www.1944.pl - Muzeum Powstania Warszawskiego
 Oceń wpis
   

Muzeum Powstania Warszawskiego powstało  stosunkowo niedawno.  Kawałek od centrum, na bliskiej Woli (dzielnica w Warszawie).    Było nam wszystkim bardzo  potrzebne.

Pokazuje to co wydarzyło się w Warszawie.  Przypomina gehennę stolicy, całego kraju i większości europy. Muzeum jest bardzo nowoczesne tak w sensie – nazwijmy to: konceptu, scenografii, eksponatów (które rozumiem - cały czas są zbierane w kraju i po swiecie.

Prowadzani są tam różnoracy goscie zagraniczni.  Po wyjściu, na ogół ich komentarze brzmią  – „Nie wiedziałem, że co takiego miało miejsce”, „To straszne co was spotkało !” Później zatapiają się w myslach na dłuższy moment.

Ja podobnie zatopiłem się w sobie gdy zakończyłem oglądanie ekspozycji w muzeum w Ypres w Belgii. Podobnie działające na zmysły i wyobraźnię jak nasze powstańcze. Tamto poswięcone okopom pierwszej wojny swiatowej,  śmiertelnym gazom które były puszczane na wroga; około 160 cmentarzom brytyjskich żołnierzy rozsianych m.in. na polach Flandrii. Kilka widziałem – białe krzyże po horyzont. Myślałem sobie wtedy o powstańczych mogiłach w Warszawie.

Piszę tę notkę bo dostałem list z Muzeum Powstania  z ofertą współpracy, którą jak rozumiem rozesłano do różnych firm - w tym i do naszej. Gdzie nie mniej ni więcej w absolutnie profesjonalny sposób, zaprasza się wszystkich NAS do współpracy. Co ważne, pozostawiając zainteresowanym, do wyboru,  formę zaangażowania; dla każdego na miarę jego sił i to nie tylko finansowych. Super podejście.

 

Więc będzie 65 rocznica Powstania Warszawskiego, ale piszę tę notkę również dlatego, że musimy - jako Polacy - mówić wszyscy (komu się tylko da) o naszej historii. Szczególnie teraz gdy Erica Steinbach czai się do skoku - mój poprzedni wpis

jerzyciszewski.bblog.pl/wpis,polerowanie;historii;by;erica;steinbach,21773.html

Muzeum Powstania Warszawskiego – przepraszam za zawodowy slang – jest znakomitym „wehikułem” do tego celu. To co pewnie należałoby zrobić to przetłumaczyć „content”  - w szczególnosci na język niemiecki (póki co jest maleńka notka o adresie, godzinach otwarcia) i linkować gdzie się da (również w Niemczech) adres tej strony; także   linkować gdzie się da wersję angielską i inne. Jestem pewien, że nasi młodociani internetowcy dali by sobie radę z tym zadaniem spiewająco;  pewnie nie pobrali by za to złamanego grosza.

Przy okazji, polecam grupę dyskusyjną na Golden Line „Powstanie Warszawskie”. Tam różnorakie "yapiszony" dyskutują sobie na powstańcze tematy.

www.goldenline.pl/grupa/powstanie-warszawskie/

Komentarze (0)
Polerowanie historii by Erica Steinbach
 Oceń wpis
   

Wsłuchuję się w słowa prof. Bartoszewskiego w sprawie powiernictwa pruskiego i Eriki Steinbach, która komentuje, co uczyni za trzy tygodnie, trzy miesiące bądź trzy lata … i jakoś nie mam jakichkolwiek wątpliwości, że zrobi co deklaruje – zajmie ów wolny póki co fotel; choć jak sama twierdzi jej duch już tam zasiada.

Widziałem film Walkiria o zamachu na Hitlera dokonywanym przez von Stauffenberga. Wyszedłem z niego z nader mieszanymi uczuciami. Ani w sensie hollywódzkim dobry, ani w historycznym pełny, ani w sensie budowania  porozumienia między narodami uczciwy.

Nie jestem politologiem ani dyplomatą – moim światem jest marketing i public relations. Więc wyłącznie z tej też perspektywy jestem w stanie - starać się dokonać oceny.  Ta jest następująca – mamy do czynienia z długofalowym procesem , który roboczo nazwijmy marketingiem historii; choć zdaję sobie sprawę, że niebezpiecznie naciągam definicyjność marketingu. Więc pewnie bardziej zasadne jest okrelenie tego co rozgrywa się aktualnie jako czarnego, historycznego public relations. Przez czarny public relations rozumiem po prostu, powolne, metodyczne fałszowanie historii.

W książce Normana Daviesa „Europa Walczy” posród wielu zamieszczonych zdjęć jest jedno, które zrobiło na mnie szczególne wrażenie.  Jurgen Stroop (był specjalistą od walki z partyzantami w podbitych krajach;  był również bohaterem książki Kazimierza Moczarskiego „Rozmowy z katem ) m.in. odpowiadał za zdławienie powstania w warszawskim gettcie. Ujrzałem na tej historycznej fotografii „wypasionych”, uśmiechniętych, pewnych w swojej bucie niemieckich żołnierzy; w lsniących jak lustra weneckie oficerkach. Doskonałych w sztuce niszczenia, gwałcenia i mordowania;

Takich zdjęć (znacznie bardziej przemawiających do wyobraźni), książek, filmów jest bardzo wiele, zaswiadczających jak naprawdę wtedy było . Ale generowana  jest nowa estetyka historyczna - polityczna, filmowa, książkowa, gry komputerowe, które kształtują wiedzę  młodego pokolenia. Bezczelnie tworząc na nowych warunkach przestrzeń do dyskusji o przeszłości.  Holywodzka "Walkiria" jest właśnie przykładem (mimowolnego lub nie) głupawego polerowania przeszłości.

My jako naród nie do końca potrafimy dbać o swoją spuściznę; z jakiegos powodu wydaje nam się, że wszyscy na całym swiecie powinni wiedzieć, że podczas drugiej wojny swiatowej zostaliśmy najechani przez Niemców i Rosjan; że wszyscy powinni wiedzieć, iż miało miejsce Powstanie Warszawskie i aby odróżniano je od Powstania w Gettcie, że w naszym kraju były ulokowane obozy zagłady, założone przez Niemców, a nie Polaków – jak czasami różni bezczelni podnoszą za granicą.

Więc, My Polacy, nie możemy odpuszczać choćby na milimetr steinabachopodobnym w Niemczech i gdziekolwiek na swiecie.  Jeśli przez zaniedbanie tak uczynimy nasze wnuki za pięćdziesiąt, góra za sto lat będą oskarżane przez Niemców i nie tylko, że to Polska rozpętała drugą wojnę swiatową. Sądzicie Państwo, że to niemożliwe ? Wszak to Goebels ukuł definicję, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.

Nie mam pojęcia czy „Europa Walczy” została przetłumaczona na język niemiecki – jeśli by się okazało, że tak wysłałbym po egzemplarzu do każdego członka Bundestagu. Na powiernictwo nie marnowałbym pieniędzy – oni wiedzą jak było. Po egzemplarzu, w kolejnych unijnych językach przekazałbym euro deputowanym do Brukseli. Tam w co najmniej dwóch miejscach są opisywane przesiedlenia i deportacje jakie w czasie wojny miały miejsce w Europie – sądzę, że w miarę obiektywnie.

Nie mam żadnych wątpliwości, że polski rząd ustami prof. Bartoszewskiego, siłami MSZ/u, działaniami min. Sikorskiego i wypowiedziami prezydenta Kaczyńskiego – jasno przedstawia nasze  stanowisko w tej sprawie - ale powinien to być wycinek działań w tej sprawie.

Druga część aktywności, znacznie mozolniejszych, kosztowniejszych i rozciągniętych w czasie winna być nakierowana na społeczeństwo niemieckie – w szczególności na młode pokolenie. Tych, którzy będą za kilka/kilkanaście lat elitą polityczną, gospodarczą, kulturalną, artystyczną, sportową. Jakie aktywności ? Szeroko pojęte edukacyjne !Inaczej tego nie załatwimy. musimy zdobyć serca młodych Niemców – wspólnie szczerze rozmawiając m.in. o naszej wspólnej trudnej historii – nie ma innego wyjscia.

Steinbach możemy wyłącznie blokować dyplomatycznie ale jest to rozwiązanie wyłącznie taktyczno/techniczne. Tak naprawdę musimy zdobywać serca młodych Niemców; Powtarzam - wspólnie szczerze rozmawiając m.in. o naszej trudnej historii – nie ma innego wyjscia.

Nawiasem mówiąc sprawa Steinbach, pokazuje w soczewce jak te nasze relacje z Niemcami są kruche, delikatne; jak łatwo nas urazić i obrazić. Bo przecież prawda jest również taka, że Niemcy robią od wielu lat dużo by odkupić swoje winy – również wobec nas – Polaków.

Steinbach swoim działaniem niweczy wieloletnie starania światłej części rządów Niemiec – byłych, aktualnego i przyszłych. Steinbach powoduje naszą niechęć wobec Niemców. To nie jest dobre.

Komentarze (23)
Proletariusze wszystkich krajów łączcie się
 Oceń wpis
   

Posiadacze kapitału będą stymulować popyt klasy robotniczej na coraz większą ilość towarów, mieszkań i wytworów techniki. Jednocześnie będą udzielać coraz więcej coraz droższych kredytów na zakup tych dóbr, aż rzeczone kredyty nie będą mogły być spłacane. Nie spłacane kredyty doprowadzą do bankructwa banków, które z kolei zostaną znacjonalizowane. To w rezultacie doprowadzi do powstania komunizmu". Karol Marks, 1867 rok. Taki oto smaczek znalazłem na jednej z internetowych list dyskusyjnych.

Na mojej branżowej, liście dyskusyjnej - internetpr www.internetpr.pl/ (nawiasem mówiąc czyetlnicy tej listy są niezwykle czujni :)  - z której zaczerpnąłem ową myśl Marksa, pojawiło się u kilku dyskutantów oczywiste zwątpienie – czy aby ten tekst jest prawdziwym. Ponieważ żaden normalny człowiek nie jest w stanie przeczytać  wszystkiego i/lub czegokolwiek co Karol Marks stworzył, wątpliwość taka jest naturalną. A przy okazji, daje o sobie znać, w tym dość specyficznym miejscu,  kryzys zaufania wszystkich wobec wszystkich z jakim dziś mamy do czynienia.    

Co by jednak było, gdyby udowodniony, iż cytat ten jest prawdziwy i dosłowny ? Cóż, należałoby się chyba pzygotowywać na re/lifting funkcjonujących, demokratycznych systemów politycznych. Już parę banków szykuje się by zostać znacjonalizowanymi.

Tym, którym dzieło Karola Marksa jest z jakiegokolwiek powodu obce polecam szybkie odświeżenie pamięci - przyznaję sam to zrobiłem.   

www.sciaga.pl/tekst/13485-14-klasyczna_koncepcja_klas_karola_marksa_a_wspolczesne_spoleczenstwo 

www.marks.pzpr.info

Mam niejasne wrażenie, że ten brodaty dziadek śmieje się z nas wszystkich zza grobu.

 

Komentarze (5)
Ku normalnej normalności
 Oceń wpis
   

Na stronie internetowej Ministerstwa Skarbu Państwa, pojawiło się długo oczekiwane zarządzenie (nr. 5 z dn. 13 lutego 2009) -  w sprawie zasad prowadzenia działalności sponsoringowej przez spółki z udziałem Skarbu Państwa. Dotyczy firm gdzie udział Skarbu przekracza 50% kapitału zakładowego. 

Ten dokument jest stosunkowo krótki – ledwie 3 paragrafy.  Jego zasadniczym rozwinięciem jest załącznik pt. „Model regulacji działalności sponsoringowej spółek z udziałem Skarbu Państwa” - w nim jest zasadniczy „silnik regulacyjny”. 

Istota tego zarządzenia jest niezwykle prosta – to próba doprowadzenie do normalnej normalności, która (raczej) obowiązuje we wszystkich lub w większości -  nie państwowych biznesach – gdzie działania marketingowe, promocyjne, CSR/owe, dobroczynne, raczej mają służyć rozwojowi biznesu lub go przynajmniej wspomagać.

Jak dobrze wszyscy wiemy, historycznie w spółkach Skarbu Państwa często przy tego typu działalności – czasami nie brało się pod uwagę aspektu stricte biznesowego, a często bardziej: polityczny lub kolesiowski.  Co oczywiście nie budowało szeroko pojętego zaufania – delikatnie mówiąc.

Tak więc dokument ten uważam za przełomowy – bo porządkuje, a nie ogranicza. Cytując więc ze wstępu:

„… Do głównych celów działań sponsoringowych realizowanych przez spółki z udziałem Skarbu Państwa należy zaliczyć:

- propagowanie (upowszechnianie i wzmacnianie) marki spółki poprzez zwiększenie stopnia znajomości marki i jej zasięgu działania;

- budowę pozytywnego wizerunku spółki poprzez przeniesienie na nią skojarzeń z podmiotu sponsorowanego;

- wsparcie działań promocyjno – handlowych;

- dotarcie z przekazem do istotnych dla spółki firm i środowisk;

- budowa reputacji spółki oraz pozyskanie uznania i sympatii opinii publicznej;

reszta jest pod tym adresem:

www.msp.gov.pl/portal/pl/29/5859/Regulacje_sponsoringu.html

Brzmi to wszystko bardzo rozsądnie i logicznie. Oczywiście za moment rozpocznie się „debata publiczna” (pyskówka medialna) napędzana przez tych – nazwijmy ich roboczo – przyzwyczajonych do funkcjonowania w czasach słusznie minionych. Ale mam nadzieję, że normalność i logika zwycięży.  

Komentarze (2)
Nie ma odległości, nie ma z Q7 radości
 Oceń wpis
   

Spece od marketingu sportowego również zastanawiają się czy i jak ? światowy kryzys ekonomiczny wpłynie na  finanse w sporcie. Wiadomo już, że nad pierwszym pytaniem nie ma co się zastanawiać. Kryzys będzie ma wpływ. Ot dziś pojawiła się informacja, iż Polska Grupa Energetyczna zadecydował o zaprzestaniu sponsorowania piłkarskiego klubu GKS Bełchatów.

 
Dla dyżurnych marud jest to oczywiście namacalne potwierdzenie, że kryzys dosięgnął również sportu. Dla mnie jest to oznaka – przyznaję trudnego – ale nieuchronnego procesu budowania „normalności” na odcinku biznes/sport. Osobiście bowiem nie widzę, żadnego przełożenia marketingowego z tytułu sponsorowania pierwszoligowej drużyny piłkarskiej na sprzedaż, szeroko pojętej, energii.  Tak samo jak nie widzę w przypadku wielu innych firm inwestujących w tą czy inną sferę życia społecznego.
 
To co się wydarzyło jest preludium i zachętą do szerszej dyskusji o roli spółek skarbu państwa w finansowaniu polskiego sportu. Scierają się bowiem w tym miejscu  wykluczające się wzajem, doktryny funkcjonowania rynkowego tychże. Z jednej strony obowiązków wobec społeczności jakie spoczywają na barkach tych firm; z drugiej granic dbanie o maksymalny zysk wobec akcjonariuszy; i nie wchodzenia w nieprzemyślane lub śmierdzące na kilometr umowy sponsoringowe.
 
Wydarzenie w Bełchatowie powinno być również przestrogą dla innych „biorców” środków finansowych, że te czasy się kończą; iż trzeba będzie wreszcie być prawdziwym, przewidywalny, merytorycznym partnerem dla wszelkiej maści marketingowców zasiadających w firmach, domach mediowych, agencjach marketingu sportowego, a zastanawiających się jakiego kanału użyć aby skomunikować towar lub usługę z konsumentem.
 
Myślenie, że się „należy” – tak naturalne dla wielu działaczy sportowych – właśnie kończy swój żywot i dobrze. Tak się złożyło, że musieliśmy się doczekać kryzysu ekonomicznego – co nie jest dobre, ale to zupełnie inna sprawa.
 
ps. "Adam Małsz stracił lukratywny kontrakt"
 
problem dotyczy auta, którym jeździł nasz mistrz. Otóż to też postrzegam jako objaw normalności rynku. Gdy były sukcesy sportowe, wizerunkowo Q7 pasowało by się "ogrzewać" przy medalach  i wysokiej pozycji w Pucharze Świata - to Adam Małysz zabezpieczał.  Nie jest on - ze szkodą dla samego siebie - naturalnym celebrytą z haryzmą. Drogę do kamer wywalczał sobie wyłącznie dobrym skokiem - niczym więcej.
Więc skończyło się: nie ma odległości, nie ma z Q7 radości.    
Komentarze (3)
pkt. 6 Nie snuj hipotez i nie spekuluj
 Oceń wpis
   

Oficjalna komunikacja dotycząca tragicznej śmierci naszego rodaka w Pakistanie i tego co się wydarzyło lub nie wokół tej sprawy skłania do co najmniej dwóch niewesołych refleksji. Po pierwsze niektórzy politycy  nie opanowali sztuki inteligentnego komunikowania w kryzysie. Po drugie w cieniu tragedii zaczęło się właśnie polowanie jednych na drugich.

Pod pojęciem „inteligentny sposób” komunikowania się rozumiem przekazywanie tych podstawowych  informacji, które są niezbędne do przekazania. Nie wypowiadanie się w kwestiach, które albo powinny być ze swojej natury rzeczy tajne jak również posługiwanie się myśleniem i wypowiedziami o charakterze udacznych spekulacji.  Cieszę się więc, że znamy nazwiska morderców, ich rodzin oraz kumpli. Ale tak naprawdę - nie oczekuję aby było mi to mówiono; to jest sprawa facetów w ciemnych płaszczach i kapeluszach głęboko naciągniętych na oczy. Zatem im mniej by politycy mówili tym byłoby lepiej - dla wszystkich i dla sprawy. A gdy już postanawiają dać głos, aby zdawali sobie sprawę ze wszelkich pobocznych konsekwencji.   
 
Nie oczekuję również aby formułować oficjalnie zarzuty wobec innego Państwa; bardzo odległego od Polski tak geograficznie jak i naszej wiedzy ogólnej o tamtym społeczeństwie; historycznie głęboko podzielonym; nie sądzę, aby było zasadne odwoływanie wizyty pakistańskich senatorów w polskiej izbie. Tego typu głosy i zachowania wyłącznie dolewają wysokooktanowej benzyny do medialnego pożaru. Powodują jeszcze więcej wątpliwości w naszych umysłach. Wystawiają na śmieszność
 
Nie dostrzegłem jakiejkolwiek koordynacji działań medialnych; albo inaczej – trudno było taką dostrzec; Różni przedstawiciele: tak strony rządowej, opozycji parlamentarnej, eksperckiej wypowiadali twierdzenia – często niespójne i czasami wzajem się wykluczające. Mało tego – większość z nich klasycznie i wielokrotnie dając się podpuszczać tym czy innym prominentnym (skutecznie szczującym) dziennikarzom – głównie telewizyjnym.
 
Po drugie dyskusja, a bardziej awantura medialno polityczna już zmienia swój środek ciężkości. Zmierza ku rozliczeniom pomiędzy przedstawicielami poszczególnych partii politycznych, urzędów, formacji; formułowane są życzenia dymisji tego czy innego członka rządu;  To w ciężkim sosie komentatorskim specjalistów od terroryzmu, polityki międzynarodowej, wojskowości.  Mało tego – okazało się, że dramat ten stał się także okazją dla niektórych ekspertów by publicznie wymierzać sobie osobiste policzki. Mało w tym: dystansu, wstrzemięźliwości, spokoju o czysto ludzkiej delikatności nie mówiąc.
 
Nasze Państwo pierwszy raz mierzy się z takim problemem - również w dziedzinie komunikowania społecznego.  Od razu się zastrzegam – nie chodzi o marketing czy public relations rządu lub poszczególnych partii politycznych. Może być również tak - czego nie można wykluczyć - iż żaden kraj w dobie nowoczesnych mediów (w sensie używanych przez nich narzędzi oraz rynkowej filozofii działania) nie jest w stanie uniknąć pułpek i potknięć w tej dziedzinie.    
 
Na potrzeby tego wpisu z jednego z zawodowych podręczników public relations, zaczerpnąłem dziesięc zasad postępowania w sytuacji kryzysowej: 
 
1. przewiduj nieprzewidywalne.
2. bądź przygotowany.
3. trzymaj nerwy na wodzy.
4. nie kłam.
5. nie udawaj, że się nic nie stało.
6. Nie snuj hipotez i nie spekuluj.
7. nie podawaj nie potwierdzonych faktów
8. informuj na bieżąco media.
9. reaguj błyskawicznie na plotki.
10 pokaż, że kontrolujesz sytuację i masz wizję wybrnięcia z niej.
 
Owszem - ta prosta instrukcja, jest podręcznikowo ułomna; o nieskomplikowany elementarz na czas pokoju. Zaś to co wydarzyło się w Pakistanie z udziałem naszego rodaka jest bardzo dalekie od jakiejkolwiek normalności.
 
W istocie zostało naruszone, nasze zbiorowe poczucie bezpieczeństwa. Również w tym sensie terroyści z Pakistanu wygrali z nami.  
Komentarze (0)
Hufce PZPN
 Oceń wpis
   

PZPN ma agencję która będzie zajmowała się wizerunkiem i reputacją tej organizacji. Jest to wiadomość bardzo dobra. Mało, która organizacja w Polsce, (nie będąca partią polityczną bo te zawsze posiadają swoich zaciekłych wrogów),  zdołała naprodukować wobec siebie w ostatnich latach tak wiele niechęci. To oczywiście twierdzenie nie poparte badaniami wizerunkowymi, analizą SWOT , wyceną marki PZPN.

Ten stan rzeczy, ma wiele źródeł. Piłka nożna od dawna nie jest (a może nigdy nie była) wyłącznie dyscypliną sportową gdzie chodzi o wygraną w bezpośrednim starciu na boisku. Stała się bardziej narzędziem: politycznym, marketingowym, zawsze służyła budowaniu ambicji, aspiracji, dumy społecznej; była, jest i będzie narzędziem przy pomocy którego prowadzi się politykę międzynarodowej; potrafi być motorem napędowym dla gospodarki. Mało tego jest zdolna  wywołać wojnę albo od niej odwieść. Jest tak diabelnie ważna. Czasami nasuwa się oczywiście dość naiwne pytanie – jak ten świat jest skonstruowany, że z tak banalnej czynności, ludzkość potrafiła uczynić religię ? Tak jest we wszystkich innych krajach – tak jest również w Polsce.

W ostatnich więc latach, PZPN – na własne życzenie - stawał się coraz bardziej oblężoną twierdzą, która w nader nielogiczny, nijak nie usystematyzowany, czasami we wręcza arogancki i amatorski sposób komunikował się z odbiorcami - de facto z nami wszystkimi. (bo oczywiście okazywało się¸ że podczas ostatnich mistrzostw Europy nawet kobiety, często nie lubiące futbolu, siadały przed telewizorem i obserwowały „biało czerwonych”, a raczej Artura Boruca. Ten stał się przy tej okazji, bożyszczem żeńskiej części naszego społeczeństwa.

Te uniesienia narodowe były nie dłuższe niż mgnienie oka, bowiem świadomość kibiców, zawsze błyskawicznie była kierowana na stare problemy, które były są i póki co chyba będą te same. Słabe występy na ostatnich ME;  kompletne i pogłębiające się rozczarowanie wobec władz PZPN w kontekście walki z sędziowską korupcją i (chyba) już setki aresztowanych osób – czasami o bardzo prominentnych piłkarskich nazwiskach. Nieudana batalia jaką podjął polski rząd w celu uzdrowienia, wbrew pozorom, również nie przysporzyła sojuszników PZPN. Lekkie ztonizowanie  nastrojów, spowodowała zmiana prezesa. Michała Listkiewicza zastąpił Grzegorz Lato. Na moment uspokoiło się – choć być może to bardziej chyba efekt „100 dni” i oczekiwania na zmiany niźli jakieś faktyczne osiągnięcia.

Związek nie posiadał i nie posiada, żadnej czytelnej strategii marketingowej budującej jakąś wartość: poparcie, szacunek, zrozumienie, sympatię. Ma głęboką niechęć wobec swoich interesariuszy, zaś ci noszą to samo uczucie do PZPN. Nie było jakiejkolwiek przestrzeni do prawdziwej i szczerej dysputy ze społeczeństwem.

Jednak w ostatnich dniach media obiegła wiadomość, iż złożono propozycje trzem pięknym kobietom o dziennikarskiej bądź public relations proweniencji, do objęcia funkcji rzecznika prasowego. Na szczęścia żadna z nich funkcji tej nie przyjęła, bo żadna z tych kobiet kompletnie nie pasowałaby do twardej – raczej konfrontacyjnego stylu komunikacji jaką narzucałyby media - tego nie udałoby się uniknąć. Bowiem poziom dialogu zostałby bardzo szybko sprowadzony do delikatności jaką posiadają tabloidy.

Zupełnie inną sprawą jest przeświadczenie (nie mam pojęcia skąd one się wzięło), że na czele hufców, wystarczy postawić ładną kobietę i sprawa załatwiona. Prekursorem tego stylu był premier Waldemar Pawlak, który do tego celu wykorzystywał miss Polski, Panią Ewę Wachowicz. Wtedy to się raczej nie sprawdziło – bo surowa walka polityczna, wymaga „twardych zawodników wagi ciężkiej” . Tak też jest dziś – piłka nożna, szczególnie teraz w Polsce to bardzo poważna sprawa, gdzie struny cierpliwości napięte są ponad wszelką miarę. Zaś osoba reprezentująca PZPN, a biorąca na siebie ogień medialny, dziś musi mieć klatkę piersiową z kombinacji spiżu i tytanu. 

Delegowanie nawet mistrza świata w „rzecznikowaniu” i tak sprawy nie załatwi. Kto by nim  nie był – nie jest w stanie niczego zrobić bez, przynajmniej pięciu podstawowych rzeczy:

a/ strategicznego konceptu marketingowego, które kreśli plan na okres minimum trzech lat w cyklach rocznych;
 
b/ zaufania ze strony klienta czyli prezesa/zarządu aby bez „zbędnej zwłoki” oraz dyskutanctwa (do którego nawykłe są związki sportowe i to nie tylko w Polsce)  co oznacza prawdziwe przyzwolenie na  realizację planu
 
c/   stosowanie nowoczesnych technik komunikacyjnych, które świat polskiego marketingu i public relations potrafi się już biegle posługiwać;
 
d/ prawdziwych sukcesów na murawie – bo te - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pozwalają zapomnieć o wszelkich kłopotach;
 
e/ widocznego dla Polaków, wspomagania wysiłków państwa, w przygotowaniach do Euro 2012; (co nawiasem mówiąc Polska zawdzięcza m.in. Michałowi Listkiewiczowi, a o czym już zapomniano) I pewnie to się dzieje – tylko jest kompletnie nie komunikowane i nie wpisane w szerszy plan strategiczny, którego nie ma vide pkt „a”
 
Wszystkie jednak te czynności, poświęcone na ten cel pieniądze, zaangażowanie i faktyczne oczekiwania społeczne nic nie pomogą jeśli PZPN nie zacznie się faktycznie reformować - co ważne jeśli ludzie nie będą tego widzieli. Bo próby reformy są podejmowane o czym świadczy wynajęcie agencji marketingowej.
 
Owe zadania i czynności , które w bardzo dużym skrócie opisałem, BEZ  wewnętrznej przemiany zarządu, działaczy. Próby nowoczesnego spojrzenia na otoczenie i dostosowywania się do tych potrzeb jak również  uczicwego i otwartego komunikowania się z otoczeniem -  są kompletnie NIC NIE WARTE ! 
 
Mam nadzieję, że tak ludzie PZPN i nowa agencja marketingowa to wiedzą.
Komentarze (0)
Mistyczna R
 Oceń wpis
   

Komisja Nadzoru Finansowego zleciła przeprowadzenie badań na okoliczność zaufania jakie budzi osoba „doradcy finansowego”. Pisząc w dużym skrócie – dziś nie budzi żadnego.

Osobiście, nie jestem w jakikolwiek sposób zdziwiony tą informacją. Już pisałem, galaktyka szeroko pojętych finansów – tak światowych jak i polskich – poniosła trudne do oszacowania straty; na swoim wizerunku, reputacji oraz portfelu. Nie ma oczywiście żadnego matematycznego wzoru ile kosztuje dobra reputacja ? Ile się traci pieniędzy (przychodu/zysku) kiedy owa reputacja jest pod tzw. „zdechłym azorkiem”.  Ta: mityczna, prawie mistyczna, wielka „R” jest tworem półpłynnym i pół realnym ale czy to się komu podoba czy też nie – jest i ma wpływ na prowadzenie biznesu. Pozwalam sobie więc za Gazetą Wyborczą i red. Niną Hałabuz http://gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1,29577,6119876,Doradcom_juz_dziekujemy.html

„…Sondaż zlecony przez KNF nie pozostawia wątpliwości - ponad połowa Polaków woli obecnie na własną rękę podejmować decyzje o ulokowaniu oszczędności albo o kredycie. 63 proc. osób, które wzięły kredyt mieszkaniowy, nie konsultowało się z doradcą, a 8 proc. tylko zastanawiało się nad taką możliwością - ale i tak w końcu z niej nie skorzystało. W przypadku produktów oszczędnościowych proporcje są jeszcze bardziej uderzające - tylko 17 proc. klientów zakładających lokatę zwróciłoby się o

Wielu klientów ma do doradców po prostu żal. Anonimowo skarżą się "Gazecie": - Rok temu braliśmy z mężem kredyt na mieszkanie. Mieliśmy połowę potrzebnego kapitału, ale doradca zalecił nam, żeby pożyczyć na całość, a za pozostałe pieniądze kupić fundusze - opowiada Magda. - Teraz nasza miesięczna rata wzrosła o 700 zł, a połowa pieniędzy z funduszu wyparowała - żali się. To samo mówi inna klientka doradców: - Brałam kredyt we frankach w lipcu br., kiedy kurs złotego był wyjątkowo niski. Pracownik firmy doradczej, który pomagał mi ten kredyt załatwić, nie ostrzegł mnie, że pożyczanie waluty w takim momencie jest wyjątkowo niekorzystne. Obecnie tylko z powodu wahań kursowych mój kredyt jest o 200 tys. zł wyższy, niż kiedy go brałam…

Materiał ten nie wymaga w zasadzie komentarza. Zaryzykuję jednak twierdzenie, że ów stan pogłębionej nieufności i niechęci będzie się wzmagał. Z co najmniej trzech  podstawowych powodów:

  • nic nie zapowiada by światowy kryzys finansowy zaraz się skończył  ergo wszystkim będzie gorzej;
  • nie dostrzegamy czytelnych sygnałów z szeroko pojętego świata finansów (światowych/polskich), że nastąpiło głębsze zrozumienie procesu jaki właśnie się dokonuje czyli totalnego dewaluowania wartości w oczach opinii społecznej, zawodu „finansisty”  w tym doradcy finansowego w szczególności;
  • potrzebni są winni

Oczywiście od bycia nie licencjonowanym doradcą finansowym w wieku 26 lat z prawie zerowym doświadczeniem życiowym, miernym zawodowym i resztką młodzińczych pryszczy na twarzy do np. prezesa jakiegoś banku to odległość kompetencyjna - taka jak circa z ul. Puławskiej w Warszawie na księżyc. Nie zmienia to postaci rzeczy, że pod koniec dnia, w odbiorze społecznym  "finansista jest finansistą" i nikt nie rozróżnia czy jest młodszym sierżantem czy też już pułkownikiem albo i generałem. – jeśli mogę użyć wojskowej nomenklatury.

Więc ta wielka mityczna i prawie mistyczna „R” odnosząca się do wszystkich pracowników sektora usług finansowychjest coraz mniejsza. Z pewnością będziemy czytali w mediach kolejne tego typu materiały, opisujące ludzkie tragedie powstałe m.in. z powodu zaniedbań, braku kompetencji, głupoty czy też nieuczciwości jakiegoś doradcy, ale i biorących kredyt. Co tak naprawdę jest wyłącznie populistycznym responsem mediów na zapotrzebowanie czytelników. Tłum żąda krwi, a wszystkich nurtuje pytanie - kto zawinił.  Wielu (choćby ci opisywani w materiale z Gazety) bardzo chętnie by się z rozliczyło.

Tym razem jest o doradcach finansowych.

 

 

Komentarze (6)
Co ma zrobić Adam Małysz ?
 Oceń wpis
   

Adam Małysz po konkursie w Oberstdorfie powiedział – Jest rozczarowanie w sercu i zawód. Moje skoki to załamka. Ocena mistrza skoków narciarskich jest do bólu szczera. I to specjalnie nie dziwi. Stoi więc dziś przed zasadniczym pytaniem – czy dalej startować w prestiżowym Konkursie Czterech Skoczni czy też w ciszy się wycofać. Jego trener Łukasz Kruczek w geście bezradności rozkłada ręce.  http://sport.onet.pl/0,1248889,1888566,wiadomosc.html

Sądzę, że wszyscy lub większość z nas - mamy wobec Adama Małysza głęboki szacunek. Przez lata wprawiał Polaków w ekscytację, często również tych, którzy niezbyt interesują się jakąkolwiek rywalizacją sportową. Był jest i nadal będzie bohaterem naszego kraju. Małysz to również jeden z wzorcowych w Polsce przykładów w jaki sposób sukces sportowy przełożył się na zbudowanie własnej marki to zaś (przynajmniej kiedyś) na osobiste przychody. Ten szczupły, niziutki. skromny „chłopaczek” nieco a’medialny (być może w tym również tkwiła jego siła) podbił nasze serca. Przez te wszystkie lata oszczędził nam występów w stylu Radka Majdana (nie wdawał w pogłębioną dyskusję z organami ścigania)

Być może również dlatego, nawet tabloidy póki spokojnie podchodzą do słabych wyników Małysza (znaczy spokojnie jak na swoje możliwości) Nie ma więc zwyczajowego w takich przypadkach: wycia w postaci krzykliwych nagłówków, łapania mistrza za rękaw, stawiania różnorakich wniosków i jeszcze głupszych pytań.  Póki co oszczędzają mu tego.

Przed laty na alpejskich trasach slalomowych królował Włoch Alberto Tomba. http://www.albertotomba.com (był trzykrotnym mistrzem olimpijskim) W pewnym momencie jego kariery nie miało kompletnie znaczenia kto wygrał kolejny slalom zaliczany do Pucharu Swiata. Ważne było wyłącznie, który był Tomba la Bomba. Ale jeszcze ważniejsze jaki zjadł makaron na kolację z jaką dziewczyną aktualnie chodzi, jak mu poszły pląsy na parkiecie, a co najważniejsze co jego mama na to ? Budował swój wizerunek również na innych płaszczyznach - poza sportowych. Znaczy ten wizerunek sam mu się budował przy okazji, a Tomba temu procesowi nie przeszkadzał.  Oczywiste jest, że był po włosku przystojny, otwarty na różne poza sportowe sprawki, ale z raczej umiarem Był prawdziwym kolorowym sportowym celebrytą tamtych czasów.

W swoje autobiografii Pt. „Pierwszy i drugi przejazd” o przyczynach zakończenia swojej kariery napisał – "Powodem takiej decyzji był stres. Moja psychika tego już nie wytrzymywała. Fizycznie byłem w stanie startować jeszcze przez kolejne sześć lat, ale otoczenie nie pozostawia człowiekowi czasu na chwilę oddechu. Zawsze trzeba być tym najlepszym, inaczej cię zniszczą" . Małysz póki co nie wysyła tak drastycznych sygnałów (choć parę razy w czasie swojej kariery był nieźle wkurzony na media). Opinia publiczna też póki co jest raczej za Małyszem (tak wynika z dokonywanych wpisów na różnych portalach).

Nie mam pojęcia jakie powody pchają Małysza do kolejnych startów. Może to jest jakaś obawa przed podjęciem normalnego życia ? Może różnorakie zobowiązania, może po prostu sportowa ambicja, której temu człowiekowi nie brakuje. Nieco uwiera mnie gdy widzę wynik Małysza w okolicy trzydziestego miejsca. Bo chciałbym pamiętać jego karierę przez pryzmat wiwatów wielotysięcznego tłumu stojącego pod zakopiańską Wielką Krokwią. Ale dalibóg nie ważyłbym się doradzać mu co należałoby czynić ?

Znaczy wiem, ale przez gardło mi to nie przechodzi.  

Komentarze (1)
Wszystkiego najlepszego !
 Oceń wpis
   

Kochani,

Życzę wszystki spokojnych i wesołych świąt. Byście przez te kilka dni wykonywali czynności świąteczne, rozmawiali z najbliższymi, odbyli spacery z na które nie ma w normalnych dniach czasu. Byście sobie pobiesiadowali wytężenie nie oszczędzając układu trawiennego i wątroby (znaczy oszczędzajcie, ale w elastyczny sposób) Byście poleniuchowali. O tym leniuchowaniu z premedytacją piszę - to miejsce - money.pl przeznaczone jest przecież i gromadzi właśnie dla tych, którzy nie tracą czasu na myślenie quasi/egzystencjalne.

Życzę Wam gorąco byście nie rozmawili, nie słuchali telewizji we wszech sprawach dotyczącyh kryzysu, przedświątecznej siły nabywczej gwiazdkowiczów itd. Z tego nic nie wyniknie, a wyłącznie nastrój świąteczny może popsuć. Uważajcie za kierownicą w czasie podróży i pod żadnym pozorem nie siadajcie za kółko po kielichu. Nic tylko nieszczęścia i tragedie z tego wynikają.    

Osobiście nie lubię otrzymywać esemesów z życzeniami i takowych nie wysyłam. Z rzadka jednak zagłębiam się w treść i czasami jest to uzasadnione działanie. Dostałem więc od Maćka, mojego, kumpla celebrytę z branż turystycznej (taki biznes prowadzi) esemesa o m.in. następującej treści. "... jestem w Tajlandii, tradycyjnie nurkuję,  sam sobie złowię langustę i zjem przy ognisku na plaży. Ściskam M"   Jak coś takiego czytam - gęba mi się uśmiecha.

Najlepszego !!!!!

 yle="word-spacing: 0px; font: 12px/13px Georgia; text-transform: none; color: rgb(0,0,0); text-indent: 0px; letter-spacing: normal; border-collapse: separate; orphans: 2; widows: 2; -webkit-border-horizontal-spacing: 0px; -webkit-border-vertical-spacing: 0px; -webkit-text-decorations-in-effect: none; -webkit-text-size-adjust: auto; -webkit-text-stroke-width: c16b65c9d3e9890618e7f0d309489f91

 

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię