O której odjedzie pociąg ?
 Oceń wpis
   

To co w ostatnich dniach dzieje się na polskich kolejach ma co najmniej dwa wymiary. Techniczny, związany z warunkami atmosferycznymi, które okazuje się, stanowią ekstremalną próbę dla służb odpowiedzialnych za utrzymanie normalnego ruchu. I drugi, równie ważny, czynnik to sfera informacyjna wobec pasażerów i społeczeństwa, która,  jak dziś widać została na początku fundamentalnie zlekceważona.

Zaryzykuję twierdzenie, że gdyby jakiś przedsiębiorca z prawdziwie prywatnej bądź przedstawicielstwa firmy zagranicznej w Polsce tak słabo komunikował się ze swoim klientami – błyskawicznie stracił by stanowisko. Gdyby którykolwiek z naszych polityków uprawiał podobnie niemą retorykę, w sondażach błyskawicznie i bezpowrotnie zleciałby w dół.  Nie można bowiem nie tłumaczyć i nie rozmawiać ze swoimi „klientami”. A przecież każdy z nas od czasu do czasu jedzie gdzieś pociągiem.

Kilka tygodni temu byliśmy świadkami awantur jakie rozgrywały się w tunelu pod kanałem La Manche po zatrzymaniu pociągu Eurostar http://www.eurostar.com/dynamic/index.jsp z 2 tysiącami pasażerów, którzy musieli czekać kilkanaście godzin by wydostać się na zewnątrz. Tak się złożyło , że w uwięzionym pociągu znajdowała się m.in. Colette Ballou właścicielka agencji public relations (m.in. obsługują we Francji Facebooka) http://www.balloupr.com/en/about/team/ColetteBallou/, która jak łatwo sobie wyobrazić, ma oczywisty i naturalny dostęp do mediów; a było o czym mówić. Choć nazwijmy Madame Ballou   wisienką na torcie, bo na dobrą sprawę dziś przy pomocą twittera, facebooka, absolutnie każdy ma szansę wyrażać swoją opinię w (prawie) nieskrępowany sposób mianując się dziennikarzem obywatelskim.  Wtedy twitter rozgrzał się wręcz do czerwoności  pod naporem wpisów z wnętrza tunelu.

Pasażerowie feralnego pociągu korzystali oczywiście z tych możliwości,  wykazując  tym samym kompletną indolencję informacyjną f/my Eurostar, która również zbyt długo milczała. To m.in. zaowocowało powstaniem materiału w http://news.sky.com/skynews/Home/Business/Eurostar-Accused-Of-PR-Failure-Passengers-Angered-By-Lack-Of-Updates/Article/200912315505753?f=rss

Mamy teraz w naszym kraju, bliźniaczo podobną sytuację. Oto monopolista (pardon monopoliści kolejowi) przez dobrych kilka dni nie potrafili  opowiedzieć społeczeństwu z jakimi technicznymi problemami się borykają;  co robią aby przywrócić kontrolę nad rozkładem jazdy, a  co najważniejsze - określić, który pociąg odjedzie, który przyjedzie, a który będzie stał w szczerym polu i dlaczego.  Przy czym – mam nadzieję – dla nikogo nie ulega wątpliwości, iż tysiące ludzi ciężko pracuje na torach skuwając ręcznie lód. Nawiasem mówiąc za to powinniśmy tym wszystkim ludziom głęboko podziękować.

Więc dopiero wczoraj została zorganizowana, szeroka, konferencja prasowa gdzie przedstawiciele poszczególnych spółek kolejowych  chaotycznie tłumaczyli się http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul130894.html   Oczywiście wedle podanych przez nich statystyk być może nie jest to zawał polskiego kolejnictwa, a wyłącznie sytuacja kryzysowa (pewnie Panowie mają rację), ale z medialnych doniesień bynajmniej nie wynika taki przekaz.  W nich bowiem:  pełne emocji, strachu, zniecierpliwienia, złości - opowieści pasażerów.

Branża transportowa jest jednym z najbardziej narażonych na występowanie sytuacji kryzysowych biznesów – w tym również oczywiście kolejnictwo. To powinno nakładać na odpowiedzialnych za prowadzenie takich firm dodatkowy obowiązek - położenia absolutnego nacisku na: ciągłe, precyzyjne (na ile jest to oczywiście możliwe), przyjazne, szybkie, zarządzanie informacją.  Wszak po drugiej stronie mamy zwykłych ludzi ze swoimi małymi, a wielkimi problemami.

Wdrożenie i prowadzenie takiego procesu nie jest możliwe przy pomocy jednego czy dwóch rzeczników prasowych, którzy oganiają  się od przedstawicieli mediów jak od natrętnych much. Taki proces musi się głównie rozgrywać w zakresie informowania pasażerów, którzy już jadą lub zamierzają wybrać się w podróż.  Uważam, że w tym miejscu leży klucz – może nie do sukcesu - ale przynajmniej do próby opanowania działań informacyjnych. Musi być więc delegowana do takiego działania silna struktura nie zajmująca się niczym innym jak tylko informowaniem, informowanie i jeszcze raz informowaniem.

Ciekaw jestem czy polska kolej wyciągnie z tej trudnej sytuacji wnioski  i będzie nam mówiła o której odjedzie pociąg ?

Komentarze (2)
Polski rząd jest nieporadny w działaniach public relations
 Oceń wpis
   

Mija właśnie druga rocznica powstania rządu gabinetu Donalda Tuska. Jedną z cech tego rządu – bardzo chętnie podnoszoną przy różnych okazjach przez opozycję – jest absolutna biegłość w uprawianiu marketingu i public relations w szczególności.

Często nawet padają stwierdzenie, że tylko w tych działaniach, aktualny rząd jest skuteczny, a nawet zbyt skuteczny.   Zarzut ten jest formułowany tak wobec  rządu, Platformy Obywatelskiej jak i premiera Donalda Tuska. Nie jest to prawda. Więcej - jestem przekonany, że aktualny rząd jest wielce nieporadny w tych kwestiach.

Dzieje się tak, ponieważ rząd nie ma spójnej, długofalowej, logicznej strategii działań marketingowych czy też public relations.  Nawet jeśli ją ma, to nie dysponuje profesjonalną strukturą wykonawczą, która dzień po dniu wykonuje mrówczą pracę.

Generalnie Prezes Rady Ministrów, poszczególni członkowie jego gabinetu, ich rzecznicy głównie zajmują się obsługą kolejnych sytuacji kryzysowych. Można by zaryzykować twierdzenie, że minimum 90% czasu poświęconego przez każdego z nich na rzecz komunikacji społecznej to „gaszenie kolejnego pożaru”. Owe pozostałe 10%  czasu to podejmowanych aktywności z próbami  przebicia się do oczu i uszu opinii publicznej – i najczęściej są to wyłącznie próby.

Polski rząd, jak zresztą każdy w demokratycznym społeczeństwie jest żelaznym zakładnikiem mediów. Nie może bez nich żyć, ale tez nie ma na nie żadnego wpływu (przynajmniej na te prywatne). Tym samym to wszyscy politycy (również rząd) muszą się dostosowywać do obowiązujących warunków, a nie odwrotnie; te zaś się bezustannie się zmieniają.

Media podążając ku tabloidyzacji  spłycają jakość i treść przekazu; dodatkowo skracając go niemiłosiernie. W istocie polują  na źródła niskich emocji – bo tylko takie są w stanie przyciągnąć publikę - zła waluta informacyjna wypiera dobrą.  Chcąc więc cokolwiek powiedzieć, czy to się podoba czy nie, polityk z definicji musi się przygotować na konfrontację ze „światem barbarzyńców żyjącym z bieżączki” -  rząd  również.

Witamy więc w świecie publicity: naskórkowych, szybkich, prostych kontaktów z mediami, które nie budują czegokolwiek poza króciutką obecnością w mediach.  Jednym z mistrzów tego stylu w Polsce był były minister finansów Grzegorz Kołodko. Na konferencji prasowej występował albo z nożyczkami, którymi chciał ciąć budżet albo z bochenkiem chleba który sprawiedliwie dzielił albo z dzwonkiem, którym w jakiejś sprawie dzwonił. Tak zapamiętano min. Grzegorza Kołodko.

Ideę tą rozwija i udoskonala dziś wielu polityków.  Oczywiście mistrzem wszechwag jest Janusz Palikot, który w pewnym momencie swojego życia politycznego skupił się głównie i wyłącznie na podpieraniu się różnorakimi szokującymi gadżetami. Jestem zresztą przekonany, że jeśli będzie miał w przyszłości marzenie lub okoliczność by zająć jakąś znaczniejszą pozycję w polityce, odbije mu to się głęboką czkawką. Oponenci jako kontrargumentację będą używali jego akcesoriów przeciwko niemu, ale to zupełnie inna sprawa.

Problem polega więc na znalezieniu odpowiednich  metod, które przekładają się finalne proporcje. Aktualny rząd koalicyjny PO/PSL takich nie znalazł. Nie potrafi komunikować się ze społeczeństwem, nie potrafi opowiadać o swoich sukcesach, nie potrafi powiedzieć co zamierza i co z tego ma szansę się udać, a co raczej będzie trudne do przeprowadzenia.

Więc:

Kryzys ekonomiczny. Pamiętam konferencję prasową premiera Tuska z siedziby warszawskiej giełdy gdzie za jego plecami wyświetlana była mapa europy. Polska była na zielono, reszta krajów na czerwono. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nie zrobiono w tym momencie kampanii reklamowej w innych krajach gdzie głównym przekazem byłoby hasło „My jesteśmy na plusie !”  Wystarczyłoby użyć tej grafiki z mapa europy by dla wszystkich było jasne w jakim miejscu jest Polska. Brak działań w tym zakresie to jedno z najważniejszych zaniedbań komunikacyjnych obecnej ekipy rządzącej. Mieliśmy swoje 5 minut - nie wykorzystane. Dziś każdy jest mądry – kryzys mija albo już minął.

Orliki – uważam, że to również jedno z najbardziej zaniedbanych komunikacyjni e przedsięwzięć polskiego rządu.  Dlaczego ? Bardzo proste – historycznie nie było w naszym kraju tak systemowego rozwiązania dającego dzieciom przestrzeń do uprawiania sportu( piłki nożnej).

Jeśli rząd nie jest w stanie, ja chętnie wytłumaczę o co chodzi, bo sprawa jest banalnie prosta.

Sprowadza się to do tego, że już teraz redukowana jest ilość dzieci, które w przyszłości będą podlegały wykluczeniu społecznemu. Zamiast zajmować się: piciem piwka, włamami do piwnicy, rzucaniem kamieniami w podwórkowe koty ergo pędzeniem życia występnego i głupiego - poznają smak życia z nadzieją.  Od Orlików dostają: poczucie rywalizacji, rozwoju fizycznego, działania w grupie, przebywania w świecie budującym poczucie własnej wartości. Jednym słowem otrzymują szansę na lepsze życie. Przy okazji może uda się znaleźć paru piłkarzy, którym w 2018, podczas meczy z Anglią piłka będzie się kleiła do nogi wychowanko Orlików - choć to najmniej ważne w tym wszystkim.

Irak oraz uzawodowienie armii: udało się wyprowadzić nasze wojsko z bezsensownego Iraku z czym nie dali sobie rady poprzednicy. Udało się zbudować zręby systemu armii zawodowej opartej na młodych ludziach, którzy swoją przyszłość wiążą z wojskiem.

Teraz w Polscy żołnierze znaleźli się w nowej rzeczywistości   – w różnych aspektach, bardziej profesjonalnej. Bo otoczenie (NATO)wymusza nowe umiejętności; bo coraz lepszy sprzęt dopuszcza do siebie wyłącznie lepiej wykształconych i przeszkolonych; bo misje zagraniczne uczą tego czego  najlepszy krajowy poligon nie jest w stanie zaoferować.

PZU/Eureko: rozwiązano jeden z największych problemów polskiej gospodarki ostatnich lat; bardzo drogi klincz biznesowy w którym trzymana była jedna z największych polskich firm.  Sprawa załatwiona;  przeszło raczej prawie bez większego echa, a historycznie łamali sobie na tym zęby najtwardsi i najsprytniejsi.

Stadion Narodowy – czy pamiętacie Państwo stadion X lecia, tłumy Wietnamczyków, Chińczyków, Rosjan, Ukraińców, naszych i kogo tam jeszcze.  Do tego to biadolenie, miałczenie, marszczenie, narzekactwo, że nie ma w Polsce porządnego stadionu piłkarskiego na miarę naszych aspiracji i możliwości. Jak ktoś będzie miał czas niech podjedzie kiedyś na plac budowy i zobaczy co tam się dzieje; ile dźwigów stoi i ciężarówek jeździ ilu robotników pracuje – nie ma wstydu ! Szykuje nam się jeden z najnowocześniejszych obiektów w tego typu w europie.

„Reforma szkolna dla sześciolatków” – jeśli rodzice chcą, mogą posłać swoje sześcioletnie dzieci do szkoły i ci świadomi to robią – wystarczy poczytać różnorakie fora internetowe. Jakoś nikt jednak  nie raczy pamiętać, że jesteśmy narodem, który najpóźniej wysyła dzieci do szkoły, a ludzi najwcześniej na emeryturę. Więc być może to działanie jest jedno z bardziej wizjonerskich jakie podjął polski rząd. Może właśnie w ten sposób zaczniemy się przymierzać do produkowania przyszłych noblistów.

Autostrady/drogi – udało się podpisać wreszcie wiele umów na budowę kolejnych odcinków. Ta robota zaczyna wreszcie jakoś iść.

Ustawa o dostępie do szerokopasmowego Internetu – nowy dokumentbudujący strukturalne mechanizmy objęcia całego kraju dostępem do Internetu. Bo co dziś decyduje o rozwoju – Internet.

Dlaczego informacje o tych ewidentnych osiągnięciach nie dotarły do opinii publicznej ? Przecież każde wymienione wyżej działań to  z punktu widzenia działań public relations – przepraszam za określenie – to ewidentne samograje. To bardzo proste - nie wykonano w tym względzie normalnej pracy z która poradził by sobie pracownik średniego szczebla dowolnej agencji czy też firmowego działu komunikacji .

Politycy w Polsce generalnie nie dowierzają marketing owcom; nawet jeśli się z nimi kontaktują szukając porady na ogół kiwają głowami ze zrozumieniem głowami , później starając  się raczej nie realizować  instrukcji.

Jak większość społeczeństwa nie wiedzą czym tak naprawdę jest public relations, utożsamiając te wysiłki właśnie z publicity lub czymś co roboczo nazywane jest czarnym pr.  To myślenie i taki styl jest niestety dominujące w uprawianiu marketingu na rzecz polityki.

Komentarze (11)
Zwolnienia zbiorowe
 Oceń wpis
   

 Pod koniec ubiegłego roku, wedle danych GUS, 333 zakłady pracy w naszym kraju, deklarowały konieczność dokonania zwolnień zbiorowych; w praktyce oznaczało to wymówienie niespełna 30 tysięcy pracownikom.

Jak ta statystyka będzie wyglądała w tym roku, nie ma jeszcze precyzyjnych danych. Z bieżących doniesień medialnych wynika, że bardo wiele zakładów pracy, fabryk, firm przeprowadza lub będzie przeprowadzać tego typu - bardzo trudne operacje. Na dobrą sprawę stają się codziennością zmagań gospodarczych wielu menadżerów.

Działania te trudne są z co najmniej trzech powodów: społecznych, biznesowych, medialnych. Na dobrą sprawę te trzy pola aktywności są ze sobą bardzo ściśle powiązane; mało tego - zależne jedne od drugich. Powiem więcej jakiekolwiek zaniedbanie, nieuwaga, niedoróbka  w jednej sferze wywołuje nieprzewidywalne konsekwencje w pozostałych.

 

Z praktyki wiem, że osoby podejmujące i w firmach odpowiedzialne za takie działania, w swoich rozważaniach biznesowych skupione są głównie i raczej na biznesowej arytmetyce. Głównie liczone są pieniądze i czas; Owszem ważony  jest trud rozmów ze związkami zawodowymi, bo to też jest najczęściej jeden z obowiązkowych punktów programu. Niezwykle ważna jest reakcja otoczenia biznesowego: 

Do historii zwolnień zbiorowych w Polsce, przeszło zamknięcie fabryki Kabli „Ożarów” w 2002 roku; Protest zatrudnionych w tym zakładzie pracowników, przeciwko tej decyzji, trwał 306 dni. Porozumienie w tej sprawie zostało zawarte 19 lutego 2003, ale zanim do tego doszło byliśmy świadkami, smutnego spektaklu pełnego: emocji, demagogii, przesyconego krzywdą ludzką. Spektaklu, stymulowanego oczywiście przez media.

Dziś trudno stwierdzić, dlaczego doszło do takiej eskalacji, gdzie zablokowano również drogę z Warszawy do Poznania co zakończyło się interwencją Policji; a zdjęcia z tej akcji znalazły się we wszystkich doniesieniach medialnych. Wtedy pryncypialnie i jednoznacznie media wydały wyrok.

Z pewnością więc popełniono jakieś błędy.  Zapewne plan tej operacji był albo cząstkowy albo niepełny. Może ktoś z kimś nie rozmawiał wystarczająco długo, wtedy gdy taka dyskusja mogła być wewnętrzną i spokojną. Dlaczego nie rozmawiał? Był skupiony na liczeniu, uznając, że wszyscy wokół przyjmą i zaakceptują jego menedżerski tok myślenia. Zapominając lub nie chcąc pamiętać, że zawsze za tego typu decyzjami, schowane są w cieniu ludzkie nieszczęścia, często tragedie.  Te zaś są znakomitym wehikułem medialnym.

 

Oczywiście fabrykę w Ożarowie zamknięto; ci którzy mieli przegrać – przegrali. Ofiar pośrednich  było jednak znacznie więcej, byli nimi także „zwycięzcy”.    

 

Od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło. Po pierwsze media stały się dużo bardziej drapieżne, są w istocie organizacjami poszukującymi informacji, potrafiących wzbudzić skrajne emocje. Jednocześnie dynamiczny rozwój social media, co za tym idzie łatwość w „rozgłaszaniu” i „komunikowaniu”  prawdy bądź nie prawdy, powoduje, iż wszystkie firmy i  menedżerowie w nich pracujący, którzy zmuszeni są do wdrażania  takich planów restrukturyzacyjnych, w szczególny sposób narażeni są na różnorakie naciski. 

W jaki sposób przeprowadzić więc zwolnienie zbiorowe ?

Podstawową sprawą jest przygotowanie precyzyjnego planu. Podkreślam – precyzyjnego – gdzie teatr działań podzielony jest na konkretne sektory. Punktem wyjścia, są niezbędne do podjęcia czynności prawne (tu oczywiście konieczna jest dogłębna wiedza w zakresie kodeksu pracy), rozpisane w czasie, z dokładnym podziałem ról i obowiązków. Ten dokument jest nadrzędnym wobec wszystkich pozostałych „subplanów” – na nim opiera się cała startego dalszego postępowania.

Drugą rzeczą jest określenie i przygotowanie procedury postępowania ze zwalnianymi. Naiwnością jest bowiem przekonanie, że stosowanie przepisów prawa (Kodeksu Pracy), automatycznie daje przyzwolenie i akceptację  wszystkich zainteresowanych ! Wszak w interesie zwalnianych nie jest uzyskanie  statusu zwolnionego; a jeśli już - to za jak najwyższą cenę. Więc ta część jest wyjątkowo trudna, wymaga bowiem od menedżerów wyjścia na chwilę z arkusza Excel i udania się w dużo bardziej miękką i delikatną przestrzeń;  nie wszyscy potrafią i nie wszyscy chcą odbywać taką podróż. To oznacza bowiem wchodzenie w przestrzeń różnorakich kompromisów, te zaś tworzą konieczność wydania dodatkowych środków finansowych ergo uczynienia całego przedsięwzięcia jeszcze kosztowniejszym. A wyobraźmy sobie, że hipotetyczne zwolnienie zbiorowe jest kluczem do utrzymania się firmy na rynku – powiedzmy na wprost, nie zbankrutowania jej. W tym kontekście wejdźmy na moment w skórę osoby za to odpowiedzialnej ? To dopiero mogą być emocje …

Trzecim aspektem jest komunikowanie na zewnątrz tego faktu. Nie ma możliwości by takie działanie nie zostało dostrzeżone i skomentowane przez: interesariuszy, media, społeczeństwo. Należy więc przyjąć założenie absolutne, iż będzie poddawane ocenie. Tak więc z punktu widzenia reputacji i wizerunku firmy (które zawsze przekładają się na osiągnięcia biznesowe) aktualnej i przyszłej  koniecznością jest przygotowanie planu komunikowania w sytuacji kryzysowej. Bo przecież mamy do czynienia z klasyczną sytuacją kryzysową http://www.prwkryzysie.pl/; z fundamentalnym konfliktem interesów pracodawcy i pracobiorcy, który nie zostanie załatwiony w ciszy gabinetu – będzie nagłośniony !

Plan komunikacji w sytuacji kryzysowej jest niezbędny; oczywiście nie ma możliwości aby przewidzieć w 100% kierunek rozwoju wypadków i dać na to skuteczne recepty. Należy się jednak starać przewidzieć to co może się wydarzyć, z najczarniejszymi scenariuszami włącznie; takimi jak okupacja zakładu pracy, akty wandalizmu, czynnego protestu etc. http://www.manualkryzysowy.pl/ Przecież druga strona konfliktu również ogląda telewizję, ma dostęp do internetu, dziennikarzy – dość łatwo jest więc w stanie się organizować się, również w czynnym, oporze medialnym. Poczynić niepowetowane straty reputacyjno wizerunkowe.

Reasumując: niezbędne jest bardzo dokładne przygotowanie tego działania: żadna ze spraw nie załatwi się sama; możemy być pewni, iż będą miały miejsce zaskakujące zwroty sytuacji; całe przedsięwzięcie będzie kosztowniejsze niż planujemy; będzie ono wymagało mocnych nerwów– od początku do końca - chłodnej oceny sytuacji.

To co również jest niezbędne to: głęboka rozwaga oraz pokora; tak biznesowa jak i czysto ludzka.  

Komentarze (1)
Należy promować Polskę - do Telamacha
 Oceń wpis
   

Nie mam zielonego pojęcia jak wygląda logo Singapuru, Lichtenstainu czy też Szwajcarii, ciekawe nie wiem również jak wygląda logo Polski (nie mam na myśli oczywiście biało czerwonej) Mam jednakże ustalone pewne stereotypy, odnoszące się do tych oraz innych państw  (za wyjątkiem Polski bo tu siłą rzeczy jestem głęboko nieobiektywny).

Te biorą się z: doświadczeń, obserwacji, poszukiwań, informacji. Mniejsza część tych kalek, które noszę w głowie, a dotyczących innych narodów jest wynikiem mniej lub bardziej subtelnych zabiegów marketingowych czy też public relations. Czy mi się podoba czy nie – jestem marketingowany w tej sprawie na różne sposoby.

Kilka miesięcy temu w trawnik ambasady francuskiej w Warszawie wbite były, wycięte z dykty, pomalowane w krzykliwych kolorach koguty. Pomyślałem – mają ci Francuzi dystans do siebie i poczucie humoru zarazem. Przed ostatnimi mistrzostwami Europy na płocie ambasady szwajcarskiej powieszony był baner, gdzie (wybaczcie nie pamiętam dokładnie treści) z grubsza napisano, że Szwajcaria bardzo się cieszy, iż będzie mogła gościć polskich kibiców. Nie warto pisać o spotach w TV nawołujących by do Austrii na narty, po słońce do Egiptu, na drinka z parasolką do Tunezji etc. Takie zabiegi uznajemy za nader nieskomplikowane, ale wplatające się w coś co możemy ogólnie nazwać tzw. szeroko pojętym brandingiem narodowym.

Czy my zatem – jako naród - powinniśmy podobne sztuczki marketingowe wykonywać ? Oczywiście, że tak - to jest nasz psi obowiązek. Oczywiście budżet, skala, zakres, grupa docelowa to osobna – techniczna – dyskusja. Argument, że niby „my” jesteśmy słabym towarem i jakby go nie pokazywać to nic z tego nie wyjdzie - kompletnie do mnie nie przemawia. Inne narody również mają swoje słabości i tak samo jak my są dalece niedoskonałe.

Zostałem m.in. wyleczony z jednego z podstawowych polskich kompleksów, że niby „my Polacy” nadmiernie pijemy wódkę. Parę lat temu przebywałem w grupie Anglików  - no owszem, nie byli to wyrafinowani myśliciele z Oxford; jednak, było nie było - dumni synowie Albionu. Udaliśmy się do czegoś na kształt restauracji. Po pierwsze – jeszcze jednej butelki nie wypili, a ręką po następną sięgali, ale to pikuś – jak mówią ci od ubezpieczeń. Gdy zaczęli z łyżki do zupy, przez dziurkę od nosa, tę naszą dumną wyborową wciągać do przewodów oddechowych, uznałem, że in gremio, nasi obywatele w sprawie chlania, to grzeczne i spokojne pieski ratlerki.

Czy kampania promocyjna Polski jest komukolwiek do czegokolwiek potrzebna ? Jestem przekonany, że jest potrzebna i to permanentna !

Weźmy turystykę. Nie wiem, ile statystycznie jeden człowiek z zachodu zostawia u nas tygodniowa euro, ale niech to będzie średnio kwota 500 eu. Przepraszam za prostacki wniosek, ale im ich więcej przyjedzie tym większą będziemy mieli wielokrotność 500 eu pośrednio wpompowaną w nasze kieszenie.

Weźmy gospodarkę. Jak im pokażemy, że na tle choćby państw bardziej wschodnich u nas jest ekonomicznie raczej spokojniej być może przyjadą i będą chcieli postawić fabrykę czegoś tam = nieco euro do naszej kieszonki i robota dla ludzi, etc – tylko trzeba ich do tego namawiać, przekonywać, marketingować – bo przecież samo się nie zrobi.

Weźmy sport i takiego Kubicę Roberta; niechby np. zaczął w tym Ferrari jeździć i niechby sobie wypisał na kasku „made in Poland” – w sensie jego głowa spoczywająca w środku. I cóż mamy znakomitą myśl techniczną przyobleczoną w czerwone, a znane na całym świecie barwy; oraz syna naszego narodu, który inteligentnie i odważnie ujarzmia tą „mechaniczną bestię”  - jadąc po kolejne zwycięstwo. Zadziałałoby ? znacznie lepiej, niż prostawy hydraulik z kluczem w dłoni.

Weźmy kulturę np. Rok Chopinowski. Docieramy do wykształconych i wyrobionych intelektualnie tego świata: bardziej decydentów niż naśladowców.  Ci raczej mają środki finansowe, w innym przypadku nie byłoby ich stać na wsłuchiwanie się w oddech twórczy, naszego poety fortepianu.

Tak absolutnie przyjmuję jako aksjomat konieczność stosowania zabiegów marketingowych; wobec produktów i usług, ale również wobec naszego kraju.

Aktualnie świat skonstruowany jest na fundamencie informacji; z kluczową rolą mediów - niestety na całym świecie wypełnionych coraz głupszymi iinformacjami. Więc stwierdzam jest konieczna praca w tym względzie m.in. po to by informacje o nas w jak najmniej przekłamanym kształcie docierały do odbiorców. Po to choćby by przyjechali do nas i po 500 euro na głowę, przez tydzień zostawili w naszym małym biznesie.

Z premedytacją skręcam za każdym razem ku pieniądzom; bo one są najtrudniej zbijalnym argumentem; tak mówmy o pieniądzach jakie dzięki temu możemy zarobić ...

Komentarze (9)
Promocja Polski - co na to Telemach ?
 Oceń wpis
   
Jeden z moich ulubionych blogerów - niejaki Telemach; nie mam pojęcia kto to jest i chyba nie chce wiedzieć by nie psuć sobie i Telemaschowi zabawy, skomentował mój poprzedni wpis o promowaniu Polski. Ustaliliśmy z Telemachem, że upublicznimy (na tyle na ile będziemy w stanie) tę korespondencję, bo może coś ciekawego z tego fajnego wyjdzie.
 
Polecam oczywiście lekturę bloga Telemacha, który zajmuje się ogólna teorią wszystkiego http://pytania.wordpress.com/. Mamy zgodność z moimi koleżkami z Twittera, że jest to nieodkryty i nie zagospodarowany odpowiednio talent. Ale właśnie może jest tak, że gapimy się na wszystko jak na obiekt marketingowania; a nie każdy chce się poddawać takim zabiegom. W tym sensie, może być tak, że Telemach, chce przebywać samotni i od czasu do czasu dawać głos w sprawie waznej - jak nie przymierzająć mistrz Joda.
 
Telemachy Szanowny, przekazuję więc głos:
 
Panie Jerzy, zapędził się Pan. Z całym szacunkiem - ale trudno mi pogodzić
to co przeczytałem z tzw. zdrowym rozsądkiem. Ale po kolei.
Ja rozumiem, że patrzy Pan na świat oczyma specjalisty od marketingu. I chce
widzieć Polskę jako produkt, którego pozycja na rynku (a zatem i wartość)
jest pochodną celowych zabiegów marketingowych. Jeśli przyjmiemy ten
(zasugerowany przez Pana jako milczący aksjomat) sposób patrzenia - to
istotnie reszta postu wydaje się być spójna i logiczna. Pozwoli Pan jednak,
że się z tym zbudowanym, jak mi się wydaje, na fundamentach myślenia
życzeniowego aksjomatem nie zgodzę.

Sugeruje Pan na ten przykład, że sukces koncernu IKEA jest pochodną
inwestycji poczynionych w wizerunek Szwecji jako kraju. Czy byłby Pan
łaskaw przypomnieć jakie hasło i jakie logo pozwoliły i pomogły Ingvarowi
K. zrobić z małego handlu wysyłkowego dla rolników z regionu Samland
światowy koncern (z siedzibą w Holandii n.b.)? Będzie Panu trudno. Bo
skandynawski tryb życia, estetyka, racjonalność i wzornictwo spopularyzowane
zostały przez koncern konsekwentnie stosujący elementy narodowej tożsamości
- nie zaś odwrotnie.

Mógłby Pan podać jaka kampania reklamowa spopularyzowała logo i hasło
Lichtensteinu lub Luksemburga?. W tym drugim wypadło mi przez pewien czas
mieszkać i zapewniam Pana że żaden Luksemburczyk przy zdrowych zmysłach
nigdy niczego takiego nawet nie postulował. Jakie jest logo Szwajcarii?
Norwegii? USA do których od zawsze ciągną marzyciele tego świata? Zna Pan
hasło leżące u podstaw oszałamiającego sukcesu SIngapuru? Ja nie znam.

Panie Jerzy - pytanie nie brzmi czy ktoś zrobi spójną kampanię promocyjną
dla Polski. Pytanie brzmi, czy spójna kampania promocyjna jest Polsce
potrzebna. Komu, poza naturalnie branżą PR? I do czego konkretnie?

Proszę mi nie brać tego za złe - wiem że zachowuję się jak czarna owca ale
czasem warto zadać sobie niewygodne pytanie nawet wówczas gdy chcielibyśmy
aby odpowiedź była zgodna z naszymi oczekiwaniami i oczywista. Polska nie
jest produktem. Może być w najlepszym przypadku opakowaniem zyskującym na
prestiżu na skutek sukcesu produktów które w nią zapakujemy.

Z wyrazami szacunku

t.
 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
I co Państwo na to ?
Komentarze (7)
Nikt nie zrobi spójnej kampanii promocyjnej dla Polski
 Oceń wpis
   

Nie jest możliwe wdrożenie jednej spójnej, logicznej i kompletnej kampanii reklamowej naszego kraju poza granicami. I to z co najmniej trzech podstawowych powodów.  Jeśli zaś ktokolwiek myśli inaczej jest w błędzie. Zresztą potwierdzeniem tej tezy jest to, że do tej pory nic się w tej dziedzinie nie wydarzyło – poza oczywiście mniej lub bardziej donośnym pohukiwaniem różnych środowisk.

Powód pierwszy -  kto miałby za taką zapłacić?

Wydaje się, że raczej środki te powinny pochodzić z budżetu państwa. Zatem, któreś z ministerstw? Jakaś agenda rządowa, może Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, urząd Prezydenta RP?
 
Jak by tej układanki nie tworzyć – pomijając oczywiście konstytucyjne zadania poszczególnych - pod koniec dnia, prawdopodobnie ów wydatek musiałby przejść przez akcept sejmu i senatu. Dlaczego? ano z tego dość prostego powodu, iż powinna być to kwota rzędu minimum kilkudziesięciu milionów euro tak aby to miało jakikolwiek sens - tzn. aby ktokolwiek ją zauważył.
 
Czy jest kryzys czy też go niema, zawsze w budżecie państwa są pilniejsze potrzeby; a nawet jeśli nie są pilne – na ogół w taki sposób są prezentowane. Wyobraźmy sobie dyskusję na Komisji finansów publicznych w Parlamencie, dotycząca finansowania kampanii promocyjnej dla Polski; to dopiero byłby cyrk
 
Zatem nie będzie komu zapłacić bo nie będzie z czego.     
 
Powód drugi - kto miałby taką usługę zamówić?
 
Pewnie więc któryś z tych wysokich państwowych urzędów? Ale czyimi fizycznie rękami i głowami? Powinny się tym zajmować osoby mające dogłębną wiedzę z zakresu marketingu, która wynika z wieloletniego doświadczenia – choćby właśnie w zamawianiu usług marketingowych. Takich ludzi w administracji państwowej  nie ma. Są w szeroko pojętym biznesie: zachodnim,  polskim; agencjach reklamowych, domach mediowych,  czy też firmach public relations. Więc takie kompetentne osoby są prawie wszędzie ale akurat nie w administracji publicznej. Mowa o zespołach, a nie o ambitnych jednostkach, które, na szczęście, bez względu na otaczające je warunki, zawsze starają się zrobić coś pożytecznego.
 
Dlaczego tam ich niema ? z bardzo prostych powodów: raczej niewielkich pieniędzy wypłacanych jako zapłata za pracę; ale co równie ważne - z braku długofalowych perspektyw zawodowych. Jak wiadomo z nowym rządem przychodzi nowa ekipa i precyzyjnie wymiata starą.  
 
Ci profesjonaliści potrzebni są więc po to aby przygotować choćby brief agencyjny – dokument opisujący na tyle precyzyjnie na ile to możliwe - co się chce i w jakim czasie uzyskać. Następnie ci sami  powinni być odpowiedzialni za nadzór nad postępami prac; nad: strategią, kreacją, produkcją, implementacją. Później powinni to wszystko opisać, rozliczyć i ocenić. Na koniec przedstawić raporty z podjętych działań. 
 
Zatem raczej nie ma komu takiej usługi zamówić.
 
Powód trzeci - Gdzie ją zamówić?
 
W jakiejś wyspecjalizowanej firmie, a raczej firmach -  te są raczej prywatne; w zagranicznych za granicą ? w zagranicznych w Polsce ? w polskich w Polsce ? w stworzonym na te potrzeby zespole ?
 
Żadna z nich nie będzie przecież politycznie koszerna. Ile ich zaprosić do konkursu trzy ? dziesięć ? wszystkie ? żadne z tych rozwiązań nie jest doskonałe; każde będzie budziło sprzeciw, protest, zażalenie. Nikt się z niczym i z nikim nie zgodzi; wszyscy ze wszystkimi się pokłócą. Przecież każdy będzi chciał przy okazji zarobić. W takim razie, może RAR (Rządowa Agencja Reklamowa) ale takiej przecież nie ma i nie będzie bo i po co komu ?
 
Zatem zamówić jest gdzie, ale nie ma gdzie.
 
Oczywiście najprościej byłoby podjąć badania i prace nad hasłem i logo promującym nasz kraj, a następnie zmusić jakimś rozporządzeniem, wszystkie nasze agendy działające za granicą aby na określonych dokumentach oraz podczas zdefiniowanych czynności i wydarzeń specjalnych obligatoryjnie się nimi posługiwały. To już jest niby proste i w sumie dość tanie zadanie. Ale również okazuje się historycznie - absolutnie niewykonalne.
 
Na różnych poziomach funkcjonują odmienne loga zamówione ad hoc przez różne agendy rządowe na okoliczność różnych intencji. Poczynając od konceptu „twórczego napięcia” (crative tension) Wally Ollinsa. (nawiasem mówiąc – sam jestem ciekaw czy my Polacy, nadal jesteśmy twórczo napięci? Czy też może już jesteśmy w jakiejś kolejnej, czekającej - swojego opisu promocyjnego - fazie?) z czego niewiele wyszło poza uczuciem niedosytu u różnych. A chyba raczej trzeba się za to wziąć bo Polska ma nie najlepsza markę http://www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/902-polska-ma-zla-marke.html
 
Aby nieco polepszyć nasze samopoczucie; nie sądzę by jakikolwiek kraj na świecie był w stanie podjąć się takiego zadania w takim pełnym wymiarze; być może ono; marzenie patriotów i marketingowców i na zawsze może pozostawać wyłącznie w sferze teoretycznych rozważań. Możliwe jest pokazywanie przez różne państwa ciepłych plaż w Tunezji i Egiptu, narciarskich stoków Austrii i Włoch, krajobrazów mazurskich. Ale działania te są wycinkowe, nakierowane na określoną grupę odbiorców.
 
Świat biznesu robi swoje i okazuje się, że przy okazji znacznie więcej. Może właśnie więc też jest tak, że narodowe marki są w stanie wygenerować znacznie więcej pozytywnego zainteresowania niż rada ministrów i sztaby marketingowców razem wzięte, które odbędą 1500 narad w sprawie.
 
Co prawda,  mnie osobiście IKEA kojarzy się genialnym konceptem biznesowym i fajnym sklepem, który ma szwedzki rodowód. Niektórzy jednak twierdzą,  że jak odwiedzisz ten sklep to tak jak być odwiedził Szwecję http://publicdiplomacymagazine.com/case-study/the-symbiosis-of-sweden-ikea/.
 
Jak by nie było IKEA jest ze Szwecji a Mazury leżą w Polsce.
Komentarze (6)
Sytuacja kryzysowa - Kupieckie Domy Towarowe
 Oceń wpis
   

To co się dzieje pod Kupieckim Domami Centrum jest wręcz książkowym przykładem w jaki sposób nie przygotować się do medialnego zarządzania sytuacją kryzysową.

Oczywiście w głębokiej defensywie są przedstawiciele miasta, choć to właśnie oni działają w zgodzie z literą prawa. I co z tego! Kupców gubi wszechogarniająca arogancja i  pycha; wcześnie ćwiczona, a skuteczna metodologia opóźniania i przeciągania eksmisji w nieskończoność. Przedstawicieli miasta byli natomiast naiwne przekonani, że prawo (medialnie) obroni się samo bo jest - prawem.

Otóż i jedni i drudzy od pierwszych minut dzisiejszego konfliktu zdobywają „żelaznych” sojuszników i „żelaznych” przeciwników; ale w bezpośrednim i bezrefleksyjnym odbiorze informacji z pola walki na pl. Defilad – na pierwszy rzut oka - stroną poszkodowaną jest grupa z blaszaka.

Jakie błędy popełniają przedstawiciele miasta? po pierwsze nie przygotowywali skutecznie od tygodni szerokiej opinii publicznej, iż nikt nie może mieć żadnych złudzeń - KDT muszą być i będą zlikwidowane; bo za tym przemawia po pierwsze prawo; po wtóre perspektywiczny interes stolicy i kropka ! Tego nie było, a powinno być.

Po wtóre, mam wrażenie, że przedstawiciele miasta nie działali od samego rana zbyt aktywnie wobec reprezentantów mediów, nawet chaotycznie. W TV słyszeliśmy więc histeryczne okrzyki i wypowiedzi kupców, bezładne przepychanki i oparu gazu łzawiącego. Te skrawki obrazków i dźwięków siłą rzeczy - chcąc nie chcą faworyzują jedną stronę konfliktu – czyniąc z niej ofiarę i tylko jej dając głos.

Druga strona,  od samego początku stała się stroną oskarżoną bo: maltretuje, gazuje, bije, zabiera miejsca pracy, nie dba, lekceważy i w ogóle…  I gdzieś jakby z dalekiego, drugiego planu, dobywał się przytłumiony głosy przedstawiciela miejskiej administracji tłumaczącego nerwowo miasto oraz policji, która zmuszona była w tym momencie tłumaczyć się (w tym momencie) za nie swoje grzechy. Osobną sprawą jest to, że bardzo łatwo jest dokopywać medialnie policji (bo ma to swoje historyczne uzasadnienie) lekceważąc, że są to ludzie ciężkiej pracy, którzy nadstawiają swoje głowy za nędzne pieniądze, byśmy my czuli się bezpieczni - zapamiętamy?

Czego więc nie zrobiono? Wydaje mi się więc, że nie przygotowano dokładnego planu komunikowania; sądzę, że przedstawiciele miasta nie mieli przygotowanych, a może tylko przećwiczonych Q&A. Te dwie czynności (pośród kilku innych) są po prostu abecadłem komunikowania w sytuacji kryzysowej. Każda szanująca się agencja pr zawsze uświadamia klientowi, że musi odrobić tę lekcję – jakby nie była żmudna, czasochłonna, a i czasami nieprzyjemna bo potrafiąca naruszyć dobre samopoczucie.

Cała też akcja firmy ochroniarskiej była raczej agresywna i toporna (gazy łzawiące, etc) nawiasem mówiąc sam jestem ciekaw czy przedstawiciele miasta byli wcześniej poinformowani o tym, że takie środki chemiczne będą użyte ? Jeśli byli – to powinni do tego się przygotować Jeśli nie byli to mogą sami sobie za to podziękować. Może więc jest też tak, że całej tej akcji wraz z logistyką „pola walki” nie przemyślano dokładnie – no bo przecież prawo broni się samo.

Medialnie, rachunek zostanie wystawiony miastu czyli pani Prezydent, a nie komornikowi lub firmie ochroniarskiej. A to znowu będzie (i już jest) znakomitym wehikułem komunikacyjnym dla opozycji: wobec władz miasta stołecznego Warszawy, opozycji parlamentarnej i „opozycji generalnej” wobec wszystkiego i wszystkich.

Usłyszałem, że wejście na teren KDT oraz czynności komornicze i cała akcja jest filmowana przez przedstawicieli miasta tak aby udowodnić kto działał godnie, a kto nie. Wydaje mi się, że logika i temperatura przyszłych wydarzeń (a wiadomo było wcześniej, że nie będzie to zabawa w kotka i myszkę) sprawi, że ten kto przedstawi prawdę: prawdziwe zdjęcia, prawdziwe nagrania, prawdziwe wypowiedzi stworzy sobie jakąkolwiek szansę aby starać przeciwstawiać się populizmowi kupców i mediów.

Więc, że od samego rana, należało czynić te nagrania; montować je na miejscu (przy aktualnym stanie techniki nie jest to żaden problem) i na miejscu przekazywać przedstawicielom telewizji. Ci z pewnością braliby takie exclusiv’y” i je emitowali.  Oprócz tego należałoby instalować te filmiki w internecie. Tak by, przedstawiciele social media, również mieli możliwość wyrobienia sobie własnego zdania.  Miasto wtedy miałoby szansę wykazać, że postępowało zgodnie ze wszystkimi zasadami nawet nie tylko prawnymi ale również wynikającymi z tytułu bycia człowiekiem oraz współobywatelem.

Za to mamy spektakl przepychanek, który się właśnie rozpoczął i szybko nie zakończy. A z biegiem czasu będzie stawał się coraz mniej merytoryczny, a coraz bardziej populistyczny.

Na dobrą sprawę,  zarządzanie sytuacjami kryzysowymi sprowadza się do trzech aspektów: myślenia, przewidywania, pokory. Jeśli tego brakuje - zawsze są problemy.  

Komentarze (9)
Agencja pr
 Oceń wpis
   

Polski świat public relations w porównaniu do rozwiniętych krajów zachodnich jest stosunkowo młody. Pierwszy na polskim rynku był ogólnie szanowany Piotr Czarnowski ze swoją „First PR”; później zaczęły pojawiać się inne agencje (w tym nasza - założona w 1994 roku) Od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło.

Być może najważniejsza jest to, że agencje pr stały się prawdziwie niezbędne w życiu gospodarczym. Okazuje, że bez działań public relations bardzo trudno prowadzić dziś jakikolwiek poważny biznes; czasami jest również też tak, że bez aktywnych działań public relations nie ma możliwości aby go w ogóle zarządzać nim z sukcesem.

Więc czym my się zajmujemy ? Otóż w najszerszym tle – odpowiadamy za reputację i wizerunek naszych klientów czy też ich produktów lub usług. Realizujemy wiele różnorakich działań; wszystkie jednak związane są ściśle z zarządzaniem komunikacją i z tego wynikającym informowaniem. Do tego celu używamy różnorakich narzędzi i technik. W imieniu klientów kontaktujemy się z ich zewnętrznymi interesariuszami, ale też często uprawiamy komunikację wewnętrzną z pracownikami danej firmy.

Agencje pr mają w zakresie swoich usług wiele wykonują szereg działań; począwszy od pisania tekstów przekazywanych do mediów; nawiązywanie i utrzymywanie w imieniu klientów kontaktów z dziennikarzami, poprzez organizację różnorakich spokań, wydzreń specjalnych; zarządzanie w sytuacjach kryzysowych, wspomaganie firm przy IPO; kreowanie i zarządzanie komunikacją w przestrzeni internetowej z uwzględnieniem stale powiększającej się roli social media i wreszcie realizację audytów i badań marketingowych, monitoringu mediów. Na dobrą sprawę różnorakich czynności jest znacznie więcej, ... również tej mocno biurokratycznej, bowiem agencje pr to normalne firmy – mamy dużo, typowo papierkowej, roboty.

Na polskim rynku jest obecnie kilkaset agencji w różnorakiej formie prawnej z tego już dwie – po udanych debiutach na new connect: Compress i Liberty Group. Jednakże w naszym kraju, agencji public relations, które można by określić w pełni profesjonalnymi organizacjami  jest nie więcej niż trzydzieści. Większość z nich skupia się wokół organizacji branżowej - Związku Firm Public Relations. http://www.zfpr.pl/, prowadzonym od kilku lat z sukcesami przez Pawła Trochimiuka.  Udało mu się zaktywizować środowisko pobudzając doprowadzania wspólnego środowiskowego życia. Co oczywiście nie jest łatwe, bowiem po prostu, każdego dnia, elementarnie i twardo ze sobą konkurujemy.

Mamy też wiele wspólnych problemów, które szczególnie od kilku miesięcy pobudzają nasze środowisko do dyskusji o fundamentach. Ostatnie – to nader nieudany ranking jednego z kolorowych miesięczników biznesowych; ale wszystkie te wydarzenia raczej prowadzą nas w dobrym kierunku. Nasze środowisko stara się wyciągać wnioski także z negatywnych wydarzeń i raczej zawsze, stara się ulepszyć swój świat.

Od lat funkcjonuje również Polskie Stowarzyszenie Public Relations. Tej organizacji brakuje chyba wewnętrznego ognia, a być może przywództwa mającego wytyczoną twardą ścieżkę działania na najbliższe lata.

Jaki jest nasz największy problem ? Chyba to, iż procentowo nader mało osób wie w jaki sposób i do czego nas używać. Ale nie jest to wyłącznie problem Polski, podobnie jest również na zachodnich rozwiniętych rynkach o czym dowiadujemy się od naszych kolegów również z USA. Skoro więc oni tam mają z tym problem to co dopiero my ? Zatem zadanie ogólne polega na ciągłym edukowaniu na poziomie podstawowym –co to jest public relations i czym zajmują się agencje pr.

Komentarze (2)
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
 Oceń wpis
   

Od dobrych kilku lat toczy się – głównie medialna – dyskusja: czy i w jaki sposób powinna być prowadzona promocja naszego kraju za granicą. Temperatura tego dyskursu podobna jest do sinusoidy. Od czasu do czasu albo politycy, albo szeroko pojęte środowiska marketingowe, albo podjęty tego typu wysiłek vide polski hydraulik w Paryżu, bądź nasza, jakas polska wewnętrzna, a żenująca awantura polityczna, bądź pozytywne wyprawa złotych ludzi, złotym samolotem do Brukseli, prowokuje do wypowiadania się w tej kwestii.

Oczywistym jest, że powodów dla których powinniśmy się zbiorowo nad tym zastanawiać jest bardzo wiele i kilka o podstawowym znaczeniu. Otóż  bodaj najpoważniejszy to poczucie, wielu światłych ludzi w naszym kraju, że Polska znalazła się w bardzo sprzyjającym momencie historycznym.  Nawet jeśli jako naród borykamy się z kryzysem ekonomicznym bo i tak okazuje się, że na tle innych krajów wyglądamy nienajgorzej. 

Ale dlaczego znakomity moment ? Ano to jest bardzo proste ! Polska jest w NATO; coraz skuteczniej mości się w strukturach Zjednoczonej Europy; nasza gospodarka, mimo światowych perturbacji ekonomicznych (ceny nośników energii, giełdy, banki itd) - przynajmniej mamy takie wrażenie – jest raczej w dobrej kondycji.

Wraz z Ukrainą, będziemy organizatorami piłkarskich mistrzostw europy w 2012 roku – co ma wymiar daleko większy niźli sportowa rywalizacja. Choć oczywiście Ukraina ma znacznie większe problemy niż Polska. Bo wydaje się, że przygotowania idą tam z większymi trudnościami - brak pieniędzy, a co ważne wspólnej woli politycznej. Więc trzymajmy za nich kciuki by im się udało !

A w szerszym tle ? Przecież nie jest żadną tajemnicą, że na świecie kształtują się nowe pola sił i wpływów. Wzrasta Azja z Chinami na czele; Rosja marzy by odbudować swoje polityczne i militarne znaczenie i nadal współdecydowanie o losach Europy i świata – co pokazała ostatnia wizyta Obamy w Moskwie. Indie i Pakistan to potężne gospodarki, rynki, siły i tlące się konflikty. I wreszcie Stany Zjednoczone z nowym prezydentem, który dwoi się i troi, rozbabranym jeszcze Irakiem, ropiejącym Afganistanem, nieprzewidywalną Koreą Północną; bankami i firmami motoryzacyjnymi, padającymi jak muchy. 

I w tym wszystkim MY. Obywatele kraju w środkowej europie z dramatycznymi doświadczeniami historycznymi; więc nieco ztraumatyzowani, nieco zakompleksieni, ale też cholernie ambitni i pracowici – dzień po dniu wyrywający lepszą przyszłość pazurami i zębami.

Więc od czasu do czasu „zbiorowo” zaczynamy zastanawiać się w jaki sposób widzą nas inne narody i co z tego wynika ? I w jaki sposób powinniśmy „pokazywać się” wobec obywateli innych krajów. Na ogół jednak w ujęciu systemowym;  – a wyłącznie na gabinetoowo medialnych gadkach się kończy.

Można by stwierdzić, iż w tym konkretnym działaniu mamy wieloletnie zapóźnienia – bowiem w sposób od początku przemyślany i ciągły nasz kraj jakichkolwiek wysiłków marketingowych nigdy nie podejmował, a jeśli w ostatnich latach to czyniliśmy to raczej w sposób oderwany od prawideł sztuki,  kompletnie nie skoordynowany z potrzebami naszego kraju, nijak nie uwzględniający możliwości nowoczesnego instrumentarium technik komunikowania, wysiłkami już podejmowanymi przez różne ministerstwa, urzędy, organizacje, stowarzyszenia, środowiska czy też zaciężnych krajowych lub zagranicznych marketingowych samurajów = kompletny bałagan !

Dodatkowo- nawet nie fachowcy zdają sobie przynajmniej intuicyjnie sprawę, że wdrożenie kampanii reklamowej to przeogromna praca wielu ludzi i firm obliczana na kolosalne pieniądze.  W przypadku wydatkowania pieniędzy publicznych takie działanie obrasta w dodatkowe problemy – jak to powiedzieć ludziom ? że trzeba by było np pieniądze w spoty w CNN „wrzucić”, a nie w: górników, hutników, czy pielęgniarki – o szefach setek czy tysięcy związków zawodowych nie wspominając.

Choć owszem „Rada Promocji Polski” Powołana zarządzeniem nr 34 w dniu 30 marca 2004 poprzez zarządzenie Prezesa Rady Ministrów. Do jej zadań należy:

1. opracowanie projektów wytycznych, średnio i długofalowych strategii Rzeczpospolitej Polski

2. proponowanie mechanizmów współpracy organów administracji rządowe z organizacjami pozarządowymi, przedsiębiorcami, środowiskami twórczymi, polonijnymi, kościołami i związkami wyznaniowymi na rzecz promocji Rzeczpospolitej Polski.

3. opiniowanie na wniosek PRM lub właściwego ministra projektów aktów prawnych lub innych dokumentów rządowych, których przedmiotem jest promocja Rzeczpospolitej Polski lub które mogą wywołać skutki w dziedzinie promocji Rzeczpospolitej Polski.

Wielkie słowa z implementacją gorzej - mamy połowę 2009 , a żadnej kampanii jako nie było ta nie ma !!!

A właśnie w tych trudnych miesiącach, aż by się prosiło aby powywieszać bilbordy w obcych stolicach choćby europejskich i pokazać im, że my dajemy radę w kryzysie ! i raczej jesteśmy „wyspą spokoju” Więc gdy czytam zapis dyskusji z warsztatów brandingowych w których wzięli udział przedstawiciele administracji państwowej, biznesmeni, fachowcy od marketingu, public relations i różni tacy – mam dwa wnioski oficjalne i trzeci osobisty.

1/ nie damy rady nic w tej sprawie zrobić – tak aby to miało jajkikowliek profesjonalny i skoordynowany wymiar;

2/ dobrze, że są różni pozytywni „wariaci”, którzy nie dają spokoju tym od administracji publicznej oraz polityki; bo może uda się coś kiedyś zrobić;

3=osobisty/ Porażające to !

A jedne z kluczowych wniosków tego spotkania mędrców jest następujący: Marka Polska - najlpeiej strzeżonym sekretem Europy

www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/894-marka-polska-najlepiej-strzezony-sekret-europy.html

Komentarze (6)
Mój blog jest wart - 92. 723,82 pln
 Oceń wpis
   

Mój blog w dniu wczorajszym wart był 92.723,82 pln. Owszem, tak samo jak Ty Szanowny Czytelniku, bardzo tą informacja się zdziwiłem. Więcej - szczęka mi opadła !

Sprawdziłem to na stronie http://www.webvaluer.org/, a tą stronę poznałem dzięki siedzeniu na Twitterze od jednego moich z kolegów Twitterowców. Oczywiście informacja ta podniosła mnie ku górze bo oto znalazłem się w grupie co mają w garści prawie „stówę”; No tak, ale jaka to garść i jaka stówa ?

Stosunkowo niedawno wdałem się w dyskusję z jednym z najbardziej prominentnych autorów bloga w Polsce (oprócz oczywiście Kataryny) niejakim AzraelemK. Oto dyskusja, prowadzona luźno bo dorośli już jesteśmy i swoje wiemy, więc szło o to czy na prowadzeniu bloga można zarobić ? Takie pytanie nurtuje pewnie prawie każdego Glogera  - nawet jak się do tego nie przyznaje oficjalnie. Więc nie bądźmy hipokrytami, pisanie bloga to również jest praca – specyficzna i wykonywana z różnorakich pobudek, ale praca. 

Wedle badania przeprowadzonego przez agencję Text100, okazało się, że: 63% blogerów z USA; 44% z Europy; 36% z rejonu Azji i Pacyfiku spędza min. 9 godzin (czyli jeden dzień pracy w tygodniu) na blogowaniu. http://www.ciszewskipr.pl/aktualnosci/887-blogerzy-a-pr.html Jest tam też słowo, iż blogerzy stają się na świecie odbiorcami komunikatów generowanych przez agencję public relations, prawie na równych prawach jak "media naziemne"

Więc ta nasza krótka dyskusja z azraelemk to było trochę jak między czeladnikiem, a mędrcem blogowym; bo azraelk, choć jego robota została wyceniona przez www.webvaluer.org na kwotę 4.650 funtów brytyjskich (nie bardzo wiem, dlaczego raz podaje w pln, a raz w funtach ? - ci sprawniejsi komputerowo pewnie wytłumaczą) to celebryta i „haj lajf” świata 2.0 oraz osobnik, twórczo obecny w sieci od kilku lat. Parę dni temu nawet tvn24, puścił jego analizę polityczną wziętą z internetu i opublikował  do szerokiej publiczności – w tle ekranu widać było uroczą białą lodówkę, marki Elektrolux - czyli nie mniej ni więcej takiego mercedesa w dzidzinie chłodzenia  - raczej z jego domu.

Więc wyszło nam z tego wstępu do dyskusji, że zarabiać na blogu raczej trudno; choć są w tej sprawie również pozytywne przykłady – weźmy taki www.mediafun.pl i opis autorstwa Jacka Gadzinowskiego na http://interaktywnie.com/blog/428-sponsoring-bloga--case-mediafunpl-i-agitopl.html

Wracając do wycen: po wpisaniu adresu bloga Janusza Palikota wyświetlana jest kwota ponad 25 mln pln – i chciałoby się powiedzieć - ten to ma łeb do interesów ! Ale blog Kazimierza Marcinkiewicza to  również circa 25 mln pln;  mniej więcej tak samo jak Ryszard Czarnecki, a i podobnie Adam Bielan. Więc wygląda, że polityczny milioner goni milionera.  Podejrzewam, że wytłumaczenie tego stanu rzeczy jest dość proste. Mianowicie jest ograniczona i w miarę stała ilość polityków w Polsce oraz dziennikarzy zajmujących się tą tematyką – więc codzienny ruch na tych blogach jest regularny i w miarę niezmienny –jedni drugim patrzą na ręce; pardon – na klawiaturę.

Weźmy innych np. niejakiego Telemacha http://pytania.wordpress.com/. Oczywiście zależy czego szuka w sieci, ale ów człowiek, kryjący się pod tym antycznym kryptonimem, pisze: porywająco, mądrze, przewrotnie i aż w pięty; jak stwierdził azraelk – to nieodkryty talent. I cóż – nędzne 417 usd (teraz mi dolary wyświetliło). Nie ma tu plotek czy przeróbki czyjegoś tekstu na swój. Zajrzyjcie w wolnej chwili – mam nadzieję, że jego historyjki spodobają się Wam.

Red. Naczelny magazynu „Brief” Grzegorz Kiszluk http://briefuj.biznes.net/blogs/view/564-Briefuj_ze_mna.html , to  20.989.54 pln. (sory Grzegorz – dwa razy tę kaskę sprawdzałem !!!) Ciekawe - jest on wyjątkowo aktywny na: forach, stronach, mikroblogach oraz na papierze swojego magazynu; Kiszluk to taka środowiskowa iskierka, która ostatnio wyspecjalizowała się na Twiterze http://twitter.com/kiszlukbrief w podpuszczaniu polityków różnej maści.

Dominik Kaznowski, bardzo kompetentny człowiek od internetowych sprawek http://kaznowski.blox.pl/html  zapraszany i cytowany i autor książki, a i przystojniak - to całkiem solidne dwa miliony dwieście pln. wedle http://www.webvaluer.org/  Jakby się nie dziwię, zna się na tym.

Blog „Pan Jeż i Stokrotka”, do którego mam link na swoim to cukiereczek szutki blogerskiej; nie wiadomo kto go pisze, a raczej bawi się tym medium (chyba głównie samemu ze sobą) dość rzadko komiksując, ale jak już to …. http://mw.bblog.pl/wpis,45;,24471.html więc tu mamy kwotę ponad 92 tysiące pln. Podobną wycenę uzyskała eKuchareczka http://kuchareczka.bblog.pl/ pisząca o wyrafinowanych kulinariach.

I można by tak godzinami siedzieć i zabawiając się sprawdzać kto ma ile: pln? usd? gbp?. Miło poczuć się prawie „stutysięcznikiem 2.0”. Jest z tym jeden tylko problem (pomijając model wyceny) - wszech wirtualność ! Więc mówię tak - puszczam do was blogerzy oraz inni "oko" Nie traktujcie tego poważnie !!! 

To co w tym najważniejsze  to możliwość obcowania z mądrymi ludźmi, którzy piszą mądre rzeczy na różne tematy, a co w tym fajne - nikt ich do tego siłą nie goni. 

I oczywiście wiem, że mój blog oraz inne blogi nie wiadomo ile są warte i dlaczego ?  

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 |
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:27
najlepszeprezenty.com.pl:
Marka Polska - najlepiej strzeżony sekret Europy
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:02
rtvagd.net:
Kolęda PZPN
Wesołych świąt! :)
2013-12-22 00:36
sw-elzbieta.com:
Co ma zrobić Adam Małysz ?
Wesołych świąt! :)
O mnie
Jerzy Ciszewski
Od lat zajmuję się zawodowo public relations; od niedawna również marketingiem sportowym. W pracy, nie muszę się do niczego zmuszać, a to z dość prozaicznej przyczyny - po prostu lubię to co robię