozumiem – kontrowersyjny dla dziennikarzy.

Według Profesora upadek biznesu informacyjnego może być powstrzymany, jeśli dziennikarze zobowiążą się tworzyć prawdziwą wartość dla odbiorców i będą się bardziej angażować w tworzenie kierunku działalności swoich firm.

www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/855-oxford-anglia-ile-tak-naprawde-sa-warci-dziennikarze.html

Komentarze (1)
Twierdza Twitter
 Oceń wpis
   

Z Grzegorzem Kiszlukiem z marketingowego magazynu Brief http://twitter.com/magazynbrief doszliśmy do odkrywczego wniosku, że być może twitteryzm jest kolejnym zboczeniem lub chorobą ale – jako taki - da się lubić. Więc tu jest moja karta choroby TT twitter.com/ciszewskijerzy

Wraz z azraelek http://twitter.com/azraelk ustaliliśmy w mniej więcej 10 sek, że są cztery typy urody kobiecej. Piękna ciałem, piękna duchem, piękna inaczej oraz piękna z PiS. A to na bazie dyskusji o sesji zdjęciowej, której poddała się posłanka Mucha z PO. 

Prawdy te z w.w. twitter’owcami ustaliliśmy w ramach 140 znaków - bo taka może być max długość wpisu.

Oczywiście byłem na bieżąco gdy Michał Kamiński zmierzając na jakąś swoją kolejną konwencję polityczną ujrzał oto na swojej drodze bośniackich pasterzy. Za co został zganiony przez Adama Bielana, który napisał na Twitterze „Michał, przypominam, że prowadzisz dziś ważną konwencję. A Ty od rana ... spotykasz bośniackich pasterzy:). 

Z portalu www.spryciatrze.pl http://twitter.com/spryciarzepl dowiedziałem się jak zrobić: dymiącą dynię, zabawkę z czterech szklanych kulek, przełożyć talię kart jedną ręką, nie dać się kopnąć w krocze wg Kravmaga; z przeczytanej już książki zrobić coś na kształt solidnego orgiami z twardym grzbietem; albo przygotować granacik wybuchowy (do organów ścigania: spokojnie, spokojnie – tylko światło i dźwięk) na bazie piłeczki pingpongowej.

NASA http://twitter.com/NASA informuje mnie aktywnie o ruchach swojej floty wahadłowców lub poczynaniach  kosmonautów – np. nasz człowiek Scot Parazynski wszedł niedawno na Mount Everest. Wiedzieliście o tym ? Barack  Obama http://twitter.com/ObamaNews jest absolutnie niestrudzony – cały czas strumień informacji co, gdzie, jak; a Tony Blair, Gordon Brown też komunikują. Konto posiada.  Marcin Gortat z NBA http://twitter.com/MarcinGortat parę dni temu, podziękował nam wszystkim (po polsku), za to, że mu kibicujemy. Eryk Mistewicz http://twitter.com/ErykMistewicz komentuje polityków; kilku cały czas kłóci o politykę i polityków, katarynę, „Dziennik”.

Przewaga Twittera nad blogiem w pewnych aspektach  jest nader oczywista. By napisać  bloga, trzeba sobie zrobić kawę, odgonić natrętów. Następnie stworzyć zaś później zredagować i włożyć do systemu. Jakby kto zdolny nie był, a traktował te czynności poważnie - zabiera czas. Twitter zaś pozwala błyskawicznie podzielić się fajnym linkiem do jakiejś wiadomości, bądź lapidarnym przemyśleniem w kilkadziesiąt sekund. Co ważne – również telefonu komórkowego. Więc Twitter to turbo dopalacz z podtlenkiem azotu, codziennej rzeczywistości informacyjnej w jakiej żyjemy.

Wg. Najnowszego raportu Deloitte, który zajął się tematem aktywnego prowadzenia komunikacji firm i produktów za pomocą mediów społecznych. Więc: jedna trzecia Prezesów firm amerykańskich traktuje serwisy społecznościowe jako ważny element strategii; co trzeci ma konto osobiste na facebook’u Twetter i Youtube jest natomiast póki co traktowany wstrzemięźliwie. – zaledwie co dziesiąta firma prowadzi tam swoje konta.

55% respondentów przyznaje, że ich firmy nie posiadają własnej polityki uczestnictwa w mediach społecznych. Co piąty CEO stwierdza, że chciałby wykorzystać serwisy społecznościowe do budowania wizerunku swojej marki, ale nie wie jak to zrobić.

Gdy do biblli XXI w. wyszukiwarki Google wpisuje się hasło twitter, system pokazuj 203 000 000 zapytań w tym temacie.  Czy nam się podoba czy nie jesteśmy świadkami tworzenia się nowej wartości w komunikacji społecznej.

Zapraszamy więc do Twierdzy Twitter. Też jest fajna :)

 

Komentarze (0)
Marketing polskiego sportu - jego brak
 Oceń wpis
   

Nie ma w naszym kraju pojęcia marketing polskiego sportu, nie ma czegoś co moglibyśmy nazwać długofalową strategią polskiego sportu. Bo nie przedstawiono istniejącego dokumentu albo go po prostu nie ma.

Do tego nader prostego wniosku doszliśmy w zeszłym tygodniu podczas konferencji poswięconej marketingowi sportowemu; organizowanej przez www.sport.pl i naszą firmę „Ciszewski Marketing Sportowy ze wsparciem TV Biznes.  Była to druga edycja cyklu który łącznie zaplanowaliśmy na cztery spotkania w tym roku. Choć tym razem tematem przewodnim była „Transparentność w sporcie” m.in. za sprawą Grzegorza Kiszluka red. nacz. magazynu „Brief”, który miał tam swoje kilkadziesiąt ogólno marketingowych minut, niejako przy okazji dokonaliśmy „odkrywczej” konstatacji jak wyżej.

Pojawia się więc naturalne pytanie – czy polski sport powinien mieć swoją strategię marketingową ?

Skoro sport korzysta z pieniędzy państwowych, samorządowych, nawiązuje relacje z biznesem - naturalnym jest, że jak każda inna dziedzina życia społecznego – również sport powinien za sobą profesjonalnie zaswiadczać. Innymi słowy, prowadzić wielokierunkowe, skoordynowane, przemyślane wysiłki informacyjne - po to by pozyskiwać poparcie (taki elementarz). Najgorsze jest to, iż chyba nie zdaje sobie sprawy z tego ewidentnego zaniedbania.

Moment by zacząć wdrażać takie myślenie i koncepty jest wręcz wymarzony. Mamy Euro 2012, dzięki tej perspektywie cały kraj ruszył się by budować nowe stadiony, ale co znacznie ważniejsze przy tej okazji - zaczęto przebudowywać cały Polskę. Jest więc intelektualny parasol, cel, zadanie wokół którego można wszystko co dotyczy polskiego sportu budować.

Kto miałby więc za to odpowiadać ? Wydaje się, że naturalnym inicjatorem, zleceniodawcą i koordynatorem powinno być Ministerstwo Sportu i Turystyki – urząd kształtujący ogólną politykę państwa w tej sprawie; będący równocześnie głównym płatnikiem na rzecz szeroko pojętych sportowców – małych i dużych; medalistów oraz tych, którzy nigdy na żadne zawody nie pojadą. Swoją pieczęć powinien postawić Polski Komitet Olimpijski – bo było nie było, odpowiedzialny za przygotowanie polskich olimpijczyków: zimowych i letnich (a przecież lubimy jak nasi zdobywają medale)

Oczywistym jest, iż dzisiejsza rywalizacja sportowa jest ekstremalnie kosztowna. Ciekawe czy ktoś wie, ile łącznie kosztowało doprowadzenie kulomiota Tomasza Majewskiego do złotego medalu olimpijskiego – od momentu gdy pierwszy raz pojawił się na boisku lekkoatletycznym, po złoty dzień w Pekinie ? Podobnie, ile Leszek Blanik ? ile Maja Włoszczowska ? inni ? – za każdym razem musiało to być wiele milionów złotych. A jeszcze bardziej kosztowne jest wznoszenie poszczególnych obiektów bo tu już mowa raczej o miliardach niż milionach.

Realizowany  jest program Orlik orlik2012.pl/  – jakiego jeszcze w historii naszego kraju nie było. W poszczególnych miastach i niech przykładem będzie Warszawa - organizowanych jest mnóstwo imprez sportowych, a co ważne bierze w nich udział coraz więcej ludzi, których do tego nikt nie zmusza; zaskoczył program „Polska Biega” wyborcza.pl/0,95494.html stworzony przez dwóch fanatyków biegania z Gazety Wyborczej. W różnych miastach również organizowane są sportowe imprezy masowe; jest myślenie by powoływać ligowe drużyny w grach zespołowych, mające być wizytówkami regionów. Ilość konferencji dot. marketingu sportowego organizowanych w całym kraju przez różne organizacje i firmy rośnie w postępie geometrycznym ze Sport & Business Foundation sbf.pl/ na czele i studenckim kołem naukowym zarządzania sportem działającym przy warszawskiej SGH www.sknsport.agp.pl

Mówił mi jeden polski oficjel sportowy, iż 3.5% pkb generowane jest z szeroko pojętego sportu. Nie mam pojęcia czy to prawidłowy wskaźnik czy też nie. Generalnie pokazuje to skalę pozytywnego, również finansowego „zamieszania” jakie tworzy ta sfera ludzkiej aktywności.  Ludzie coraz więcej pieniędzy wydają na sport i funkcjonowanie przy sporcie.

Więc – strategia marketingowa polskiego sportu !

Komentarze (2)
Przestańcie się nami wycierać !
 Oceń wpis
   

Branża public relations in gremio wreszcie zaprotestowa. Powstał list otwarty firmowany przez Związek Firm Public Relations, a sygnowany przez przedstawicieli naszych poszczególnych organizacji i środowisk. Sam się również pod tym podpisałem. W czym więc sprawa ?

 

Zacznijmy więc od początku. Jak się doskonale wszyscy orientujemy od dłuższego czasu walka polityczna nie tylko w Polsce ale i na swiecie zmienia się w specyficzny show, gdzie sążniste programy partii, raczej znaczą niezbyt wiele; Bardziej efektywne są  figury semantyczne, donośność głosu z jaką wypowiada się mysl oraz zarzut: prawdziwy lub nie, jaki formułuje się wobec drugiej strony. Ponieważ sceną do tych wystąpień są nowoczesnie sprofilowane media, dzisiejsi politycy nie mając wyjscia, na ogół wpisują się w scenariusz obowiązujący w oferowanych im ramach programowych. Gdyby tego nie robili – psa z kulawą nogą nie uświadczyłoby się na kolejnej konferencji w „sprawie”.

Bywają jednak momenty gdy najsprawniejsi mówcy (a tych jest stosunkowo mało) tracą wątek – klasycznie zapętlając się.  Nie jest to jednak w istocie żaden dla nich problem, zawsze jako last chance można użyć pistoletu w postaci stwierdzenie, odmienianego na dowolne sposoby, że to: sztuczki public relations, czarny pr, tylko pr, oszukańcze jak ten cały wasz pr  jeden wielki pr, ściema pr  etc. Ponieważ owe przemyślenia, wypowiadane są najczęściej w kontekście negatywnym jako pocisk wystrzelony w kierunku wroga, naturalnym jest, że tak naprawdę na tej retoryce głównie cierpi wizerunkowo moja branża.

Pod koniec dnia okazuje się, że to my jesteśmy: odrażający, brudni, źli. Co gorsza takie frazy można znaleźć coraz częściej w ustach osób, które raczej ocenialibyśmy jako merytoryczne, obiektywne, wewnętrznie harmonijnie ukształtowane i znające swoją wartość. Przenika więc ten negatywny wzorzec głębiej i głębiej.

Nic więc dziwnego, że jako środowisko zaczynamy mieć tego elementarnie dosć. Mówimy więc delikatnie: Panie i Panowie, przestańcie się nami wycierać ! Jeżeli faktycznie wierzycie w to, że kolejna pyskówka medialna da lepszy efekt niźli prawdziwe przekonania, program wyborczy, działanie na rzecz społeczeństwa, powiem więcej -  na rzecz dobra ogólnego – mylicie się. Jesli sądzicie, że znalezienie sobie czarnego luda (tego wrednego pr) jako panaceum spadek popularności w takim czy innym sondażu to błądzicie jak ślepcy.  

My (ci od public relations) zajmujemy się komunikowaniem społecznym. Działamy wedle różnorakich kodeksów, również jesteśmy obywatelami funkcjonującymi wedle uregulowań  i prawa (tak jak i inne zawody nie tylko usługowe). Jako branża pracujemy na rzecz rynków: towarów, usług, idei, ludzi. To są nasze podstawowe funkcje. Jestesmy jak każda inna grupa społeczna w tym kraju. Po prostu pracujemy.

Komentarze (8)
Pamiętajmy o Ukrainie
 Oceń wpis
   

Przy okazji ostatniej wizyty Michaela Platiniego w Polsce rozgorzała kolejna odsłona dyskusji medialnej na okoliczność stanu przygotowań Polski i Ukrainy do mistrzostw europy w piłce nożnej w roku 2012. Jednym z dyżurnych tematów było ile miast w Polsce, a ile na Ukrainie będzie mogło goscić piłkarzy i kibiców.

Poziom owych dywagacji oraz stosowana retoryka była miejscami nieco obraźliwa wobec Ukrainy ale i też wobec nas samych; sprowadzała się bowiem do kwestii który kraj któremu „wyrwie” więcej meczy do rozegrania; z małych ambicyjek  budowana jest specyficzna, niezdrowa, głupawa, a co najgorsze groźna rywalizacja. Przecież, dużo większe znaczenie – historyczne - ma fakt, iż powierzono organizację ME 2012 wlasnie naszym krajom. Oczywiście Z powodów różnorakich powodów, ale co najważniejsze z wiarą, że zdołamy przygotować „scenę” do tej imprezy.
 
Przy okazji bieżących medialnych potyczek, należy przypomnieć kto był inicjatorem. Oferta w tej sprawie wyszła wobec nas od Ukraińców, a nie odwrotnie. Jeszcze ważniejsze jest to (i nic w tej sprawie się nie zmieniło), iż w istocie nie jest to projekt sportowy, a geopolityczny - za jego przyczyną Ukraina ma szansę przybliżyć się do struktur Unii Europejskiej, jako coraz bardziej, prawdziwie demokratyzujące się Państwo; co jak łatwo sobie wyobrazić, leży w naszym bardzo szeroko pojętym wspólnym interesie. Mało kto już pamięta o pomarańczowej rewolucji i uniesieniach z nią związanych;  ale jak każda rewolucja tak i ta potrzebowała paliwa chłodzącego emocje, wyznaczającego nowe cele - więc jest takowy. Jest również wielce prawdopodobne, że bez „pomarańczowej, Ukraina nie dostałaby „złotego kuponu”, a i my przy okazji.
 
To samo dotyczy  naszego kraju choć ze wskazaniem bardziej na sferę gospodarczą. Gdyby nie to z pewnością po terenie ex Stadionu X lecia nie jeździłyby koparki, a obiekt ten byłby nadal największym targowiskiem Europy; nie podpisano by umowy na Baltic Arena, nie dyskutowano by o trybunach w Poznaniu co się nie do końca spasowały się ("i co my teraz zrobimy ?") Nie byłoby wielu, wielu inwestycji, które zostały bezkompromisowo wymuszone przez tą perspektywę.
 
(na wszelki wypadek dołączam link do kamery patrzącej na budowę nowego Stadionu Narodowego)
 
 
Dzięki ME2012, nasz kraj dostał kolejnego (po NATO i wstąpieniu do UE) cywilizacyjnego kopa. Na szczęscie, politycy i urzędnicy - nie mając innego wyjscia - musieli wziąć się za robotę. Przecież rząd, który spaprał by taką szansę, zostałby natychmiast po ukrzyżowaniu wbity po wsze czasy w ziemię, następnie rozkawałkowany i rozrzucony na osiem stron swiata; partia którą by reprezentował, wysłana w kierunku galaktyki Kasjopei z biletem w jedną stronę. Przyjmijmy więc założenie, że bardzo wiele instytucji i  osób w naszym kraju stara się - by z tym z czym się da - zdążyć na czas. 
 
Więc gdy przyjeżdża komisja UEFA z Michelem Platini na czele, oceniająpostępy, głównie w mediach włączają się kolejne wariacje niskich instynktów. Padają pytania, sugestie, insynuacje nie mające czasami nic wspólnego z elementarną lojalnością wobec naszych partnerów Ukraińców. Trochę to nieładne !
Komentarze (0)
ul. Nowoursynowska 139
 Oceń wpis
   

Ul. Nowoursynowska 139 w Warszawie wystąpiła o swoje prawa. Mieszkańcy tego budynku na postanowili zawiązać wspólny front przeciwko developerowi, który był realizatorem owej inwestycji.

Rzecz idzie o akty notarialne. Z nich wynika elementarna pewność posiadania mieszkania przez rodziny i ludzi tam żyjących. Sprawa zatem dotyczy jednej z najpoważniejszych sfer życia ludzkiego – w tym przypadku – prawnej pewności, iż posiada się dach nad głową.  

Mieszkańcy Nowoursynowskiej 139 podeszli bardzo profesjonalnie do tego przedsięwzięcia od strony marketingowej. Stosują różnorakie narzędzia aby informacja o ich krzywdzie dotarła do jak największej liczby odbiorców. Mamy więc tu mix: techniki ATL, public relations, marketingu szeptanego oraz obecność w sieci. Zbudowali mocną, widoczną i słyszalną społeczność pokrzywdzonych.
 
Nie mam żadnych wątpliwości, iż „kampanię” tę tworzyli ludzie kompetentni i ukierunkowani by dopiąć swego. (Nawiasem mówiąc owe akty notarialne należą im się jak psu woda !) Mający zidentyfikowany problem oraz oponenta. Abstrahując od istoty tego problemu - są znakomitym przykładem dla innych  małych i dużych grup społecznych, że w dzisiejszych czasach są narzędzia aby przedstawiać swoje racje, budując tym samym poparcie. To jest oczywiście niezbędne aby wygrać/załatwić sprawę; albo przynajmniej mieć pewność, że uczyniło się wszystko by tak się stało.
 
 
Nowoursynowska 139 to wręcz definicyjny przykład działań – społeczeństwa obywatelskiego; gdzie bez żadnych zachęt, inspiracji ze strony jakichkolwiek oficjalnych organów reprezentowanych, ludzie  zbierają się aby realizować „wspólne dobro”. Nowoczesne, dostępne i tanie techniki komunikacyjne  umożliwiają takie działania.
 
Osobną sprawą jest to czy tym ludziom uda się dopiąć swego ? Aby była pełna jasność, osobiście nie znam nikogo z tego budynku – po drodze zobaczyłem banery i czerwone szmatki powywieszane na balkonach jako zaświadczenie, iż w tym miejscu dzieje się krzywda.     
Komentarze (3)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię